Between raindrops and coffee stains
: wt cze 02, 2026 9:58 pm
Ten dzień z całą pewnością nie należał do niego. Wszechświat jak nic uznał, że trochę się na nim zemści za ten pozytywizm w ostatnim czasie, przypominając mu, że konieczne jest zachowanie równowagi, by nie zaburzyć rytmu życia.
Zaczęło się niewinnie. W pracy szło mu całkiem dobrze i mógł nawet pokusić się o stwierdzenie, że wykazał się odpowiednią dozą inteligencji oraz kreatywności, podsuwając policjantom prowadzącym sprawę morderstwa odpowiedni trop wyczytany z dowodów. Uwielbiał uczucie przydatności oraz dobrze wykonanego zadania. To zasługiwało na potężną porcję sernika z jagodami, który planował kupić późnym popołudniem, kiedy będzie mógł już pójść do domu.
Jego zachwyt nie trwał długo. Zaledwie kilka godzin po małym sukcesie, przyszedł czas na pierwszą porażkę. Zepsuł się komputer, na którym pracował. Nie byłoby to taka tragedią, gdyby nie to, że go potrzebował. Niestety, szybko się okazało, że trzeba było zanieść go serwisantom.
Kolejne negatywne zdarzenie nastąpiło zaraz później, kiedy spektrometr masowy również się zbuntował, kiedy chłopak miał przeanalizować próbki.
Czy naprawdę każdy sprzęt stwierdził, że dzisiaj da mu popalić pokazując, że nie jest bogiem elektroniki?
Musząc odłożyć identyfikację składu dowodów, zajął się dokumentami. A tego zwyczajnie nienawidził i uważał, że był to wielki minus wykonywanej przez niego pracy.
Oczywiście i tutaj nie mógł liczyć na spokój, bo kiedy myślał, że skończył, zalał wszystko kawą, co zmusiło go do zaczęcia na nowo.
Nie dość, że stracił czas, tak również ulubiony napój.
W momencie, kiedy dane mu było opuścić pracę, był porządnie zmęczony. Zapomniał na chwilę o serniku, pragnąc znaleźć się w domu.
Przewiesił torbę z laptopem, z którym się nie rozstawał i ruszył na krótki spacer, rozkoszując się chwilą wytchnienia.
I tu wszechświat ponownie z niego zakpił.
Lunęło deszczem tak obficie, że w jednej minucie Puppy został całkiem przemoczony, upodabniając się do szczeniaka jeszcze bardziej.
Wspaniale.
Pognał przed siebie, chcąc się gdzieś schować. Czuł, że narasta w nim irytacja, a to nigdy nie kończyło się dobrze. Musiał się uspokoić i potrzebował do tego cukru.
Ociekając wodą, niemal wbiegł do jednej z kawiarni, które mijał. Gdyby w drzwiach stała staruszka, stratowałby ją.
Odetchnął głęboko, otrzepując się trochę z wody. Rozejrzał się w międzyczasie po wnętrzu, chcąc zlokalizować wolny stolik. Najwidoczniej jednak i to graniczyło z cudem, bo wiele osób uciekło przed deszczem właśnie tutaj.
Uśmiechnął się, kiedy jego wzrok padł na znajomą twarz.
-Widzę, że przymusowy prysznic nie ominął również ciebie - rzucił na powitanie, dosiadając się do Milo. - Mogę? Ciężko o wolne miejsce. Chyba, że jesteś na randce, to nie chcę być tym trzecim - dodał, kiedy klapnął na krzesło naprzeciwko kolegi.
Milo Rivera
Zaczęło się niewinnie. W pracy szło mu całkiem dobrze i mógł nawet pokusić się o stwierdzenie, że wykazał się odpowiednią dozą inteligencji oraz kreatywności, podsuwając policjantom prowadzącym sprawę morderstwa odpowiedni trop wyczytany z dowodów. Uwielbiał uczucie przydatności oraz dobrze wykonanego zadania. To zasługiwało na potężną porcję sernika z jagodami, który planował kupić późnym popołudniem, kiedy będzie mógł już pójść do domu.
Jego zachwyt nie trwał długo. Zaledwie kilka godzin po małym sukcesie, przyszedł czas na pierwszą porażkę. Zepsuł się komputer, na którym pracował. Nie byłoby to taka tragedią, gdyby nie to, że go potrzebował. Niestety, szybko się okazało, że trzeba było zanieść go serwisantom.
Kolejne negatywne zdarzenie nastąpiło zaraz później, kiedy spektrometr masowy również się zbuntował, kiedy chłopak miał przeanalizować próbki.
Czy naprawdę każdy sprzęt stwierdził, że dzisiaj da mu popalić pokazując, że nie jest bogiem elektroniki?
Musząc odłożyć identyfikację składu dowodów, zajął się dokumentami. A tego zwyczajnie nienawidził i uważał, że był to wielki minus wykonywanej przez niego pracy.
Oczywiście i tutaj nie mógł liczyć na spokój, bo kiedy myślał, że skończył, zalał wszystko kawą, co zmusiło go do zaczęcia na nowo.
Nie dość, że stracił czas, tak również ulubiony napój.
W momencie, kiedy dane mu było opuścić pracę, był porządnie zmęczony. Zapomniał na chwilę o serniku, pragnąc znaleźć się w domu.
Przewiesił torbę z laptopem, z którym się nie rozstawał i ruszył na krótki spacer, rozkoszując się chwilą wytchnienia.
I tu wszechświat ponownie z niego zakpił.
Lunęło deszczem tak obficie, że w jednej minucie Puppy został całkiem przemoczony, upodabniając się do szczeniaka jeszcze bardziej.
Wspaniale.
Pognał przed siebie, chcąc się gdzieś schować. Czuł, że narasta w nim irytacja, a to nigdy nie kończyło się dobrze. Musiał się uspokoić i potrzebował do tego cukru.
Ociekając wodą, niemal wbiegł do jednej z kawiarni, które mijał. Gdyby w drzwiach stała staruszka, stratowałby ją.
Odetchnął głęboko, otrzepując się trochę z wody. Rozejrzał się w międzyczasie po wnętrzu, chcąc zlokalizować wolny stolik. Najwidoczniej jednak i to graniczyło z cudem, bo wiele osób uciekło przed deszczem właśnie tutaj.
Uśmiechnął się, kiedy jego wzrok padł na znajomą twarz.
-Widzę, że przymusowy prysznic nie ominął również ciebie - rzucił na powitanie, dosiadając się do Milo. - Mogę? Ciężko o wolne miejsce. Chyba, że jesteś na randce, to nie chcę być tym trzecim - dodał, kiedy klapnął na krzesło naprzeciwko kolegi.
Milo Rivera