Strona 1 z 1

Kiss me, baby?

: ndz maja 24, 2026 12:33 pm
autor: Charly Hayes
Niewątpliwie Charly Hayes nie urodziła się pod szczególnie szczęśliwą gwiazdą albo może inaczej — jeśli kiedyś była, to właśnie definitywnie przestała świecić.
W ciągu zaledwie kilku dni zdążyła spalić jedyną patelnię, jaką miała, a na nową… zwyczajnie nie było jej stać. Jakby tego było mało, niewiele brakowało, a zaczęłaby swoją przygodę w Toronto od mandatu — wszystko przez moment nieuwagi i fakt, że bardziej niż na drogę patrzyła wtedy na własne myśli, całkowicie „przeoczając” pasy dla pieszych. Od tamtej pory niewiele się poprawiło. Rozdała chyba z milion CV — przynajmniej tak to odczuwała — i mimo że każde z nich wyglądało wystarczająco dobrze, by ktoś chociaż oddzwonił, telefon uparcie milczał. Dni zaczynały się i kończyły w ten sam sposób: od krótkiej nadziei do irytującej ciszy.

Najgorsze były jednak wieczory. Bo wtedy nie dało się już zagłuszyć myśli kolejnym spacerem po mieście, poprawianiem portfolio czy przeglądaniem nowych ogłoszeń. Wieczorami wracało wszystko — Nowy Jork, śmierć rodziców, pustka mieszkania, którego nie potrafiła jeszcze nazwać domem i to nieprzyjemne uczucie, że dorosłość przyszła zdecydowanie za wcześnie. Charly zawsze wydawało się, że ludzie trochę przesadzają z tym całym „odnajdywaniem siebie”, a potem nagle sama znalazła się w miejscu, w którym nie miała pojęcia, kim właściwie jest i czego oczekuje od własnego życia.
Dlatego kiedy w końcu odebrała telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną, przez dobre dziesięć minut siedziała bez ruchu na łóżku, wpatrując się w ekran aparatu, jakby bała się, że zaraz ktoś oddzwoni i powie, że to jednak pomyłka.
Tak się na szczęście nie stało, dzięku czemu teraz wychodziła z budynku z szeroko otwartymi oczami i sercem bijącym tak mocno, że aż robiło jej się niedobrze. Dostała tę pracę. Naprawdę ją dostała!
Przez chwilę stała jeszcze przed wejściem kompletnie oszołomiona, ściskając w dłoni pasek torby tak mocno, że aż pobielały jej knykcie. Czuła jak adrenalina miesza się ze stresem, ulgą i czymś niebezpiecznie przypominającym szczęście. Takie prawdziwe, a nie chwilowe, czy wymuszone, kiedy człowiek uśmiecha się tylko dlatego, że wypada. Pierwszy raz od dawna miała wrażenie, że może jednak nie tonęła aż tak bardzo, jak myślała. I chyba właśnie dlatego zrobiła coś kompletnie idiotycznego.

Bo kiedy obok niej przeszedł ktoś przypadkowy — ktoś, kto po prostu znalazł się w złym miejscu o bardzo konkretnym czasie — Charly zareagowała całkowicie impulsywnie.
Odwróciła się gwałtownie, złapała tę osobę za rękaw i wspinając się lekko na palce, pocałowała ją prosto w usta; krótko, chaotycznie. Pod wpływem emocji, które buzowały w niej od kilkunastu minut i najwyraźniej właśnie postanowiły znaleźć ujście. Nie było w tym pocałunku nic romantycznego, ani żadnej subtelności, napięcia czy innego motywu rodem z filmowych scen. Był impulsem. Czystą, nieskalaną ulgą, która w jednej sekundzie wylała się z niej w najbardziej absurdalny sposób, jaki tylko mogła wybrać.

Dopiero sekundę później dopadła ją świadomość własnego czynu, zmuszając do gwałtownego odsunięcia się. Ciężki oddech unosił wysoko klatkę piersiową drobnej postaci, a policzki oblała znajoma czerwień, będąca często objawem zarówno stresu, jak i ekscytacji. Spojrzała na stojącą przed sobą osobę szeroko otwartymi oczami, po czym… zamiast przeprosić, na jej twarzy pojawił się szeroki, niemal dziecięco szczęśliwy uśmiech.
Dostałam pracę — powiedziała dumnie, niemal z niedowierzaniem, jakby właśnie dzieliła się tą informacją z kimś bliskim. Dopiero po chwili zamrugała kilka razy szybciej, uświadamiając sobie, że prawdopodobnie właśnie pocałowała kompletnie obcego człowieka. Człowieka, który przytłoczony nagłym gestem sympatii mógł odpowiedzieć w każdy możliwy sposób, bo Hayes, jak zwykle nie pomyślała, dając się ponieść głupiej chwili.


Noe Villeneuve-Scott

Kiss me, baby?

: ndz maja 24, 2026 3:55 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Długo siedział w domu w swoim pokoju o zgaszonym świetle. Nawet matka była zaniepokojona jego stanem, ale powiedział jej, że jest chory, więc odpuściła. Telefon leżał ekranem do dołu już trzeci dzień. Wibrował co chwilę – od niej, oczywiście. Nawet nie musiał sprawdzać powiadomień, żeby wiedzieć, co pisze. Chciałby po prostu wymazać tę noc. Miało być tak zajebiście. Sześć lat. Sześć lat bycia w friendzonie, czekania na jakiś gest, na jakiś znak, że może w końcu... i kiedy w końcu to się dzieje, kiedy czuł jej skórę pod palcami, ona wyjeżdża z imieniem tego faceta. Tego, o którym mówiła od zawsze. Zamarł wtedy. Pamiętał to jak dzisiaj – ona nawet nie zauważyła, że nie jest nim. Dalej się bzykali, dalej oddychała ciężko, a Noe czuł, jakby był przezroczysty. Jakby był tylko jakimś jebanym zamiennikiem, żeby na chwilę poczuła się mniej samotna. Czuł się jak śmieć. Po prostu jak totalny frajer. Przez te sześć lat karmił się nadzieją, że może kiedyś ona przejrzy na oczy, że jest tuż obok, że się o nią troszczy, a okazało się, że jest tylko tłem. Czy zachowywał się jak tchórz? Może, ale nie potrafił i nie chciał teraz z nią gadać. Wypisał się z tego. Jego dni ograniczają się do siedzenia w chacie i wychodzenia na piwo z kumplami. Liczył na to, że jak przestanie ją widywać, jak nie będzie odbierał, to to wszystko w końcu wyparuje, że po prostu przestanie go tak boleć w klatce piersiowej. Pewnie jak wyjdzie z domu, to ją spotka, albo znowu napisze coś, co go złamie. Ale póki co, nie miał na to siły. Chciał tylko żeby ten cholerny ból w końcu odpuścił.
Przez parę dni udawał, że jest chory i zmęczony, a w środku czuł się jak totalny wrak, ale nadszedł dzień, w którym musiał wrócić do normalności. Praca w zakładzie pogrzebowym ostatnio strasznie go dobijała, idealnie pasowała do jego własnego, zrytego stanu psychicznego. Zerknął na budynek, gdzie miał ogarnąć resztę papierologii. Został mu tylko jeden podpis, nudny formularz jakiejś samotnej staruszki i miał zawijać się do biura. Pomyślał o tych wszystkich zimnych sztywniakach, których oglądał codziennie, a potem poczuł jak ktoś szarpie go za rękaw i składa na jego ustach szybki, nerwowy całus. Kiedy dziewczyna odskoczyła, stał jak wryty, z miną totalnego debila.
Miał w głowie niezły mętlik, bo ostatnio ciągle wałkował w myślach tę feralną noc. „Co tu się, do cholery, stało?” – przemknęło mu przez głowę. Chciał wytrzeć usta rękawem, jakby chciał zetrzeć z nich ślad jakiegoś błędu, ale ręka mu zastygła w połowie ruchu. Kiedy usłyszał o dostaniu pracy i zobaczył jej uśmiech – taki szczery, trochę naiwny, wręcz rozbrajający – cała frustracja, którą dusił w sobie od kilku dni, zaczęła parować. Spojrzał na nią i nie wiedział, co myśleć. Z jednej strony chciał ją opieprzyć, czy ona jest normalna i czy każdego obcego tak wita, a z drugiej... był tak wypruty emocjonalnie, że ten cały absurd zadziałał na niego jak zimny prysznic.
Ty masz nierówno pod sufitem, czy co? — wypalił, ale bez żadnej złości. Raczej jakby stwierdzał oczywisty fakt. Odchrząknął, poprawiając rękaw bluzy. Poczuł, że oblewa go rumieniec – był w szoku, że ktoś może być aż tak spontaniczny, tak... żywy. Po tym wszystkim, co przeszedł, ta sytuacja była tak inna od jego przygnębiającej rzeczywistości, że nie wiedział, czy ma się śmiać, czy uciekać. Przyjrzał się jej lepiej i zauważył, jak jej oczy robią się coraz większe, kiedy dociera do niej, co odwaliła. Wtedy coś w nim drgnęło. Nie był już facetem, który siedzi w ciemności i rozpamiętuje imię laski z tamtej nocy. W tej chwili był po prostu gościem, któremu właśnie przytrafiła się najdziwniejsza akcja w całym życiu.
- Gratuluję pracy w takim razie — mruknął pod nosem, czując dziwne kłucie w klatce. — Ale następnym razem, jak będziesz miała taką nowinę, to może... nie wiem... kup sobie ciastko albo wykrzycz to? Bo wiesz, raczej nie całuje się ludzi na ulicy tylko dlatego, że dostało się robotę. - Mimo tego gadania, w jego oczach błysnęło rozbawienie. Po raz pierwszy od kilku dni poczuł, że ta ciężka atmosfera w jego głowie odpuściła. Może i dziewczyna była totalnie odklejona, ale w tym momencie było to dokładnie to, czego mu trzeba – coś, co nie miało nic wspólnego z jego spieprzonym życiem.
Charly Hayes

Kiss me, baby?

: ndz maja 24, 2026 7:47 pm
autor: Charly Hayes
Charly nie miała pojęcia, jaka historia kryła się za mężczyzną stojącym przed nią ani jak wiele zdążyło wydarzyć się w jego życiu, zanim przypadkowa dziewczyna dosłownie wpadła na niego łącząc swoje usta z jego w pocałunku; krótkim i ulotnym, niczym trzepot motylich skrzydeł, jak również niebywale śmiałym i irracjonalnym w obecnych czasach. Nie wiedziała o ciężarze, który nosił na barkach, o zmęczeniu ukrytym gdzieś pod spojrzeniem ani o myślach, które prawdopodobnie od kilku dni nie dawały mu spokoju.
Prawda była taka, że dopóki nie odsunęła się o krok do tyłu, nawet nie zdawała sobie sprawy, że pocałowała mężczyznę. Jasne, wzrost powinien być wystarczającą wskazówką, ale w tamtym momencie jej mózg kompletnie przestał funkcjonować w sposób logiczny. Kiedy emocje brały górę, wówczas podejście zdroworozsądkowe schodziło na dalszy plan. To tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że ten pocałunek rzeczywiście był wyłącznie impulsem, stanowiąc wybuch emocji, które od tygodni siedziały w niej zbyt głęboko.

Bo Charly również mierzyła się z własnymi demonami. Może nie tak widowiskowymi, może łatwiejszymi do ukrycia pod uśmiechem i energicznym tonem głosu, ale nadal obecnymi. Samotność po śmierci rodziców. Wieczne poczucie, że nie daje sobie rady tak dobrze, jak powinna. Strach przed tym, że któregoś dnia zwyczajnie zabraknie jej pieniędzy, siły albo pomysłu na dalsze życie. Ostatnie tygodnie były pasmem stresu, nieprzespanych nocy i panicznego łapania się wszystkiego, co mogło utrzymać ją na powierzchni. Dlatego wiadomość o dostaniu pracy uderzyła w nią tak mocno, niczym pierwszy głębszy oddech po zbyt długim siedzeniu pod wodą.
Przez sekundę tylko na niego patrzyła, jakby jej mózg desperacko próbował nadrobić wszystko, czego wcześniej nie zarejestrował pod wpływem adrenaliny. Ciemne tęczówki wodziły po sylwetce nieznajomego; wysoki, ciemne włosy w lekkim nieładzie, jakby od kilku dni przeczesywał je dłonią zamiast szczotką, zmęczone oczy, pod którymi rysował się cień niewyspania. Wtedy spojrzenie Hayes dosięgnęło jego jasnych tęczówek, a z ust dziewczyny wyrwały się słowa — O mój Boże…Ja naprawdę to zrobiłam. - zakryła na sekundę usta dłonią, po czym prychnęła krótkim, nerwowym śmiechem, bo poziom żenady właśnie osiągał absolutne szczyty. Mogła uciec. Naprawdę rozważała ucieczkę, jak w wielu innych, podobnych, chociaż zgoła odmiennych sytuacjach. Problem polegał jednak na tym, że nogi odmówiły współpracy, a adrenalina nadal buzowała jej w żyłach jak szalona.
W momencie, gdy stwierdził - pytając!- że ma nierówno pod sufitem zamiast się obrazić, parsknęła śmiechem jeszcze raz. Tym razem bardziej szczerze.
Prawdopodobnie to bardzo możliwe — przyznała bez większego oporu, przypominając sobie wszystkie te sytuacje, kiedy zachowywała się dokładnie nie tak jak powinna. Niejednokrotnie słyszała także niepochlebne komentarze na temat swojej osoby, lecz rzadko kiedy się nimi przejmowała. Problem Charly polegał na tym, że zupełnie nie obchodziła ją opinia innych ludzi, żyła według własnych zasad i dzięki temu czuła się szczęśliwsza. Niemniej należy zaznaczyć, że zawsze gotowa była ponieść konsekwencje swoich decyzji i działań, chociaż czasami próbowała je wcześniej załagodzić lub negocjować niższe kary.

W pierwszym odruchu Charly chciała przeprosić, spróbować zebrać resztki swojej godności i wpakować ją z powrotem pod połacie skóry, która jeszcze chwilę temu płonęła od emocji. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię albo przynajmniej cofnęła czas o dobre trzydzieści sekund — dokładnie do momentu, zanim postanowiła pocałować kompletnie obcego człowieka na środku ulicy jak bohaterka kiepskiej komedii romantycznej. Problem polegał na tym, że kiedy już spojrzała na niego uważniej, ciężej było jej powiedzieć cokolwiek.
Przez sekundę patrzyła w lekkim zażenowaniu, po czym wypuściła nerwowo powietrze i zaśmiała się krótko.— Przysięgam, normalnie tak nie robię. To znaczy… dobra, brzmię dokładnie jak ktoś, kto robi takie rzeczy regularnie, ale naprawdę nie całuję przypadkowych ludzi na ulicy. Zwykle ograniczam się do kompromitowania słownie. - przyznała z naturalną dla siebie otwartością. W zasadzie była gotowa dodać coś jeszcze o losie, który rzadko kiedy działał na jej korzyść, otworzyła nawet usta, jednak po chwili je zamknęła, milknąc.



Noe Villeneuve-Scott

Kiss me, baby?

: ndz maja 24, 2026 11:39 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Noe patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, a świat wokół niego, jakby na moment przestał istnieć. Czuł na ustach jeszcze nikły ślad dotyku jej delikatnych warg, który palił go znacznie bardziej, niż powinien. To było niedorzeczne. Nie znał jej, nie miał pojęcia, skąd się tu wzięła, a jednak jej impulsywność zadziałała na niego jak nagły, brutalny wyrw w codziennej rutynie. Przez chwilę odsunąć się i uciec w bezpieczny mrok własnego pokoju, gdzie przynajmniej wiedział, z jakim bólem ma do czynienia. Zamiast tego jednak jego wzrok powędrował po jej twarzy, analizując każdy, nawet najmniejszy gest. Widział jej zmieszanie, które powoli wypierało wcześniejszy entuzjazm, i to sprawiło, że poczuł dziwny, niepokojący spokój.
Przeniósł ciężar ciała z nogi na nogę, czując, że chłód, który zazwyczaj otulał go jak druga skóra, ustępuje miejsca czemuś cieplejszemu, choć równie dezorientującemu. Stał w bezruchu, wciąż nie do końca wierząc w to, co się wydarzyło, i obserwował, jak dziewczyna powoli wycofuje się z tego, co sama zainicjowała. W głowie, zamiast uporczywych wspomnień o tamtej nocy, zaczął pulsować mu jeden, zupełnie nowy impuls: ciekawość.
Wpatrywał się w nią z mieszanką niedowierzania i lekkiego rozbawienia, które powoli przebijało się przez skorupę jego apatii. Kiedy dziewczyna zakryła usta dłonią, a w jej oczach zażenowanie, mimowolnie wypuścił z płuc powietrze. Pozwolił sobie na cień uśmiechu.
Zrobiłaś. I to całkiem skutecznie, muszę przyznać — odezwał się z lekkim rozbawieniem. — Chociaż, patrząc na twoją minę, wnioskuję, że w twoim planie dnia ten pocałunek nie był aż tak bardzo... przemyślany? — zapytał, unosząc jedną brew. — Powiedz mi, zawsze tak świętujesz sukcesy, czy miałem dziś po prostu wyjątkowe szczęście?
Obserwował jej reakcję, nie spuszczając z niej wzroku. Spodziewał się jakiegoś "przepraszam",, ale ona po prostu się zaśmiała. Czuł jak rumieniec, który chwilę wcześniej go oblewał, ustępuje miejsca ciekawości. Przez ostatnie dni jego jedynym towarzystwem były martwe ciała w zakładzie i echo wspomnień o Gabrieli, która go zraniła. Ta nieznajoma przed nim była zupełnym przeciwieństwem.
Przeniósł wzrok na swoje buty, a potem z powrotem na nią, nie zmieniając swojej pozycji.
Kompromitowanie słownie brzmi przynajmniej odrobinę bezpieczniej dla obu stron — stwierdził, a w jego głosie, pobrzmiewała nuta rozbawienia. — Nieczęsto spotykam ludzi, którzy z taką łatwością przyznają się do bycia wariatem — rzucił, lekko przechylając głowę. Przez chwilę zastanawiał się, czy ona w ogóle wie, jak bardzo wybiła go z rytmu. — Dobra, skoro już ustaliliśmy, że nierówno pod sufitem to twoja specjalność, a nie tylko wypadek przy pracy... — przerwał na chwilę, patrząc na nią z uwagą. — To co teraz? Bo zazwyczaj po takich numerach ludzie albo uciekają, albo próbują się tłumaczyć. Masz w planach trzecią opcję, czy po prostu stoisz tutaj i czekasz, aż zapytam cię o imię?
Charly Hayes

Kiss me, baby?

: pn maja 25, 2026 8:17 am
autor: Charly Hayes
Gdyby Charly była nierozważnie romantyczna, zapewne uznałaby to nieosobliwe zdarzenie za jeden z tych „filmowych znaków od wszechświata”, o których ludzie później opowiadają znajomym przy winie. Przypadkowy pocałunek. Obcy chłopak. Uczucie, które nagle rozpaliło serce. Niemniej Hayes bliżej było do bycia nierozważną niżeli romantyczną, a jej życie osobiste od dawna bardziej przypominało tragiczną komedię niż romans. Dlatego zamiast dopisywać sobie do tej sceny dramatyczną muzykę i wielkie przeznaczenie, stała po prostu na chodniku, próbując nie umrzeć ze wstydu.
Na szczęście postawa mężczyzny szybko uległa zmianie. Początkowo miała wrażenie, że w jego spojrzeniu szok mieszał się ze złością, nadając tęczówkom ciemniejszy, cięższy odcień, jednak teraz napięcie powoli z niego schodziło, a jego oczy znowu stawały się jaśniejsze. Charly nie potrafiła tego nie zauważyć. Nawet jeśli fotografia była dla niej wciąż bardziej marzeniem niż pełnoprawnym zawodem, od zawsze wyłapywała podobne niuanse — zmianę światła na twarzy, drgnięcie mięśni, emocje chowające się w spojrzeniu. To właśnie takie momenty najbardziej lubiła zatrzymywać na zdjęciach. Prawdziwe i niepozowane.
Dlatego teraz, widząc jak rozbawienie zaczyna przebijać się przez wcześniejszy chłód nieznajomego, sama rozluźniła się odrobinę. Stres i resztki wstydu uchodziły z niej powoli wraz z kolejnymi oddechami, pozostawiając po sobie jedynie nerwowe ciepło rozlewające się gdzieś pod żebrami. I chyba właśnie wtedy dotarło do niej, że mogło być znacznie gorzej. Mógł zwyczajnie ją odepchnąć. Wyśmiać. Nazwać wariatką i odejść. Zamiast tego stał tutaj dalej i rozmawiał z nią, jakby ten absurdalny pocałunek był po prostu dziwnym początkiem czegoś… czegokolwiek.

- Tak myślisz? - zapytała w odpowiedzi na słowa dotyczące własnych przemyśleń na temat pocałunku - Kurcze, a planowałam to minimum tydzień - oznajmiła z przekąsem, nie ukrywając już teraz własnego rozbawienia, które wyraźniej zaczynało przebijać się w ich wymianie zdań. W zasadzie obecnie sytuacja nie malowała się w tak tragicznych barwach, jak początkowo przypuszczała. Hayes często miała znacznie więcej szczęścia niż rozumu.
A co do świętowania… — przeciągnęła teatralnie, przykładając palec do brody, jakby naprawdę się nad tym zastanawiała. — Powiedzmy, że zwykle ograniczam się do żałosnego tańca w kuchni - wyznała, zaraz dodając - Chętnie bym ci to zaprezentowała, jednak chyba na chwilę obecną wystarczy mi kompromitacji - usta ciemnowłosej ponownie opuścił śmiech, a w policzkach pojawiły się dołeczki, dodając jej nieodpartego uroku. Dodać trzeba, że Charly wyróżniała się z tłumu nie tylko z powodu łatwości z jaką pakowała się w irracjonalne sytuacje, ale także urody: ciemne kręcone włosy opadały miękko na ramiona i żyły własnym życiem przy każdym ruchu głowy, a duże oczy miały w sobie coś niepokojąco szczerego — ten rodzaj spojrzenia, które zdradzało emocje szybciej, niż właścicielka zdążyła je ukryć. Była ładna w sposób daleki od perfekcyjnej, dzięki czemu przyciągała spojrzenia przedstawicieli płci przeciwnej.

Ty po prostu miałeś wyjątkowe… — urwała na moment, mierząc go spojrzeniem od góry do dołu. - Nie wiem, szczęście? Pecha? Sama jeszcze próbuję to ustalić. - zmrużyła lekko oczy, gdyż w zasadzie ciężko było stwierdzić. Chyba Noe powinien to określić, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Bez wątpienia Char miała szczęście, bo zamiast wyzwać ją od wariatek i odejść - jak zrobiłoby większość osób - brnął z nią w wymianę zdań, która uciekała w naturalnie miłym kierunku.
— A odpowiadając na pytanie… chyba wybieram opcję trzecią — mruknęła. — Stoję tutaj i liczę, że jednak nie wezwiesz policji za napaść emocjonalno-romantyczną. - przyznał, przez chwilę przygryzając wnętrze policzka, jakby się wahała, ale finalnie wyciągnęła do niego rękę. — Charly. I obiecuję, że normalnie poznaję ludzi w mniej traumatyczny sposób.
Na moment zawiesiła spojrzenie na jego twarzy, jakby próbowała ocenić, czy właśnie przekracza kolejną granicę absurdu, jednak po sekundowym zawahaniu pozwolił, by słowa opuściły jej usta — Mogę ewentualnie spróbować odkupić swoje winy kawą. Albo ciastkiem. Podobno cukier pomaga po stresujących wydarzeniach, a mam dziwne przeczucie, że właśnie przeżyłeś jedno. - kącik ust dziewczyny uniósł się odrobinę wyżej. — Poza tym głupio byłoby zakończyć znajomość dokładnie na etapie przypadkowego pocałunku na ulicy.



Noe Villeneuve-Scott

Kiss me, baby?

: pn maja 25, 2026 11:46 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Noe obserwował jej twarz i przechylił lekko głowę, a cień uśmiechu na jego twarzy stał się nieco wyraźniejszy. Zauważył, że jej początkowe zażenowanie ustąpiło miejsca skupieniu, jakby w jego reakcji znalazła coś interesującego, coś, co pozwoliło jej wrócić do równowagi. Cisza, która między nimi zapadła była lekka, wręcz elektryzująca, jakby powietrze między nimi naładowało się nieoczekiwaną energią. Poczuł, jak napięcie w mięśniach karku, które towarzyszyło mu przez cały dzień, zaczyna powoli puszczać, ustępując miejsca czemuś, co trudno było mu zdefiniować – jakby ta dziewczyna, ze swoją spontanicznością, nagle przesunęła punkt ciężkości całego dnia w zupełnie inne miejsce. Przyglądał się jej badawczo, próbując odgadnąć, co teraz myśli, i z każdym kolejnym oddechem czuł, że coraz trudniej mu utrzymać dotychczasową powściągliwość.
Nie powstrzymał krótkiego, szczerego parsknięcia śmiechem, które wydobyło się z jego piersi niemal automatycznie. Jej odpowiedź sprawiła, że cała ta nienaturalna sytuacja zyskała dla niego nowy, niemal absurdalny wymiar.
Tydzień? — powtórzył z wyraźnym niedowierzaniem, unosząc brwi wysoko do góry. Jego głos brzmiał teraz znacznie lżej, pozbawiony ironii. — Zakładając, że to była akcja zaplanowana, muszę wiedzieć, czy byłem na liście priorytetów, czy może po prostu znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej godzinie? — zapytał, przyglądając jej się z uwagą, nie potrafiąc ukryć rozbawienia..
Żałosny taniec w kuchni jest znacznie lepszy niż siedzenie w biurze i liczenie godzin do końca zmiany — zauważył, stając nieco swobodniej. Wyprostował ramiona, a jego sylwetka przestała sprawiać wrażenie gotowej do odwrotu. Kiedy zobaczył dołeczki w jej policzkach, przeszeniknął go jakiś tajemniczy dreszcz. — Szkoda, że oszczędzasz mi tego występu — zawiesił głos, zerkając na nią z ukosa i uśmiechając się półgębkiem.
Szczęście czy pech… — powtórzył cicho, niemal do siebie, czując, jak słowa przyjemnie wibrują w powietrzu. — Myślę, że ostateczny werdykt zostawię na później. Choć muszę przyznać, że jak na kogoś, kto twierdzi, że nie ma w tym planu, wyjątkowo dobrze prowadzisz rozmowę. - Czuł, że ta sytuacja, choć wciąż surrealistyczna, zaczyna mu się podobać w sposób, którego nie potrafił wytłumaczyć.
Noe— odpowiedział również się przedstawiając, do dziewczyny, która właśnie zafundowała mu jeden z najbardziej zagadkowych dni w ostatnim czasie. Pzyglądał się jej dłoni przez ułamek sekundy, zanim jego własne palce zacisnęły się na jej skórze, co wywołało u niego dziwny prąd. — Charly, obawiam się, że policja w tym mieście ma na głowie poważniejsze problemy niż „napaści” tego rodzaju — odparł z nutą ironii, puszczając jej dłoń, choć nie cofnął swojej ręki zbyt szybko. — Ale nie martw się, na razie nie planuję składać żadnych oficjalnych doniesień. Choć muszę przyznać, że twoja obietnica o mniej traumatycznych sposobach poznawania ludzi brzmi jak wyzwanie.
Zacisnął na moment wargi, powstrzymując się przed zbyt szybką odpowiedzią, która mogłaby zdradzić, jak bardzo ta propozycja go zaskoczyła. — Kawa i ciastko — powtórzył wolno, niemal z niedowierzaniem, jakby sprawdzał smak tych słów na języku. — Uwazaj, bo może się okazać, że będę musiał stwarzać sytuacje, żeby częściej dostawać ciastka - puścił do niej oko, a kącik jego ust drgnął w stronę szczerego uśmiechu. — Masz rację — przyznał, a w jego głosie pojawiła się nieoczekiwana miękkość. — Zakończenie tego w ten sposób byłoby... bezensowne. Znam jedną kawiarnię niedaleko - rzucił z lekkim uśmiechem, gestem zapraszając ją do ruchu. Perspektywa kawy w towarzystwie kogoś tak nieobliczalnego wydawała się nieskończenie ciekawsza niż powrót do domu i echa myśli o smutnej przeszłości.

Charly Hayes

Kiss me, baby?

: wt maja 26, 2026 9:42 am
autor: Charly Hayes
Charly dostrzegała zmiany w postawie Noe, objawiające się rozluźnieniem barków, większą swobodą i uśmiechem, który z każdą kolejną chwilą stawał się bardziej szczery. Nie zauważała jednak jeszcze, że pomiędzy ten rodzący się między nimi luz zaczynało wkradać się również napięcie. Nie można było jej za to winić — Hayes od zawsze była osobą bardzo bezpośrednią, przez co potrzebowała raczej jasnych, wyraźnych sygnałów zainteresowania niż niejednoznacznych podchodów, choć sama lubiła flirt, pod warunkiem że nie wymagał od niej odczytywania zbyt wielu niedopowiedzeń.
Zachichotała cicho pod nosem, kiedy powtórzył „tydzień?” tonem, jakby naprawdę próbował sobie wyobrazić ją siedzącą w domu i planującą całą akcję. Chwilę później pokręciła głową, pozwalając, by dopadło ją jeszcze większe rozbawienie, gdy sama próbowała to sobie wyobrazić. Wyglądało to absurdalnie i niedorzecznie, choć kto wie — może gdzieś kiedyś ktoś naprawdę ułożył taki plan i z premedytacją go zrealizował.
Na szczęście, mimo całego chaosu, jaki Charly wprowadzała nie tylko w swoje, ale i w życie innych ludzi, była jednak bardziej spontaniczna niż zorganizowana.
Założyła pojedynczy kosmyk włosów za ucho dokładnie w momencie, kiedy padło kolejne pytanie.
Oczywiście, że byłeś na liście priorytetów — odparła bez wahania, starając się zachować kamienną powagą. — Zaraz pomiędzy „kupić mleko” a „terroryzować przypadkowych mężczyzn na ulicy”. - przyznała, gestem dłoni zaznaczyła w powietrzu niewidzialną listę, jakby właśnie odhaczała kolejne punkty. Kącik jej ust drgnął wyżej, gdy zauważyła, że ironia zaczyna z niego schodzić. To było… zaskakująco przyjemne.
— Och, uwierz mi, oszczędzam ci ten taniec wyłącznie z troski o twoje zdrowie psychiczne — rzuciła lekko w odpowiedzi na kolejne słowa — Nie każdy jest gotowy na taką dawkę talentu. - dodała niby skromnie.

Między kolejnymi wymienianymi przez nich zdaniami coraz wyraźniej przebrzmiewał flirt, rozbudzając naturalną ciekawość drugiej osoby. Hayes coraz trudniej było ukryć to spojrzenie wskazujące na budzace się w niej zainteresowanie. W zasadzie czy chciała je ukryć?
Bo kiedy tak stała obok niego, wsłuchując się w ten spokojny ton i obserwując, jak z każdą chwilą coraz swobodniej układał słowa, dochodziła do dość niewygodnego wniosku — że ta rozmowa zdecydowanie nie była już przypadkiem. A przynajmniej nie sprawiała wrażenia czegoś, co można by łatwo zamknąć w kategorii „zbieg okoliczności”.
Noe powtórzyła w myślach, jakby sprawdzała czy to imię rzeczywiście pasuje do postaci stojącego przed nią mężczyzny. Pasowało. Tak samo jak ten spokojny sposób mówienia i spojrzenie, które coraz częściej zatrzymywało się na niej odrobinę za długo.
To brzmi jak wyjątkowo słaby plan podrywu — zauważyła z rozbawieniem, kiedy rzucił, że będzie „musiał stwarzać sytuacje, żeby częściej dostawać ciastka” — Ale doceniam kreatywność. - dodała z uznaniem, zaraz pochylając lekko głowę, gdy wspomniał o kawiarni. - Znam jedną kawiarnię niedaleko. Brzmi prawie jak zaproszenie — rzuciła, chociaż nie było to niczym innym, na co wskazywał wykonany przez Noa gest. Przyjęła go z uśmiechem, robiąc krok w jego kierunku, zmniejszając dystans między ich ciałami. — Więc… — zaczęła, gdy obrali już właściwą ścieżkę ku kawiarni. — kim właściwie jesteś, Noe? Poza facetem, który najwyraźniej daje się zaczepiać przypadkowym dziewczynom na ulicy.


Noe Villeneuve-Scott

Kiss me, baby?

: czw maja 28, 2026 8:55 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Nie potrafił już powstrzymać szerokiego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy, bo jej odpowiedź była tak bardzo bezczelna, że niemal czuł jak resztki dystansu ostatecznie pękają. Przez chwilę wpatrywał się w nią z niedowierzaniem kręcąc głową.
Czyli znalazłem się zaraz po mleku? — zapytał z lekkością i musiał przyznać w duchu, że ta rozmowa coraz bardziej mu się podobała, była taka świeża, beztroska. — To miło, że jednak nie znalazłem się na szarym końcu. - dodał wesoło. Taki niespodziewany obrót spraw od przypadkowego pocałunku po wspólną kawę, zaczynał go ciekawić coraz bardziej, niż był w stanie przyznać głośno.
Z troski? — zapytał, unosząc dość wymownie jedną brew. — To bardzo miło z twojej strony, Charly, chociaż muszę stwierdzić, że po tym sposobie poznania się, moje standardy „zdrowia psychicznego” i tak zostały już poważnie nadszarpnięte — machnął ręką, chcąc w ten sposób odpędzić powagę, którą próbował narzucić swoim słowom.
Noe poczuł, jak atmosfera między staje coraz luźniejsza, tracąc swój początkowy charakter na rzecz czegoś znacznie bardziej wesołego. Obserwował każdy jej ruch – to, jak unikała jego wzroku, by po chwili spojrzeć na niego przelotnie, co wyglądało na jakąś grę na podryw i ukryty flirt. Świadomość, że dziewczyna nie próbuje już ukryć swojego zainteresowania, poprawiła jego ego. Czuł, że ta sytuacja, choć wciąż zaskakująca, zaczyna wykraczać poza ramy zwykłego spotkania.
Słaby? — powtórzył z udawaną urazą, choć w jego głosie dźwięczała nuta rozbawienia. — Może i słaby, ale przyznaj, że zadziałał całkiem skutecznie. W końcu idziemy na to ciastko - zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Szedł przez chwilę w milczeniu obok niej, zastanawiając się jak najlepiej odpowiedzieć na to pytanie. — Jestem facetem, który ma słabość do spontaniczności, jak się okazało — odpowiedział w końcu, gdy już znalazł w głowie odpowiednie słowa. Zwolnił nieco, pozwalając, by droga do kawiarki trwała jak najdłużej. - A tak na serio, to dziennikarzem szukającym pracy - dorzucił jeszcze zgodnie z prawdą, jednak nie wyjawił jej całej o swojej obecnej pracy w zakładzie pogrzebowym. Wolał raczej o tym nie wspominać przy pierwszej okazji poznania ciekawej dziewczyny. - A ty, Charly? Poza całowaniem przypadkowych mężczyzn na ulicy i tańczeniem w kuchni, czym się będziesz zajmować, skoro ustaliliśmy, że dostałaś pracę? - O dziwo, był naprawdę zainteresowany poznaniem jej lepiej. I chyba nawet powinien.
Charly Hayes

Kiss me, baby?

: pt maja 29, 2026 12:29 pm
autor: Charly Hayes
Nie przypuszczała, że w Toronto może przytrafić jej się coś dobrego. W pierwszym tygodniu zaliczyła tyle wpadek i nieprzyjemnych sytuacji, iż zaczynała zastanawiać się, czy przypadkiem miasto nie próbuje powiedzieć jej, żeby wracała do Nowego Jorku i przestała na siłę udawać, że potrafi zaczynać wszystko od nowa. A jednak teraz, idąc obok Noego, po raz pierwszy od dawna czuła coś dziwnie lekkiego. Jakby ten chaos, który zwykle ciągnął się za nią krok w krok, nagle na chwilę odpuścił.
Może właśnie dlatego tak szybko zauważyła różnicę między nim a chłopakami, którymi była otoczona przez większość życia. W Nowym Jorku znała głównie synów bogatych rodzin i chłopaków z elitarnych szkół, którzy pachnieli drogimi perfumami, nosili idealnie skrojone marynarki i mieli w zwyczaju patrzeć na ludzi tak, jakby wszystko było nieustannym konkursem popularności. Przy nich zawsze miała wrażenie, że każda rozmowa jest czymś w rodzaju gry — kto zrobi lepsze wrażenie, kto okaże się bardziej interesujący, kto pierwszy znudzi się drugą osobą.
Noe wydawał się zupełnie inny. Nie próbował jej imponować na siłę ani grać kogoś, kim nie był. Był szczery w ten sposób, który momentami wydawał się wręcz zaskakujący. I może właśnie to sprawiało, że Charly coraz łatwiej było się przy nim rozluźniać. Nawet jeśli ich znajomość zaczęła się od najbardziej irracjonalnej decyzji, jaką podjęła od miesięcy.
Hej, mleko było naprawdę ważne dla mojego przetrwania — zauważyła z rozbawieniem, unosząc przy tym palec ostrzegawczo. — Więc właściwie powinieneś poczuć się wyróżniony. Mało kto trafia do rankingu zaraz obok produktów pierwszej potrzeby — dodała, śmiejąc się cicho pod nosem.
Kiedy wspomniał o swoim „nadszarpniętym zdrowiu psychicznym”, teatralnie zmrużyła oczy, jakby właśnie bardzo poważnie analizowała sytuację. — W takim razie chyba tym bardziej nie powinieneś zostawać sam. Jeszcze zacząłbyś opowiadać ludziom, że jakaś dziewczyna naprawdę pocałowała cię na środku ulicy a potem zaprosiłeś ją na ciastko. Brzmi mało wiarygodnie jak na obecne realia — stwierdziła z pełną powagą, której kompletnie nie potrafiłaby utrzymać dłużej niż kilka sekund.
Słuchała go uważnie, kiedy opowiadał o sobie. Dziennikarz. To akurat pasowało. Było w nim coś obserwującego, coś, co sprawiało wrażenie, jakby wychwytywał znacznie więcej, niż mówił na głos. Charly mimowolnie zerknęła na niego z ukosa, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki. — Czyli oficjalnie jesteś facetem od zadawania niewygodnych pytań — podsumowała. — Dobrze wiedzieć. Powinnam zacząć uważać na to, co mówię?
Na pytanie o siebie parsknęła cicho śmiechem. — Aktualnie? Chyba próbuję nie zbankrutować w ciągu pierwszego miesiąca życia tutaj — przyznała zgodnie z prawdą. — Ale docelowo fotografia. Chciałabym kiedyś robić zdjęcia dla magazynów muzycznych albo tras koncertowych. Wiesz, takich naprawdę żywych. Nie tych sztywnych i perfekcyjnych, tylko takich, po których czujesz hałas, emocje i cały ten chaos — wyjaśniła, a w jej głosie po raz pierwszy pojawiło się coś bardziej na kształt ekscytacji. To marzenie od zawsze mrowiło ją pod skórą; było jedną z niewielu rzeczy, których nigdy nie potrafiła z siebie wyrzucić, nawet kiedy wszystko inne w życiu zaczynało się sypać.
A póki co dostałam pracę w sali bankietowej — dodała po chwili już lżej, wzruszając ramieniem. — Nie jest to może spełnienie marzeń, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? Poza tym przynajmniej oficjalnie zarabiam pieniądze - odpowiedziała ostatecznie, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że pod wpływem jednego pytania mężczyzny uchyliła mu znacznie więcej ze swojego życia niż zamierzała. To wywołało u ciemnowłosej subtelne zawstydzenie, objawiające się delikatnym rumieńcem na policzkach. Nie mówiła za dużo? Może powinna odpowiadać jednym zdaniem? Nie robiła z siebie większej idiotki? I dlaczego właściwie się denerwowała?!

Charly Hayes nie była dziewczyną ani skromną, ani tym bardziej wstydliwą. Odznaczała się raczej niebezpieczną mieszanką spontaniczności, pewności siebie i emocjonalnego chaosu, który często popychał ją do decyzji kompletnie irracjonalnych, ale za to cholernie intensywnych. Większość ludzi uważała ją za osobę, która zawsze wiedziała, czego chce, bo mówiła głośno, śmiała się jeszcze głośniej i z zadziwiającą łatwością skracała dystans. A teraz przy Noem, ku własnemu zaskoczeniu, momentami naprawdę czuła się speszona. I chyba właśnie to najbardziej ją w nim dezorientowało. Nie próbował jej imponować, nie grał żadnej roli i nie reagował na nią w sposób, do którego przywykła przez lata obracania się wśród nowojorskich chłopaków. Przy nim po raz pierwszy od dawna nie miała wrażenia, że musi być najgłośniejsza w pomieszczeniu, żeby zostać zauważoną. To była zaskakująco miła odmiana.



Noe Villeneuve-Scott