wszyscy na ziemię! to napad!...
: pn cze 01, 2026 5:07 pm
Generalnie wszechświat nie był dla mnie zbyt łaskawy w ostatnim czasie. Po pierwsze to od mojej kłótni z Madoxem wszystko wyjątkowo mnie wkurwiało, co w zasadzie nie powinno dziwić - chujowo jest stracić przyjaciela, to raz, a dwa miałem zwałe życia. Okazało się, że przez to, że dragi ogarniał mi Noriega to teraz właściwie nie mam żadnych innych aktualnych kontaktów. Ci wszyscy małolaci, którzy latali z tematem x lat temu albo powychodzili na prostą albo siedzieli. Więc chcąc nie chcąc byłem na przymusowym odwyku. Niestety w związku z tym najbardziej obrywało się Peach, w dodatku za pierdoły - za to, że odstawiła szklankę do złej szafki, albo kubek uchem w złą stronę. Po drugie dochodziła do tego jeszcze ta sprawa z Charlotte i jej... W zasadzie to naszym dzieckiem. Nawet teraz jak o tym myślę to mam ciary. Do dupy. Po trzecie to dostałem jakieś dziwne pismo z banku i musiałem tu przyjść żeby to wyjaśnić. A ja naprawdę nienawidzę chodzić do takich miejsc, zaraz jakiś uśmiechnięty konsultant będzie chciał mi wcisnąć nową kartę albo cokolwiek innego i będę musiał odmawiać w nieskończoność. Naprawdę jak tylko o tym pomyślę to czuję się chory. Z kancelarii wyskoczyłem niby na chwilę, bo oczywiście, że bank musi być otwarty wtedy, kiedy każdy normalny człowiek pracuje. Wchodzę do wielkiego gmachu i zatrzaskuję za sobą ogromne wrota. Wokół w chuj ludzi, więc już wiem, że spędzę tutaj więcej czasu niż zakładałem, zerkam przelotem na zegarek, który zdobi mój nadgarstek, po czym wzdycham ciężko. Przez chwilę rozważam czy jednak nie powinienem się cofnąć, ale wiem, że jeśli nie załatwię tego teraz to nie zrobię tego już nigdy. Podbijam do wolnego okienka, ale miła pani mówi mi, że mam wziąć numerek z tamtego urządzenia i czekać na swoją kolej. Próbuję ją przekonać, że to zajmie tylko dwie minuty, zaś ja się strasznie spieszę, jednak jakaś stara baba już mi dyszy w kark i nawija, że się wpierdalam w kolejkę i ci młodzi ludzie tacy niekulturalni. Normalnie olewam takie teksty, ale nie tym razem, nie kiedy dosłownie najmniejsza rzecz jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Pyskuję jej, że najwidoczniej kultury się uczyłem od niej, skoro jest na takim niskim poziomie. Mierzy mnie nienawistnym spojrzeniem, po czym fuka coś pod nosem, ale macham na nią ręką i odchodzę po bilecik. Maszyna wypluwa mój dzisiejszy numerek, więc chwytam go w palce i zadzieram głowę w górę żeby zobaczyć jak bardzo jestem w dupie. Bardzo, przede mną był jeszcze jakiś tuzin innych petentów. Spomiędzy moich warg ucieka kolejne głośne westchnienie. Ja pierdole. Najpierw sięgam po telefon, żeby napisać do Jane, że sprawy jednak potrwają dłużej niż mi się wydawało i żeby w razie czego coś wymyśliła. Wiem, że sobie poradzi, bo przecież się mówiło, że gdzie diabeł nie może tam babę pośle, tą babą zdecydowanie była moja niezawodna sekretarka. Wciskam komórkę spowrotem do kieszeni, po czym rozglądam się za jakimś wolnym krzesłem, przecież nie będę tyle stał. Moje spojrzenie pada na ostatnie wolne siedzisko, potem na kolesia, który siedzi obok i znowu mam ochotę się wycofać, bo to przecież Madox Noriega we własnej osobie. Nie widzieliśmy się odkąd się pokłóciliśmy, wymieniliśmy kilka nieprzyjemnych wiadomości i... No, generalnie było między nami niezbyt ciekawie. Niemniej zajmuję miejsce obok, zakładam nogę na nogę, a stopa od razu zaczyna mi chodzić góra dół w nerwowym tiku, równie nerwowo obracam w palcach karteczkę z numerkiem - Cześć - rzucam, chociaż nie jestem do końca pewien czy w ogóle powinienem się odzywać i słychać to w tonie. W końcu byliśmy obrażeni - I co z twoją kuzynką? - zagaduję, niby to neutralnie, ale prawda jest taka, że Gabriela nie odpisuje na moje wiadomości i sam już nie wiem czy znowu spierdoliła, olewa mnie czy jednak ją przymknęli. Wszystkie trzy opcje sprawiają, że ze stresu żołądek podchodzi mi do gardła, bo wszystkie trzy są totalnie chujowe. Liczę więc na to, że uda mi się czegoś dowiedzieć. No i na to, że jeśli zaczniemy rozmawiać, to może jakimś cudem się pogodzimy?
Madox A. Noriega
Madox A. Noriega