No, sir, this doesn't end safely
: śr cze 03, 2026 8:24 pm
“Chuja wiesz o prowadzeniu samochodu”.
To jedno zdanie wypowiedziane do nieodpowiedniej osoby zmieniło nudny dzień w przeżycie, które wielu nazwałoby traumatycznym. Dla Deana zaś było czymś nowym, ale nie takim, by nie mógł sobie z tym poradzić, śpiąc w nocy spokojnie. Zapewne stan psychiki oraz podejście do świata odegrały w tym potężną rolę, ale tego chłopak nie miał zamiaru omawiać z żadnym psychologiem.
Co go podkusiło, by rzucić wyzwanie tak skrzywionej mentalnie dziewczynie? Masochizm, uzależnienie od adrenaliny, albo chęć udowodnienia jej, że istnieją rzeczy, w których dobra nie była?
Zdecydowanie.
Podpuszczał ją i sprawiało mu to niewyobrażalną radochę. Patrzenie, jak się miota, wprawiając w ruch trybiki w swojej główce, starając się wymyślić odpowiednią ripostę. Jak obmyśla plan, byleby tylko dopiec Vanbergowi, zadając najboleśniejsze rany - fizyczne i psychiczne.
Nie tym razem, Słońce. Teraz on był panem sytuacji.
Tuż po tym, jak wywalił do niej z podobnymi słowami, zostawił ją sama. Odchodzenie bez pożegnania było standardem. Nie była na tyle istotna, żeby trwonił jeszcze więcej energii.
Skąd miał wiedzieć, że szybko okaże się, jak namieszane ma ta panna w głowie? Chociaż, czy aby na pewno w głębi ducha nie liczył, że go czymś zaskoczy? Potrafiła dotrzymać mu tempa, pomimo jej wkurwiającego usposobienia.
Byli siebie warci.
Zaledwie kilka godzin później ciemny samochód podjechał pod jego dom, donośnie trąbiąc. Wyszedł na zewnątrz z zamiarem siarczystego przegonienia palanta. Ostatnie, czego potrzebował, to jakiś naszprycowany testosteronem goguś myślący, że cała dzielnica była jego.
Czy dostatecznie ukrył zdziwienie pod maską uśmieszku, kiedy za kierownicą dostrzegł Isobel? Poniekąd.
Nie potrzebował słownego zaproszenia, widział w jej oczach wyzwanie, które aż krzyczało. Czy odważy się do niej dołączyć? Prychnął, zajmując miejsce pasażera. Nawet nie zapytał komu buchnęła samochód; był pewien, że pożyczenie od znajomego nie wchodziło w grę.
-Jestem pod wrażeniem, że w ogóle wiesz, jak się go odpala - rzucił kąśliwie.
Rozejrzał się po wnętrzu. Nie był to najnowocześniejszy sprzęt.
-Nawet złodziejka z ciebie marna. Jak kraść, to coś, co ma wartość - dodał, rozsiadając się w fotelu na tyle, na ile mógł. Był zdecydowanie za wysoki.
-Na komendę czekasz? - zerknął na nią. Skoro już po niego przyjechała, to niech nie stoi dłużej w miejscu, w którym sąsiedzi widzieli wszystko.
Isobel Cameron
To jedno zdanie wypowiedziane do nieodpowiedniej osoby zmieniło nudny dzień w przeżycie, które wielu nazwałoby traumatycznym. Dla Deana zaś było czymś nowym, ale nie takim, by nie mógł sobie z tym poradzić, śpiąc w nocy spokojnie. Zapewne stan psychiki oraz podejście do świata odegrały w tym potężną rolę, ale tego chłopak nie miał zamiaru omawiać z żadnym psychologiem.
Co go podkusiło, by rzucić wyzwanie tak skrzywionej mentalnie dziewczynie? Masochizm, uzależnienie od adrenaliny, albo chęć udowodnienia jej, że istnieją rzeczy, w których dobra nie była?
Zdecydowanie.
Podpuszczał ją i sprawiało mu to niewyobrażalną radochę. Patrzenie, jak się miota, wprawiając w ruch trybiki w swojej główce, starając się wymyślić odpowiednią ripostę. Jak obmyśla plan, byleby tylko dopiec Vanbergowi, zadając najboleśniejsze rany - fizyczne i psychiczne.
Nie tym razem, Słońce. Teraz on był panem sytuacji.
Tuż po tym, jak wywalił do niej z podobnymi słowami, zostawił ją sama. Odchodzenie bez pożegnania było standardem. Nie była na tyle istotna, żeby trwonił jeszcze więcej energii.
Skąd miał wiedzieć, że szybko okaże się, jak namieszane ma ta panna w głowie? Chociaż, czy aby na pewno w głębi ducha nie liczył, że go czymś zaskoczy? Potrafiła dotrzymać mu tempa, pomimo jej wkurwiającego usposobienia.
Byli siebie warci.
Zaledwie kilka godzin później ciemny samochód podjechał pod jego dom, donośnie trąbiąc. Wyszedł na zewnątrz z zamiarem siarczystego przegonienia palanta. Ostatnie, czego potrzebował, to jakiś naszprycowany testosteronem goguś myślący, że cała dzielnica była jego.
Czy dostatecznie ukrył zdziwienie pod maską uśmieszku, kiedy za kierownicą dostrzegł Isobel? Poniekąd.
Nie potrzebował słownego zaproszenia, widział w jej oczach wyzwanie, które aż krzyczało. Czy odważy się do niej dołączyć? Prychnął, zajmując miejsce pasażera. Nawet nie zapytał komu buchnęła samochód; był pewien, że pożyczenie od znajomego nie wchodziło w grę.
-Jestem pod wrażeniem, że w ogóle wiesz, jak się go odpala - rzucił kąśliwie.
Rozejrzał się po wnętrzu. Nie był to najnowocześniejszy sprzęt.
-Nawet złodziejka z ciebie marna. Jak kraść, to coś, co ma wartość - dodał, rozsiadając się w fotelu na tyle, na ile mógł. Był zdecydowanie za wysoki.
-Na komendę czekasz? - zerknął na nią. Skoro już po niego przyjechała, to niech nie stoi dłużej w miejscu, w którym sąsiedzi widzieli wszystko.
Isobel Cameron