Could you pretend to be my fiancé today?
: wt maja 19, 2026 10:19 pm
Nie samą pracą człowiek żyje.
Takie przeświadczenie miało wiele osób, czego Olivia do końca nie wyznawała. Była uzależniona od tego co robiła nie tylko ze względów finansowych. Prawdą było, że gdyby tylko pogodziła się ze swoim ojcem nie musiałaby ani trochę martwić się o pieniądze. Upór oraz wyznawanie innych wartości sprawiły jednak, że kobieta harowała więcej godzin, niż ilość przyjęta za średnią.
Nie przeszkadzało jej to. Chciała być dobra w tym co robi, a ambicje pchały ją coraz dalej ku świetlanej przyszłości lekarskiej.
Dała się jednak namówić na kilka drinków z koleżanką niewidzianą od czasu studiów. Miały nadrobić czas, który każda z nich poświęciła własnej karierze, nie oglądając się na osoby wokół siebie; powymieniać plotkami na temat życia zawodowego, jak i prywatnego.
Już w tym momencie Calvert powinna założyć, że Amber się nie zmieniła i za nic miała słowność i punktualność.
Nieświadoma, że ten wieczór przyjdzie jej spędzić samej, wbiła się w sukienkę (żałowała, że tak rzadko mogła je nosić), zadowolona z efektu końcowego. Ciągła praca miała swój plus - człowiek nie miał czasu na jedzenie, a to skutkowało zachowaniem szczupłej sylwetki. Nie miała hopla na tym punkcie, ale każdy lubił dobrze wyglądać.
Wysłała szybkiego SMSa do swojej dzisiejszej towarzyszki, informując ją, że jest już w drodze i wsiadła do zamówionego Ubera. Po paru zdarzeniach z przeszłości wyciągnęła odpowiednie wnioski - nie miała najmniejszego zamiaru pchać się nigdzie na piechotę wiedząc, że będzie piła. Wystarczyło jej ekstremalnych doznań, chociaż coś w środku krzyczało, że przecież nie mogła się od nich uwolnić. Była magnesem, przyciągając do siebie dziwnych ludzi, niczym miód pszczoły.
Znalazłszy się w Poor Romeo - podobała jej się ta nazwa, była tak bardzo życiowa - jeszcze raz napisała do Amber, która nie raczyła odpisać na wcześniejsze wiadomości.
Doprawdy irytujące. Nie liczyła na punktualność co do minuty, ale mogłaby chociaż dać znać na jakim etapie wyjścia jest.
Po niespełna czterdziestu minutach Calvert wiedziała, że koleżanka się nie stawi. Zapewne znowu znalazł coś ciekawszego do roboty. Coś pod postacią osobnika z sześciopakiem i bogatym wyposażeniem… portfela.
Zła na siebie postanowiła mimo wszystko wyciągnąć coś z tego wieczora. Skoro już wyszła, wystroiła się to czemu nie zaznać życia?
Alex byłby z niej dumny.
Kiedy zaczepił ją miło wyglądający mężczyzna, nie oponowała. Nowe znajomości nie były niczym złym. Ludzie byli zwierzętami stadnymi nawet, jeśli tak się tego wypierali.
Niestety, była to zła decyzja - jej rozmówca zdawał się być zdesperowany i nachalny. Nie podobało jej się to w żadnym calu, a niestety nie była aż tak asertywna, żeby, niczym Paloma, powiedzieć mu, by zwyczajnie się odwalił.
Zażenowana próbowała zbyć go w inny sposób, który zdał się tyle co woda na palący się olej. Musiała coś wymyśli, bo inaczej utknie tu z nim, kompletnie zawalając wieczór.
W chwili, w której obok ich stolika przechodził dość przystojny i całkiem porządnie wyglądający samiec alfa, Liv niewiele myśląc wstała, łapiąc go pod ramię. Plan niczym ze słabej jakości filmu romantycznego, ale była zdesperowana.
-Kochanie, w końcu jesteś. Już myślałam, że o mnie zapomniałeś - uśmiechnęła się do nieznajomego.
Błagam, niech podejmie grę.
-Właśnie mówiłam Darrenowi, że na ciebie czekam - dodała, zerkając na Pana Natręta. To musiało na niego podziałać. Chyba nie był na tyle głupi, żeby przystawiać się do niej przy “jej chłopaku”.
Jude Iverson
Takie przeświadczenie miało wiele osób, czego Olivia do końca nie wyznawała. Była uzależniona od tego co robiła nie tylko ze względów finansowych. Prawdą było, że gdyby tylko pogodziła się ze swoim ojcem nie musiałaby ani trochę martwić się o pieniądze. Upór oraz wyznawanie innych wartości sprawiły jednak, że kobieta harowała więcej godzin, niż ilość przyjęta za średnią.
Nie przeszkadzało jej to. Chciała być dobra w tym co robi, a ambicje pchały ją coraz dalej ku świetlanej przyszłości lekarskiej.
Dała się jednak namówić na kilka drinków z koleżanką niewidzianą od czasu studiów. Miały nadrobić czas, który każda z nich poświęciła własnej karierze, nie oglądając się na osoby wokół siebie; powymieniać plotkami na temat życia zawodowego, jak i prywatnego.
Już w tym momencie Calvert powinna założyć, że Amber się nie zmieniła i za nic miała słowność i punktualność.
Nieświadoma, że ten wieczór przyjdzie jej spędzić samej, wbiła się w sukienkę (żałowała, że tak rzadko mogła je nosić), zadowolona z efektu końcowego. Ciągła praca miała swój plus - człowiek nie miał czasu na jedzenie, a to skutkowało zachowaniem szczupłej sylwetki. Nie miała hopla na tym punkcie, ale każdy lubił dobrze wyglądać.
Wysłała szybkiego SMSa do swojej dzisiejszej towarzyszki, informując ją, że jest już w drodze i wsiadła do zamówionego Ubera. Po paru zdarzeniach z przeszłości wyciągnęła odpowiednie wnioski - nie miała najmniejszego zamiaru pchać się nigdzie na piechotę wiedząc, że będzie piła. Wystarczyło jej ekstremalnych doznań, chociaż coś w środku krzyczało, że przecież nie mogła się od nich uwolnić. Była magnesem, przyciągając do siebie dziwnych ludzi, niczym miód pszczoły.
Znalazłszy się w Poor Romeo - podobała jej się ta nazwa, była tak bardzo życiowa - jeszcze raz napisała do Amber, która nie raczyła odpisać na wcześniejsze wiadomości.
Doprawdy irytujące. Nie liczyła na punktualność co do minuty, ale mogłaby chociaż dać znać na jakim etapie wyjścia jest.
Po niespełna czterdziestu minutach Calvert wiedziała, że koleżanka się nie stawi. Zapewne znowu znalazł coś ciekawszego do roboty. Coś pod postacią osobnika z sześciopakiem i bogatym wyposażeniem… portfela.
Zła na siebie postanowiła mimo wszystko wyciągnąć coś z tego wieczora. Skoro już wyszła, wystroiła się to czemu nie zaznać życia?
Alex byłby z niej dumny.
Kiedy zaczepił ją miło wyglądający mężczyzna, nie oponowała. Nowe znajomości nie były niczym złym. Ludzie byli zwierzętami stadnymi nawet, jeśli tak się tego wypierali.
Niestety, była to zła decyzja - jej rozmówca zdawał się być zdesperowany i nachalny. Nie podobało jej się to w żadnym calu, a niestety nie była aż tak asertywna, żeby, niczym Paloma, powiedzieć mu, by zwyczajnie się odwalił.
Zażenowana próbowała zbyć go w inny sposób, który zdał się tyle co woda na palący się olej. Musiała coś wymyśli, bo inaczej utknie tu z nim, kompletnie zawalając wieczór.
W chwili, w której obok ich stolika przechodził dość przystojny i całkiem porządnie wyglądający samiec alfa, Liv niewiele myśląc wstała, łapiąc go pod ramię. Plan niczym ze słabej jakości filmu romantycznego, ale była zdesperowana.
-Kochanie, w końcu jesteś. Już myślałam, że o mnie zapomniałeś - uśmiechnęła się do nieznajomego.
Błagam, niech podejmie grę.
-Właśnie mówiłam Darrenowi, że na ciebie czekam - dodała, zerkając na Pana Natręta. To musiało na niego podziałać. Chyba nie był na tyle głupi, żeby przystawiać się do niej przy “jej chłopaku”.
Jude Iverson