saints of degeneration
: czw cze 04, 2026 5:11 am
i'm the voice to offend
all those who pretend
kilka miesięcy wcześniej
Ktoś mógłby rzec, że to był dzień jak co dzień. No, w sumie prawie. Była to kolejna sobota, a gdyby nie fakt, że odbywało się oficjalne otwarcie kwiaciarnio-kawiarni 'Seasons', to pewnie przewróciłaby się na drugi bok, machając dłonią, żeby Szeryf zmienił pozycję w łóżku i dał jej spokojnie pospać przynajmniej kilka godzinek dłużej. I odpuścił sobie to miauczenie oraz podrygiwanie, jakby był głodzony. No toć ile można żreć!
No ale z okazji wielkiego otwarcia - August znajdowała się w kawiarni o niesamowicie wczesnej porze dnia. Przygotowała swoje signature wypieki, ułożyła kompozycje kwiatów, no i otworzyła! Minęło dziesięć minut, piętnaście… a po ani jednym kliencie ani widu, ani słychu. Zaczęła się stresować, bo przecież widziała przechodniów chodzących na zewnątrz. I oooo, pierwszy i jedyny klient, który się zjawił, okazał się typem, który zapytał, czy może skorzystać z łazienki. Welp.
Smutek i zażenowanie samą sobą przeszły przez całe jej ciało, więc zdecydowała się sprawdzić, o co do jasnej cholery chodziło. Wsunęła do uszu słuchawki na kabelku, włączyła piosenkę i wyszła na zewnątrz, żeby zrobić badanie w terenie. Dobra, znajdowała się na zewnątrz. Rozejrzała się w prawo, w lewo, za siebie, żeby upewnić się, że aby na pewno ustawiła znak informujący, że było otwarte. No i był - na litość boską co to było… kryzys w Toronto? Nagle? Dzisiaj? Chyba sobie żarty robili. Zmarszczyła brwi, przygryzając policzek od środka i próbując wymyślić jakiś chwyt marketingowy, gdy nagle wpadła na pomysł! Uśmiechnięta od ucha do ucha, z planem, który narodził się w jej blond główce, po czym odwróciła się na pięcie i znalazła swoją pierwsząofiarę… to znaczy klienta, rzecz jasna! No bo jakże by inaczej, co nie? No…
Podbiegła do cholernie wysokiego kolesia o jasnych włosach, który był swoją drogą bardzo schludnie ubrany. Nie to, co ona. Właścicielka od siedmiu boleści, która zamiast ubrać się odpowiednio na okazję, wyglądała, jakby zaraz wybierała się na trening niskobudżetowej ligi bejsbola. Sigh. - Dzień dobry, cześć!! - rzuciła rozradowana i stanęła dosłownie przed nim. - August Winters, właścicielka nowo otwartej kwiaciarnio-kawiarni Seasons. - Nie dała mu dojść do słowa. - Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość… - Chwyciła go za nadgarstek, no tak, przestrzeń osobista? Zapominała o tymczasami. Bardzo często. Najwyżej zaraz pozwie ją za porwanie czy cokolwiek. - Wygrałeś tygodniowy zapas darmowych wypieków i kawy w moim lokalu… jedyne, co musisz zrobić, to rzucić o nim dobre słówko, jak już spróbujesz, co mam do zaoferowania! - Mówiła dosadnie, trochę głośniej, niż powinna, przez muzykę cały czas grającą w jej słuchawkach. Dopiero gdy zatrzymała się przed drzwiami i puściła jego nadgarstek, dotarło do niej, co ona tak naprawdę odpierdalała. Odwróciła się do niego z głupkowatym uśmieszkiem i dopowiedziała, - Um… jeżeli masz ochotę, oczywiście.
I oto, proszę państwa, szybki poradnik, jak nie powinno się robić biznesu.
nowy klient
all those who pretend
Ktoś mógłby rzec, że to był dzień jak co dzień. No, w sumie prawie. Była to kolejna sobota, a gdyby nie fakt, że odbywało się oficjalne otwarcie kwiaciarnio-kawiarni 'Seasons', to pewnie przewróciłaby się na drugi bok, machając dłonią, żeby Szeryf zmienił pozycję w łóżku i dał jej spokojnie pospać przynajmniej kilka godzinek dłużej. I odpuścił sobie to miauczenie oraz podrygiwanie, jakby był głodzony. No toć ile można żreć!
No ale z okazji wielkiego otwarcia - August znajdowała się w kawiarni o niesamowicie wczesnej porze dnia. Przygotowała swoje signature wypieki, ułożyła kompozycje kwiatów, no i otworzyła! Minęło dziesięć minut, piętnaście… a po ani jednym kliencie ani widu, ani słychu. Zaczęła się stresować, bo przecież widziała przechodniów chodzących na zewnątrz. I oooo, pierwszy i jedyny klient, który się zjawił, okazał się typem, który zapytał, czy może skorzystać z łazienki. Welp.
Smutek i zażenowanie samą sobą przeszły przez całe jej ciało, więc zdecydowała się sprawdzić, o co do jasnej cholery chodziło. Wsunęła do uszu słuchawki na kabelku, włączyła piosenkę i wyszła na zewnątrz, żeby zrobić badanie w terenie. Dobra, znajdowała się na zewnątrz. Rozejrzała się w prawo, w lewo, za siebie, żeby upewnić się, że aby na pewno ustawiła znak informujący, że było otwarte. No i był - na litość boską co to było… kryzys w Toronto? Nagle? Dzisiaj? Chyba sobie żarty robili. Zmarszczyła brwi, przygryzając policzek od środka i próbując wymyślić jakiś chwyt marketingowy, gdy nagle wpadła na pomysł! Uśmiechnięta od ucha do ucha, z planem, który narodził się w jej blond główce, po czym odwróciła się na pięcie i znalazła swoją pierwszą
Podbiegła do cholernie wysokiego kolesia o jasnych włosach, który był swoją drogą bardzo schludnie ubrany. Nie to, co ona. Właścicielka od siedmiu boleści, która zamiast ubrać się odpowiednio na okazję, wyglądała, jakby zaraz wybierała się na trening niskobudżetowej ligi bejsbola. Sigh. - Dzień dobry, cześć!! - rzuciła rozradowana i stanęła dosłownie przed nim. - August Winters, właścicielka nowo otwartej kwiaciarnio-kawiarni Seasons. - Nie dała mu dojść do słowa. - Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość… - Chwyciła go za nadgarstek, no tak, przestrzeń osobista? Zapominała o tym
I oto, proszę państwa, szybki poradnik, jak nie powinno się robić biznesu.
nowy klient