if you feel me, this your bop
: śr maja 27, 2026 9:25 pm
Przełom maja i czerwca dla Matthew oznaczał ni mniej ni więcej, jak rozpoczęcie sezonu wycieczkowego. Podczas szarych miesięcy od października do kwietnia skupiał się na zimowej hibernacji w warunkach ekosystemu miejskiego. Wystarczyło jednak trochę słońca i wiosennego ciepła, żeby obudziła się w nim bestia nastawiona na szeroko pojętą eksplorację. Nigdy nie był fanem dalekich podróży i zwiedzania świata, ale nie przeszkadzało mu to w odkrywaniu tego, co do zaoferowania miało Toronto i cały stan Ontario.
A od kiedy w jego życiu pojawiła się Wendy, miał dodatkowe powody do odkrywania coraz to ciekawszych atrakcji! Co prawda sam najprawdopodobniej na weekendową wycieczkę wybrałby się rowerem i nocował w namiocie tam, gdzie akurat powiodłyby go dwa kółka, ale w obecności damyledwo radzącej sobie z rowerem postanowił zaopatrzyć się w czterokołową, terenową karocę z rozkładanym dachowym namiotem, aby stworzyć jak najbardziej komfortowe warunki w niekomfortowym otoczeniu.
Oprócz krótkiego komunikatu: ja, ty, weekend, namiot, ubierz się wygodnie, nie uraczył Wendy żadnymi innymi wyjaśnieniami. To miała być niespodzianka! Dlaczego? Bo tak sobie postanowił. Matthew lubił niespodzianki. I lubił to, jak Wendy się ekscytowała. A zdążył ją poznać na tyle, że wiedział, że będzie się ekscytowała. Toteż esencję ekscytacji pozostawił na moment odkrycia niespodzianki. Logiczne.
Nie dał się podejść żadnymi sztuczkami. Niespodzianka miała być niespodzianką. Dlatego po odebraniu Gardner w piątek wypasionymwypożyczonym pickupem, zagadywał na różne sposoby, byleby się z niczym nie zdradzić.
Po kilkudziesięciu minutach jazdy poza Toronto, nadeszła pora na samochodowe karaoke. Powszechnie przecież było wiadomo, iż to w samochodzie śpiewa się najlepiej. Nawet prysznic nie miał podjazdu do auta sunącego gładko autostradą i zamkniętej przestrzeni metalowej puszki, w której głos rezonował jakoś tak głośniej, a potencjalne fałszowanie zdawało się być zagłuszone rykiem silnika pod maską.
Gdzieś pomiędzy kolejnym Guccim i Louisem Vuittonem ręka Matthew wystrzeliła w kierunku pokrętła głośności i ściszyła dudniące w całym aucie basy i głos Meghan w piosence “Made you look”, której jeszcze kilka sekund wcześniej Goodman wtórował z oddaniem godnym lepszej sprawy.
- Ej, a gdybyś miała do wyboru ubierać się bez żenady w swoje ulubione ubrania, w których czujesz się jak milion dolarów i chodzić do pracy, której nie lubisz albo ubierać się zgodnie ze sztywnym dress codem, w którym ci niewygodnie, ale chodzić do pracy, którą kochasz, to co byś wybrała? - wypalił na jednym tchu, jak gdyby co najmniej od pół godziny prowadzili rozmowę dotyczącą tego aspektu funkcjonowania w szarej codzienności.
W głowie Matta miało to sens! Nie zdążył po prostu wprowadzić Wendy w swój tok rozumowania, który prowadził sam ze sobą w myślach, kiedy coraz bardziej zbliżali się w kierunku zachodzącego za horyzontem słońca, mknąc autostradą przed siebie w piękny piątkowy przełom zmierzchu i wieczora.
Wendy Gardner
A od kiedy w jego życiu pojawiła się Wendy, miał dodatkowe powody do odkrywania coraz to ciekawszych atrakcji! Co prawda sam najprawdopodobniej na weekendową wycieczkę wybrałby się rowerem i nocował w namiocie tam, gdzie akurat powiodłyby go dwa kółka, ale w obecności damy
Oprócz krótkiego komunikatu: ja, ty, weekend, namiot, ubierz się wygodnie, nie uraczył Wendy żadnymi innymi wyjaśnieniami. To miała być niespodzianka! Dlaczego? Bo tak sobie postanowił. Matthew lubił niespodzianki. I lubił to, jak Wendy się ekscytowała. A zdążył ją poznać na tyle, że wiedział, że będzie się ekscytowała. Toteż esencję ekscytacji pozostawił na moment odkrycia niespodzianki. Logiczne.
Nie dał się podejść żadnymi sztuczkami. Niespodzianka miała być niespodzianką. Dlatego po odebraniu Gardner w piątek wypasionym
Po kilkudziesięciu minutach jazdy poza Toronto, nadeszła pora na samochodowe karaoke. Powszechnie przecież było wiadomo, iż to w samochodzie śpiewa się najlepiej. Nawet prysznic nie miał podjazdu do auta sunącego gładko autostradą i zamkniętej przestrzeni metalowej puszki, w której głos rezonował jakoś tak głośniej, a potencjalne fałszowanie zdawało się być zagłuszone rykiem silnika pod maską.
Gdzieś pomiędzy kolejnym Guccim i Louisem Vuittonem ręka Matthew wystrzeliła w kierunku pokrętła głośności i ściszyła dudniące w całym aucie basy i głos Meghan w piosence “Made you look”, której jeszcze kilka sekund wcześniej Goodman wtórował z oddaniem godnym lepszej sprawy.
- Ej, a gdybyś miała do wyboru ubierać się bez żenady w swoje ulubione ubrania, w których czujesz się jak milion dolarów i chodzić do pracy, której nie lubisz albo ubierać się zgodnie ze sztywnym dress codem, w którym ci niewygodnie, ale chodzić do pracy, którą kochasz, to co byś wybrała? - wypalił na jednym tchu, jak gdyby co najmniej od pół godziny prowadzili rozmowę dotyczącą tego aspektu funkcjonowania w szarej codzienności.
W głowie Matta miało to sens! Nie zdążył po prostu wprowadzić Wendy w swój tok rozumowania, który prowadził sam ze sobą w myślach, kiedy coraz bardziej zbliżali się w kierunku zachodzącego za horyzontem słońca, mknąc autostradą przed siebie w piękny piątkowy przełom zmierzchu i wieczora.
Wendy Gardner

