we need to stop meeting like this
: wt maja 26, 2026 6:35 pm
071.
Of all the parties in Toronto,
of course he had to walk into hers.
of course he had to walk into hers.
Jak widać... trzy na pewno.
Firma, z którą współpracował Galen, organizowała jakiś bankiet z okazji dwudziestopięciolecia, i może Wyatt w ogóle by się tym nie przejął. Nie pojawił nawet, bo nie był w nastroju na bankiety, a jednak chciał z nimi podpisać kontrakt, i potem to już jakoś samo się tak potoczyło, że oni sobie właśnie to przyjęcie robili w pięknej willi Wyattów.
Galen rzadko tu bywał, więc najpierw ekipa sprzątająca musiała działać tu prawie przez tydzień, żeby wymieść kurz z kryształowych żyrandoli i pomyć wszystkie sto sześćdziesiąt okien. Kotary też pachniały świeżością i wszędzie kwiaty, świeże, dorodne. Ta posiadłość wcale nie wyglądała jakby nikt tutaj nie mieszał od lat, a dzisiaj jeszcze w pięknym marmurowym holu i jadalni stały wysokie stoliki, gdzie mogli się zatrzymać goście. Była nawet scena i bar, a orkiestra gdzieś pod ścianą przygrywała na instrumentach smyczkowych. Typowa impreza dla bogoli.
I chociaż gości witał prezes firmy, która obchodziła dwudziestopięciolecie, z żoną, to ci bardziej zorientowani przecież wiedzieli u kogo goszczą. Galen też zbierał pochwały, a wcale tego nie chciał. Z obsługi nie wiedział nikt, chociaż w pewnym momencie Gin wpadła do kuchni, gdzie dziewczyny poprawiały włosy, zanim miały wyjść na salę ze srebrnymi tackami.
- W kucyki dziewczyny... - mruknęła Claudia, która swoje gładkie, rude kosmyki upięła w idealny wysoki koński ogon.
- Ej dziewczyny słyszałyście? Podobno właścicielem tej chaty to nie jest ten cały Winston... On tu tylko robi imprezę - nawijała Gin, która nie mogła złapać razem wszystkich swoich jasnych loczków, bo bez przerwy jej uciekały.
Tymczasem w holu, przy jednym ze stolików... stał sobie Galen Wyatt, jak gdyby nigdy nic, w swoim idealnie skrojonym smokingu, pod muchą, z nieskazitelnie białą koszulą, której idealnie zapięte mankiety wystawały spod marynarki. W towarzystwie, oczywiście, długonogiej modelki w czarnej, satynowej sukience, która idealnie układała się na jej sylwetce.
Ona opowiadała mu o jakimś pokazie w Mediolanie, a Wyatt kiwał głową. Niby słuchał, ale... nudziło go to. Cała ta dzisiejsza impreza niesamowicie go nudziła i pewnie, gdyby nie chciał podpisać z Winstonem tego kontraktu, to wcale by się na niej nie pojawił. Niebieskie tęczówki przesunęły się z twarzy dziewczyny, która mogła mieć z dwadzieścia lat swoją drogą, albo taki baby face? Na stojące na stoliku puste kieliszki po szampanie.
- A ty w ogóle możesz pić już alkohol? - zapytał, ale dziewczyna zaraz zaczęła swoją litanię o tym, że ona ma już dwadzieścia jeden lat i nawet w Stanach mogłaby to robić legalnie. Galen trochę pożałował, że zapytał. Jego niebieskie tęczówki powiodły dookoła w poszukiwaniu kolejnej porcji szampana.
A Claudia, która akurat stała koło... Mayi (witam Panią), pokazała jej stolik Wyatta, który stał sobie niepozornie, tyłem do nich.
- Zobacz tam nie mają szampana... Majka, zawsze muszą mieć, idź im zanieś - pchnęła lekko Parker w tamtym kierunku. O zgrozo, prosto na Wyatta, żeby się tylko nie potknęła!