Will you be my knight in shining armor?
: ndz maja 24, 2026 10:48 pm
Impreza trwała w najlepsze. Alkohol się lał, muzyka dudniła, światła tworzyły klimat, ludzie tańczyli w najlepsze.
Duffy płynęła z prądem nie zastanawiając się za bardzo, co się dzieje. Lubiła dobrze się bawić i nie zastanawiać nad jutrem. Co prawda nie miała z kim się ze znajomych wybrać, ale to jej nie przeszkadzało. W klubie zawsze znajdowali się ludzie, z którymi dało się niezobowiązująco spędzić te kilka godzin. A po zakończonej nocy drogi rozchodziły się często za zawsze. Toronto było dużym miastem, pędzącym przed siebie i nie oglądającym się za siebie.
W świetle dnia każdy uchodził za zupełnie przeciętnego człowieka zajętego pracą oraz innymi przyziemnymi sprawami.
Na razie noc była jeszcze młoda, a Duffy wyrwała do zabawy dwie dziewczyny, z którymi dobrze się bawiła. Śmiały się z różnych głupot, chichrały jak wariatki i co chwilę wznosiły toasty za udaną zabawę. Tak mijały minuty, które zmieniły się w godziny. W międzyczasie nieco przemieszała się grupa ludzi w klubie, doszli nowi, inni wyszli, w tym jedna z dziewczyn. Nie wpłynęło to jakoś mocno na dobru nastrój Duffy, któreś w najlepsze wirowała na parkiecie z ludźmi, który znajdowali się dookoła niej. W końcu w większości szło o dobrą zabawę i chwilę wytchnienia.
Fakt faktem, że w jej ograniźmie krążyło sporo procentów, ale to nie było nic dziwnego. Jak się bawić, to porządnie. Duffy lubiła takie beztroskie chwile. Dać się ponieść atmosferze.
Nie wychwyciła momentu, w którym mężczyzna, z którym bawiła się od czasu, gdy druga z dziewczyn zmieniła lokal.
Nie miała nic przeciwko sporadycznemu kontaktowi, gdy jego ręce zbłądziły na jej ciało. Procenty zrobiły swoje, granice stały się nieco płynne. Nie raz zdarzało jej się wracać z poznanym w klubie gościem do niej lub do niego. Zawsze jednak była zgoda oby stron, nawet jeśli to tylko alkohol przez nich przemawiał.
Obecnie pomimo dudniącej muzyki, lekkiego szumu w głowie, po drinkach, Duffy nie zamierzała się nigdzie wybierać. Bawiący się z nią do tej pory mężczyzna był innego zdania, gdy złapał ją mocno za nadgarstek i szarpną, by poszła za nim. Wysokie obcasy jej butów nie ułatwiały stawiania oporu, nawet znikomego, gdy facet zaczął ciągnąć ją w ustronne miejsce.
Aaron Blackwood
Duffy płynęła z prądem nie zastanawiając się za bardzo, co się dzieje. Lubiła dobrze się bawić i nie zastanawiać nad jutrem. Co prawda nie miała z kim się ze znajomych wybrać, ale to jej nie przeszkadzało. W klubie zawsze znajdowali się ludzie, z którymi dało się niezobowiązująco spędzić te kilka godzin. A po zakończonej nocy drogi rozchodziły się często za zawsze. Toronto było dużym miastem, pędzącym przed siebie i nie oglądającym się za siebie.
W świetle dnia każdy uchodził za zupełnie przeciętnego człowieka zajętego pracą oraz innymi przyziemnymi sprawami.
Na razie noc była jeszcze młoda, a Duffy wyrwała do zabawy dwie dziewczyny, z którymi dobrze się bawiła. Śmiały się z różnych głupot, chichrały jak wariatki i co chwilę wznosiły toasty za udaną zabawę. Tak mijały minuty, które zmieniły się w godziny. W międzyczasie nieco przemieszała się grupa ludzi w klubie, doszli nowi, inni wyszli, w tym jedna z dziewczyn. Nie wpłynęło to jakoś mocno na dobru nastrój Duffy, któreś w najlepsze wirowała na parkiecie z ludźmi, który znajdowali się dookoła niej. W końcu w większości szło o dobrą zabawę i chwilę wytchnienia.
Fakt faktem, że w jej ograniźmie krążyło sporo procentów, ale to nie było nic dziwnego. Jak się bawić, to porządnie. Duffy lubiła takie beztroskie chwile. Dać się ponieść atmosferze.
Nie wychwyciła momentu, w którym mężczyzna, z którym bawiła się od czasu, gdy druga z dziewczyn zmieniła lokal.
Nie miała nic przeciwko sporadycznemu kontaktowi, gdy jego ręce zbłądziły na jej ciało. Procenty zrobiły swoje, granice stały się nieco płynne. Nie raz zdarzało jej się wracać z poznanym w klubie gościem do niej lub do niego. Zawsze jednak była zgoda oby stron, nawet jeśli to tylko alkohol przez nich przemawiał.
Obecnie pomimo dudniącej muzyki, lekkiego szumu w głowie, po drinkach, Duffy nie zamierzała się nigdzie wybierać. Bawiący się z nią do tej pory mężczyzna był innego zdania, gdy złapał ją mocno za nadgarstek i szarpną, by poszła za nim. Wysokie obcasy jej butów nie ułatwiały stawiania oporu, nawet znikomego, gdy facet zaczął ciągnąć ją w ustronne miejsce.
Aaron Blackwood