Strona 1 z 1

Doesn't matter 'cause it's enough

: sob maja 30, 2026 12:52 am
autor: Esmeray Deryaoglu
Wspólna kolacja. Myślała o tym już od jakiegoś czasu ale nigdy nie mogli dojść do porozumienia, który dzień będzie pasował. Jakby oboje musieli wcisnąć spędzenie ze sobą kilku godzin, w swoich przepełnionych grafikach. Nie byli jeszcze małżeństwem a wszystko stawało się bardziej skomplikowane, niż Esme chciała się do tego przyznać. Szczególnie tu i teraz, kiedy miała przecież skupić się całkowicie na nim. Na swoim narzeczonym, który ostatnio albo jej unikał albo naprawdę był tak bardzo zajęty swoją karierą. Czy była w tym momencie zbyt naiwna, czy może myślała coraz częściej o tym, że jeszcze tak wiele pozostało do załatwienia przed ślubem. Zdecydowanie nie chciała pozostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Jak każda kobieta pragnęła by ten dzień był idealny albo też najbardziej zbliżony do stanu idealnego. Wszystko musiało zostać ustalone z odpowiednim wyprzedzeniem, by przygotować plan B albo też inne wyjście, jeśli coś naprawdę pójdzie nie tak. Nie ma po co udawać, że w życiu nie mogła być pewna tego co stanie się kolejnego dnia, a co dopiero za kilka miesięcy.
Jeśli chodzi o ich wspólne spotkanie, to planowała przygotować coś w swoim domu ale niestety nie udało jej się wygospodarować tyle czasu by ugotować kolację, by przyrządzić coś co mogli zjeść i co nadawałoby się do jedzenia. Czasami lepiej wybrać się do dobrej restauracji, takiej która jest sprawdzona i nie będzie trzeba uważać na to co się zamawia. Może też w jakimś sensie poszła tutaj na łatwiznę ale nie można było jej odebrać tego, że przygotowała się do tej kolacji pod innymi względami. Jak zwykle jej strój był nienaganny, przykuwał uwagę ale nie była w tym wszystkim wulgarna. Makijaż, który podkreślał jej urodę ale też pomagał zatuszować to, że ostatnie tygodnie były dla niej trudne, długie i nie wysypiała się tak jak powinna. Czasami wydawało jej się, że powinna odrobinę zwolnić ale z drugiej strony, wciąż chciała tak wiele udowodnić. Już nie tylko w swojej pracy ale też wszystkim tym, którzy dawali jej do zrozumienia, że jej miejsce jest gdzie indziej. Za jakiś czas będzie ją to bawiło.
Spotkali się przed restauracją, gdzie Tucker wydawał się na nią czekać. Posyłając mu przepraszający uśmiech, zacisnęła mocniej palce na jego przedramieniu. Chyba naprawdę stęskniła się za nim, za tym że mogła być blisko. Potrzebowała tego. Potrzebowała jego.
- Przepraszam, znowu się spóźniłam - westchnęła, trochę zażenowana ale też sfrustrowana, bo przecież to ona zaplanowała to wspólne wyjście. Spędzenie czasu a teraz wychodziło na to, że nie potrafiła dotrzymać danego słowa. Przez to, że ona sama nie była punktualna, musieli jak najszybciej znaleźć się w środku. Pociągnęła go mocniej w kierunku wejścia. Przez chwilę czekali jeszcze aż zostaną poprowadzeni do zarezerwowanego stolika. Zdecydowanie stres minął, kiedy rozsiadła się wygodnie na krześle. Spojrzała w kierunku swojego narzeczonego.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zmęczony. Przez chwilę zastanawiałam się czy kolacja to dobry pomysł, tym bardziej po długim dniu - wierzyła, że jeśli naprawdę tak by było, to on nie ukrywałby tego przed nią i po prostu powiedział jej to, że ma ochotę wyjść wcześniej. Za nim będą mieli okazję spojrzeć w menu i zastanowić się nad tym co zamówią, pojawił się kelner, zapewne upewnić się czy oboje mają wszystko to co potrzebne. Esme poprosiła o szklankę wody.

Tucker Darby

Doesn't matter 'cause it's enough

: pn cze 01, 2026 11:18 pm
autor: Tucker Darby
2


Czekał przed restauracją dłużej, niż było to konieczne. Nie dlatego, że Esmeray się spóźniała — do tego zdążył się już przyzwyczaić. Potrzebował tych kilku dodatkowych minut sam na sam ze swoimi myślami. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało mu się, że wszystko w jego życiu zaczęło układać się dokładnie tak, jak powinno. Był zaręczony z kobietą, którą kochał. Planowali ślub. Wspólną przyszłość. Dom. Wszystkie te rzeczy, które kiedyś wydawały mu się odległe i niemal nierealne. A jednak ostatnie tygodnie pozostawiły w nim nieprzyjemny ciężar.
Nie potrafił wyrzucić z głowy listu.
Oparł dłonie o kieszenie płaszcza i obserwując ludzi mijających wejście. Wieczorne światła odbijały się w szybach pobliskich witryn, a on po raz kolejny zerknął na zegarek bardziej z przyzwyczajenia niż z niecierpliwości. Gdy dostrzegł Esmeray, jego uwaga natychmiast skupiła się wyłącznie na niej. Przez krótką chwilę po prostu patrzył, jak zmierza w jego stronę. Wyglądała dokładnie tak, jak zawsze wyobrażał sobie swoją przyszłą żonę — elegancka, pewna siebie, przyciągająca uwagę samą obecnością. Jednocześnie znał ją wystarczająco dobrze, by zauważyć rzeczy niewidoczne dla innych. Lekko napięte ramiona. Odrobinę wolniejszy krok. Zmęczenie, które próbowała ukryć pod starannie dobranym strojem i perfekcyjnie wykonanym makijażem. Ostatnio oboje żyli w biegu. Spotkania, obowiązki, telefony, kolejne sprawy do załatwienia. Coraz częściej miał wrażenie, że ich związek funkcjonuje pomiędzy kalendarzami i wolnymi okienkami w harmonogramach. A przecież nie tak wyobrażał sobie czas poprzedzający ślub.
Kiedy zacisnęła palce na jego przedramieniu, odruchowo przesunął dłoń na jej rękę. Ten drobny kontakt przypomniał mu, jak bardzo brakowało mu jej bliskości. — Nie przepraszaj — odpowiedział spokojnie, posyłając jej ciepły uśmiech — Cieszę się, że w końcu udało nam się znaleźć dla siebie czas i muszę przyznać, że olśniewająco wyglądasz w tej sukience — W tych słowach było znacznie więcej szczerości, niż mogłaby przypuszczać. Pozwolił, by pociągnęła go do środka. Nie protestował. Wręcz przeciwnie. Czuł ulgę, że mogą zostawić za drzwiami cały zewnętrzny świat choćby na kilka godzin. Przez chwilę po zajęciu miejsc przy stoliku obserwował ją ponad kartą menu. Miał wrażenie, że od dawna nie miał okazji po prostu na nią patrzeć. Bez pośpiechu. Bez myślenia o kolejnym obowiązku. A jednocześnie gdzieś z tyłu głowy wciąż tkwił list. Tamta decyzja wydawała się rozsądna, kiedy ją podejmował. Zamknięcie przeszłości. Ostatnie słowa, które nigdy nie zostały wypowiedziane. Nic więcej. Teraz jednak siedząc naprzeciwko Esmeray, czuł się tak, jakby dopuścił do ich wspólnej przyszłości cień czegoś, co powinno było pozostać daleko za nim.
Jej pytanie wyrwało go z zamyślenia. Podniósł wzrok znad menu i przez moment milczał. Był zmęczony. Ostatnie tygodnie dały mu się we znaki bardziej, niż przyznawał nawet sam przed sobą. Jednak gdy spojrzał na nią, doszedł do wniosku, że ona wygląda dokładnie tak samo. — Trochę jestem — przyznał cicho — Ale nie przez kolację — na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech — Właściwie myślę, że była nam potrzebna bardziej, niż oboje chcieliśmy przyznać — Oparł się wygodniej o krzesło, nie odrywając od niej spojrzenia. — Ostatnio mam wrażenie, że ciągle gdzieś biegniemy. Ty, ja... wszystko dookoła. A potem mijają kolejne dni i okazuje się, że prawie się nie widzieliśmy — W jego głosie nie było wyrzutu. Raczej tęsknota, która narastała przez ostatnie tygodnie. Kelner pojawił się przy stoliku, a Tucker na moment przeniósł uwagę na składanie zamówienia. Poprosił jedynie o wodę, bo nie miał jeszcze pomysłu co chce zjeść, po czym ponownie spojrzał na swoją narzeczoną. I właśnie dlatego poczuł kolejne ukłucie winy. Bo podczas gdy ona walczyła o ich wspólną przyszłość, on w ostatnim czasie pozwolił sobie wrócić myślami do rzeczy, które powinny już dawno zostać zamknięte. — Bardziej martwię się o ciebie niż o siebie — powiedział w końcu spokojnie — Wyglądasz pięknie, ale mam wrażenie, że od tygodni nie dajesz sobie chwili oddechu — Jego spojrzenie złagodniało, a słowa które wypowiedział potwierdził skinięciem głowy.

Esmeray Deryaoglu