The Coffee Corner Chronicles
: czw cze 04, 2026 2:56 pm
Każdy, kto znał Aarona lepiej lub gorzej wiedział, że był fanem kawy uznając, że nie da się przetrwać całego dnia bez odpowiedniej dawki kofeiny. Wielu nazwałoby to uzależnieniem, ale sam Blackwood skłaniałby się prędzej ku stwuierdzeniu, że było koneserem. Dodatkowo, czy nie prawdą było, iż właśnie nad kubkiem świeżo zaparzonego boskiego naparu człowiekowi rozmawiało się najlepiej? Gdyby ten fakt nie był potwierdzony rzeczywistością, kawiarnie nie pękałyby w szwach od ludzi umawiających się tam na spotkania. Można było śmiało odnieść wrażenie, że pijąc ciepły napój człowiek stawał się znacznie bardziej otwarty. Nie tak, jak podczas spożywania alkoholu, niemniej dostatecznie, by wybierać tę czynność jako nieodzownie towarzyszącą nadrabianiu zaległości konwersacyjnych.
Nie inaczej było z nim samym. Gdy tylko dowiedział się, że Daphne wróciła od rodziców (powinien ją porządnie ochrzanić, że nie dała mu wcześniej znać, iż znika na tak długo) postanowił wysłać jej krótką wiadomość z zapytaniem, czy jest wolna i czy ma ochotę na jego towarzystwo oraz kubek wyśmienitej kawy, herbaty czy jakiegoś wymyślnego dziwacznego napoju, na punkcie którego świat teraz szalał.
Miała, co ułatwiało sprawę.
Odpisał, wysyłając nazwę i adres kawiarni, która była w stanie zaspokoić jego potrzeby kawosza, jak i dopieścić odpowiednio kubki smakowe kawałkiem pysznego ciasta. Zdecydowanie domagały się większej uwagi, niż ta, którą dawały pączki w pracy. W ogóle czemu policjanci mieli taką obsesję na ich punkcie? Ile razy by się nie zastanawiał, tak zamiast odpowiedzi znajdował w robocie nowe pudełko, przyniesione przez kogoś z zespołu. Nic dziwnego, że powstał stereotyp grubiutkich policjantów, którzy to niby tylko słodkościami się zajadają, niczego więcej nie robiąc.
Zostawiając to rozważanie gdzieś z tyłu głowy, by przypadkiem nie tracić czasu na zastanawianie się przesadne, skierował się w stronę lokalu, chcąc zająć im stolik. Nie lubił czekać, bo chociaż cierpliwości mu nie brakowało, tak nie przekładała się ona na wszystkie aspekty życia. W pracy szło mu zdecydowanie lepiej, niż kiedy w grę wchodziło jedzenie. Tym bardziej, że z lunchu zrezygnował na rzecz uwolnienia się od O’Hary, który, lekko mówiąc, pierdolił mu za uchem jakieś farmazony wyprowadzającego Azjatę z równowagi. Przy nim cierpliwość w ogóle nie istniała.
Usiadł, rozkoszując się uzależniającym zapachem rozchodzącym się po pomieszczeniu.
-Hej, Młoda! - Zawołał, kiedy w drzwiach pojawiła się Daphne. Wzrost pomagał mu w zwróceniu na siebie jej uwagi, bo nie dało się ukryć, iż było dość tłoczno. - W końcu postanowiłaś zaszczycić mnie obecnością, hm? Rozumiem, że wy młodzi jesteście wiecznie zajęci, ale staruszkom też należy się trochę czasu - dodał, zerkając na swoją siostrę z wyboru.
Daphne van Laar
Nie inaczej było z nim samym. Gdy tylko dowiedział się, że Daphne wróciła od rodziców (powinien ją porządnie ochrzanić, że nie dała mu wcześniej znać, iż znika na tak długo) postanowił wysłać jej krótką wiadomość z zapytaniem, czy jest wolna i czy ma ochotę na jego towarzystwo oraz kubek wyśmienitej kawy, herbaty czy jakiegoś wymyślnego dziwacznego napoju, na punkcie którego świat teraz szalał.
Miała, co ułatwiało sprawę.
Odpisał, wysyłając nazwę i adres kawiarni, która była w stanie zaspokoić jego potrzeby kawosza, jak i dopieścić odpowiednio kubki smakowe kawałkiem pysznego ciasta. Zdecydowanie domagały się większej uwagi, niż ta, którą dawały pączki w pracy. W ogóle czemu policjanci mieli taką obsesję na ich punkcie? Ile razy by się nie zastanawiał, tak zamiast odpowiedzi znajdował w robocie nowe pudełko, przyniesione przez kogoś z zespołu. Nic dziwnego, że powstał stereotyp grubiutkich policjantów, którzy to niby tylko słodkościami się zajadają, niczego więcej nie robiąc.
Zostawiając to rozważanie gdzieś z tyłu głowy, by przypadkiem nie tracić czasu na zastanawianie się przesadne, skierował się w stronę lokalu, chcąc zająć im stolik. Nie lubił czekać, bo chociaż cierpliwości mu nie brakowało, tak nie przekładała się ona na wszystkie aspekty życia. W pracy szło mu zdecydowanie lepiej, niż kiedy w grę wchodziło jedzenie. Tym bardziej, że z lunchu zrezygnował na rzecz uwolnienia się od O’Hary, który, lekko mówiąc, pierdolił mu za uchem jakieś farmazony wyprowadzającego Azjatę z równowagi. Przy nim cierpliwość w ogóle nie istniała.
Usiadł, rozkoszując się uzależniającym zapachem rozchodzącym się po pomieszczeniu.
-Hej, Młoda! - Zawołał, kiedy w drzwiach pojawiła się Daphne. Wzrost pomagał mu w zwróceniu na siebie jej uwagi, bo nie dało się ukryć, iż było dość tłoczno. - W końcu postanowiłaś zaszczycić mnie obecnością, hm? Rozumiem, że wy młodzi jesteście wiecznie zajęci, ale staruszkom też należy się trochę czasu - dodał, zerkając na swoją siostrę z wyboru.
Daphne van Laar