i wish i found you sooner
: ndz maja 24, 2026 12:17 pm
gonna make you feel it's alright all along
if there's a future we can leave behind
Unosiło się w powietrzu gdy zaparkował samochód, ujął jej dłoń i ruszył do wejścia do budynku. Tkwiło w rogu pomieszczenia gdy znaleźli się w sypialni rozświetlonej księżycowym blaskiem. Wyczuwał jego smak w goryczy kawy nalewanej z ekspresu na komisariacie.
To wszystko było z a p l a n o w a n e.
Złożona jej obietnica go zobowiązywała - nie zrobił niczego głupiego. Nie napisał do Carbone'a z prośbą o spotkanie ani nie pojawił się w progu jego baru, wykrzykując poznaną prawdę w twarz. Akta Morettiego wciąż tkwiły na stole w jego kuchni, wciąż sięgał do nich wieczorami po to, by wszystko dopiąć do samego końca.
Nie wcisnął jednak czerwonego przycisku choć wiedział, że termin zbliżał się nieubłaganie.
Każdą wolną chwilę spędzał na poszukiwaniu rozwiązania, na które wcześniej żadne z nich nie wpadło. Zjawiał się rano na komisariacie i wypełniał obowiązki nie przywiązując do nich większej wagi. Popołudniami pozwalał jej prowadzić się do miejsc, które wybierała - któregoś mieszkania, knajpy, w której mieli zjeść kolację. Codzienne funkcjonowanie przy upływającym czasie przypominało wizytę w parku rozrywki, w którym usilnie próbował zapomnieć o ocierającym się o jego szyję sznurze.
Oraz o chwili, w której ten sznur niechybnie się zaciśnie.
Ze wszystkich wiadomości to ta, którą otrzymał rano była dla niego największym zaskoczeniem. Potrzebuję przysługi oraz twojej dyskrecji. Stary Mercer nie należał do osób, które prosiły o jakiekolwiek przysługi - nie jego. Na przestrzeni ich krótkiej i skąpej relacji zdążył przejść przez całe spektrum emocji, które mógł w nim wzbudzać, zaczynając od braterskiej próby nawiązania przyjaźni aż przez frustrację i nieufność, gdy Margo zniknęła. Były detektyw najwyraźniej był osobą, która nie chowała zbyt intensywnie urazy względem ludzi - pod warunkiem, że ci ludzie nie byli członkami jego rodziny.
Dziś ufał mu na tyle, że zmusił go do kłamstwa.
Nie z rodzaju tych, które mogły wbić faktyczny topór pomiędzy nich. Tego, które zmuszało ją do przebrania się w coś ładnego i eleganckiego pod pretekstem wspólnej kolacji. Tego, które podtrzymywał, samemu stojąc opartym o samochód przed drzwiami do jej budynku w czarnej koszuli wsuniętej w eleganckie spodnie.
Jedynie papieros w jego ustach stał w kontraście z jego bardzo p o p r a w n y m ubiorem.
- Jesteśmy spóźnieni - oznajmił na dźwięk jej kroków, następujących po odgłosie otwieranych drzwi. Kącik jego ust mimowolnie uniósł się w górę gdy podnosił ku niej wzrok, chłonąc nim jej sylwetkę gdy skracała dystans między budynkiem a czekającym na nią samochodem. - Jak zwykle.
margo mercer