Strona 1 z 1

liar, liar, liar, fucking liar

: wt maja 19, 2026 10:55 pm
autor: Maddie Lennox
W powietrzu unosił się zapach stęchlizny, ale wystarczyło przejść kolejne metry aby woń zmieniała się z każdym kolejnym krokiem. Wraz z pojawieniem się zapachu dymu tytoniowego wymieszanego z potem i krwią głosy stawały się coraz bardziej głośne. Maddie czuła jak krew w jej żyłach zaczyna niebezpiecznie wzbierać, po kręgosłupie przechodziły ciarki, a nozdrza przyzwyczajały się do niekoniecznie dobrego zapachu. Ludzi było zdecydowanie dużo i to w naprawdę różnym wieku i różnym stanie. Wielka opuszczona hala na obrzeżach Toronto wyglądała całkiem niepozornie kiedy Maddie wraz ze swoją przyjaciółką zaparkowały w jej pobliżu. Budynek zdecydowanie nie zachęcał swoim wyglądem do tego aby odwiedzać go w środku. Okolica też nie należała do najlepszych, szczególnie dla dwóch młodych i atrakcyjnych dziewczyn. One pojawiły się jednak tutaj nie bez powodu, przynajmniej jedna z nich. Cassie - najlepsza przyjaciółka Maddie już kilka razy namawiała ją na odwiedzenie takiego miejsca. I nie, nie było to miejsce imprezy, przynajmniej nie takiej na które Maddie chodziła. Rudowłosa Cassie kilka miesięcy temu poznała chłopaka, przepadła dla niego, sama Lennox nie za dużo o nim wiedziała, przecież nie interesowała się ludźmi, których miała w dupie. Nie potrafiła jednak odmówić po raz kolejny przyjaciółce, która niemalże na kolana błagała ją aby ta wybrała się z nią na jedną z nielegalnych “imprez”
Imprezą okazały się nielegalne walki, ta część podziemia, o którym sama Lennox nie miała pojęcia. Nigdy o czymś takim nie słyszała, a środowisko jej znajomych było naprawdę różne i rozległe. W swoim życiu blondynka robiła wiele, zdecydowanie, ale w takim miejscu jej jeszcze nie było. Przyjaciółka w czasie drogi wytłumaczyła jej, że walki odbywają się nielegalnie, ich miejsce nigdy nie jest stałe ze względu na policję i “bezpieczeństwo”, a stojąc pośrodku Wielkiej opuszczonej hali nie było mowy o bezpieczeństwie. Ludzie się przekrzykiwali, robili zakłady, pili, palili, a jeszcze inni nie zważali na to gdzie się znajdowali i pożerają się wzajemnie w kątach tego oślizgłego miejsca.
Madison jednak nie czuła się aż tak źle, jasne nastawiła się na dobrą muzykę i drinki, a nie na oglądanie jak jacyś kretyni biją się po mordach. Jednak Lennox czuła w sobie dziwnego rodzaju ekscytację, niebezpieczeństwo, a nawet i adrenalinę, to wszystko najpewniej udzieliło jej się przez rudzielca, który stał obok, a jej oczy świeciły jak dwa małe ogniki. Cassie w tłumie poszukiwała swojego chłopaka, dziewczyny stały gdzieś w gęstym tłumie. W prowizorycznej klatce, a może ringu? Nie ogarniała, biło się jakiś dwóch chłopaków. Jeden wyglądał zdecydowanie gorzej od drugiego, ale walka była zacięta.
- Zaraz wracam, chyba widziałam gdzieś tutaj Cyrusa. - rzuciła rudowłosa i puściła ramię Maddie aby pobiec gdzieś przed siebie, prosto w rozkrzyczany tłum. Nie było sensu wołać jej, blondynka westchnęła głośno, uniosła lewą dłoń i przeczesała nią swoje włosy. Japierdole, uwielbiała to jak przyjaciółki zostawiały ją w czasie zabawy dla swoich facetów, tak właśnie kończyły się wszystkie "babskie wyjścia". Irytacja Mads trwała tak długo, że nawet nie zwróciła uwagi kiedy walka dobiegła końca, nie miała pojęcia kto wygrał i co się działo, szczerze nawet ją to nie interesowało. Miała ochotę napić się drinka, ale w takim miejscu to chyba na marne szukać baru, a nawet jeśli by jakiś był to nie byłaby pewna czy zaryzykowała by pijąc jakieś świństwo.
Na ring wszedł jakiś gościu, coś krzyczał, ale nie słuchała bo obok niej zatrzymał się jakiś pijany typek, zagadywał, podrywał i oferował swoje towarzystwo. Proszę uwierzyć, dziewczyna naprawdę grzecznie z nim rozmawiała, próbowała powiedzieć, że była tutaj ze swoim chłopakiem. Trochę śmiesznie bo po pierwsze: chłopaka to ona nie miała, przynajmniej oficjalnie bo cholera wie jak nazwać relację jej i Halla, w dalszym ciągu nie było okazji aby to określić. Po drugie: jego tutaj nie było, przyszła z przyjaciółką, która najpewniej zabawia się gdzieś z tym swoim chłopakiem. Kolejne ciężkie westchnienie wyrwało się z ust Mads. Chciała już coś warknąć, zagrozić gościowi aby go spławić kiedy do jej uszu dotarło imię i nazwisko chłopaka, z którym nie miała relacji i którego miało tutaj nie być.
Z lekko rozchylonymi ustami spojrzała w stronę ringu, na którym dalej stał ten sam mężczyzna, poza nim był tam jeszcze jeden facet, a za sekundę dołączył do nich nie kto innych jak Hall.
- Kurwa. - tylko tyle zdołała z siebie wykrzesać. Musiała zamrugać kilka razy aby przekonać samą siebie, że jej wyobraźnia nie leci sobie w chuja, bo jak to możliwe?
Pierwsza sekunda - zaskoczenie. Naprawdę nie spodziewała się go w tym miejscu, przecież nigdy jej o tym nie wspominał, z resztą to chyba nie pasowało do niego.
Druga sekunda - niedowierzanie. Zrobiła kilka kroków w przód nie za bardzo przejmując się tłumem, wmawiała sobie, że może to ktoś do niego podobny, przecież ludzie byli do siebie podobni. Okłamywała samą siebie, doskonale znała to ciało, tą nagą klatkę piersiową, te plecy po których sunęła własnymi rękami.
Drgnęła na dźwięk jakiegoś dzwonka, który oznaczał rozpoczęcie walki. Czuła jak zalewa ją całą wielu emocji, jak głowa zaczyna pulsować od dźwięków i zapachów, zacisnęła własne pięści na materiale krótkiej sukienki, którą miała na sobie, a klatka piersiowa unosiła się w nierównych rytmach przez zbyt szybkie i płytkie oddechy. Patrzyła i nie mogła oderwać wzroku od Alexa, który przyjmował, ale również wymierzał ciosy swojemu przeciwnikowi. Mads chciała się ruszyć, nie wiedziała czy do przodu aby dostac się pod sam ring czy może do tyłu aby wyjść i odjechać, ale nie mogła zrobić najmniejszego kroku. Po prostu stała, jak słup soli ze wzrokiem wbitym w postać Halla.
Wszystko dookoła przestało mieć znaczenie i to kurwa nie w cale romantycznym znaczeniu. Patrząc na niego, na całą jego postawę pierwszy raz zrozumiała dlaczego w plotkach określany jest jako "ciemność". Bo w tym momencie nie widziała w nim tego faceta, z którym się całowała, z którym się kłóciła i z którym grała w ich ulubioną grę. Widziała w nim zupełnie kogoś obcego, kogoś zaślepionego tak cholerną agresją, kogoś kto gotowy był do wszystkiego.
Alexander Hall

liar, liar, liar, fucking liar

: ndz maja 24, 2026 11:07 pm
autor: Alexander Hall
I will not die, I'll wait here for you
I feel alive, when you're beside me
I will not die, I'll wait here for you
In my time of dying

Wokół ringu szalało piekło.

Tego piątkowego wieczoru znów dostał wiadomość od nieznanego numeru. Hala przy południowym wyjeździe z miasta, dwudziesta druga. Tym razem decyzja zajęła mu więcej czasu niż zwykle - dalej nie ochłonął po kłótni z Dust. Wciąż czuł wkurwienie, ilekroć pomyślał o całej tej sytuacji, no bo... kurwa. August Winters dowiedziała się o jego sekrecie, a on zachował się wobec niej jak chuj. Jednak to wcale nie było takie najgorsze! Fakt, że w ogóle się dowiedziała, bolał mniej niż świadomość, że poznała prawdę nie na jego własnych zasadach. Nie był przygotowany na tamto spotkanie, nie ułożył w głowie żadnej przemowy ani nie wymyślił nic, co mogłoby załagodzić sytuację. Pozbawiła go jedynej wersji Alexa, jaką dla niej stworzył - normalnego faceta, przy którym mogła czuć się bezpiecznie. Czuł potworny wstyd, a wstyd przeradzał się we wściekłość i złość na wszystko, co go otaczało.

No i chuj, właśnie dlatego znowu tu był. Potrzebował bólu. Potrzebował fizycznego zmęczenia. Potrzebował szalejącego tłumu skandującego jego imię, rozładowania emocji i... ucieczki. Choć na chwilę. Miał nadzieję, że na ringu nie będzie widział łez Winters w głowie, w kółko i w kółko.

Trzymał gardę wysoko, mimo że facet stojący na ringu naprzeciwko niego był ciężki i wielki. Alexowi wydawało się, że kontrolował sytuację, przecież tamten gość, którego poskładał w zeszłym tygodniu, był jeszcze większy niż ten tutaj, a ten tutaj nazywał się chyba... yyy... Diego? Zresztą, imię tego faceta nie było teraz istotne. A co było teraz istotne? Unik. Lewy prosty. Odskok. Unik. Prawy sierpowy. Unik. Był teraz niesamowicie skupiony i... wkurwiony, nic nie mogło wytrącić go z równowagi. Totalnie ignorował szalejący wokół tłum. Alex miał jeden cel. Wygrać.

Gdyby nie jeden mały, drobny szczegół, zapewne by tak było.

Wymierzył krótki prawy i zamierzał właśnie pójść za ciosem, gdy jego wzrok na ułamek sekundy uciekł w stronę gęstego tłumu przy samych linach. Przypadek. Zwykły, pieprzony przypadek, a sprawił, że na chwilę jego serce zamarło. Wśród tych wszystkich drących się mord, okrzyków i pijaków w oczy rzuciła mu się blond czupryna. Znajomy profil. Alex zmrużył oczy, ignorując przeciwnika dosłownie na sekundę. Sukienka. Blond włosy. No i jej oczy, z którymi spotkały się te jego, na jeden krótki moment.

Maddie.

Kurwa, co ona tutaj robiła? Skąd się tu wzięła? Dlacze...

Nie dokończył myśli. Potężny cios przeciwnika trafił go prosto w szczękę, aż w uszach mu zahuczało. Świat na moment zawirował, a ułamek sekundy później poczuł twarde uderzenie plecami o matę. Sędzia zaczął odliczać, a Alex, choć próbował się podnieść, plując krwią na deski, nie zdążył. Koniec. Przegrał. Wystarczyła jedna sekunda dezorientacji, którą Diego wykorzystał w stu procentach, żeby przejebał walkę. Kurwa. KURWA! Tłum wył, zakłady przepadły, a Diego już świętował, skacząc na liny. Alex podniósł się ciężko i wytarł wierzchem dłoni krew z rozbitego łuku brwiowego. Wściekłość, która w nim narastała, była gorsza niż ból w szczęce. Był wściekły na siebie, na ten cały burdel, a najbardziej na to, że Maddie musiała to oglądać. I wtedy tamten kretyn - DIEGO - musiał otworzyć gębę. - Co jest, Hallywood? - zarechotał Diego, splunął na matę i wskazał palcem dokładnie w miejsce, w którym stała Lennox. - Ta mała dziunia tak cię rozproszyła? Trzeba było pilnować ringu, a nie szukać lachociągu w tłumie - dodał. No i w sumie tyle wystarczyło. Wściekłość po walce, powtórka z rozrywki - w końcu w zeszłym tygodniu przerabiał to samo, no i kurwa, Maddie - czy ona dalej tam, kurwa, stała? Resztki hamulców po prostu mu wyparowały, pojawiła się za to czysta furia. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Alex skoczył do przodu. Rzucił się na przeciwnika z impetem, powalił go na matę i natychmiast zaczął okładać go pięściami po twarzy. Jebać ring, jebać walkę. Typ go wkurwił i jeszcze miał czelność mieszać w to wszystko Mads? - Ty skurwielu - wycedził Alex, dalej okładając Diego ciosami, aż z jego nosa trysnęła krew.

Wokół nich od razu zrobił się raban. Ochroniarze i ludzie z narożnika wskoczyli na ring, łapiąc Alexa pod boki. Szarpał się jak wściekły pies, próbując wyrwać się z uścisku trzech wielkich chłopów - ktoś zarobił od niego z łokcia, ktoś inny dostał kopniaka, ale w końcu zdołali go odciągnąć i zepchnąć z ringu. - Puszczajcie mnie, kurwa! - warknął, wyrywając się im ostatecznie już na dole. Odepchnął jakiegoś typa, który napatoczył mu się pod rękę, i nawet nie patrząc w stronę tłumu - nie miał odwagi spojrzeć w stronę Lennox po tym wszystkim - ruszył wściekłym, szybkim krokiem prosto do szatni na tyłach hali. Trzasnął drzwiami, zrobił kilka kroków do przodu, zatrzymał się, warknął i uderzył z impetem w szafkę obok. Znowu postąpił kilka kroków do przodu, a zaraz znów się zatrzymał i zerknął na swoje zakrwawione dłonie. Dopiero wtedy do niego dotarło, co się właściwie odjebało.

Właśnie wszystko koncertowo spieprzył.

mads

liar, liar, liar, fucking liar

: pn cze 08, 2026 9:44 pm
autor: Maddie Lennox
Czuła jak zimny pot oblewał jej ciało, jak włosy na karku i rękach stają na baczność, a każdy mięsień w jej ciele napina się z niewyobrażalną dotąd siłą. Stała w tym samym miejscu nie mogąc ruszyć się nawet o milimetr. W jej głowie szalały myśli, jedna goniła drugą, potem trzecią i czwartą, żadnej z nich nie mogła złapać i zatrzymać. Tłum znajdujący się dookoła jakby automatycznie ucichł, blondynka słyszała szum własnej krwii i bicie własnego serca, które uderzało zbyt szybko.
Zagryzła zębami wnętrze swojego policzka, tak mocno aż poczuła smak metalicznej krwii na własnym języku. Skrzywiła się nie tylko przez nieprzyjemne doznanie, ale też na widok wymierzanych ciosów, które były...brutalne. Tak samo jak cała ta walka, która trwała zdecydowanie zbyt długo. Nie mogła oderwać wzroku od Alexa, chociaż bardzo chciała.
Moment. Chwila. Sekunda. Alex spojrzał na nią, ich wzrok się złapał, na jedną ulotną chwilę, na jedno uderzenie serca i to wystarczyło, przeciwnik wymierzył cios, a Hall padł na matę. Nieświadomie z jej ust wydostał się jęk, tak bardzo beznadziejny na jaki ją tylko było stać. Widziała jak próbował się podnieść i ten widok ściskał jej serce, potem zadzwonił dzwonek, który oznaczał koniec walki.
Odetchnęła, ale ciężar na jej ramionach i przede wszystkim w sercu został. A potem jego przeciwnik wskazał na nią, nie słyszała co mówił, ale jego spojrzenie... Przeszły ją ciarki, a żołądek pragnął wywalić obiad, który jadła jeszcze popołudniu. Czuła obrzydzenie, ale również jakąś namiastkę strachu.
Słowa, które wypowiadał mężczyzna nie za bardzo spodobały się Alexowi, który zerwał się na równe nogi i rzucił na przeciwnika okładając go pięściami.
Jeśli blondynka myślała, że w czasie ich walki z ciemnowłosego wychodziła bestia to teraz przypominał jej...potwora. Na jego twarzy malowała się wściekłość, ale w oczach pojawiła się czysta furia, jakby momentalnie oślepiła go i odcięła od otaczającego go świata i ludzi. Z głośnym świstem wciągnęła powietrze bo zdała sobie sprawę z tego, że w pewnym momencie przestała oddychać.
Była...wystraszona. W swoim życiu widziała wiele, bańka, w której niegdyś żyła pękła dawno temu, ale dopiero teraz zaczęło do niej docierać jak bardzo można nie znać człowieka.
Hall został zabrany z ringu, szarpał się aby finalnie oddalić się samemu i zniknąć za jakimiś drzwiami. Lennox stała jeszcze kilka sekund nim zmusiła swoje nogi do ruchu, przepchnęła się przez cały ten tłum, minęła każdego kto stanął jej na drodze. A potem zatrzymała się przed drzwiami, drgnęła na dźwięk uderzenia, które słyszalne było nawet przez drzwi.
Uniosła drżącą dłoń - nie wiedziała czy drżała jej ze złości, wściekłości czy strachu - i chwyciła za klamkę, nacisnęła ją i otworzyła drzwi wchodząc do środka, potem je popchnęła tym samym zamykając je za sobą.
Swoim spojrzeniem odnalazła go bez problemu, patrzyła na niego, na jego ciało, na spięte mięśnie aby finalnie zatrzymać oczy na dłoniach, które pokryte były krwią tamtego gościa.
Patrzyła na te same dłonie, które jeszcze dzisiejszego poranka ją dotykały, z delikatnością przesuwały się po jej ciele, opuszki błądziły po ciepłym ciele. Ten chłopak to nie był jej Alex, a może to był prawdziwy on, a tamten, którego znała to tylko jego dobra gra aktorska?
- Jak długo? - zapytała zachrypniętym głosem, który brzmiał dość niepewnie i był zdecydowanie cichy. Ciężkie drzwi na szczęście chociaż trochę oddzielały ich od tego co działo się za nimi. Chciała spojrzeć na jego twarz, ale niczym zahipnotyzowana patrzyła na jego dłonie, na krew powoli kapiącą z opuszków palców. Nie wiedziała ile czasu minęło, nie wiedziała nawet czy jej odpowiedział.
- Jak długo mnie okłamujesz? - zapytała ponownie, tym razem głośniej, a jej słowa były ostre, przecinały powietrze niczym sztylety.
Chciała wiedzieć, musiała wiedzieć jak długo ją okłamywał. Jak długo to trwało. Nagle, w jej głowie pojawiło się wspomnienie, tego jak pojawił się pod drzwiami jej apartamentu, pamiętała siniaki jakie miał na ciele. Zrobiło jej się trochę słabo.
Alexander Hall

liar, liar, liar, fucking liar

: ndz cze 14, 2026 9:16 pm
autor: Alexander Hall
I took you home, you were unknown
Your skin on my skin


Gdyby miał wymienić jeden z najgorszych wieczorów w swoim życiu, ten zdecydowanie znajdowałby w TOP 5. Nie tylko przegrał walkę na oczach dziewczyny, na której mu w chuj zależało, to jeszcze... nie, nie było żadnego jeszcze, ten jeden fakt w zupełności wystarczał, żeby złość pulsowała mu niebezpiecznie pod skórą, a serce waliło jak młotem. Stał tyłem do drzwi i dalej przyglądał się swoim zakrwawionym dłoniom - nie mógł uwierzyć, że w ciągu zaledwie dwóch tygodni z tego samego powodu stracił nie tylko przyjaciółkę, ale też niedoszłą dziewczynę, bo po wyjeździe dalej nie poruszyli tematu związku, mimo że ich relacja trwała już... ile? Pół roku? Po tym, jak przetrwali magiczną granicę trzech miesięcy, naprawdę sądził, że wszystko zmierzało ku dobremu, w końcu to była jego najdłużej trwająca relacja, jednak... cóż, jak zwykle, spierdolił. A nic jej nie powiedział o tym wszystkim, bo... nie chciał. Nie chciał wprowadzać jej do tego świata. Nielegalne walki, alkohol, dragi, szemrane towarzystwo? To nie było coś, czym Alex chętnie dzielił się z każdą nowo poznaną osobą, a już na pewno nie z Madison Lennox, która w ogóle tutaj nie pasowała. W jego oczach - mimo jej charakterku i tej całej otoczki hardej dziewczyny - była zbyt niewinna, zbyt krucha i zbyt nieskazitelna (bo ją, kurwa, idealizował w swojej głowie), żeby oglądała go w takim stanie. No i dopiero gdy usiadł na chwilę na ławce, ciężko dysząc, wróciła do niego myśl, że nigdy nie był i nie będzie dla niej odpowiednim materiałem na partnera, bo przecież... facet taki jak on przynosił tylko kłopoty, siniaki i sekrety.

Nie spodziewał się, że Maddie pójdzie za nim - prędzej obstawiał, że odwróciłaby się na pięcie, skasowałaby jego numer i spierdoliłaby - dlatego nagłe kliknięcie klamki go zaskoczyło. Wstał z ławki, ale nie odwrócił się. Nie musiał. Wiedział, że to była ona, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi i zapach jej perfum wypełnił pomieszczenie. Jeszcze bardziej niż fakt, że poszła za nim, zdziwiły go jego własne emocje, bo gdy tylko pojawiła się w szatni, tylko bardziej się wkurwił. Po co przyszła? Po wyjaśnienia? Nie miał dla niej żadnych wyjaśnień. Jebana powtórka z rozrywki. Kurwa, on naprawdę nie potrafił radzić sobie ze swoimi własnymi, trudnymi emocjami - strach przed utratą Maddie, wstyd, poczucie winy i resztki adrenaliny przewalały się przez jego umysł, tworząc mieszankę wybuchową. Nie chciał znów przeżywać tego samego piekła. Jak długo? - usłyszał jej głos za swoimi plecami. Zacisnął jedną dłoń w pięść, po czym odetchnął głęboko i rozprostował palce. Nie chciał tracić kontroli. Wszystko jest dobrze, Alex. Dasz radę. Poradzisz sobie. - Mads, nie zaczynaj - rzucił w eter, nawet się nie odwracając. Oparł dłoń o metalową szafkę i zamknął oczy. Nie potrafił na nią spojrzeć. Przez chwilę naprawdę uważał, że da sobie radę, że nie wybuchnie, że nie skieruje swojej złości w stronę Lennox, ale wtedy odezwała się po raz drugi. Jak długo mnie okłamujesz? Te słowa zbyt zabolały, żeby mógł je zignorować, bo dokładnie o to samo zapytała go August, gdy odkryła jego sekret. To wystarczyło, żeby jego hamulce po prostu puściły.

Momentalnie odwrócił się na pięcie, w dwóch krokach pokonał dzielący ich dystans i zanim Maddie zdążyła zareagować, pchnął ją lekko do tyłu, aby oparła się plecami o ścianę, a swoimi ramionami odciął jej drogę ucieczki. Idealnie pasowało do niego teraz jedno słowo - nieprzewidywalny. - Nie kłamałem, po prostu ci o tym nie mówiłem - wycedził cicho, niemal prosto w jej usta, tak blisko znajdowała się jego twarz. Trzymał ją tak przez jedno uderzenie serca, patrząc na jej przerażoną twarz i nagle... nagle dostrzegł w jej oczach strach. Strach przed nim. Gwałtownie opuścił ramiona i wypuścił ją z tego szczelnego uścisku, jakby jego własne dłonie nagle zaczęły parzyć, po czym wycofał się pod szafki, po drodze wycierając wierzchem dłoni krew z rozbitego łuku brwiowego, przez co tylko bardziej rozmazał ją sobie po policzku. W głowie miał totalny mętlik... Jezu. Jeszcze dziś rano uprawiali seks, żartowali, Alex zaniósł ją pod prysznic i pocałował przed wyjściem do pracy, a teraz... Teraz pierwszy raz zobaczył w jej oczach lęk, którego on sam był przyczyną. Jednak... Skoro widziała w nim potwora... skoro patrzyła na niego, jakby brzydziła się nim najbardziej ze wszystkich rzeczy na świecie... to nie zamierzał się tłumaczyć. Pewnie i tak nie chciałaby mieć z nim już nic wspólnego, nieważne, co by jej powiedział.

Tak będzie lepiej. Dla niej.

Usiadł na ławce, po czym zaczął się przebierać, nie patrząc w jej stronę. - Lepiej już idź - rzucił szorstko, odwracając wzrok i wskazując zakrwawionym podbródkiem w stronę drzwi. - Idź stąd, Maddie. Już - dodał chłodno, wycierając krew białym ręcznikiem, bo nawet jebanego kranu tu nie było, psia mać.

When you're gone
I'll remember tonight, tonight


mads