Strona 1 z 1

Come on and save me, I'm losing my mind

: śr cze 03, 2026 9:46 pm
autor: Olivia Calvert
Cała sytuacja zaczynała powoli ją przerastać. Wydawać by się mogło, że te niewinne zdarzenia, mało znaczące dla innych sytuacje, nie powinny mieć wpływu na jej dalsze życie, a już z pewnością nie powinny mącić jej w głowie. Było zgoła inaczej. Czuła się niekomfortowo za każdym razem, kiedy na wycieraczce dostrzegała czerwoną kopertę, a na chłodnym stole w prosektorium leżały niewielkie paczuszki skrywające drobne podarki. Urocze, ktoś by powiedział. Dla niej pod pewnymi względami przerażające.
Mało kiedy myliła ją intuicja. Miała ją na tyle dobrze rozwiniętą, by nie zignorować, kiedy niemal krzyczała, że to nie jest w porządku. To nie było subtelne okazywanie zainteresowania, to przypominało nękanie.
Zaczęło się niewinnie. Ot, pewnego dnia przed drzwiami mieszkania znalazła bukiet lili z podziękowaniami za pracę, która wykonywała. Uznała, że to być może prezent od jakiegoś członka rodziny, której pomogła wyjaśnić przyczyny śmierci bliskiego. Kiedy jednak sytuacja powtórzyła się po raz kolejny i jeszcze raz, przestała traktować to jako coś mile łechtającego jej ego.
Gdy do całości doszły drobne pudełka pozostawione na stołach operacyjnych, zapaliła się czerwona lampka i mnóstwo pytań. Czy był to ktoś ze szpitala? Jak inaczej by się tu dostał? Jej pacjenci byli z natury martwi, a członkowie rodzin nie zapuszczali się w rejony, w których grzebano we wnętrznościach ich bliskich.
Czy powoli nie zaczynała popadać w obsesję? Nie miała pewności, że ktoś nie robił jej mało smacznego żartu. Może poszło o zakład? Może ktoś ją pomylił?
Może, może, może. I żadnych konkretów.
Na domiar złego, jakby już nie miała lekko nadszarpniętej psychiki, pojawiły się liściki zostawiane na wycieraczce. Cytaty z jej ulubionych powieści nawiązujące do wykonywanej pracy i śmierci. To nie było normalne.
Długo zastanawiała się, czy powinna pójść na policję. Ale z jakimi dowodami? Nie miała nawet podejrzeń, kto mógłby za to odpowiadać. Wiedziała co się stanie, kiedy uda się na komisariat.
Nic.
Dlatego starała się to ignorować, jak mogła. Przez jakiś czas się udawało. Ale interakcja stała się nachalna. Nienamacalna, ale wyczuwalna.
Kilka dni temu odniosła wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nie potrafiła jasno sprecyzować, czy to wina jej wyobraźni, czy faktycznie komuś nudziło się w chory sposób.
Dzisiaj było podobnie. Wracając z pracy późnym wieczorem, kiedy ulice niemal opustoszały, a ciemność spowiła znaczną część miasta, była pewna, że ktoś jest w pobliżu. Odczucie było znacznie silniejsze, niż ostatnio. Rozglądała się na około, idąc w stronę mieszkania. Nikogo jednak nie dostrzegła.
Przesadzasz, powtarzała sobie, usilnie wmawiając, że tak było.
Wszystko uległo zmianie, kiedy usłyszała za sobą kroki. Przypadek? Nie mieszkała w cichej ulicy, inni też mieli prawo na spacer. Odwróciła się. Nic. Nie było nikogo podejrzanego. Przyspieszyła, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Jeszcze tylko kawałek i bezpiecznie zamknie się w mieszkaniu.
Czując, że ogarnia ją panika, wysłała pospieszną wiadomość do przyjaciela. Liczyła, że znajdzie dla niej trochę czasu. Na tyle, by mogła poczuć się bezpiecznie.
Wbiegła po schodach, nie potrafiąc odpędzić się od tego okropnego uczucia, że była obserwowana. Trzęsącymi się dłońmi otworzyła mieszkanie, szybko w nim znikając.
Zaczynała tracić zmysły.

Enzo Lawrence