Segregacja śmieci 2.0
: śr maja 20, 2026 8:45 pm
To były dla niej ciężkie dni.
Walka. Jak powinno się nią zdefiniować? Dla Lotte było to proste zainteresowanie, okazywanie czułości, rozmowa i... deklaracja uczuć. Żadnego łamania nosów, wymieni pieśćmi. Tego nie chciała, ani nie oczekiwała. Dlatego kiedy William huknął na nią oświadczył, co kryło się w jego myślach, to ją samą wstrząsnęło.
Zdążyła otworzyć szeroko usta. Zwykła zabawa. Nie chciała życia na osobno. Problem był w tym, że chciała i pragnęła właśnie go. Wybrałaby, odwołała wszelkie randki w ciemno, a wystarczyło jedynie krótkie słowo.
On zniknął, a ona płakała dalej.
Dni mijały....
Nikt do niej nie przychodził, a wyjścia polegały na pracy. Nic poza tym. Próbowała wrócić do normalności. Wystarczyło krótkie spojrzenie na drzwi, by wspomnienia wracały. Pierwsze kłótnie przy śmietniku, latające świnie na Sylwestra, nawet zasrane (!) Walentynki. Nie mogła od niego uciec, a każde spotkanie z mężczyzną sprowadzało się do jednego.
Porównania.
Szkoda, że nie mogła bagatelizować już spóźniającego się okresu. Zrobiła test. Dwie kreski. Siedziała zszokowana na sedesie, płacząc głośno. Patel był skreślony. Jakakolwiek relacja wycieńczała ich. Wcześniej czy później mogłoby dojść do tragedii. Na serce Kovalaki plaster przestałby być wystarczający.
Niewiele myśląc, wrzucila go do śmieci. Pełny kubeł, zerowa segregacja, żałość życia podkreślona bardziej być nie mogła. Nabrała powietrza do płuc. Jedno wyjście i pozbędzie się dowodu zbrodni.
Na całe szczęście zagadał ją Bryan, sąsiad wyżej, który zaciekawiony był całą sytuacją między nią a Williamem. Rozmawiał o glupotach. W jaki sposób segregować plastik i papier, do którego kubła wrzucić, o ironio, brudne pieluszki. W pewnym momencie nie wiedziała już tylko jednego. Prędzej zwymiotuje z ciążowych humorów, czy z obrzydzenia? Cała zbladła, siadając na krawężniku. Sąsiad już ją obejmował, a test ciążowy dla ciekawskich oczu był bardziej niż widoczny.
William N. Patel
Walka. Jak powinno się nią zdefiniować? Dla Lotte było to proste zainteresowanie, okazywanie czułości, rozmowa i... deklaracja uczuć. Żadnego łamania nosów, wymieni pieśćmi. Tego nie chciała, ani nie oczekiwała. Dlatego kiedy William huknął na nią oświadczył, co kryło się w jego myślach, to ją samą wstrząsnęło.
Zdążyła otworzyć szeroko usta. Zwykła zabawa. Nie chciała życia na osobno. Problem był w tym, że chciała i pragnęła właśnie go. Wybrałaby, odwołała wszelkie randki w ciemno, a wystarczyło jedynie krótkie słowo.
On zniknął, a ona płakała dalej.
Dni mijały....
Nikt do niej nie przychodził, a wyjścia polegały na pracy. Nic poza tym. Próbowała wrócić do normalności. Wystarczyło krótkie spojrzenie na drzwi, by wspomnienia wracały. Pierwsze kłótnie przy śmietniku, latające świnie na Sylwestra, nawet zasrane (!) Walentynki. Nie mogła od niego uciec, a każde spotkanie z mężczyzną sprowadzało się do jednego.
Porównania.
Szkoda, że nie mogła bagatelizować już spóźniającego się okresu. Zrobiła test. Dwie kreski. Siedziała zszokowana na sedesie, płacząc głośno. Patel był skreślony. Jakakolwiek relacja wycieńczała ich. Wcześniej czy później mogłoby dojść do tragedii. Na serce Kovalaki plaster przestałby być wystarczający.
Niewiele myśląc, wrzucila go do śmieci. Pełny kubeł, zerowa segregacja, żałość życia podkreślona bardziej być nie mogła. Nabrała powietrza do płuc. Jedno wyjście i pozbędzie się dowodu zbrodni.
Na całe szczęście zagadał ją Bryan, sąsiad wyżej, który zaciekawiony był całą sytuacją między nią a Williamem. Rozmawiał o glupotach. W jaki sposób segregować plastik i papier, do którego kubła wrzucić, o ironio, brudne pieluszki. W pewnym momencie nie wiedziała już tylko jednego. Prędzej zwymiotuje z ciążowych humorów, czy z obrzydzenia? Cała zbladła, siadając na krawężniku. Sąsiad już ją obejmował, a test ciążowy dla ciekawskich oczu był bardziej niż widoczny.
William N. Patel