Ghost from the past
: ndz maja 31, 2026 6:42 pm
Ostatnie zmiany mijały mu cholernie długo. Starał się wykonywać każde zlecenie z tym samym profesjonalizmem, jednak w głowie, stukając tymi swoimi wysokimi obcasami, chodziła mu niejaka rudowłosa piękność - panna Eleanor. Za kilka dni mieli wybrać się do ich ulubionego programu telewizyjnego, The Traitors, gdzie zdecydowali się udawać, że wcale się nie znają, z nadzieją, że uda im się wygrać cały program. Czy był podekscytowany? Cholernie, choć próbował tego po sobie nie pokazywać. W obecności płomyczka musiał przecież zachowywać stoicki spokój, udowadniając, że jej obecność nie ma na niego żadnego wpływu. Jakby zapach dymu unoszący się wokół niej nie zamieniał się w jeden z najbardziej uzależniających zapachów, do których, pomimo że był duszący, mógłby przywyknąć. Nie ogarniał się. Ani tego. Ani… no, czymkolwiek to właściwie było.
Kończąc spotkanie, podczas którego miał udawać zazdrosnego byłego chłopaka, podziękował swojemu klientowi i skierował się w stronę kawiarni znajdującej się przy wyjściu z budynku, w którym właśnie odbębnił zlecenie. Trzymał telefon w dłoni, scrollując swój profil i ostatnie opinie, jakie dostał od klientów. Zgiełk rozmów innych ludzi, stukot kubków i krzątających się baristów wybił go z myśli dopiero wtedy, gdy usłyszał dźwięk rozlewającej się kawy, jakieś ciche mruknięcie, może przekleństwo rzucone gdzieś w oddali, a chwilę później wzdłuż baru i podłogi rozlała się smuga gorącej, jasnobrązowej cieczy, powoli, ale sprawnie podążającej w kierunku jego butów. Uniósł wzrok, by ujrzeć… znajomą buzię.
Wentworth?
Pomyślał, przewracając oczami. Jego była przyjaciółka… z benefitami, czy jakkolwiek miał to wtedy nazwać. Ta, z którą drogi nie skończyły się najlepiej i do ktorej przez bardzo długi czas nie chciał wracać myślami. Arden miał ogromny problem z zaufaniem i przywiązywaniem się do ludzi. Lęk przed poczuciem odrzucenia za każdym razem kończył się tym, że jakakolwiek relacja, którą tworzył... burzyła się w mgnieniu oka. Poppy niestety nie tolerowała jego stylu życia. Rozumiał to. W pewnym sensie troszczyła się o niego, ale był to również moment, w którym tak cholernie potrzebował właśnie tej jedynej rzeczy... wsparcia. Ich drogi się rozeszły... nikt nie odezwał się do siebie. W jednym momencie byli bliscy sobie... w drugim - zupełnie obcy. Myślał, że już nigdy jej nie zobaczy - AŻ DO TERAZ... Do tego momentu. Stała teraz tam i robiła wokół siebie chaos, jak zawsze zresztą. Nic nowego. Prychnął pod nosem, zrobił większy krok w jej kierunku, omijając smugę kawy, zanim stanął za nią i rzucił, - Poppy Wentworth? Chyba nic się nie zmieniło, odkąd ostatni raz cię widziałem? - zaśmiał się pod nosem, zanim dodał, - Chaos goni za tobą czy ty za chaosem?
ciamajda
Kończąc spotkanie, podczas którego miał udawać zazdrosnego byłego chłopaka, podziękował swojemu klientowi i skierował się w stronę kawiarni znajdującej się przy wyjściu z budynku, w którym właśnie odbębnił zlecenie. Trzymał telefon w dłoni, scrollując swój profil i ostatnie opinie, jakie dostał od klientów. Zgiełk rozmów innych ludzi, stukot kubków i krzątających się baristów wybił go z myśli dopiero wtedy, gdy usłyszał dźwięk rozlewającej się kawy, jakieś ciche mruknięcie, może przekleństwo rzucone gdzieś w oddali, a chwilę później wzdłuż baru i podłogi rozlała się smuga gorącej, jasnobrązowej cieczy, powoli, ale sprawnie podążającej w kierunku jego butów. Uniósł wzrok, by ujrzeć… znajomą buzię.
Wentworth?
Pomyślał, przewracając oczami. Jego była przyjaciółka… z benefitami, czy jakkolwiek miał to wtedy nazwać. Ta, z którą drogi nie skończyły się najlepiej i do ktorej przez bardzo długi czas nie chciał wracać myślami. Arden miał ogromny problem z zaufaniem i przywiązywaniem się do ludzi. Lęk przed poczuciem odrzucenia za każdym razem kończył się tym, że jakakolwiek relacja, którą tworzył... burzyła się w mgnieniu oka. Poppy niestety nie tolerowała jego stylu życia. Rozumiał to. W pewnym sensie troszczyła się o niego, ale był to również moment, w którym tak cholernie potrzebował właśnie tej jedynej rzeczy... wsparcia. Ich drogi się rozeszły... nikt nie odezwał się do siebie. W jednym momencie byli bliscy sobie... w drugim - zupełnie obcy. Myślał, że już nigdy jej nie zobaczy - AŻ DO TERAZ... Do tego momentu. Stała teraz tam i robiła wokół siebie chaos, jak zawsze zresztą. Nic nowego. Prychnął pod nosem, zrobił większy krok w jej kierunku, omijając smugę kawy, zanim stanął za nią i rzucił, - Poppy Wentworth? Chyba nic się nie zmieniło, odkąd ostatni raz cię widziałem? - zaśmiał się pod nosem, zanim dodał, - Chaos goni za tobą czy ty za chaosem?
ciamajda