So those two little assholes found themselves a new home
: wt maja 19, 2026 5:35 pm
Znalezienie odpowiednich części do komputera było niczym maraton. Człowiek musiał się sporo nabiegać (co nie u każdego było wskazane, ale hej, zero ograniczeń), wykorzystując ponadprzeciętne zdolności, by ostatecznie dorwać upragnione elementy, z których miało powstać prawdziwe arcydzieło.
Każdy wysiłek był tego wart, a tych kilka przystanków, by złapać oddech, było niczym w porównaniu z radością rozpierającą ciało. Uzależniające uczucie, którego doświadczyli jedynie poszukiwacze zaginionych skarbów.
Lub zgubionych kluczy.
Tego dnia Felix miał do załatwienia naprawde wiele spraw. Kiedy obudził się rano doznał olśnienia - potrzebował nowego komputera ze znacznie szybszym procesorem. Kupno gotowego nie wchodziło w grę, za to samodzielne złożenia? Zero problemu. Coś jak puzzle dla dorosłych.
Miotał się od komisu do komisu, przeglądając pokaźny zasób elektronicznych urządzeń, Był wybredny, nie zadowalając się byle czym. Trzeba było mieć chociaż trochę wybredny gust, by ludzie nie sądzili, że było się łatwym.
Dziwne przemyślenia.
Niemal zaśmiał się z radością, kiedy w jego ręce wpadł odpowiedni procesor. Wydawał się być w bardzo dobrym stanie i szybkie oględziny potwierdziły przypuszczenia młodego mężczyzny.
Element odhaczony z listy, którą miał w głowie.
Uiścił opłatę, która była trochę śmieszna; przecież za coś takiego można było wyciągnąć więcej. Jego szczęście, że zaoszczędził. Dzięki temu kolejna część będzie mogła być lepszej jakości. Nie miał wielu oszczędności i chociaż mógłby poprosić swoich rodziców o pomoc, nie chciał nadużywać ich dobroci. Wystarczająco wiele dla niego poświęcili, by jeszcze się martwić, że nie poradzi sobie sam. Chciał im udowodnić, że nie muszą się o niego tak śmiertelnie bać.
Raz wystarczy.
Zrobił chwilę przerwy w bieganinie, wstępując do sklepu zoologicznego, by kupić karmę dla kotów. Wybredne mendy zadowalały się tylko jednym rodzajem, którego nie mógł zamówić przez internet. Subtelnie zmuszano go do ruszania tyłka sprzed komputera.
Przepraszając uroczą dziewczynę, którą niechcący potrącił, ruszył na dalszy ciąg łowów. Zostało tak niewiele i chciał mieć pewność, że nic nie zostanie na jutro. Nie miał aż tyle wolnego czasu.
Kilka godzin później, obładowany do granic możliwości, ale szczęśliwy, wrócił do mieszkania.
-Dzieci, wróciłem! - krzyknął licząc, że ferajna go zaatakuje. Zawsze tak było, gdy przynosił żarcie; koty wiedziały.
Z tym, że tego dnia kotów nie było.
Stan ten nie zmienił się przez kolejny tydzień, w czasie trwania którego Carlson szukał, nawoływał i nawet wywiesił ogłoszenia, które co prawda zaraz zostawały zamazane lub zrywane przez pomocnych mieszkańców okolicy, ale napawały nadzieją, że ktoś mu powie, co się stało z jego zwierzakami.
Nie powiedział nikt i do zrozpaczonego Felixa docierała przerażająca prawda - ktoś zwyczajnie w świecie postanowił porwać Lazarusa i Ruby.
Ricky O'Hara
Każdy wysiłek był tego wart, a tych kilka przystanków, by złapać oddech, było niczym w porównaniu z radością rozpierającą ciało. Uzależniające uczucie, którego doświadczyli jedynie poszukiwacze zaginionych skarbów.
Lub zgubionych kluczy.
Tego dnia Felix miał do załatwienia naprawde wiele spraw. Kiedy obudził się rano doznał olśnienia - potrzebował nowego komputera ze znacznie szybszym procesorem. Kupno gotowego nie wchodziło w grę, za to samodzielne złożenia? Zero problemu. Coś jak puzzle dla dorosłych.
Miotał się od komisu do komisu, przeglądając pokaźny zasób elektronicznych urządzeń, Był wybredny, nie zadowalając się byle czym. Trzeba było mieć chociaż trochę wybredny gust, by ludzie nie sądzili, że było się łatwym.
Dziwne przemyślenia.
Niemal zaśmiał się z radością, kiedy w jego ręce wpadł odpowiedni procesor. Wydawał się być w bardzo dobrym stanie i szybkie oględziny potwierdziły przypuszczenia młodego mężczyzny.
Element odhaczony z listy, którą miał w głowie.
Uiścił opłatę, która była trochę śmieszna; przecież za coś takiego można było wyciągnąć więcej. Jego szczęście, że zaoszczędził. Dzięki temu kolejna część będzie mogła być lepszej jakości. Nie miał wielu oszczędności i chociaż mógłby poprosić swoich rodziców o pomoc, nie chciał nadużywać ich dobroci. Wystarczająco wiele dla niego poświęcili, by jeszcze się martwić, że nie poradzi sobie sam. Chciał im udowodnić, że nie muszą się o niego tak śmiertelnie bać.
Raz wystarczy.
Zrobił chwilę przerwy w bieganinie, wstępując do sklepu zoologicznego, by kupić karmę dla kotów. Wybredne mendy zadowalały się tylko jednym rodzajem, którego nie mógł zamówić przez internet. Subtelnie zmuszano go do ruszania tyłka sprzed komputera.
Przepraszając uroczą dziewczynę, którą niechcący potrącił, ruszył na dalszy ciąg łowów. Zostało tak niewiele i chciał mieć pewność, że nic nie zostanie na jutro. Nie miał aż tyle wolnego czasu.
Kilka godzin później, obładowany do granic możliwości, ale szczęśliwy, wrócił do mieszkania.
-Dzieci, wróciłem! - krzyknął licząc, że ferajna go zaatakuje. Zawsze tak było, gdy przynosił żarcie; koty wiedziały.
Z tym, że tego dnia kotów nie było.
Stan ten nie zmienił się przez kolejny tydzień, w czasie trwania którego Carlson szukał, nawoływał i nawet wywiesił ogłoszenia, które co prawda zaraz zostawały zamazane lub zrywane przez pomocnych mieszkańców okolicy, ale napawały nadzieją, że ktoś mu powie, co się stało z jego zwierzakami.
Nie powiedział nikt i do zrozpaczonego Felixa docierała przerażająca prawda - ktoś zwyczajnie w świecie postanowił porwać Lazarusa i Ruby.
Ricky O'Hara