I have a problem with your friend
: śr maja 20, 2026 12:55 am
Pierwsze tygodnie i miesiące związku były zawsze cudowne. Pełne nadziei, miłości, romantyzmu i planów. Motylki w brzuchu nieustannie trzepotały skrzydełkami, a ciała nie potrafiły się oderwać od siebie nawzajem. Hormony buzowały. Wszystko było pełne żywych kolorów. Wszystko było lepsze i piękniejsze. Ale potem przychodziła pierwsza kłótnia. Pierwszy zawód. Pierwsza złamana obietnica. Pierwszy łzy. Skye miała za sobą kilka nieudanych związków i już doskonale znała ten schemat- kolejność zawsze była ta sama. Każdy związek zaczynał i kończył się tak samo - obietnicami bez pokrycia. Pustymi słowami rzuconymi na wiatr. Nagle ten sam zakochany mężczyzna, który podobno świata poza nią nie widział, dostrzegał jednak sporo innych widoków, w których nie było miejsca na nią. Nagle ten mężczyzna nie był już taki skory i chętny do stawiania kolejnych kroków na wyższy poziom związku. Nie był taki chętny i odważny do spędzenia z nią reszty życia.
Brunetka jednak za każdym razem wierzyła, że teraz będzie inaczej. Wierzyła w miłość i oddanie. Była niepoprawną romantyczką, co skutkowało wieloma razy złamanym serce, które wchodząc w kolejny związek było już coraz bardziej naruszone. Miała jednak nadzieję, że Logan to naprawdę ten jedyny. Był pod wieloma względami wyjątkowy i cholernie dobrym, empatycznym człowiekiem. Dawno nie spotkała nikogo o tak wielkim sercu, skorym do pomocy innym. Z czasem jednak zaczęła odnosić wrażenie, że Logan zrobiłby wszystko dla innych, tylko nie dla niej. Nie oczekiwała od niego , aby porzucił swoje życie na rzecz jej, ale chętniej się spotykał z kolegami, aniżeli z nią. Skończyły się randki, a wspólnie spędzany czas odbywał się zawsze tak samo - na kanapie przed telewizorem. Nawet nie poruszała już rozmów o wspólnej przyszłości, bo widziała, że szybko się z nich wykręca.
Dzisiaj mieli pierwszą kłótnię. Dotychczas zdarzały się im drobne sprzeczki łagodzone pocałunkami i kończące się w łóżku. Jednak tym razem było inaczej. Atmosfery była gęstsza, cięższa. Nie dało się jej załagodzić czułymi gestami. Chyba żadne z nich nie miało na nie ochoty, bo gdy Skye wybiegła z mieszkania chłopaka, nawet nie próbował jej zatrzymać w żaden sposób. Ruszyła przed siebie nie myśląc, gdzie tak naprawdę idzie. Pozwoliła, aby nogi same ją niosły. W pewnym momencie okolica wydawała się jej znajoma, więc niewiele myśląc wyjęła telefon.
Wysłała wiadomości zanim w ogóle przemyślała ich ewentualne konsekwencje. Próbowała je skasować, ale było już na to za późno. Mężczyźni mieszkali w niedalekiej odległości od siebie, a perspektywa, że Dominic jest niedaleko, wzbudziła w niej nieodpartą chęć spotkania się z nim. Był przyjacielem Logana i na pierwszy rzut oka wydawał jej się… płytki, zbyt zapatrzony w czubek własnego nosa. Ale los chciał, że wylądowali w jednej firmie i Reyes okazał się cholernie dojrzały, inteligentny i sympatyczny. Wziął ją pod swoje skrzydła, wspierał w pracy i dzięki niemu wdrożenie na stanowisko przebiegło szybko, sprawnie i w bardzo miłej atmosferze. Lubiła z nim rozmawiać, a jego obecność zawsze wyzwalała w niej pewien spokój. Może dlatego instynktownie jej palce wystukały jego numer, a nogi zaprowadziły pod jego dom?
Przyjaciel. Tylko przyjaciel
Brunetka jednak za każdym razem wierzyła, że teraz będzie inaczej. Wierzyła w miłość i oddanie. Była niepoprawną romantyczką, co skutkowało wieloma razy złamanym serce, które wchodząc w kolejny związek było już coraz bardziej naruszone. Miała jednak nadzieję, że Logan to naprawdę ten jedyny. Był pod wieloma względami wyjątkowy i cholernie dobrym, empatycznym człowiekiem. Dawno nie spotkała nikogo o tak wielkim sercu, skorym do pomocy innym. Z czasem jednak zaczęła odnosić wrażenie, że Logan zrobiłby wszystko dla innych, tylko nie dla niej. Nie oczekiwała od niego , aby porzucił swoje życie na rzecz jej, ale chętniej się spotykał z kolegami, aniżeli z nią. Skończyły się randki, a wspólnie spędzany czas odbywał się zawsze tak samo - na kanapie przed telewizorem. Nawet nie poruszała już rozmów o wspólnej przyszłości, bo widziała, że szybko się z nich wykręca.
Dzisiaj mieli pierwszą kłótnię. Dotychczas zdarzały się im drobne sprzeczki łagodzone pocałunkami i kończące się w łóżku. Jednak tym razem było inaczej. Atmosfery była gęstsza, cięższa. Nie dało się jej załagodzić czułymi gestami. Chyba żadne z nich nie miało na nie ochoty, bo gdy Skye wybiegła z mieszkania chłopaka, nawet nie próbował jej zatrzymać w żaden sposób. Ruszyła przed siebie nie myśląc, gdzie tak naprawdę idzie. Pozwoliła, aby nogi same ją niosły. W pewnym momencie okolica wydawała się jej znajoma, więc niewiele myśląc wyjęła telefon.

Skye
Heeeej
W skali od 1 do 10, jak jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie krążysz po okolicy Greektown?
I oczywiście masz wolny wieczór
Nie udało się usunąć wiadomości
Olej moje wiadomości Dom, nieaktualne. Miłego wieczoru!
Wiadomość...
Przyjaciel. Tylko przyjaciel
