Can somebody help me?
: wt maja 19, 2026 7:45 pm
#5
Od przeżycia tamtej pamiętnej (dla jednych bardziej dla drugich mniej) nocy minęło już trochę czasu. Hunter nie czuł zmiany, czego jednak nie dało się powiedzieć o Prudence - może go nie unikała bo mieli w dalszym ciągu swoje spotkania na terapii, jednak widać było że nie do końca czuje się przy nim pewnie. Nie zrozumcie mnie źle, nie robił żadnych głupich gestów ani nie wspominał tego co się wydarzyło. Wręcz przeciwnie, przeszedł z tym do porządku dziennego. Rozmawiał z nią normalnie, ba! Wręcz nawet otworzył się bardziej lekko opuszczając gardę, którą wiecznie trzymał w rozmowie. Jednak po kilku kolejnych sesjach zrozumiał, że może warto przekonać Prudence, że nic wielkiego się nie stało?
Zamówił kwiaty, bukiet czerwonych róż, które miały sprawić, że na twarzy kobiety zagości uśmiech. Zrobił to w dzień kiedy nie musieli się widzieć - aby mogła od niego odpocząć i nie czuła się przytłoczona. Dorzucił do tego liścik - Na poprawienie humoru i lepszą pracę.
Nie pisał żadnych pustych frazesów czy przeprosin, bo nie uważał, że miało to jakiś sens. Musieli żyć dalej z tym co zrobili i przestać zachowywać się dziwnie.
Umówił się z nią na popołudniową godzinę w swoim domu. Kilka dni wcześniej zajmował się swoimi siostrzeńcami, których Andrea podrzuciła jadąc na badania kontrolne dzidzi. Obiecał, że nie będą robić nic szalonego, ale jak to chłopaki… plany się zmieniają. Hunter zabrał ich na quady za miastem. Tam szaleli wszyscy, nawet on. Dzień zakończyli jeszcze zabawą przy grillu w jego ogródku.
Jednak czy wszystko poszło z planem? Powiedzmy że tak, bo jak inaczej wytłumaczyć jego utykanie na lewą nogę? Kazał chłopakom siedzieć cicho, gdy przez przypadek spadł z quada rozcinając łydkę, w miejscu które nie chciało przestać krwawić. Oczywiście zajął się tym od razu, bo od właścicieli wypożyczalni dostał apteczkę, a później żeby młodzi siedzieli cicho i nie wygadali się mamie, zorganizował im grilla. Takiego prawdziwego, z kiełbaskami, mięsem i mnóstwem zabawy w międzyczasie. Ignorował ból, bo nie mógł ich zawieść. Kiedy jednak Andrea przyjechała po chłopaków, mógł w końcu usiąść na kanapie i odpocząć. Sprawdził opatrunek - nie wyglądało to źle, dlatego zmienił go i założył nowy. Robił to przez dwa kolejne dni. Jednakże gdy obudził się w środę poczuł rozsadzający ból głowy. Gorączka… wziął na nią proszki ale nic nie zbiło temperatury, która tylko rosła. Czuł się źle… kompletnie zapominając opatrunku na nodze. Bolało go wszystko - więc nie zwracał uwagi na dalsze utykanie.
Po wypaleniu papierosa w salonie, chciał wstać ale… zakręciło mu się w głowie. Nawet nie wiedział kiedy wysiadł mu prąd. Odcięło go totalnie, lądując na kancie stołu, przez co dodatkowo rozbił głowę, z której sączyła się krew na dywan. Leżał… bez ruchu, rozpalony, spocony i przede wszystkim nieprzytomny.
Itxel zaczęła szczekać… lecz nikt jej nie słyszał… chyba...
prudence lane
Od przeżycia tamtej pamiętnej (dla jednych bardziej dla drugich mniej) nocy minęło już trochę czasu. Hunter nie czuł zmiany, czego jednak nie dało się powiedzieć o Prudence - może go nie unikała bo mieli w dalszym ciągu swoje spotkania na terapii, jednak widać było że nie do końca czuje się przy nim pewnie. Nie zrozumcie mnie źle, nie robił żadnych głupich gestów ani nie wspominał tego co się wydarzyło. Wręcz przeciwnie, przeszedł z tym do porządku dziennego. Rozmawiał z nią normalnie, ba! Wręcz nawet otworzył się bardziej lekko opuszczając gardę, którą wiecznie trzymał w rozmowie. Jednak po kilku kolejnych sesjach zrozumiał, że może warto przekonać Prudence, że nic wielkiego się nie stało?
Zamówił kwiaty, bukiet czerwonych róż, które miały sprawić, że na twarzy kobiety zagości uśmiech. Zrobił to w dzień kiedy nie musieli się widzieć - aby mogła od niego odpocząć i nie czuła się przytłoczona. Dorzucił do tego liścik - Na poprawienie humoru i lepszą pracę.
Nie pisał żadnych pustych frazesów czy przeprosin, bo nie uważał, że miało to jakiś sens. Musieli żyć dalej z tym co zrobili i przestać zachowywać się dziwnie.
Umówił się z nią na popołudniową godzinę w swoim domu. Kilka dni wcześniej zajmował się swoimi siostrzeńcami, których Andrea podrzuciła jadąc na badania kontrolne dzidzi. Obiecał, że nie będą robić nic szalonego, ale jak to chłopaki… plany się zmieniają. Hunter zabrał ich na quady za miastem. Tam szaleli wszyscy, nawet on. Dzień zakończyli jeszcze zabawą przy grillu w jego ogródku.
Jednak czy wszystko poszło z planem? Powiedzmy że tak, bo jak inaczej wytłumaczyć jego utykanie na lewą nogę? Kazał chłopakom siedzieć cicho, gdy przez przypadek spadł z quada rozcinając łydkę, w miejscu które nie chciało przestać krwawić. Oczywiście zajął się tym od razu, bo od właścicieli wypożyczalni dostał apteczkę, a później żeby młodzi siedzieli cicho i nie wygadali się mamie, zorganizował im grilla. Takiego prawdziwego, z kiełbaskami, mięsem i mnóstwem zabawy w międzyczasie. Ignorował ból, bo nie mógł ich zawieść. Kiedy jednak Andrea przyjechała po chłopaków, mógł w końcu usiąść na kanapie i odpocząć. Sprawdził opatrunek - nie wyglądało to źle, dlatego zmienił go i założył nowy. Robił to przez dwa kolejne dni. Jednakże gdy obudził się w środę poczuł rozsadzający ból głowy. Gorączka… wziął na nią proszki ale nic nie zbiło temperatury, która tylko rosła. Czuł się źle… kompletnie zapominając opatrunku na nodze. Bolało go wszystko - więc nie zwracał uwagi na dalsze utykanie.
Po wypaleniu papierosa w salonie, chciał wstać ale… zakręciło mu się w głowie. Nawet nie wiedział kiedy wysiadł mu prąd. Odcięło go totalnie, lądując na kancie stołu, przez co dodatkowo rozbił głowę, z której sączyła się krew na dywan. Leżał… bez ruchu, rozpalony, spocony i przede wszystkim nieprzytomny.
Itxel zaczęła szczekać… lecz nikt jej nie słyszał… chyba...
prudence lane