oh god
: ndz maja 31, 2026 7:46 pm
Tego wieczoru próbowała obejrzeć film. Z mocnym naciskiem na słowo ‘próbowała’, bo gdyby spytać ją o to, co parę chwil wcześniej wydarzyło się na ekranie lub o to, o czym tak naprawdę jest produkcja, to nie potrafiłaby za pewne odpowiedzieć. Siedziała na kanapie, patrzyła w ekran, a jednak nie rejestrowała tego, co się na nim działo. Próbowała się zająć czymkolwiek, próbowała nauczyć się tej nowej normalności, która przecież wcale nie była aż tak różna, ale nie potrafiła. Nie była różna, bo przecież nierzadko siedziała w tym domu sama, podczas gdy rodzice byli na wykopaliskach. Tylko, że znaczącą różnicą była świadomość, że byli. Zmienił się najistotniejszy faktor tego wszystkiego.
Teraz miała świadomość, że już ich nie było.
Pogrzeb odbył się niedawno, ale i tak zdecydowanie później, niż to normalne. O ile można mówić o normalności w kwestii konieczności chowania własnych rodziców będąc ledwie dwudziestoparolatką. Opóźniała jednak ceremonię nieprzyzwoicie, bo prochy czekały, a ona przez pewien czas zachowywała się tak, jakby samo niezdecydowanie mogło jeszcze utrzymać jej rodziców w jakiejś dziwnej, nienazwanej przestrzeni pomiędzy tym, co się stało, a tym, co trzeba było uznać za ostateczne. Musiała w końcu to zrobić i ustąpić, wpuścić absolutną pustkę, która wtargnęła do niej nie w momencie, w którym jeden z policjantów przekazał jej wieści, a w chwili, kiedy obie urny zostały wpuszczone do wykopanej mogiły i zasypane mnóstwem kwiatów, wrzucanych przez przeróżne osoby.
Przeróżne osoby, które później podchodziły do niej składać kondolencje. Wyrazy wpsółczucia. Wspomnieć o tym, jak to jej rodzice byli szanowani – przecież ona to wszystko wiedziała. Co z tego, że byli wspaniałymi, dobrymi ludźmi skoro mimo to ich koniec przyszedł nagle i niespodziewanie. I niesprawiedliwie.
A potem przyszedł temat otwarcia spadku. Tutaj nie miała możliwości opóźniania, bo ktoś z rodziny wniósł przed nią wniosek o jego otwarcie, a ona się nie kłóciła. Pojawiła się w gabinecie notariusza wraz z paroma osobami, które kojarzyła i które były rodziną, ale i niekoniecznie. Obecność jednej persony mocno ją zastanawiała – wysoki Włoch, który parę razy jadł z nimi kolację w ich domu. Zwykle po tym Maelle wychodziła z kuchni i zajmowała się sobą i nie zastanawiała się nad tym, o czym rodzice rozmawiają ze znajomym. Domyślała się, że chodziło o pracę. Stawiała, że był jednym ze sponsorów ich ekspedycji, bo tacy też przewijali się przez dom.
Teraz już cały rozdział miał się wydawać zamknięty. Nie było nic z formalności, co mogłoby jeszcze nagle i wyczekująco przypomnieć jej o tym, że jej rodzice stracili życie. W wypadku. W sposób taki, z którym nie chciała się pogodzić, ale jednocześnie nikt nie chciał jej nawet posłuchać i wziąć jej wątpliwości czy to, co sama uznawała za poszlakę, na poważnie.
Patrzyła więc w ekran starając się usilnie skupić na fabule – narzucając sobie jako zadanie, by zapamiętać choćby część dialogów, jakie padały. Zadanie, które miałoby ją zająć i pozwolić wypełnić jakoś tę pustkę, którą nosiła w sobie, a która pochłaniała w zasadzie wszystko. Wszystkie chęci do czegokolwiek, wszelką energię na cokolwiek.
Damon Tae
Teraz miała świadomość, że już ich nie było.
Pogrzeb odbył się niedawno, ale i tak zdecydowanie później, niż to normalne. O ile można mówić o normalności w kwestii konieczności chowania własnych rodziców będąc ledwie dwudziestoparolatką. Opóźniała jednak ceremonię nieprzyzwoicie, bo prochy czekały, a ona przez pewien czas zachowywała się tak, jakby samo niezdecydowanie mogło jeszcze utrzymać jej rodziców w jakiejś dziwnej, nienazwanej przestrzeni pomiędzy tym, co się stało, a tym, co trzeba było uznać za ostateczne. Musiała w końcu to zrobić i ustąpić, wpuścić absolutną pustkę, która wtargnęła do niej nie w momencie, w którym jeden z policjantów przekazał jej wieści, a w chwili, kiedy obie urny zostały wpuszczone do wykopanej mogiły i zasypane mnóstwem kwiatów, wrzucanych przez przeróżne osoby.
Przeróżne osoby, które później podchodziły do niej składać kondolencje. Wyrazy wpsółczucia. Wspomnieć o tym, jak to jej rodzice byli szanowani – przecież ona to wszystko wiedziała. Co z tego, że byli wspaniałymi, dobrymi ludźmi skoro mimo to ich koniec przyszedł nagle i niespodziewanie. I niesprawiedliwie.
A potem przyszedł temat otwarcia spadku. Tutaj nie miała możliwości opóźniania, bo ktoś z rodziny wniósł przed nią wniosek o jego otwarcie, a ona się nie kłóciła. Pojawiła się w gabinecie notariusza wraz z paroma osobami, które kojarzyła i które były rodziną, ale i niekoniecznie. Obecność jednej persony mocno ją zastanawiała – wysoki Włoch, który parę razy jadł z nimi kolację w ich domu. Zwykle po tym Maelle wychodziła z kuchni i zajmowała się sobą i nie zastanawiała się nad tym, o czym rodzice rozmawiają ze znajomym. Domyślała się, że chodziło o pracę. Stawiała, że był jednym ze sponsorów ich ekspedycji, bo tacy też przewijali się przez dom.
Teraz już cały rozdział miał się wydawać zamknięty. Nie było nic z formalności, co mogłoby jeszcze nagle i wyczekująco przypomnieć jej o tym, że jej rodzice stracili życie. W wypadku. W sposób taki, z którym nie chciała się pogodzić, ale jednocześnie nikt nie chciał jej nawet posłuchać i wziąć jej wątpliwości czy to, co sama uznawała za poszlakę, na poważnie.
Patrzyła więc w ekran starając się usilnie skupić na fabule – narzucając sobie jako zadanie, by zapamiętać choćby część dialogów, jakie padały. Zadanie, które miałoby ją zająć i pozwolić wypełnić jakoś tę pustkę, którą nosiła w sobie, a która pochłaniała w zasadzie wszystko. Wszystkie chęci do czegokolwiek, wszelką energię na cokolwiek.
Damon Tae