Poczuj rytm
: wt cze 02, 2026 12:33 pm
O umówionej godzinie wzdłuż drogi prowadzącej do pensjonatu nie rozległ się charakterystyczny ryk silnika. Przynajmniej nie w pobliżu budynku. Maximilian nauczył się już, że Dolores Davenport posiadała słuch godny wojskowego radaru, a jeśli istniała choćby niewielka szansa, że odgłos motocykla skłoni ją do wyjrzenia przez okno, zamierzał jej tego oszczędzić. Sobie zresztą również. Dlatego zatrzymał motocykl dobre kilkaset metrów dalej, przy bocznej drodze ukrytej za pasem drzew. Dopiero stamtąd ruszył pieszo w stronę pensjonatu. Kask trzymał pod pachą, a w kieszeni kurtki brzęczały kluczyki. Wieczór był przyjemnie ciepły, powietrze pachniało wilgotną ziemią i kwiatami z ogrodu Davenportów, a Max po raz kolejny doszedł do wniosku, że bierze udział w czymś, co rozsądny człowiek nazwałby wyjątkowo kiepskim pomysłem. Mimo tego, zupełnie mu to nie przeszkadzało. Jasnobrązowa marynarka dobrze układała się na szerokich ramionach, biały t-shirt skutecznie odbierał całej stylizacji przesadną formalność, a ciemne spodnie i jasne sneakersy sprawiały, że wyglądał bardziej jak mężczyzna wybierający się na letnią imprezę niż człowiek, który jeszcze kilka godzin wcześniej pracował przy budowie huśtawki. Max nigdy nie należał do osób przesadnie przejmujących się własnym wyglądem. Dzisiaj jednak poświęcił temu odrobinę więcej uwagi, co irytowało go to bardziej, niż chciałby przyznać. Jeszcze kilka tygodni temu po prostu przyjechałby po menedżerkę pensjonatu. Teraz łapał się na tym, że zastanawia się, czy Lilian w ogóle zwróci uwagę na jego strój. Czy rzuci jakąś złośliwą uwagę. Czy się uśmiechnie. Absurdalne rzeczy, nad którymi dorosły facet nie powinien się zastanawiać.
Kiedy dotarł pod mur, odruchowo uniósł głowę. I tam była. Siedziała na kamiennym zwieńczeniu niczym wyjątkowo zadowolony z siebie kot, który właśnie dokonał czegoś, czego absolutnie nie powinien był robić. Nogi zwisały jej po zewnętrznej stronie muru, ciemne włosy poruszał lekki wiatr, a na twarzy malowało się rozbawienie człowieka przekonanego, że cały plan przebiega dokładnie tak, jak sobie wymarzył.
Max zatrzymał się kilka kroków od niej i wsunął dłonie do kieszeni marynarki. Przez chwilę po prostu się przyglądał. W świetle ogrodowych lamp wyglądała niemal niewinnie. Niemal. Zdążył już nauczyć się, że Lilian Davenport i niewinność rzadko występowały w jednym zdaniu. — No dobrze, Jaśminku. — wyciągnął ku niej ręce. — Obiecałaś, że jeśli cię złapię, pójdziesz ze mną wszędzie. Więc zanim twoja babcia odkryje, że organizujesz nocne ucieczki, chodź tutaj.- dopiero wtedy podszedł bliżej i wyciągnął ręce ku górze.
Droga do portu minęła im zaskakująco szybko. Ciepły wiatr uderzał w twarze, a światła miasta przesuwały się obok nich w rozmazanych smugach. Gdy w końcu dotarli na miejsce, już z daleka było słychać muzykę niosącą się nad wodą.
Port żył własnym rytmem. Muzyka niosła się nad wodą, odbijając od zacumowanych łodzi i magazynowych budynków, a rozwieszone między masztami girlandy świateł rzucały na wszystko ciepłą, złotą poświatę. Tłum ludzi przewijał się pomiędzy stoiskami z jedzeniem i niewielkimi barami ustawionymi wzdłuż nabrzeża. W powietrzu mieszał się zapach grillowanego mięsa, słodkich drinków, morskiej bryzy i rozgrzanego drewna pomostów.
Tu i ówdzie ktoś tańczył, ktoś śmiał się głośno w gronie znajomych, inni siedzieli na krawędzi kei z nogami zwieszonymi nad wodą. Nad wszystkim unosiła się ta szczególna atmosfera letnich wieczorów, kiedy człowiek przestawał przejmować się godziną, obowiązkami i problemami czekającymi następnego dnia.
Max zwolnił krok, pozwalając Lilian chłonąć widok. Nie był wielkim fanem tłumów ani imprez, ale właśnie dlatego wybrał to miejsce. Tutaj nikt nie zwracał uwagi na innych. Można było zgubić się wśród muzyki, świateł i rozmów. Na kilka godzin przestać być menadżerką pensjonatu, majstrem, wnuczką Dolores czy człowiekiem dźwigającym własne problemy. Przez jeden wieczór można było po prostu dobrze się bawić. — Witaj w miejscu podejmowania złych decyzji. — rzucił z lekkim uśmiechem. — Mam nadzieję, że jesteś gotowa przynajmniej na kilka.
Lilian Davenport
Kiedy dotarł pod mur, odruchowo uniósł głowę. I tam była. Siedziała na kamiennym zwieńczeniu niczym wyjątkowo zadowolony z siebie kot, który właśnie dokonał czegoś, czego absolutnie nie powinien był robić. Nogi zwisały jej po zewnętrznej stronie muru, ciemne włosy poruszał lekki wiatr, a na twarzy malowało się rozbawienie człowieka przekonanego, że cały plan przebiega dokładnie tak, jak sobie wymarzył.
Max zatrzymał się kilka kroków od niej i wsunął dłonie do kieszeni marynarki. Przez chwilę po prostu się przyglądał. W świetle ogrodowych lamp wyglądała niemal niewinnie. Niemal. Zdążył już nauczyć się, że Lilian Davenport i niewinność rzadko występowały w jednym zdaniu. — No dobrze, Jaśminku. — wyciągnął ku niej ręce. — Obiecałaś, że jeśli cię złapię, pójdziesz ze mną wszędzie. Więc zanim twoja babcia odkryje, że organizujesz nocne ucieczki, chodź tutaj.- dopiero wtedy podszedł bliżej i wyciągnął ręce ku górze.
Droga do portu minęła im zaskakująco szybko. Ciepły wiatr uderzał w twarze, a światła miasta przesuwały się obok nich w rozmazanych smugach. Gdy w końcu dotarli na miejsce, już z daleka było słychać muzykę niosącą się nad wodą.
Port żył własnym rytmem. Muzyka niosła się nad wodą, odbijając od zacumowanych łodzi i magazynowych budynków, a rozwieszone między masztami girlandy świateł rzucały na wszystko ciepłą, złotą poświatę. Tłum ludzi przewijał się pomiędzy stoiskami z jedzeniem i niewielkimi barami ustawionymi wzdłuż nabrzeża. W powietrzu mieszał się zapach grillowanego mięsa, słodkich drinków, morskiej bryzy i rozgrzanego drewna pomostów.
Tu i ówdzie ktoś tańczył, ktoś śmiał się głośno w gronie znajomych, inni siedzieli na krawędzi kei z nogami zwieszonymi nad wodą. Nad wszystkim unosiła się ta szczególna atmosfera letnich wieczorów, kiedy człowiek przestawał przejmować się godziną, obowiązkami i problemami czekającymi następnego dnia.
Max zwolnił krok, pozwalając Lilian chłonąć widok. Nie był wielkim fanem tłumów ani imprez, ale właśnie dlatego wybrał to miejsce. Tutaj nikt nie zwracał uwagi na innych. Można było zgubić się wśród muzyki, świateł i rozmów. Na kilka godzin przestać być menadżerką pensjonatu, majstrem, wnuczką Dolores czy człowiekiem dźwigającym własne problemy. Przez jeden wieczór można było po prostu dobrze się bawić. — Witaj w miejscu podejmowania złych decyzji. — rzucił z lekkim uśmiechem. — Mam nadzieję, że jesteś gotowa przynajmniej na kilka.
Lilian Davenport