This is mine, damn it
: ndz maja 17, 2026 5:36 pm
Lilian sądziła, że to jakiś żart, kiedy spostrzegła limitowaną serię pomadek ustawioną na samym szczycie niebotycznie wysokiej półki w dziale drogeryjnym. Co gorsza, została tam już tylko jedna sztuka w kolorze malinowego różu, więc od dobrych dziesięciu minut kombinowała, jak ją zdobyć.
Prężyła się, stawała na palcach, próbowała nawet balansować na krawędzi dolnej półki, ale wszystko na nic. Brakowało jej dobrych dziesięciu centymetrów, więc w duchu klnęła na geny, które najwyraźniej postanowiły przypomnieć jej, że wdała się w karłowatą matkę zamiast w wysokiego ojca.
W końcu sięgnęła po dwa dezodoranty i ostrożnie ustawiła je obok siebie. Zerknęła dookoła, czy nikt nie patrzył, po czym stanęła na puszkach z trudem łapiąc równowagę. Serce już waliło jej szybciej, kiedy wyciągnęła rękę w górę.
Brakowało milimetrów, raptem odrobinki...
I wtedy, dokładnie w momencie, gdy jej palce prawie musnęły opakowanie, ktoś sięgnął zza pleców po opakowanie. Zamarła wciąż stojąc na prowizorycznym podwyższeniu, po czym już bardziej nerwowo odwróciła głowę i... straciła pion. Dezodoranty pod jej stopami zachwiały się gwałtownie, a ona sama poleciała do tyłu. Uderzyła nosem prosto w twardą klatkę piersiową mężczyzny i zanim zdołała się odsunąć, jęknęła żałośnie w jego rozbudowany tors.
Jeszcze wtedy była zbyt blisko, aby go rozpoznać, jednak kiedy w końcu zwiększyła dystans, przytrzymując się jego ramion, doznała olśnienia. Właśnie stała przed swoim byłym chłopakiem, z którym na szczęście nie miała aż tak złych relacji.
— Dziękuję — rzuciła, po czym rozmasowała nos i wyciągnęła rękę po pomadkę, zakładając błędnie, że Archie po prostu chciał jej pomóc.
Archie Miller
Prężyła się, stawała na palcach, próbowała nawet balansować na krawędzi dolnej półki, ale wszystko na nic. Brakowało jej dobrych dziesięciu centymetrów, więc w duchu klnęła na geny, które najwyraźniej postanowiły przypomnieć jej, że wdała się w karłowatą matkę zamiast w wysokiego ojca.
W końcu sięgnęła po dwa dezodoranty i ostrożnie ustawiła je obok siebie. Zerknęła dookoła, czy nikt nie patrzył, po czym stanęła na puszkach z trudem łapiąc równowagę. Serce już waliło jej szybciej, kiedy wyciągnęła rękę w górę.
Brakowało milimetrów, raptem odrobinki...
I wtedy, dokładnie w momencie, gdy jej palce prawie musnęły opakowanie, ktoś sięgnął zza pleców po opakowanie. Zamarła wciąż stojąc na prowizorycznym podwyższeniu, po czym już bardziej nerwowo odwróciła głowę i... straciła pion. Dezodoranty pod jej stopami zachwiały się gwałtownie, a ona sama poleciała do tyłu. Uderzyła nosem prosto w twardą klatkę piersiową mężczyzny i zanim zdołała się odsunąć, jęknęła żałośnie w jego rozbudowany tors.
Jeszcze wtedy była zbyt blisko, aby go rozpoznać, jednak kiedy w końcu zwiększyła dystans, przytrzymując się jego ramion, doznała olśnienia. Właśnie stała przed swoim byłym chłopakiem, z którym na szczęście nie miała aż tak złych relacji.
— Dziękuję — rzuciła, po czym rozmasowała nos i wyciągnęła rękę po pomadkę, zakładając błędnie, że Archie po prostu chciał jej pomóc.
Archie Miller

