No need for words, just your pocket's contents
: czw cze 04, 2026 7:10 pm
No i szlag jasny trafił chwilę relaksu, którą zaplanował na ten wieczór. Miało być przyjemnie, miało być chillowo, a skończyło się irytacji, która opanowała jego ciało tuż po tym, jak zorientował się, że nie ma już maryśki, będącej głównym elementem odpoczynku. Jakim cudem skończyło się tak szybko, skoro nie palił za często, a i nie przypominał sobie, by nosił ze sobą tak by zgubił? Zresztą trzymał zapasy w jednym miejscu, w swoim pokoju schowane przed oczami ciotki, która co prawda nie wydziedziczyłaby go od razu, ale z pewnością nie byłaby zadowolona. Szanował ją na tyle, by oszczędzić jej podobnego rozczarowania. Co więc się z tym wszystkim stało, gdy powinno starczyć jeszcze na parę dni?
A później sobie przypomniał.
Kieran i ta jego chcica na ostatniej imprezie, gdzie wyłudzał od każdego, od kogo się dało, trzymając się Deana usilnie, niczym cycata blondynka nadzianego portfela swojego obrzydliwie bogatego męża. Kiedy tylko spotka go następnym razem, upomni się o swoje, mógł być tego pewien. Mógł poczęstować, nie było problemu, ale daleko było mu do sponsora, a znał tego krętacza na tyle, by wiedzieć, że to nie był pierwszy raz, kiedy specjalnie nie przyszedł ze swoim zaopatrzeniem.
Wyciągając się na fotelu, sięgnął po telefon, wysyłając krótką wiadomość do jedynej osoby, która mogła rozwiązać powstały problem - swojego zaufanego dilera, który zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto trudni się handlowaniem narkotykami. Zapewne właśnie na tym polegał jego sukces, nikt nie podejrzewał go o najgorsze.
Zarzucił na siebie bluzę, bo chociaż lato, pogoda potrafiła być zdradliwa, racząc deszczem w najmniej spodziewanym momencie, i udał się w kierunku portu, gdzie miał na niego czekać młodziak.
Zaparkował motocykl, rozglądając się. To miejsce miało o zmierzchu vibe adekwatny do celu, w którym tu przyszedł. Nic dziwnego, że nie kręciło się tutaj zbyt wiele “porządnych” osób, wolących siedzieć w zaciszu własnych domów lub spacerować po przyjemniejszych okolicach. Gdyby był jednym z nich i nie prowokował nieustannie losu, pewnie teraz patrzyłby w szklany ekran lub tańczył w studiu. A zamiast tego czekał na Olivera, który miał mu dostarczyć towar.
-Nie spieszyłeś się, co? - zauważył, dostrzegając chłopaka wyłaniającego się z jednej z uliczek. - Traktowanie klientów, ocena minus - skomentował. Tyle się mówiło o rozpieszczaniu klientów, o zapewnianiu im jak najlepszej obsługi, a tu proszę, Moon najwidoczniej zapomniał, jak dbać o osoby kupujące.
Oliver Moon
A później sobie przypomniał.
Kieran i ta jego chcica na ostatniej imprezie, gdzie wyłudzał od każdego, od kogo się dało, trzymając się Deana usilnie, niczym cycata blondynka nadzianego portfela swojego obrzydliwie bogatego męża. Kiedy tylko spotka go następnym razem, upomni się o swoje, mógł być tego pewien. Mógł poczęstować, nie było problemu, ale daleko było mu do sponsora, a znał tego krętacza na tyle, by wiedzieć, że to nie był pierwszy raz, kiedy specjalnie nie przyszedł ze swoim zaopatrzeniem.
Wyciągając się na fotelu, sięgnął po telefon, wysyłając krótką wiadomość do jedynej osoby, która mogła rozwiązać powstały problem - swojego zaufanego dilera, który zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś, kto trudni się handlowaniem narkotykami. Zapewne właśnie na tym polegał jego sukces, nikt nie podejrzewał go o najgorsze.
Zarzucił na siebie bluzę, bo chociaż lato, pogoda potrafiła być zdradliwa, racząc deszczem w najmniej spodziewanym momencie, i udał się w kierunku portu, gdzie miał na niego czekać młodziak.
Zaparkował motocykl, rozglądając się. To miejsce miało o zmierzchu vibe adekwatny do celu, w którym tu przyszedł. Nic dziwnego, że nie kręciło się tutaj zbyt wiele “porządnych” osób, wolących siedzieć w zaciszu własnych domów lub spacerować po przyjemniejszych okolicach. Gdyby był jednym z nich i nie prowokował nieustannie losu, pewnie teraz patrzyłby w szklany ekran lub tańczył w studiu. A zamiast tego czekał na Olivera, który miał mu dostarczyć towar.
-Nie spieszyłeś się, co? - zauważył, dostrzegając chłopaka wyłaniającego się z jednej z uliczek. - Traktowanie klientów, ocena minus - skomentował. Tyle się mówiło o rozpieszczaniu klientów, o zapewnianiu im jak najlepszej obsługi, a tu proszę, Moon najwidoczniej zapomniał, jak dbać o osoby kupujące.
Oliver Moon