Strona 1 z 1

enter crime scene

: ndz maja 24, 2026 9:42 pm
autor: Gabriela R. Blais
outfit

Ta noc nie należała do niej.
Mogłaby przysiąc, że ten dom jej nienawidził. Już samo przejście przez ogród było jak pieprzony tor przeszkód dla alkoholików i ludzi o mocnych nerwach. Mokra trawa, jakieś ceramiczne krasnale matki patrzące tymi szklanymi oczkami w nicość. Sceneria jak z pieprzonego horroru, a mrok i cisza, gdy wszyscy o tej godzinie spali jedynie potęgowała to uczucie. Kilka godzin temu nie czuła takiego oporu, gdy kradła samochód ojca, który stał na podjeździe. Mustang teraz miał kilka wgnieceń, a w bagażniku w transporterze siedział lis, którego zamierzała wywieźć za granicę. Głupia Kanada i prawo, które nie pozwalało hodować tych słodziaków. Nie mogła po prostu tak wypuścić zwierzęcia na wolność, bo Rudzielec wychował się w warunkach domowych i nie przetrwałby w dziczy. Miała przez to tylko same problemy i zjebany humor - chociaż w tym miał też udział Noe, który pozostawił ją na środku ulicy. Czuła że po ich małej zabawie będzie miała jutro sporo siniaków, a malinki na szyi nie zakryje żadnymi trickami makijażowymi, ale trudno. Musiała najpierw ogarnąć papiery. Zdobyć jakikolwiek dokument potwierdzający, że była właścicielką psa o podobnym umaszczeniu. Może serio uda jej się nabrać jakiegoś celnika, że właśnie psa przewozi w transporterze? Było w końcu ciemno, a na granicy mało kto podejrzewałby przykładnego obywatela o przewóz nielegalnego zwierzęcia.
To musiało się udać. Lepszego planu nie miała, więc walić to. Będzie jak będzie.
Podeszła od tyłu - tak jak kiedyś, gdy wracała po imprezach i nie chciała, żeby stary robił jej awanturę. Teraz nie byli w lepszych stosunkach, ale miała cichą nadzieję, że ten był gdzieś na misji - w końcu był wojskowym, więc fajnie jakby działał na korzyść ich kraju, a nie siedział w domu. Uśmiechnęła się, gdy wymacała dłonią okno od pralni, które się nie domykało. Podważyła je scyzorykiem i skrzywiła się, gdy narobiła hałasu. Przez chwilę nasłuchiwała, bo obawiała się, że zleci się pół osiedla, które wybudziła tymi dźwiękami, ale nic się nie stało. Serce napierdalało jej jak po trzech kreskach i energetyku kiedy niezgrabnie przeciskała się przez otwór.
Ostrożnie postawiła stopy na panelach i zastygła w miejscu czekając na cokolwiek. Nic. Jedynie słyszała równomierne buczenie lodówki w kuchni, więc wydawało jej się, że wszystko szło sprawnie. Powinna się domyśleć, że coś było zbyt łatwo. Powoli się skradała do swojego dawnego pokoju. Stara podłoga skrzypiała przy każdym kroku zdradzając jej położenie, ale nie przejmowała się tym, bo w końcu była sama. Otworzyła drzwi i rozejrzała się po wnętrzu szukając swojej szafy, w której kiedyś trzymała wszelkie dokumenty z pracy, a trochę tego miała, bo prowadziła własną działalność jako behawiorystka.
Sięgnęła po karton z góry i głośno przeklęła, gdy stos kartek runął na podłogę. Nie ma co złodziejka była dziś z niej wybitna. Włączyła latarkę w telefonie i zaczęła grzebać w dokumentach, bo jedynie marnowała czas na te podchody. Była tak zaabsorbowana całą sytuacją, że nawet nie usłyszała kroków na korytarzu. O obecności innych ludzi uświadomiła sobie dopiero wtedy, gdy ktoś stanął za nią i przyłożył broń do jej pleców. Kurwa... To była Policja...

Aaron Blackwood

enter crime scene

: czw maja 28, 2026 12:14 am
autor: Aaron Blackwood
Rzeczą, której Aaron zdecydowanie nie lubił w swojej pracy, była obserwacja. Zwłaszcza ta długa, która koniec końców nie przynosiła niczego poza zmarnowanym czasem. Momentami czuł się tak, jakby zostawał wybierany do najgorszych ustrojstw tylko dlatego, że był świeżakiem. Zupełnie, jakby jego partner mógł wykazać się dłuższym stażem.
Kimże jednak był, by dyskutować ze swoim przełożonym. Wystarczy, że miał na pieńku z jednym; nowego postanowił jednak mieć po swojej stronie.
Siedząc w radiowozie, popijając kolejną kawę, czekał, nie spuszczając wzroku z domu, pozornie cichego i pogrążonego jakby we śnie. Nie paliło się żadne światło, firanki ani zasłony nie poruszały się pod wpływem ruchu.
Posiadłość była martwa, ale to go nie zniechęcało. Wiedział, że cisza w domu nie zawsze oznacza spokój. Była bardziej niczym bomba z opóźnionym zapalnikiem. Przywykł już, że niekiedy trzeba było się porządnie wynudzić, by ująć podejrzanego.
Dostali cynk, że właśnie tutaj znajduje się osoba, na którą zarejestrowana była broń znaleziona przy denacie. A rejestry nie kłamały.
Nie kłamała też jego intuicja i wzrok przyzwyczajony do wychwytywania rzeczy, na które przypadkowa osoba nie zwróciłaby uwagi. To przydawało się w jego pracy czyniąc go dobrym śledczym.
Kiedy więc mignęło mu światło, nie zignorował go. Mogło być jedynie błyskiem, iskierką, która niczym fatamorgana zawładnęła jego umysłem.
Ale była.
Chwilę później dostał potwierdzenie - gdzieś za domem dostrzeżono ruch, tak zgłosił policjant obserwujący tył posiadłości.
Wyszedł cicho z samochodu, dając znak swojemu towarzyszowi, by go ubezpieczał. Nie chciał robić hałasu w domu, ale nie chciał też zginąć.
Wszedł cicho do budynku, upewniając się, że ma wsparcie. Kroki stawiał powoli, zawczasu starając się wyczuć czy podłoga zaskrzypi, czy nie. Nie chciał spłoszyć osoby, która znajdowała się w środku. Czuł, że to będzie przełom w sprawie. Ostatecznie ktoś, kto nie ma niczego na sumieniu nie zachowuje się niczym złodziej.
Dom wyglądał zwyczajnie. Zbyt zwyczajnie jak na coś, co mogło być powiązane z czymkolwiek brudnym, jednak nauczył się, że najciemniej było pod latarnią. Pozory odgrywały wielką rolę w wielu przekrętach czy nielegalnych interesach.
Ruszył korytarzem ostrożnie, posuwając się do przodu metodycznie. Drugi funkcjonariusz za nim zatrzymał się przy wejściu do kuchni, ubezpieczając go.
Usłyszał cichy szelest, który naprowadził go na miejsce nieznanej osoby w domu. Skierował się w stronę dźwięku i otworzył drzwi bez ostrzeżenia. Dostrzegł kobietę, nikłe światło latarki i rozrzucone dokumenty.
Skrócił dystans bez zastanowienia, przystawiając do pleców dziewczyny wcześniej wyciągnięty pistolet.
-Policja. Tylko bez gwałtownych ruchów - rzucił spokojnie, gotów na opór z jej strony. Mógł liczyć, że nie będzie się buntowała, ale ludzie reagowali różnie.
Obserwował ją przez chwilę i wydawało mu się, że wygląda znajomo.
- Odwróć się powoli, tylko bez głupstw - polecił jej, odsuwając się nieznacznie by dać jej przestrzeń do wykonania ruchu. Oraz sobie na ewentualną reakcją.
W jego oczach pojawiło się zdziwienie, kiedy po dostosowaniu się do jego poleceń, stanęła twarzą do Aarona.
-Gabriela? Co do kuryw…? - rzuciła, na chwilę zapominając o profesjonalizmie.
Zdecydowanie nie jej spodziewał się tutaj zobaczyć.

Gabriela R. Blais

enter crime scene

: pt cze 12, 2026 10:13 pm
autor: Gabriela R. Blais
No pięknie.
To musiał być żart. Bardzo kiepski, wręcz tragiczny wątek w komediowym wirze wydarzeń tej nocy. Bo serio - wszystko mogło się wydarzyć. Mógł zapłonąć silnik w skradzionym przez nią Mustangu. Mógł wpaść tutaj najebany sąsiad, który pomyliłby drzwi po dobrej imprezie. A nawet mogłaby wylądować w szpitalu po tym, jak ugryzłby ją lis i okazałoby się, że jednak miał wściekliznę. Nic z tych nieprawdopodobnych scenariuszy jednak się nie stało. Utknęła jednak w swoim starym pokoju z policyjną bandą, która mierzyła w jej stronę z pistoletów jakby była co najmniej groźnym napastnikiem, który czyhał tutaj na czyjeś życie.
- Serio? Mierzysz do mnie ze swojej pukawki i liczysz, że odjebię jakieś gówno? - rzuciła w końcu ciszej, bardziej do siebie niż do niego, jakby sprawdzała, czy to nie jakaś wyjątkowo kiepska halucynacja. Rozważała dwie opcje: udawać martwą, albo zacząć od nowa w innym kraju. Obie wydawały się rozsądne. Może Malediwy? Słoneczna Hiszpania? Najpierw jednak musiałaby w spektakularnym stylu uciec, ale z policją na ogonie, to bez pomocy z zewnątrz nie miałaby żadnych szans. I gdzie ci niegrzeczni mężczyźni, gdy było ich potrzeba?
Uniosła dłonie do góry i powoli odwróciła się twarzą w stronę tego policjanta, który trzymał ją na celowniku. Zerknęła kątem oka na pistolet. Potem na Aarona. Potem znowu na pistolet. I to właśnie w tym momencie cały profesjonalizm Blackwood'a szlag jasny trafił. Rozpoznał ją. Ona sama była zaskoczona jego widokiem. Jej wzrok przesunął się po jego twarzy, uważniej teraz, jakby dopiero docierało do niej, że to nie żaden przypadkowy patrol.
- Znowu próbujesz mi dać lekcję? Naprawdę to nie jest śmieszne. Ostatnio myślałam, że mam haluny po kwasie, ale to? - brodą skinęła w stronę spluwy i przeniosła ciężar ciała tak, żeby nie wyglądało to na ruch. Spięła się, gdy drugi mężczyzna podszedł do niej powoli i założył na jej nadgarstki kajdanki. Prawdziwe pieprzone kajdanki z metalu! - Czyli to nie wstęp do kiepskiego pornosa? - zaśmiała się nerwowo, ale nikt inny nie załapał jej żartu. Kurwa. Czyli to jednak było na serio.
- Naprawdę taka szopka za lisa? Za ten samochód? Słuchaj właścicielem jest mój ojciec i on nie wniesie oskarżenia... - chyba... Tego akurat nie mogła być pewna, ale przecież musiała jakoś się wybronić. Jeszcze nie wiedziała, że ta cała akcja nie była wynikiem jej małego nocnego szaleństwa. Sprawa ta miała drugie dno. Znacznie gorsze, ale tego miała dowiedzieć się już na komisariacie. W miejscu, do którego będzie zmuszona pojechać na tylnej kanapie radiowozu. Prychnęła, już mniej pewnie, gdy zaczęto ją prowadzić. Zaparła się nogami, gdy jeden funkcjonariusz otworzył drzwi i próbował ją zmusić do potulnego wejścia do radiowozu. Czekała na jakikolwiek gest ze strony Aarona, ale na próżno. Tym razem nikt nie chciał uratować jej zgrabnego tyłeczka z tych problemów. Miała przejebane. I tego akurat była teraz pewna.

Aaron Blackwood