Strona 1 z 1

down to the bridge

: wt maja 19, 2026 2:07 pm
autor: zaylee miller
063.
Konsultacja zwykle oznaczało, że ktoś już wcześniej próbował nadać zgonom pozory porządku i teraz oczekiwano od niej, że ona to potwierdzi albo obali. Albo najlepiej naprawi wszystko, co ktoś już zbabrał. Nie było w tym nic wyjątkowego w sensie formalnym. Takie przypadki zdarzały się rzadko, ale jednak na tyle regularnie, że procedury jednak istniały i były jasne. Sama konsultacja wynikała z liczby ciał i różnorodności obrażeń. Od początku coś tutaj nie grało. A całość zaczęła się od zawalonego mostu.
Początkowo raporty mówiły o awarii konstrukcyjnej. Potem o przeciążeniu. Później pojawiły się kolejne wersje, w tym możliwy wybuch, który mógł wywołać efekt domina. W ciągu kilku godzin jedno miejsce zamieniło się w wieloczynnikową katastrofę, czym natychmiast zainteresowały się różne służby. Miller współpracowała z policją odkąd tylko skończyła naukę na wydziale medycyny sądowej w Ottawie. Naturalnie z wyróżnieniem. I szczerze nienawidziła, kiedy ktoś zaglądał jej przez ramię, a detektywi mieli ten paskudny nawyk, który autentycznie doprowadzał ją do szału.
Na miejscu zdarzenia pojawiła się osobiście, ale pierwsze ciała trafiły na jej stół sekcyjny w kilku partiach dopiero późnym wieczorem, część po wstępnej selekcji w szpitalu. Niektóre były już częściowo zidentyfikowane, inne oznaczone jedynie numerami. Stała, zapierając się biodrem o metalową szafkę, gdy technik rozsuwał zamek worka transportowego. W środku - mężczyzna w średnim wieku, ślady urazów wielonarządowych, ale bez jednoznacznego mechanizmu śmierci. Niektóre obrażenia wskazywały na upadek z wysokości, inne na przygniecenie. A jednak brak było spójności, która pozwalałaby zamknąć temat. Zanim jeszcze sięgnęła pod dokumentację, pomyślała, że to dopiero pierwsze ciało, a już było w nim za dużo zmiennych.
Telefon z administracji przyszedł krótko po północy. Informacja o wspólnej analizie z Olivią Calvert. Zaylee prychnęła cicho, odkładając na bok protokół ze wstępnych oględzin zwłok. Calvert zawsze pracowała w szpitalnym prosektorium i ich współpraca przypominała bardziej przeciąganie liny niż wymianę opinii. Może między nimi nie było otwartej wrogości, ale też nie było jakiejś szczególnej sympatii. Każde spotkanie oznaczało różnicę perspektyw i konieczność ich pogodzenia, przynajmniej na czas jednej sprawy.
Nie musisz się tak skradać — przywitała ją, gdy przed prosektorium poniósł się charakterystyczny stukot kroków. — Wejdź i zamknij za sobą drzwi — dodała, nawet się nie odwracając. Nie spodziewała się nikogo poza Calvert.
Jej żona, pracująca w wydziale zabójstw, wchodziła tutaj właściwie jak do siebie i była chyba jedyną osobą, której uchodziło to bez żadnego komentarza ze strony Miller. Zaylee wcześniej uprzedziła jednak Swanson, żeby na nią nie czekała, bo sama nie miała pojęcia, o której uda jej się skończyć. Trochę żałowała, że po ślubie nie mogły pozwolić sobie na choć kilka spokojniejszych dni, ale obie doskonale wiedziały, jak wygląda ich praca.
Na razie i tak musimy uporządkować materiały — zaznaczyła od razu, przechodząc do konkretów. Zaylee zawsze opierała swoją pracę na faktach i procedurach, nigdy na improwizacji. — Każde niezidentyfikowane ciało musi zostać opisane, sfotografowane i ocenione pod kątem wstępnej przyczyny zgonu. Przygotowałam ci stanowisko — skinęła głową w stronę stołu obok.
Metalowy blat lśnił w ostrym świetle prosektorium. Wszystko było ułożone dokładnie tak, jak powinno - narzędzia, dokumentacja i zabezpieczone próbki. Każdy, kto miał okazję pracować z doktor Miller choćby przez chwilę, szybko zauważał, że jej pedantyczność wykraczała daleko poza zwykłą dokładność.

Olivia Calvert

down to the bridge

: wt maja 19, 2026 8:54 pm
autor: Olivia Calvert
Zdarzało jej się w przeszłości współpracować z innymi patologami - czy to na studiach, gdzie jeszcze nie mogła sama wykonywać sekcji, jak i w późniejszej karierze, gdzie przypadki były na tyle skomplikowane, by musiała zasięgnąć porady. Nie była nieomylna, zdawała sobie z tego sprawę, chociaż uważała, że jest wystarczająco dobre, by wierzyć w decyzje, które podejmowała zajmując się swoimi pacjentami. Niekiedy jednak miała do czynienia z rzeczami, które były jej obce, a to wymagało rozmowy z kolegami po fachu i poznaniu ich punktu widzenia.
Rzadko miała jednak do czynienia z sekcją, w której miała wspólnie z kimś zajmować się większą ilością ofiar.
Zawalenie się mostu, niezależnie od przyczyny, było prawdziwą tragedią dla rodzin zmarłych. Poczuła ukłucie w sercu na myśl, jak wiele osób będzie musiała zostać poinformowana o śmierci kogoś, kogo kochali. Nie wyobrażała sobie, że miałoby spotkać ją to ponownie. Ból towarzyszący stracie nigdy nie znikał całkowicie - czaił się podstępnie w człowieku czekając na odpowiedni moment, by ponownie dać o sobie znać.
Przytłaczające i jakże niesprawiedliwe.
Tym bardziej zależało jej na identyfikacji wszystkich, by żyjący mogli zamknąć ten koszmarny rozdział i pożegnać godnie bliskich. Liczyła, że nie przeszkodzi jej w tym ogólna niechęć, która panowała pomiędzy nią, a Miller, z którą to miała pracować tak wiele kolejnych godzin.
Nie były przyjaciółkami i Olivia miała wrażenie, że nigdy nimi nie zostaną. Rywalizowały ze sobą od chyba pierwszej chwili, w której się poznały, rzucając mało przyjemnymi uwagami, prześcigając się w swoich racjach. Ktoś powiedziałby, że to dziecinne; Liv widziała to inaczej - dzięki temu miała motywację, by każdego dnia stawać się lepszym patologiem. Napędzała ją ta znajomość, chociaż tego nie miała najmniejszego zamiaru nigdy zdradzać swojej rywalce.
Z pokaźnych rozmiarów kubkiem kawy, która była jej uzależnieniem, a bez której nie wyobrażała sobie pracy o tak późnej godzinie, skierowała się ku prosektorium.
Północ, martwi ludzie. Idealne podłoże do filmów grozy.
Już pierwsze słowa koleżanki po fachu nie zwiastowały przyjaznej atmosfery.
Prychnęła na jej uwagę. Następnym razem Miller mogła być pewna, że Olivia będzie tupać niczym słoń.
-Zupełnie, jakbyś zapomniała, przypominam ci, że nie jestem już studentką, ani żadną twoją podopieczną. A na dodatek, co, uwaga, będzie dla ciebie szokiem - wiem jak się zabierać do pracy - powiedziała tuż po tym, jak druga kobieta wydała jej niemal serię poleceń.
Nic się w tym względzie nie zmieniła.
Podeszła do pustego stołu, stawiając na nim kubek.
-Przywiozą kogoś jeszcze, czy to wszyscy?- spytała. profesjonalizm to podstawa; warto było zachować chociaż jego namiastkę. Teraz jednak na bok musiała odłożyć wszelkie nieporozumienia - czekało je naprawdę wiele pracy i Calvert liczyła, że kostnica nie zapełni się większą ilością ofiar.
Stanęła przy pierwszym ciele - młoda kobieta, na oko w jej wieku, której coś ciężkiego zmiażdżyło większość twarzy. Nic dziwnego, że pojawiły się trudności z identyfikacją.
-Twoi bliscy będą bardzo za tobą tęsknić - westchnęła. Dość często mówiła do swoich pacjentów. Wiele osób mówiło jej, że nie powinna angażować się emocjonalnie, ale nie zawsze jej się to udawało.

zaylee miller