Strona 1 z 1

Today’s conclusion: skateboards need licenses too

: pn maja 18, 2026 9:14 pm
autor: Olivia Calvert
Dzisiaj wyjątkowo miała czas na załatwienie swoich spraw. Zazwyczaj siedziała w pracy ignorując życie poza prosektorium, zamykając się w nim niczym w jakiejś bańce, która miała ją chronić. Była zbyt zajęta, by myśleć o zakupach, ugotowaniu obiadu, czy chociażby umyciu samochodu (a temu zdecydowanie by się to przydało, bo kolor limonki zaczynał powoli przekształcać się w zgniłą zieleń).
I chociaż zdawało się to być praktyką idealną, tak nie mogła zignorować faktu, że ktoś uiścił z jej konta dość pokaźną opłatę, co wymogło na niej konieczność stawienia się w oddziale banku. Jeszcze tego jej brakowało, żeby straciła oszczędności. Liczyła, że przelew uda się zablokować, mając nadzieję, że nie został ostatecznie zaksięgowany.
Westchnęła, pakując się do samochodu. Uwielbiała prowadzić, jednak myśl, że za kilka minut wpakuje się w korek, który stanie się jej więzieniem na znacznie dłużej, niż planowała, wywoływał w niej drżenie. Była ostatnią osobą lubiącą marnować czas. Tak wiele miała jeszcze do zrobienia! Jasne, jej pacjenci nigdzie nie uciekną, ale nie lubiła odkładać poważnych zadań na później.
Skręciła ostrożnie, w ostatniej chwili hamując przed nieuważnym pieszym.
Czy tak trudno było spojrzeć wokół siebie i upewnić się, że nic nie nadjeżdża?
W taki chwilach zastanawiała się, czy kiedy ona spaceruje po mieście zachowywała się identycznie. Oby nie, bo narażanie się wściekłym kierowcom nie było mądrym pomysłem. Nie w takim mieście jak Toronto, w którym rozpędzony van mógł staranować tłum w każdej sekundzie.
Starając się zapanować nad zniecierpliwieniem (zdecydowanie potrzebowała kawy; bez niej wydawała się inną osobą, mniej przyjemną), w ślimaczym tempie zbliżała się do budynku banku. Mieszkanie w tej okolicy miało swoje plusy - wszędzie było blisko. Niestety blisko nie zawsze oznaczało szybciej, tym bardziej, jeśli było się kierowcą.
Odetchnęła z ulgą, kiedy wężyk pojazdów ruszył przed siebie, trochę się rozładowując. To dało jej możliwość nadrobienia, jak również znalezienie miejsca parkingowego, co stanowiło niemałe wyzwanie w metropolii takiej wielkości. Mogła się założyć, że liczba samochodów przewyższała tu liczbę mieszkańców.
Wolno, nie czując się w tym tak pewnie jakby chciała, zaczęła wykonywać manewry mające ją doprowadzić do jako tako prostego zaparkowania. Kolejny samochód zaopatrzy w większą ilość czujników i kamer. Albo dorobi się samochodu, który zaparkuje sam siebie.
Obróciła głowę sprawdzając, ile ma miejsca z tyłu. Wydawało się, że wystarczająco, jednak krzywizna kół trochę ją irytowała. Ruszyła do przodu - błędnie podjęta decyzja.
Usłyszała głuche uderzenie. Nie z rodzaju tych głośnych, na dźwięk których człowiek niezwłocznie dostaje zawału. Bardziej stłumione, choć oddziałujące z wystarczającą intensywnością na patolożkę.
Nie spodziewała się, toteż z jej ust wydobył się cichy pisk - Myszka Minnie mogłaby brać u niej lekcje.
Cztery sekundy - bo tyle potrzebował jej mózg na przetworzenie sytuacji - oraz jedną deskorolkę wolno sunącą sprzed jej maski w lewą stronę później, wyskoczyła z samochodu. Dotarło do niej, że zwyczajnie w świecie w kogoś uderzyła.
Odetchnęła z nieukrywaną ulgą, kiedy młody mężczyzna leżący na asfalcie się poruszył. Przynajmniej żył.
Jeszcze.
-Na litość Pana, nic ci nie jest? Boli cię gdzieś? Złamałeś którąś kończynę? - Zalała go pytaniami, w pierwszej kolejności dopuszczając do głosu lekarską naturę.
Na tą drugą przyjdzie czas za chwilę.

Ricky O'Hara

Today’s conclusion: skateboards need licenses too

: śr maja 20, 2026 10:30 pm
autor: Ricky O'Hara
{ 2 }
Można było pomyśleć, że w życiu detektywa wydziału zabójstw i zaginięć mało jest dni spokojnych, spędzonych na nudzie — i byłoby to założenie jak najbardziej słuszne, bo O’Hara czasami miał wrażenie, że pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jednak odkąd jego partner przeszedł na wcześniejszą emeryturę, a ich wszystkie sprawy przerzucono innym duetom, Ricky autentycznie miał trochę czasu, by się po prostu zwyczajnie ponudzić.
Nie zakładał, że jego nuda zmieni się w popołudnie pełne załatwiania dorosłych spraw, których naprawdę nienawidził załatwiać, ale chciał skorzystać z tego, że faktycznie nie musi ostatnio zarywać nocek na komisariacie.
Właśnie wychodził z banku cały rozgorączkowany, bo miał niejasne wrażenie, że nikt nie traktował go tam poważnie. Zablokował sobie ostatnio kartę płatniczą, bo — a jakże by inaczej — zapomniał do niej PINu. Szósty raz. Pracownica, która go przyjęła, popatrywała tylko co chwilę na trzymaną przez niego pod pachą deskorolkę, to znowu na jego twarz, to na jego biały T-shirt z napisem I LOVE MILFS… może faktycznie nie był to najlepszy strój na załatwianie poważnych spraw, ale zapomniał zrobić pranie i zostało mu już tylko to…
Popchnął deskorolkę nogą, by wskoczyć na nią już w ruchu. Nie zostało mu już nic do załatwienia oprócz jakichś szybkich zakupów, ale póki co musiał dostać się do swojej dzielni. Nie przejechał jednak nawet pięciu metrów, kiedy nagle tuż przed nim wyrosła maska zielonego samochodu.
Bardziej usłyszał, niż poczuł uderzenie o metal.
Nie jechał szybko, więc impet nie był zabójczy, ale wystarczył, by Ricky wpadł na maskę i zsunął się po niej dramatycznie. Nie było może slow motion, ale niewiele brakło, by zaliczył glonojada na szybie. Jego poobklejana wlepami deska odjechała kilka metrów dalej, a O’Hara — bardziej zaskoczony niż faktycznie poszkodowany — zjechał po brudnej masce na asfalt.
Kobiecy głos wyrwał go z tego stanu szoku i chyba dopiero, kiedy jego niedoszła morderczyni wspomniała o bólu, to do jego mózgu dotarły sygnały z ciała. Ewidentnie obił sobie kolano, które pulsowało teraz tępo, ale raczej nic poważnego sobie nie zrobił.
Nic, czego nie wyleczyłaby paczka mrożonego groszku i parę buziaczków.
Chyba nic mi nie jest — wymamrotał, nie otwierając oczu. Słońce jak na złość wyszło zza chmur i raziło go w oczy, dlatego przesłonił je ręką. — Chociaż wydaje mi się, że jestem trochę nieprzytomny…
Zamrugał, próbując mimo ostrego słońca dostrzec, kto to taki mądry próbował popełnić morderstwo na detektywie wydziału zabójstw, o ironio! No i kiedy już dostrzegł, to nawet nie potrafił być jakoś szczególnie zły…
A ty jesteś cała? — palnął, zapominając o tym, że kobieta była bezpieczna w ważącej kilkaset kilogramów metalowej klatce, która nie uderzyła z impetem w ścianę, a lekko puknęła Bogu ducha winnego przechodnia, więc raczej nic nie mogło jej się stać. No ale Ricky był szarmancki i troskliwy, zwłaszcza w stosunku do ładnych kobiet, dlatego zaczął się powoli gramolić na równe nogi. Niestety, obite kolano załamało się pod nim i klapnął znowu tyłkiem o asfalt. — No, w sumie to i tak chciałem tu sobie chwilę posiedzieć...


Olivia Calvert