Police Academy 3 - Sweetchuck Moped Supercut
: wt maja 26, 2026 8:55 am
Wieczór na komisariacie był jednym z tych dziwnie cichych. Większość patroli była już w terenie, część biur pozostawała ciemna, a odległy szum rozmów i stukot klawiatur rozlewały się po korytarzach przytłumionym echem. Gabinet zastępcy komendanta nadal jednak świecił, bo jednak nie każdy mógł sobie pozwolić na odbębnienie swojego etatu i pójście do domu, jak gdyby nigdy nic.
Scott siedział za biurkiem z odłożonym na bok raportem, który technicznie rzecz biorąc rzeczywiście należało omówić. Tyle, że od dobrych kilku minut nawet do niego nie zaglądał. Zamiast tego opierał łokieć o podłokietnik fotela i bez większego entuzjazmu obracał w dłoni długopis, patrząc gdzieś w stronę drzwi gabinetu.
Kiedy usłyszał krótkie pukanie, uniósł wzrok.
- Wejdź - rzucił spokojnie, jednak na tyle wyraźnie, by osoba po drugiej stronie była w stanie to usłyszeć.
Drzwi otworzyły się po chwili, a Letexier od razu skinął głową w stronę krzesła naprzeciwko biurka.
- Harrison - rzucił chłodno i zbyt poważnie jak na fakt, że od jakiegoś czasu zbliżyli się do siebie i przeszli na stopę prywatną.
Sięgnął po dokumenty tylko po to, żeby rzucić je delikatnie na stół, przysuwając je tym samym do blondynki.
- Twój raport jest w porządku, June. Kilka drobiazgów do poprawy w końcowej części, ale to nie dlatego cię tu wezwałem - rzekł już znacznie spokojniejszym i cieplejszym tonem, darując sobie dalszą zgrywę, która miała być chyba jakimś rodzajem żartu na powitanie z jego strony.
Scott oparł się wygodniej o fotel, przez moment przyglądając jej się uważnie, jakby oceniał, ile dokładnie powinien powiedzieć.
- Baker prawdopodobnie zostanie przeniesiony - powiedział to spokojnie i rzeczowo, bez zbędnego budowania napięcia. Ale wzrok miał dalej twardy - lata bycia zastępcą komendanta robiły swoje. - Oficjalnie ma to wyglądać jak "restrukturyzacja kadrowa" - odezwał się po chwili. - Nieoficjalnie… nadepnął na odcisk nieodpowiedniej osobie - dodał już nieco ciszej, bo rzeczywiście nie powinien się tym dzielić z Harrison.
Kącik jego ust drgnął minimalnie.
- Problem polega na tym, że tamten facet też ma swoich ludzi wysoko. Bardzo wysoko - rzucił, dając June do zrozumienia, że chodziło tu o bardzo mocne plecy. Zresztą śledcza sama mogła się domyślić, że skoro nawet Scott nie był w stanie przenieść Bakera przez jego konotacje polityczne, to trzeba było mieć naprawdę potężnych przyjaciół, by do tego doprowadzić.
Brunet odwrócił na chwilę wzrok w stronę okna gabinetu, po czym znów spojrzał na Harrison.
- I zanim zapytasz, nie. Baker nie dostał nawet szansy, żeby się z tego wybronić. Decyzja praktycznie już zapadła. Teraz wszyscy tylko udają, że trwa jeszcze jakaś procedura - przez moment bębnił palcami o blat biurka, wyraźnie zirytowany bardziej, niż chciał pokazać. - Pomyślałem, że powinnaś dowiedzieć się wcześniej. Zanim plotki zaczną żyć własnym życiem po całym komisariacie - przyznał, po czym mimowolnie uśmiechnął się do June, bo jakby nie patrzeć, dokonało się to, czego oboje chcieli. June dla świętego spokoju, Scott dlatego, by ułatwić życie w pracy Harrison.
Zapomniał tylko wspomnieć o jednym... że też dołożył swoją cegiełkę do tej decyzji. Wszak jego też pytano o opinię dotyczącą przeniesienia Bakera i zamiast dyplomatycznie odpowiedzieć, że jeśli jest potrzeba transferów kadrowych, to on jest za, Letexier wprost stwierdził, że przeniesienie Bakera będzie dobrą decyzją, biorąc pod uwagę jego pewne braki w rzemiośle oraz relacje z innymi pracownikami. Co prawda poza June nikt na niego nie narzekał, przynajmniej nie tak otwarcie, ale vice trochę podkoloryzował, by wzmocnić przekaz.
Inną sprawą było natomiast to, że w tej sprawie nadużywał swojej władzy, co nie zdarzało mu się zbyt często. A dodatkowo robiąc to dla Harrison... nie czuł nawet ani grama wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie, był kurewsko zadowolony z siebie, że June będzie w lepszym nastroju. Tylko od kiedy jej dobry nastrój jest motorem napędowym jego działań?
June Harrison
Scott siedział za biurkiem z odłożonym na bok raportem, który technicznie rzecz biorąc rzeczywiście należało omówić. Tyle, że od dobrych kilku minut nawet do niego nie zaglądał. Zamiast tego opierał łokieć o podłokietnik fotela i bez większego entuzjazmu obracał w dłoni długopis, patrząc gdzieś w stronę drzwi gabinetu.
Kiedy usłyszał krótkie pukanie, uniósł wzrok.
- Wejdź - rzucił spokojnie, jednak na tyle wyraźnie, by osoba po drugiej stronie była w stanie to usłyszeć.
Drzwi otworzyły się po chwili, a Letexier od razu skinął głową w stronę krzesła naprzeciwko biurka.
- Harrison - rzucił chłodno i zbyt poważnie jak na fakt, że od jakiegoś czasu zbliżyli się do siebie i przeszli na stopę prywatną.
Sięgnął po dokumenty tylko po to, żeby rzucić je delikatnie na stół, przysuwając je tym samym do blondynki.
- Twój raport jest w porządku, June. Kilka drobiazgów do poprawy w końcowej części, ale to nie dlatego cię tu wezwałem - rzekł już znacznie spokojniejszym i cieplejszym tonem, darując sobie dalszą zgrywę, która miała być chyba jakimś rodzajem żartu na powitanie z jego strony.
Scott oparł się wygodniej o fotel, przez moment przyglądając jej się uważnie, jakby oceniał, ile dokładnie powinien powiedzieć.
- Baker prawdopodobnie zostanie przeniesiony - powiedział to spokojnie i rzeczowo, bez zbędnego budowania napięcia. Ale wzrok miał dalej twardy - lata bycia zastępcą komendanta robiły swoje. - Oficjalnie ma to wyglądać jak "restrukturyzacja kadrowa" - odezwał się po chwili. - Nieoficjalnie… nadepnął na odcisk nieodpowiedniej osobie - dodał już nieco ciszej, bo rzeczywiście nie powinien się tym dzielić z Harrison.
Kącik jego ust drgnął minimalnie.
- Problem polega na tym, że tamten facet też ma swoich ludzi wysoko. Bardzo wysoko - rzucił, dając June do zrozumienia, że chodziło tu o bardzo mocne plecy. Zresztą śledcza sama mogła się domyślić, że skoro nawet Scott nie był w stanie przenieść Bakera przez jego konotacje polityczne, to trzeba było mieć naprawdę potężnych przyjaciół, by do tego doprowadzić.
Brunet odwrócił na chwilę wzrok w stronę okna gabinetu, po czym znów spojrzał na Harrison.
- I zanim zapytasz, nie. Baker nie dostał nawet szansy, żeby się z tego wybronić. Decyzja praktycznie już zapadła. Teraz wszyscy tylko udają, że trwa jeszcze jakaś procedura - przez moment bębnił palcami o blat biurka, wyraźnie zirytowany bardziej, niż chciał pokazać. - Pomyślałem, że powinnaś dowiedzieć się wcześniej. Zanim plotki zaczną żyć własnym życiem po całym komisariacie - przyznał, po czym mimowolnie uśmiechnął się do June, bo jakby nie patrzeć, dokonało się to, czego oboje chcieli. June dla świętego spokoju, Scott dlatego, by ułatwić życie w pracy Harrison.
Zapomniał tylko wspomnieć o jednym... że też dołożył swoją cegiełkę do tej decyzji. Wszak jego też pytano o opinię dotyczącą przeniesienia Bakera i zamiast dyplomatycznie odpowiedzieć, że jeśli jest potrzeba transferów kadrowych, to on jest za, Letexier wprost stwierdził, że przeniesienie Bakera będzie dobrą decyzją, biorąc pod uwagę jego pewne braki w rzemiośle oraz relacje z innymi pracownikami. Co prawda poza June nikt na niego nie narzekał, przynajmniej nie tak otwarcie, ale vice trochę podkoloryzował, by wzmocnić przekaz.
Inną sprawą było natomiast to, że w tej sprawie nadużywał swojej władzy, co nie zdarzało mu się zbyt często. A dodatkowo robiąc to dla Harrison... nie czuł nawet ani grama wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie, był kurewsko zadowolony z siebie, że June będzie w lepszym nastroju. Tylko od kiedy jej dobry nastrój jest motorem napędowym jego działań?
June Harrison