The good, and the bad, right babe?
: śr cze 03, 2026 11:44 pm
Starał się, naprawdę się starał by jego problemy nie rzutowały na nią. To ostatnie, czego chciał. Wciągnąć ją w swoje bagno. Zawsze był jej rycerzem. Nawet jeśli nie w lśniącej zbroi, tak zawsze mogła liczyć na to, że rozwiąże jej problemy. Chciał by ta tradycja była kontynuowana. To dawało mu pewne poczucie męskości. Zwłaszcza teraz gdy faktycznie byli razem, a nie robili tego dla dobrej zabawy. Lubił to, że na nim polegała. Tak miało być.
Miał na ten dzień nieco inne plany, ale pewne rzeczy nie były po prostu już w jego kontroli. Powiedział jej o problemach w pracy, ale niekoniecznie dzielił się tym jak to wszystko się rozwijało. Starał się ją mimo wszystko trzymać z dala od tego.
Dzisiaj jednak wszystko się już nieco za mocno nawarstwiło. Napisał do Darcy żeby była gotowa pod klubem za dwadzieścia minut. Dopisał, że to pilne. Praktycznie nigdy tego nie robił, więc będzie wiedziała, że to coś ważnego.
Podjechał pod tylne wyjście klubu na swoim motorze. Wiedziała, że miał na nie prawko, ale do tej pory nie miała okazji z nim jeździć. Miał dla niej skórzaną kurtkę oraz porządny kask. Był narwany i czasami szalony, ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Zwłaszcza kiedy chodziło już faktycznie o jego kobietę.
- Wsiadaj bejbe, nie mam czasu wyjaśniać. - powiedział dość zestresowany dając jej cały rynsztunek i czekając bez kolejnego słowa aż wsiądzie z nim na tył i złapie go w talii.
Ruszył dość żwawo. Nie popisywał się, ale nie można też powiedzieć żeby jechał przepisowo. Chciał jak najszybciej wydostać się z miasta. Nie powiedział jej o co dokładnie chodzi. Skąd ten pośpiech. Sam nie wiedział jak powinien zacząć tę rozmowę. Jechali poza miastem przez kilkadziesiąt minut zanim skręcił w jedną z leśnych dróżek. Wjechali w głąb lasu. Krętą ścieżką aż dojechali do małego, drewnianego domku niedaleko jeziora. Dopiero tutaj się zatrzymali, a on poczekał aż ona zsiądzie z motoru by on mógł zrobić to samo.
Ściągnął kask, zrzucił kurtkę by wspiąć się na werandę po której zaczął dość nerwowo chodzić w tę i z powrotem. Raz po raz przeczesywał włosy aż w końcu przystanął i spojrzał na nią z mieszaniną złości, stresu oraz pewnej dozy upokorzenia.
- Mają mnie Darcy, nie jestem już policjantem. - to wyznanie przyszło mu całkiem łatwo i nie zdawało się być tym głównym, przynajmniej wnioskując po tym, że jego maniera w ogóle się nie zmieniła - Znaleźli na mnie kilka dowodów. Nie tylko odebrali mi odznakę ale grożą też postawieniem mi zarzutów. Szukają kozła ofiarnego. Według związkowców jedyną obroną jest wyjaśnienie pewnych niedopowiedzeń w tym jednego, dość ważnego... Skąd miałem swoje informacje. - tu spojrzał prosto na nią i raczej nie było trudno domyślić się, że chodzi właśnie o nią.
Kiedyś pewnie miałby do tego mniejsze skrupuły, ale odkąd się w niej zakochał nie wyobrażał sobie określić jej oficjalnie jako swojej informatorki. Te osoby nigdy nie miały później łatwego życia, a ona nadal miała pewne związki ze światem przestępczym. Nawet jeśli potrafił ją ochronić nie zamierzał brać pod uwagę nawet postawienia jej w takiej sytuacji.
- Co się oczywiście nie stanie. - zapewnił ją szybko - Co znaczy tyle, że może będę musiał wyjechać z kraju, a to będzie znaczyło, że nie będę w stanie wrócić... - opadł na drewniane schody prowadzące na werandę chowając na chwilę twarz w swoich dłoniach.
- Przepraszam, nie tak miało to wyglądać. - po krótkiej chwili pozwolił dłoniom opaść i miał odwagę na nią spojrzeć.
Widać było, że żałował. Czuł się upokorzony tym, że rysował jej inny obraz tej relacji. Jego standardowa pewność siebie wyparowała. Nie był już gliną. Był po prostu facetem, który zawiódł swoją kobietę. Nie sądził, że kiedyś znajdzie się w takim punkcie.
Darcy Bowman
Miał na ten dzień nieco inne plany, ale pewne rzeczy nie były po prostu już w jego kontroli. Powiedział jej o problemach w pracy, ale niekoniecznie dzielił się tym jak to wszystko się rozwijało. Starał się ją mimo wszystko trzymać z dala od tego.
Dzisiaj jednak wszystko się już nieco za mocno nawarstwiło. Napisał do Darcy żeby była gotowa pod klubem za dwadzieścia minut. Dopisał, że to pilne. Praktycznie nigdy tego nie robił, więc będzie wiedziała, że to coś ważnego.
Podjechał pod tylne wyjście klubu na swoim motorze. Wiedziała, że miał na nie prawko, ale do tej pory nie miała okazji z nim jeździć. Miał dla niej skórzaną kurtkę oraz porządny kask. Był narwany i czasami szalony, ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Zwłaszcza kiedy chodziło już faktycznie o jego kobietę.
- Wsiadaj bejbe, nie mam czasu wyjaśniać. - powiedział dość zestresowany dając jej cały rynsztunek i czekając bez kolejnego słowa aż wsiądzie z nim na tył i złapie go w talii.
Ruszył dość żwawo. Nie popisywał się, ale nie można też powiedzieć żeby jechał przepisowo. Chciał jak najszybciej wydostać się z miasta. Nie powiedział jej o co dokładnie chodzi. Skąd ten pośpiech. Sam nie wiedział jak powinien zacząć tę rozmowę. Jechali poza miastem przez kilkadziesiąt minut zanim skręcił w jedną z leśnych dróżek. Wjechali w głąb lasu. Krętą ścieżką aż dojechali do małego, drewnianego domku niedaleko jeziora. Dopiero tutaj się zatrzymali, a on poczekał aż ona zsiądzie z motoru by on mógł zrobić to samo.
Ściągnął kask, zrzucił kurtkę by wspiąć się na werandę po której zaczął dość nerwowo chodzić w tę i z powrotem. Raz po raz przeczesywał włosy aż w końcu przystanął i spojrzał na nią z mieszaniną złości, stresu oraz pewnej dozy upokorzenia.
- Mają mnie Darcy, nie jestem już policjantem. - to wyznanie przyszło mu całkiem łatwo i nie zdawało się być tym głównym, przynajmniej wnioskując po tym, że jego maniera w ogóle się nie zmieniła - Znaleźli na mnie kilka dowodów. Nie tylko odebrali mi odznakę ale grożą też postawieniem mi zarzutów. Szukają kozła ofiarnego. Według związkowców jedyną obroną jest wyjaśnienie pewnych niedopowiedzeń w tym jednego, dość ważnego... Skąd miałem swoje informacje. - tu spojrzał prosto na nią i raczej nie było trudno domyślić się, że chodzi właśnie o nią.
Kiedyś pewnie miałby do tego mniejsze skrupuły, ale odkąd się w niej zakochał nie wyobrażał sobie określić jej oficjalnie jako swojej informatorki. Te osoby nigdy nie miały później łatwego życia, a ona nadal miała pewne związki ze światem przestępczym. Nawet jeśli potrafił ją ochronić nie zamierzał brać pod uwagę nawet postawienia jej w takiej sytuacji.
- Co się oczywiście nie stanie. - zapewnił ją szybko - Co znaczy tyle, że może będę musiał wyjechać z kraju, a to będzie znaczyło, że nie będę w stanie wrócić... - opadł na drewniane schody prowadzące na werandę chowając na chwilę twarz w swoich dłoniach.
- Przepraszam, nie tak miało to wyglądać. - po krótkiej chwili pozwolił dłoniom opaść i miał odwagę na nią spojrzeć.
Widać było, że żałował. Czuł się upokorzony tym, że rysował jej inny obraz tej relacji. Jego standardowa pewność siebie wyparowała. Nie był już gliną. Był po prostu facetem, który zawiódł swoją kobietę. Nie sądził, że kiedyś znajdzie się w takim punkcie.
Darcy Bowman