The second I saw your face, I wanted violence
: pn maja 18, 2026 6:49 pm
Był niezadowolony i miał do tego pełne prawo.
Jakim cudem skończyło mu się awokado? Był pewien, że idąc trzy dni wcześniej do sklepu zrobił zapas wystarczający na co najmniej tydzień.
A jednak z jakiegoś powodu zabrakło mu tego składnika, przez co nie mógł zjeść śniadania, które zaczynało jego poranek niezmiennie od jakichś dwóch lat. Brzmiało absurdalnie, a jednak wystarczająco, by go podminować. Nie zapowiadało się na wybuch, ale nawet Aaron nie mógł być tego pewien. Chociaż z natury bezkonfliktowy, miewał swoje humory.
Na dodatek dzisiaj miał poznać swojego przyszłego partnera na Bóg wie jeden ile. Zazwyczaj parowano ich w policji na ładnych kilka lat, jeśli tylko nie pojawił się większy konflikt, który mógł utrudnić pracę wszystkim i narazić na szwank kolejne sprawy. Nie chciał zrobić złego wrażenia i z miejsca wyjść na jakiegoś gbura.
Odetchnął trzy razy. Może powinien wpaść do jakiejś knajpy na szybka kanapkę, zamiast pakować się do nowego wydziału na głodniaka? To nigdy nie wróżyło dobrze i w jednym momencie człowiek mógł przerodzić się w prawdziwą bestię, plując jadem na prawo i lewo.
Jak pomyślał, tak zrobił i zaledwie pół godziny później, zadowolony z życia i z zaspokojonymi wystarczająco kubkami smakowymi, skierował się w stronę komisariatu policji.
Wszedł do środka, witając się ze znajomymi osobami. Wpakował się do windy, wybierając odpowiednie piętro, na którym od dzisiaj miał urzędować.
Zabawne, że wydawało mu się, iż dobrze zna to miejsce. Pracował tu już jakiś czas, a jednak istniały kondygnacje i pomieszczenia, do których nijak nie było mu po drodze.
Teraz, idąc korytarzem, nie rozpoznawał nawet twarzy, odnosząc wrażenie, że znajduje się w zupełnie innym komisariacie, co tylko potęgowało uczucie lekkiego zagubienia, które towarzyszyło mu kilka lat wcześniej, gdy został “świeżakiem”. Teraz, w tym wydziale, również miał za takiego uchodzić.
Szybko znalazł się w gabinecie swojego przełożonego. Panował tu znacznie większy bałagan, niż u jego poprzedniego szefa, co nasuwało dwa stwierdzenia - albo zwierzchnik był bałaganiarzem, albo prowadzono tu znacznie więcej spraw, którym daleko było do szybkiego rozwiązania.
Krótka wymiana uprzejmości, kilka pytań i uwag, i ostatecznie aaron mógł stanąć oko w oko z młodym mężczyzną, który miał od tej chwili pełnić rolę partnera na dobre i na złe.
Z tym, że w chwili, w której ujrzał jego twarz wiedział, że druga opcja była bardziej adekwatna.
-Co do kurwy? - Rzucił z pełnym profesjonalizmem.
Grunt to dobre wrażenie.
Żeby jeszcze miał zamiar je robić na personie, która przed nim stanęła.
Rozpoznałby tę blond czuprynę wszędzie. Wrzód na dupie, jakich mało. Aż się krzesłem przywalić chciało, deformując twarz. Może wtedy Blackwoodowi łatwiej byłoby na nią patrzeć.
-Jakiś problem? - usłyszał głos przełożonego.
Oczywiście, że tak! Miał pracować z bufonem. Za jakie grzechy?
-Nie, wszystko w porządku - skłamał. Bo co miał powiedzieć? Z miejsca odmówić współpracy, kiedy ledwo go tu przeniesiono? - Ekspresywna reakcja na urok nowego partnera.
Och, był pewien, że to wszystko, cała ta otoczka, cała zmiana wydziału i wybór partnera były spiskiem uknutym przez jego poprzedniego szefa. Z całej pizdy chciał go udupić.
Trzeba było jednak nie załazić mu za skórę.
Mściwy kutas.
Ricky O'Hara
Jakim cudem skończyło mu się awokado? Był pewien, że idąc trzy dni wcześniej do sklepu zrobił zapas wystarczający na co najmniej tydzień.
A jednak z jakiegoś powodu zabrakło mu tego składnika, przez co nie mógł zjeść śniadania, które zaczynało jego poranek niezmiennie od jakichś dwóch lat. Brzmiało absurdalnie, a jednak wystarczająco, by go podminować. Nie zapowiadało się na wybuch, ale nawet Aaron nie mógł być tego pewien. Chociaż z natury bezkonfliktowy, miewał swoje humory.
Na dodatek dzisiaj miał poznać swojego przyszłego partnera na Bóg wie jeden ile. Zazwyczaj parowano ich w policji na ładnych kilka lat, jeśli tylko nie pojawił się większy konflikt, który mógł utrudnić pracę wszystkim i narazić na szwank kolejne sprawy. Nie chciał zrobić złego wrażenia i z miejsca wyjść na jakiegoś gbura.
Odetchnął trzy razy. Może powinien wpaść do jakiejś knajpy na szybka kanapkę, zamiast pakować się do nowego wydziału na głodniaka? To nigdy nie wróżyło dobrze i w jednym momencie człowiek mógł przerodzić się w prawdziwą bestię, plując jadem na prawo i lewo.
Jak pomyślał, tak zrobił i zaledwie pół godziny później, zadowolony z życia i z zaspokojonymi wystarczająco kubkami smakowymi, skierował się w stronę komisariatu policji.
Wszedł do środka, witając się ze znajomymi osobami. Wpakował się do windy, wybierając odpowiednie piętro, na którym od dzisiaj miał urzędować.
Zabawne, że wydawało mu się, iż dobrze zna to miejsce. Pracował tu już jakiś czas, a jednak istniały kondygnacje i pomieszczenia, do których nijak nie było mu po drodze.
Teraz, idąc korytarzem, nie rozpoznawał nawet twarzy, odnosząc wrażenie, że znajduje się w zupełnie innym komisariacie, co tylko potęgowało uczucie lekkiego zagubienia, które towarzyszyło mu kilka lat wcześniej, gdy został “świeżakiem”. Teraz, w tym wydziale, również miał za takiego uchodzić.
Szybko znalazł się w gabinecie swojego przełożonego. Panował tu znacznie większy bałagan, niż u jego poprzedniego szefa, co nasuwało dwa stwierdzenia - albo zwierzchnik był bałaganiarzem, albo prowadzono tu znacznie więcej spraw, którym daleko było do szybkiego rozwiązania.
Krótka wymiana uprzejmości, kilka pytań i uwag, i ostatecznie aaron mógł stanąć oko w oko z młodym mężczyzną, który miał od tej chwili pełnić rolę partnera na dobre i na złe.
Z tym, że w chwili, w której ujrzał jego twarz wiedział, że druga opcja była bardziej adekwatna.
-Co do kurwy? - Rzucił z pełnym profesjonalizmem.
Grunt to dobre wrażenie.
Żeby jeszcze miał zamiar je robić na personie, która przed nim stanęła.
Rozpoznałby tę blond czuprynę wszędzie. Wrzód na dupie, jakich mało. Aż się krzesłem przywalić chciało, deformując twarz. Może wtedy Blackwoodowi łatwiej byłoby na nią patrzeć.
-Jakiś problem? - usłyszał głos przełożonego.
Oczywiście, że tak! Miał pracować z bufonem. Za jakie grzechy?
-Nie, wszystko w porządku - skłamał. Bo co miał powiedzieć? Z miejsca odmówić współpracy, kiedy ledwo go tu przeniesiono? - Ekspresywna reakcja na urok nowego partnera.
Och, był pewien, że to wszystko, cała ta otoczka, cała zmiana wydziału i wybór partnera były spiskiem uknutym przez jego poprzedniego szefa. Z całej pizdy chciał go udupić.
Trzeba było jednak nie załazić mu za skórę.
Mściwy kutas.
Ricky O'Hara