To co mam, to co się zdarzyło nam
: śr cze 03, 2026 10:05 pm
Nie było tak łatwo powrócić do równowagi po ostatnim spotkaniu.
Starała się przekonywać samą siebie, że dobrze zrobiła nie wchodząc do tej samej rzeki. To się przecież nie mogło udać, zwłaszcza że na horyzoncie była przecież narzeczona Tuckera. A mimo to jakoś ciężko przychodziło jej niewracanie myślami do ich ostatniego spotkania. W sumie wyszła od niego bez usłyszenia pożegnania złego strony, chociaż może to i lepiej. Nie miała pewność, czy nie rozkleiłaby się tam na całego. Jedyny plus był taki, że babcia i tak nie zwracała uwagi na nieco rozbitą emocjonalnie wnuczkę.
Jedynie w pracy udawało jej się zachować pełne skupienie, bo nie mogła sobie w niej pozwolić na błąd. Nie, gdy w grę wchodziło życie innych ludzi. Z tego też powodu zostawała po godzinach, gdy tylko mogła, a a resztę przesypiała. Tak było łatwiej nie roztrząsać tamtej rozmówmy, chociaż sny podsuwały jej obrazy Tuckera.
Wkradł się nieproszony w jej myśli, i nie pozwała o sobie zapomnieć. Nie wróżyło to dobrze, a jedynie wyjście jakie jej przyszło do głowy, to iść przy najbliższej okazji na randkę w ciemno. Może jeśli w końcu znajdzie odpowiednego kandydata to ruszy na przód?
Musiała sę komuś z tego wszystkiego wyżalić, a jedyną taką osobą był dziadek. Chociaż nie żył, jakoś takie monologi nad jego grobem pomagały. Jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało.
Na cmentarz wybrała się piechotom, bo spacery też dobrze robiły na skołatane nerwy. Mimo, że zajęło jej to więcej czasu niż jazda rowerem czy komunikacją miejską. Trudno jej było się tak całkowicie „wyłączyć”, nigdy tak nie potrafiła. Jej wzrok prześlizgiwał się po mijanych ludziach, jakby kogoś szukała. Doskonale wiedziała, o kogo je chodziło, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
Teraz karciła w myślach samą siebie, że jak ostatnia naiwna idiotka poleciała, do niego po jednym liście. Zupełnie jakby cokolwiek mogło to zmienić. Przecież nie odwoła zaręczyn i ślubi, żeby do niej wrócić, prawda?
Przegapiła moment przekroczenia bramy cmentarza. Nogi same ją niosły do ostatniego miejsca spoczynku dziadka Sama. Kiedy te cztery miesiące zleciały, a ona praktycznie stała się stałą bywalczynią tego miejsca?
Gwałtownie przystanęła, gdy zamiast znajomego widoku, tonącego w kwiatach grobu, widok zasłaniała jej znana sylwetka. Cmentarza to było stanie miejsce, gdy spodziewała się zobaczyć Tuckera. Jej serce mimowolnie przyspieszyło, a ona miała w głowie kompletną pustkę. W pierwszej chwili chciała zawrócić i gdzieś przeczekać, aż mężczyzna sobie pójdzie. Nie miała pewności, czy drugi raz uda jej się być tak neutralną jak ostatnio.
Tucker Darby
Starała się przekonywać samą siebie, że dobrze zrobiła nie wchodząc do tej samej rzeki. To się przecież nie mogło udać, zwłaszcza że na horyzoncie była przecież narzeczona Tuckera. A mimo to jakoś ciężko przychodziło jej niewracanie myślami do ich ostatniego spotkania. W sumie wyszła od niego bez usłyszenia pożegnania złego strony, chociaż może to i lepiej. Nie miała pewność, czy nie rozkleiłaby się tam na całego. Jedyny plus był taki, że babcia i tak nie zwracała uwagi na nieco rozbitą emocjonalnie wnuczkę.
Jedynie w pracy udawało jej się zachować pełne skupienie, bo nie mogła sobie w niej pozwolić na błąd. Nie, gdy w grę wchodziło życie innych ludzi. Z tego też powodu zostawała po godzinach, gdy tylko mogła, a a resztę przesypiała. Tak było łatwiej nie roztrząsać tamtej rozmówmy, chociaż sny podsuwały jej obrazy Tuckera.
Wkradł się nieproszony w jej myśli, i nie pozwała o sobie zapomnieć. Nie wróżyło to dobrze, a jedynie wyjście jakie jej przyszło do głowy, to iść przy najbliższej okazji na randkę w ciemno. Może jeśli w końcu znajdzie odpowiednego kandydata to ruszy na przód?
Musiała sę komuś z tego wszystkiego wyżalić, a jedyną taką osobą był dziadek. Chociaż nie żył, jakoś takie monologi nad jego grobem pomagały. Jakkolwiek dziwnie to by nie brzmiało.
Na cmentarz wybrała się piechotom, bo spacery też dobrze robiły na skołatane nerwy. Mimo, że zajęło jej to więcej czasu niż jazda rowerem czy komunikacją miejską. Trudno jej było się tak całkowicie „wyłączyć”, nigdy tak nie potrafiła. Jej wzrok prześlizgiwał się po mijanych ludziach, jakby kogoś szukała. Doskonale wiedziała, o kogo je chodziło, ale nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą.
Teraz karciła w myślach samą siebie, że jak ostatnia naiwna idiotka poleciała, do niego po jednym liście. Zupełnie jakby cokolwiek mogło to zmienić. Przecież nie odwoła zaręczyn i ślubi, żeby do niej wrócić, prawda?
Przegapiła moment przekroczenia bramy cmentarza. Nogi same ją niosły do ostatniego miejsca spoczynku dziadka Sama. Kiedy te cztery miesiące zleciały, a ona praktycznie stała się stałą bywalczynią tego miejsca?
Gwałtownie przystanęła, gdy zamiast znajomego widoku, tonącego w kwiatach grobu, widok zasłaniała jej znana sylwetka. Cmentarza to było stanie miejsce, gdy spodziewała się zobaczyć Tuckera. Jej serce mimowolnie przyspieszyło, a ona miała w głowie kompletną pustkę. W pierwszej chwili chciała zawrócić i gdzieś przeczekać, aż mężczyzna sobie pójdzie. Nie miała pewności, czy drugi raz uda jej się być tak neutralną jak ostatnio.
Tucker Darby