dinozaury i żołnierze
: sob maja 30, 2026 12:47 pm
20 lat temu, gdzieś na placu zabaw w Toronto
Sześcioletni Noe od jakiegoś już czasu wdrapywał się na najwyższy stopień wielkiej zjeżdżalni w kształcie zamku, a kiedy wreszcie osiągnął swój cel, poczuł się niczym król. W tym samym momencie na dole pojawiła się dziewczynka, która od razu zwracała na siebie uwagę. Jej głową otaczała burza ogniście rudych włosów. Dziewczynka popatrzyła się na niego i zuchwale mrużąc oczy, zaczęła się wspinać.
- Hej, ja byłem tu pierwszy! - powiedział do dziewczynki, kiedy jej ruda głowa pojawiła się na samym szczycie, a ta zupełnie nie przejmując się jego słowami, usiadła tuż obok. Wyciągnęła z głębokiej kieszeni niebieską figurkę dinozaura i wyciągnęła ją prosto w stronę jego twarzy.
– To jest Puszek. Jest bardzo głodny i szuka liści – powiedziała z powagą. – Twój zamek ma liście?
Noe spojrzał na figurkę, potem na dziewczynkę, a jego początkowa niechęć i złość zmieniły się w zaciekawienie. Zamiast się złościć, pomyślał, że będzie można się razem świetnie bawić. Przez chwilę patrzył na jej rude włosy, bo nigdy wcześniej takich nie widział i nie mógł przestać się uśmiechać, bo była jakaś inna niż wszystkie dzieci, które znał. Szybko sięgnął do własnej kieszeni i wyłowił z niej swój największy skarb – zielonego żołnierzyka.
– Mój żołnierz ma bazę z liści pod tamtym krzakiem – odpowiedział, wskazując palcem na róg placu zabaw. – Możemy tam iść, ale najpierw musimy zjechać! Kto ostatni na dole, ten zgniłe jajo! – krzyknął do niej i zanim zdążyła zareagować, odepchnął się i z głośnym śmiechem zjechał ze zjeżdżalni. Chwilę później biegli razem w stronę gęstych krzewów na skraju placu zabaw. Ukryci przed wzrokiem innych dzieciaków, byli w zupełnie innym świecie. Zwykłe krzaki stały się prehistoryczną dżunglą. Noe ostrożnie postawił swojego żołnierzyka na wystającym korzeniu, udając, że ten pilnuje terenu.
– Mój żołnierz postawi tu barierę ochronną! – oznajmił głośno i zaczął zbierać kamyki, układając z nich murek wokół dinozaura. Zwykle musiał długo tłumaczyć innym dzieciom, o co chodzi w jego zabawach, a ona od razu wiedziała. Lubił to, że od razu wymyślała też nowe i nigdy się nie wahała. Gdy dżungla stała się bezpieczna, przenieśli się do wielkiej piaskownicy, która dla nich była teraz bezludną wyspą otoczoną przez groźne rekiny. W samym jej środku zaczęli kopać fosę. Kiedy zamek z piasku był gotowy, usiedli obok siebie na drewnianej ławeczce, zmęczeni. Siedział obok i co chwilę na nią zerkał. Wydawało mu się, że nowa koleżanka jest najfajniejszą, jaką kiedykolwiek spotkał. Chłopcy, których znał ze swojego podwórka, zazwyczaj kłócili się o zasady albo nudzili po pięciu minutach, ona, kiedy się bawiła wyglądała tak, jakby każda zabawa była najważniejsza na świecie. Chciał z nią zjechać jeszcze ze sto razy ze zjeżdżalni, zbudować większy zamek i wymyślić kolejne przygody.
– Patrz! Karuzela jest wolna! – krzyknęła, zrywając się z miejsca jak wystrzelona z procy. Noe przez moment siedział oszołomiony nagłym zwrotem akcji, ale widząc oddalające się rude włosy, natychmiast zerwał się na nogi. Popędził za nią, bo przy niej nigdy nie było wiadomo, co wydarzy się za chwilę i właśnie to najbardziej mu się podobało. Gdy dotarł do karuzeli, ona siedziała już na jednym z siedzisk, trzymając się mocno metalowej barierki. – Kręć mocno! – zawołała, a w jej oczach malowało się szaleństwo. Zaparł się więc nogami i pchnął karuzelę z całych sił. Biegał w kółko, czując, jak kręci mu się w głowie, ale nie przejmował się tym, bo świetnie się bawił.
Odwrócił głowę i spojrzał w stronę głównej alejki. Dostrzegł tam budkę z szyldem w kształcie rożka i długą kolejką ludzi. Chłopiec nagle przypomniał sobie o pieniądzach w kieszeni i pomyślał, że fajnie byłoby zjeść lody razem z nią. – Tam jest budka z lodami! – zawołał głośno, wskazując ręką w tamtą stronę. – Chcesz loda? Moja mama dała mi trochę pieniędzy! A tak w ogóle, to jestem Noe – powiedział nagle. – A ty jak masz na imię?
Gabriela R. Blais