Strona 1 z 3

history likes to repeat itself

: czw cze 04, 2026 9:01 pm
autor: Pilar Stewart

036.
Thought that I’d feel better
But now I got a bellyache

Dźwięk obcasów odbijał się o pozłacaną posadzkę, kiedy Pilar wkroczyła do wysokiego budynku w samym centrum Financial District. Długo jej tu nie było. Dużo też od tego czasu się zmieniło. Wtedy, kierując się na piętro Northex Industries, trzymała w ręce kubek zimnej kawy, której nie miała czasu wypić przez pół dnia. Tego ranka wypiła ją ciepłą. W swoim mieszkaniu, u boku swojego narzeczonego, którą w dodatku on dla niej zrobił. Można było nazwać to upgradem życiowym.
Były jednak rzeczy, które nigdy się nie zmieniały. A mianowicie: niechęć asystentek Galena do tego, żeby wpuszczać kogokolwiek do jego gabinetu bez wcześniej umówionej wizyty. I Pilar dokładnie jak te kilka dobrych miesięcy temu zastosowała tą samą ściemę, wmawiając cycatej blondynce, że szef będzie bardzo zły, jak się dowie, że musiała czekać. Mogła zacząć od tego, żeby powiedziała mu, że przyszła Pilar, ale przecież nie miała pewności, że Galen chciał ją widzieć. Szczególnie po ich ostatniej rozmowie jaką odbyli. Sama mu przecież powiedziała, że nie chciała go więcej widzieć.
O ironio.
A teraz stała przed jego drzwiami, kompletnie niezaproszona. W czarnej sukience z wycięciem na nogę i czarnymi przecież włosami puszczonymi lekką falą. Bo chociaż nie chciała od niego nic więcej jak informacji, to przecież znała go już wystarczająco długo by wiedzieć, że kobiece uroki również potrafiły działać na to, czy Wyatt był skory do współpracy. A może była to też jedna z tych sytuacji, kiedy dziewczyna chciała pokazać swojemu byłemu co stracił? Może on nie był oficjalnie byłym, ale przecież ich przeszłość… nie można było nazwać zwykłą znajomością. Tak samo jak ich ostatnie spotkanie pół roku temu. To jak trenowali, a potem kłócili się prawie szarpiąc. I kiedy Galen w końcu odwiózł ją pod mieszkanie, a potem znowu pocałował, pozostawiając na ustach swój smak po raz ostatni. Normalnie nie myślała o tym wcale. Zajęta zupełnie innymi ustami, na których punkcie miała obsesje, wcale nie tęskniła za tym co mogli kiedyś mieć. Teraz jednak, stukając trzykrotnie w pozłacane, jasne drzwi krótkie wspomnienie przeszło przez jej głowę. A potem kolejne, kiedy weszła do środka, a jej spojrzenie złapało nieskazitelny błękit tuż za biurkiem. W swoim idealnie okrojonym garniturze i równo zapiętymi guziczkami bialutkiej koszuli.
Cześć.
Masz chwilę? — piękne przywitanie, bardzo w jej stylu. Zresztą tak samo jak to, jak po prostu weszła do środka nim zdążył jej odpowiedzieć i jakby była u siebie podeszła do biurka i usiadła na jednym z foteli na przeciwko niego. Wciąż były kurewsko wygodne. Nie tak jak te na komendzie. Rozsiadła się wygodnie, zarzucając nogę na nogę, opadając plecami na oparcie, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. — Potrzebuje twojej pomocy.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 10:57 am
autor: Galen L. Wyatt
073.
He expected lawyers, investors, maybe a scandal.
He didn't expect Pilar standing in his doorway.
Zabawne było to, że kiedy Pilar weszła do jego biura po raz pierwszy, to Galen Wyatt przyjmował ją z obitą gębą, przecież przez jej partnera z policji.
A teraz siedział w swoim gabinecie, przy tym drogim biurku z mahoniowego drewna, na tym wygodnym fotelu, również z siniakiem na twarzy, tylko tym razem oberwał od jej narzeczonego, którego zresztą sam też uderzył. Za Cherry, tak wtedy myślał, a może jednak za Stewart? Chociaż Galen przez to pół roku przecież starał się o niej zapomnieć. W międzyczasie poznał słodką Nelly, zwykłą dziewczynę, z którą przecież wiązał pewne nadzieje, ale nie wypaliło. Jak zwykle.
Później coś dziwnego połączyło go z Peach, z którą przecież znali się od lat, a teraz nagle co? Nagle się całowali na imprezie Blythów.
W tym wszystkim była jeszcze Majka, dziewczyna, z którą Galen mógł być naprawdę szczery. Dziewczyna, która go odepchnęła, a on jej tym bardziej chciał. Typowy Galen, którego zawsze najbardziej pociągało to, co było poza jego zasięgiem.
Jak Pilar Stewart.
Więc kiedy zajrzała do jego biura, a niebieskie tęczówki zatrzymały się na jej twarzy, to aż wstał od biurka.
Spodziewał się tu wszystkich, może nawet jej narzeczonego z kolejnymi pretensjami? Ale jej? Po tym co ostatnio między nimi zaszło? Po tej krótkiej rozmowie przez telefon, która nie zakończyła się wcale pozytywnie.
Chciał jej wysłać kwiaty na przeprosiny, może jakiś prezent? Ale obawiał się, że mogłoby to bardziej namieszać, skoro jej facet był taki zazdrosny...
Tylko, że przecież miał o co, bo o to przed Pilar stanął ten Galen Wyatt, w swojej nieskazitelnej koszuli, idealnie skrojonym garniturze, opierając się nonszalancko o biurko. Jego niebieskie tęczówki prześlizgnęły się powoli od jej szpilek, po sukience, z rozcięciem na nogę, na twarz, na te ciemne... wciąż piękne oczy.
- Dla ciebie zawsze - nawet się do niej uśmiechnął, bo prawda jest taka, że Galen wyszedłby z najważniejszego spotkania dla Pilar, miał do niej sentyment...
Oby to był tylko sentyment.
Wskazał jej na fotel, ale ona i tak już się w nim rozgościła zarzucając nogę na nogę, a Wyatt ruszył się z miejsca, w kierunku swojego bajeranckiego ekspresu do kawy. Bo chyba tym razem zamierzał jej zaserwować kawę.
- Jaką pijesz Pilar? - obejrzał się jeszcze na nią przez ramię, na kratce stawiając jedną ze swoich fikuśnych filiżanek z chińskiej porcelany, tylko wtedy padły te słowa... potrzebuje twojej pomocy. A Galen drgnął i zaraz odwrócił się do niej. Spodziewał się, że przyszła tu w sprawie kontenerów, bo po co innego?
Chociaż ten jej strój... wcale nie wskazywał na wizytę służbową. Galen znowu zawiesił spojrzenie na jej nodze, którą czarny materiał odsłaniał w pełnej okazałości, oparł się o szafkę obok ekspresu.
- O co chodzi Pilar? - zapytał od razu, bo to chyba było silniejsze od niego. To pytanie... po co tutaj dzisiaj przyszła?

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 12:33 pm
autor: Pilar Stewart
Powiedzieć, że nie poczuła absolutnie nic, kiedy weszła do gabinetu byłoby kłamstwem.
Wciąż miała do niego jakiś sentyment, szczególnie kiedy po prawie pół roku spojrzała w te niebieskie oczy, które nie raz z zamierzchłych czasach były w stanie ją oczarować, zaintrygować. I chociaż wytworzył się między nimi dystans przez to wszystko, co miało miejsce, w ich spojrzeniu wciąż gdzieś był ten błysk zadziorności. Gotowości do tego, by się pozaczepiać. Kiedyś przecież uwielbiali te słowne gierki.
Tylko teraz wszystko się pozmieniało. Pilar zaczepiała się przecież z zupełnie innym mężczyzną, to w jego ciemne, tak kurewsko inne od Galena oczy patrzyła z prawdziwą miłością w sercu. A jednak kiedy Wyatt powiedział, że dla niej zawsze miał czas, uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Czyli niektóre rzeczy jednak się nie zmieniały. Podążyła za nim spojrzeniem, kiedy przeszedł się do ekspresu i postawił pod nim jakąś pozłacaną, fikuśną filiżankę, pytając jaką pije kawę.
Gorącą — odpowiedziała praktycznie od razu, nawet na moment nie spuszczając z niego wzroku. Mówiła o kawie? Czy może jednak o Madoxie? A może o połączenie tych dwóch rzeczy. W końcu kiedyś każda jej kawa kończyła zimna, przelana do papierowego kubeczka na wynos. A teraz piła ją ciepłą. Calitente.
Chociaż kiedy spytał ją w końcu o co chodzi przez moment miała ochotę jednak wrócić do tematu kawy. Na pewno byłby o wiele łatwiejszy niż to, po co faktycznie przyszła. I mogli przecież pobawić się w jakieś small talki, jakieś dawno cię nie widziałem, zmieniłaś się, masz nowy garnitur i fajne limo pod okiem, ale te cała sprawa z Sofią tak bardzo wierciła jej dziurę w brzuchu, że… może faktycznie byłoby łatwiej po prostu zerwać ten plaster i przejść prosto do sedna. Westchnęła głośno i odrzuciła głowę do tyłu na moment, by zaraz potem intensywnie spojrzeć na Wyatta.
Pamiętasz jak ci mówiłam o mojej matce? O tym, że tyle lat nie byłam w stanie znaleźć na jej temat żadnego śladu? — mówiła mu to przy kurczaczkach w Wendy’s, jak mógł zapomnieć. Przecież wtedy powiedzieli sobie bardzo dużo. Może nawet za dużo. Może właśnie to był ten moment, kiedy Pilar spojrzała na niego inaczej. — No to… ostatnio natrafiłam na pewne poszlaki — poprawiła się na fotelu, jakby było jej niewygodnie, ale tak naprawdę to po prostu gryzło ją mówienie o tym wszystkim na głos. — I wierz mi albo nie, ale zaprowadziły mnie one do ciebie — podniosła rękę i sięgnęła do materiału sukienki, tuż przy staniku, wyciągając z niego skrawek z gazety, który znaleźli. Nie miała przy sobie torebki, wszystko zostawiła w samochodzie, to gdzieś to musiała schować, nie? Odpakowała go i jeszcze wyprostowała palcami, a następnie nachyliła się w stronę Galena i wyciągnęła papier w jego kierunku. — Ta kobieta na zdjęciu na dole. Myśle, że to mogła być moja matka. Wyglądamy identycznie, a jej narzeczony zginął w wypadku na budowie. Wykonawcą był Northex — nawet na moment nie ściągnęła z niego spojrzenia, chociaż on wczytywał się w artykuł. Obserwowała jak jego spojrzenie wodzi po tekście od lewej do prawej, a potem przegląda zdjęcia. Widział podobieństwo? Wiedział już do czego z tym wszystkim piła? Poprawiła się na fotelu. Znowu. — Myślisz, że możesz mi pomóc dowiedzieć się coś więcej o tym Miquelu? — spytała, siląc się na obojętny ton, chociaż akurat Galen już trochę ją znał i mógł zobaczyć na jej twarzy, jak bardzo jej na tym zależało.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 1:37 pm
autor: Galen L. Wyatt
Smukły palec nacisnął przycisk, gdzie z ekspresu zaczęła lecieć czarna kawa, ta jego nowojorska gejsza, którą Galen też przecież pił. Nawet nie miał tutaj mleka... to po co pytał?
Bo gdyby Pilar odpowiedziała, że pije mleczną, to zaraz postawiłby na nogi pół firmy, żeby jej taką zrobić? Pewnie tak. Znowu obejrzał się na nią.
- Czyli kawa też gorąca? - a on o czym mówił? O jej temperamencie? O tym jak dzisiaj wyglądała, naprawdę caliente. I może nawet Wyatt by jej to powiedział?
Ale przecież Stewart była zaręczona. Tylko czy to mu przeszkadzało? W czymkolwiek?
Ekspres zabuczał, zahuczał, zmielił kawę na świeżo i zaraz w pomieszczeniu uniósł się ten intensywny zapach świeżo palonej kawy. Galen ściągnął jedną filiżankę i podstawił drugą, a już po chwili, zanim właściwie przeszli do meritum. Do tej sprawy, która musiała być ważna, bo przecież widział to po niej, to już stawiał na kawowym stoliku dwie filiżanki. Dla niej i dla niego. Usiadł na przeciwko w fotelu, tym razem nie za biurkiem, nie tworząc tego wrażenia przepaści między nimi.
Bo przecież oni kiedyś...
Galen nie umiał tego nazwać. Przyjaźnili się? A on nawet chciał czegoś więcej, ale przecież miał wtedy narzeczoną. A teraz... ona miała.
- Zmieniłaś włosy, dobrze wyglądasz - znowu jego niebieskie spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce. Galen nigdy nie zauważał takich zmian, a tu proszę bardzo. Podniósł filiżankę do góry, ale biorąc pod uwagę fakt, że kawa była gorąca, to tylko zaciągnął się jej zapachem, kiedy Stewart już mówiła mu o swojej matce. Oczywiście, że pamiętał. Może był wtedy pijany, ale doskonale pamiętał to o czym rozmawiali i jakie wtedy w nim siedziały emocje, kiedy za nią przecież przywalił Selleyowi. Jej narzeczony nie był najwidoczniej jedynym facetem, który się o nią bił.
- Czekaj... jak to do mnie? - uniósł jedną brew przyglądając się jej badawczo. Oczywiście, że powiódł spojrzeniem za jej ręką, kiedy sięgnęła pod materiał sukienki, do koronkowego... jak przypuszczał, stanika. Chociaż nie chciał dać po sobie poznać w jakie rejony zboczyły jego myśli. Wziął od niej skrawek gazety, przejechał po nim spojrzeniem i znowu miał je podnieść na Pilar, kiedy kontynuowała, ale zatrzymał je na tym zdjęciu. Kobiety, która... nawet Galen zauważył, że była do niej podobna. Jego oczy przeleciały znowu po jej twarzy i po tym zdjęciu, a później już zaczął czytać artykuł.
Cztery osoby zginęły w wypadku przy budowie wiaduktu, prace nadzorował... Northex Industries. Przeczytał te nazwiska, przeczytał wszystko dokładnie, dwa razy, i dopiero podniósł na nią spojrzenie.
- Myślisz, że Miguel Benitez to twój ojciec? A kim jest ta kobieta? - pokazał palcem jej zdjęcie, ciekawy był czy wiedziała cokolwiek. Zamyślił się na moment opierając o oparcie fotela, a zaraz pokiwał głową - mogę, ale wszystko przed 98' rokiem mamy w archiwum w formie papierowej - wyjaśnił jej, co prawda Northex już od czasów świetności jego ojca rozwijał się sprawnie, ale dopiero za Galena wszystko było... dopięte na ostatni guzik. Nawet kiedy przejmował prezesurę to widział jaki jego ojciec miał bałagan w dokumentach - i jeśli oczywiście ktoś tego dopilnował, wiesz... Wcześniej Northex trochę mniej skrupulatnie podchodził do takich rzeczy - zarzucił nonszalancko nogę na nogę wzruszając ramionami, bo to przecież nie jego wina, on miał wtedy zaledwie kilka lat, w ogóle nie kojarzył tego wydarzenia - każę to dla ciebie sprawdzić jeszcze dzisiaj - dodał zaraz i znowu spojrzenie zatrzymał na jej twarzy, na dużych, brązowych oczach. A potem odpiął guzik w swojej marynarce, żeby wychylić się do biurka sięgnąć z niego jakiś plik kartek samoprzylepnych i długopis, zapisał sobie na niej Miguel Benitez, zatrudniony w latach ????-1997, budowa wiaduktu, wypadek, a pod spodem oczywiście dla Pilar, jakby miał zapomnieć, a może podkreślić jakie to ważne?

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 3:39 pm
autor: Pilar Stewart
Nie chciała od niego kawy, a jednak kiedy postawił przed nią porcelanową filiżankę z czarną, gorącą cieczą, Pilar nachyliła się i zgarnęła ją do dłoni. Zaciągnęła się przyjemnym zapachem, ale w przeciwieństwie do Galena faktycznie upiła kilka łyków, nawet na moment nie ściągając z niego spojrzenia. W końcu ona lubiła się poparzyć. Nie przeszkadzał jej gorąc. Było do niego wystarczająco przyzwyczajona, żeby móc posmakować siewko zaparzonej kawy. Faktycznie była dobra. I może nawet Pilar powiedziałaby cos na ten temat, ale wtedy on przerwał jej tok myślenia, wrzucając komplement na temat jej włosów.
Gracias — skinęła delikatnie głową. Nie sądziła, że zauważy. W końcu mężczyźni nie przykładali uwagi do takich rzeczy, jednak miło z jego strony, że wspomniał, a ona… nie chciała być mu dłużna. — Ty też dobrze. Jakaś nowa koszula? Chyba jakiś nowy odcień bieli — jednak nie była w stanie obejść się bez zaczepki. — Ładnie podkreśla ci to limo pod okiem — schowała delikatny uśmiech za porcelaną, unosząc ją akurat do ust. Może i miał to być pewnego rodzaju przytyk, ale jednak w ich przypadku może nawet bardziej zaczepka niż złośliwość? W końcu podczas ich pierwszego spotkania również Galena twórz zdobił siniak piękny siniak.
I może jeszcze trochę by się tak poprzekomarzali, może nawet wróciłyby wspomnienia ze starych czasów, ale przecież Pilar nie po to do niego przyszła. Potrzebowała informacji, a na ten moment Wyatt był jedyną osobą, która mogła jej je dać. Dlatego podała mu gazetę i czekała, aż będzie w stanie powiedzieć jej coś więcej. Skinęła głową, gdy spytał, czy myślała, że Miquel Benitez to był jej ociec.
Na to wygląda — wzruszyła ramionami, wychylając się delikatnie i również zaglądając na skrawek artykułu i ich wspólne zdjęcie z Sofią. — No chyba, że robiła go na boku — spojrzała wymownie na Galena. W końcu on co nieco wiedział o zdradach. — Nic więcej o niej nie wiem. Bo to wszystko wyszło jakoś… pojebanie. Byłam na misji u jednej latynoskiej rodziny i jakaś starsza kobieta mnie z nią pomyliła. Od tego się to wszystko zaczęło — wyjaśniła i już widziała jak Galen otwierał usta, żeby coś powiedzieć. Mogła się domyślić co, dlatego nawet nie pozwoliła mu się odezwać. — I nie, nie mogę się od niej dowiedzieć czegoś więcej, bo zaraz po tym jak myślała, że jestem Sofią, to dostała zawału i leży w śpiączce — tak, Pilar również zdawała sobie sprawę jak pojebanie to brzmiało. Ale przecież sobie tego nie zmyśliła, ją i Madoxa takie sytuacje po prostu prześladowały na porządku dziennym. Kurwa, dwa dni temu prawie z tej samej rodziny utopiliby dzieciaka. Oni nigdy nie mogli normalnie iść przez życie, wiecznie coś się musiało dziać. Nie mogło być za spokojnie ani za normalnie.
Spodziewała się, że starsze dokumenty mieli w firmie w formie papierowej. W końcu zanim wprowadzono komputery wszystko spisywało się ręcznie lub na maszynach do pisania. Uśmiechnęła się słysząc, ze oczywiście sprawdzi dla niej te informacje, a kiedy wstał i podszedł do swoich karteczek samoprzylepnych, nawet na moment nie ściągnęła z niego spojrzenia. Zmienił się? Był jakiś inny? Bardziej stonowany? Pozbawiony emocji? A może ona całkiem inaczej go zapamiętała.
A to archiwum… — zaczęła, kiedy powinna po prostu podziękować i wyjść. W końcu powiedział, że to dla niej załatwi — mogła spokojnie już sobie iść i czekać na jego telefon. Tylko że to była Pilar, a tu chodziło o jej potencjalnego ojca. Wiadomo, że nie mogła tak po prostu bezczynnie siedzieć i czekać. — Jest może tu w budynku? — dopytała, wstając z fotela i podchodząc pod biurko. Spuściła spojrzenie na to, co napisał, a najbardziej na dopisek dla Pilar nim podniosła na niego wzrok. — Jest jakaś szansa, żebyśmy to sprawdzili teraz? — nachyliła się w jego kierunku, opierając dłonie o biurko, tak, że teraz oboje zwisali naprzeciwko siebie. — Zależy mi na tym, Galen — dodała pół tonu ciszej. Może był głupia, że go o to prosiła, przecież już i tak robił jej wielka przysługę, ale no kurwa znał ją, wiedział, jak lubiła osobiście zajmować się rzeczami, a nie liczyć na innych. A przecież kiedyś potrafili całkiem dobrze współpracować.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 4:35 pm
autor: Galen L. Wyatt
- Tak uważasz? Ten odcień bieli pasuje do tego zgniło-zielonego? - uśmiechnął się na jej zaczepkę, siniak mu już schodził, już zmienił kolor na ten brązowo-zielono-zgniły. Galen uniósł palec do swojej twarzy - kiedy przyszłaś tu po raz pierwszy był po drugiej stronie, pamiętasz? - musiał do tego nawiązać, a zaraz też odstawić filiżankę i rozsiąść się wygodnie w fotelu - a twojemu narzeczonemu już zszedł, czy za lekko dostał? - no bo przecież Galen mu oddał.
Ciekawe tylko czy nabił mu jakiegokolwiek siniaka.
Chociaż wydawało mu się, że po tym szkoleniu z Pilar wymierzył odpowiednio. Chociaż tyle wtedy z tego wyniósł.
A mógł więcej. I znowu się zagapił na Stewart, kiedy dała mu ten wycinek, kiedy już mówiła, że Miguel Benitez może być jej ojcem. Uniósł jedną brew na te słowa no chyba, że robiła go na boku, nawet miał się do tego odnieść. Może do tego, że jego robiła Cherry, z jej narzeczonym, jak się później dowiedział Galen. Ale Pilar kontynuowała, a on jej słuchał, uważnie.
- Jesteście bardzo podobne - wtrącił Wyatt jeszcze zerkając na fotografię, a potem na Stewart. Już chciał pytać dlaczego nie dowiedziała się więcej od tej kobiety, ale go ubiegła, a on uniósł obie brwi, rzeczywiście nietypowa historia, ale w sumie... czy ich spotkania były typowe? Żadne nie było, no może to pierwsze w jego gabinecie, ale kolejne w burdelu w Quebec? Albo u alfonsa na kolacji?
- Sofia... twoja matka mogła mieć na imię Sofia? - przechylił na bok głowę przyglądając się jej - i jak się z tym czujesz Pilar, że mogłabyś ją znaleźć? - Galen to jednak z takimi pytaniami był trochę bezpośredni, ale to pewnie dlatego, że on akurat w kontaktach międzyludzkich był trochę zbrakowany, nie do końca wiedział kiedy gryźć się w język. Nie wiedział też co ludzie czują w podobnych sytuacjach, dlatego pytał.
Wstał od biurka, żeby zapisać te informacje, a kiedy Pilar się do niego zwróciła, to podniósł na nią niebieskie spojrzenie. Spodziewał się tego pytania, bo wiedział, że ona lubiła mieć wszystko na już i na teraz, brać sprawy w swoje ręce, tak jak z nim, z kontenerami.
- Nie, jest w archiwum miejskim - odpowiedział powoli na jej pytanie, a na to jej wywrócił niebieskimi oczami - nic się nie zmieniłaś, wciąż niecierpliwa - uśmiechnął się nawet do niej, a zaraz sięgnął po telefon wewnętrzny, i odezwał się do swojej sekretarki - Cindy, wychodzę na lunch, nie łącz rozmów, bo będę zajęty... I nie wiem kiedy wrócę - zakończył rozmowę, a jego niebieskie spojrzenie padło znowu na Pilar - chodź, zabierzesz mnie po wszystkim na kurczaki i będziemy kwita - mrugnął do niej jednym okiem. A zaraz skierowali się do drzwi, które przed nią otworzył. Oczywiście pewnie jutro całe biuro będzie o tym plotkować, tylko czy ktoś jeszcze kojarzył Pilar z tego, że była z policji? Czy w tym momencie była już kolejnym ślicznym gościem Galena Wyatta?
Dopiero w tej ładnej windzie Wyatt znowu się odezwał.
- A twój narzeczony nie jest zły, że tu przyszłaś Pilar? Wydaje się o ciebie bardzo zazdrosny... - oczywiście, że musiał poruszyć ten temat, zwłaszcza, że opuszczali jego biuro, a co za tym idzie wkraczali na nieco mniej oficjalną przestrzeń. I Galen chyba tak się też poczuł, mniej oficjalnie, bo przysunął się do Stewart bliżej, tak, że z powodzeniem mogła czuć mocny zapach jego perfum, pewnie trochę znajomy, bo on miał swój ulubiony zapach - też bym był zazdrosny o taką kobietę - powiedział trochę bezczelnie i tak też podniósł na nią spojrzenie. Wyzywająco. Bo przecież Galen nigdy nie ukrywał tego, że mu się podobała. Na szczęście drzwi windy otworzyły się na jakimś niższym piętrze i ktoś się do nich dosiadł. Wylądowali jeszcze bliżej siebie, ale przynajmniej Wyatt nie mógł już sobie pozwolić na takie zaczepki. Nie w tej chwili.
Kiedy winda zatrzymała się na dole, to został im do pokonania jeszcze tylko ten wielki, przestronny hol, gdzie wszyscy oglądali się za nimi, bo przecież szła w towarzystwie tego Galena Wyatta i już byli przed budynkiem, tylko, że... Galen wcale nie kazał przyprowadzić swojego Porsche, więc musieli jednak iść na ten mistyczny parking, o którym Wyatt słyszał, ale nigdy tam nie był. No chyba, że Pilar parkowała gdzieś przed budynkiem?

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 5:05 pm
autor: Pilar Stewart
Oczywiście, że pamiętała.
Pamiętała aż za dobrze tego jego siniaka, którego nabił mu Miles. Faktycznie był po drugiej stronie, wcześniej nawet nie zwróciła na niego uwagi. Skinęła głową na jego pytanie, chociaż kiedy zapytał o jej narzeczonego i jego limo pod okiem, Pilar prychnęła delikatnie.
Nic nie widać — stwierdziła zgodnie z prawdą, ale to przecież wiązało się też z tym, że skóra Madoxa była już przyzwyczajona do takich uszkodzeń ciała. Dostawał średnio raz na tydzień, kiedyś pewnie jeszcze częściej i po prostu miał o wiele bardziej zahartowaną skórę. Nie wystarczyło byle jakie uderzenie, żeby zrobić mu krzywdę, chociaż… — Ale mówił, że zabolało — dodała po chwili, łapiąc błękitne wciąż hipnotyzujące spojrzenie Wyatta. — Czyli jednak czegoś cię nauczyłam — musiała to wtrącić, no kurwa musiała. Przecież nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła, tak samo jak Galen nie byłby sobą, gdyby wcześniej jej nie zaczepił. Jak mogło być inaczej, kiedy oni na tej bezczelności i bezpośredniości zbudowali całą swoją relacje?
I zaraz Galen poszedł o krok dalej i rzucił tak bezpośrednim pytaniem, że Pilar na moment po prostu podniosła na niego spojrzenie i… po prostu patrzyła. Jak czuła się z tym, że mogłaby znaleźć matkę? A co to kurwa było za pytanie? Bawił się w psychologa? Skąd ona niby miała to wiedzieć…
Dziwnie — wyznała w końcu, chociaż ta odpowiedz bardziej sama z niej wyszła, niż ona ją faktycznie przemyślała. — Nie wiem, nie chce się nakręcać, bo wiesz, może się okazać, że to tylko pusty strzał — a raczej Madox nie chciał, żeby się nakręcała. I miał racje. Przecież nawet jeśli to była ona, to z jakiegoś powodu ją oddała i przecież wcale nie musiała tego żałować. Nie można było zakładać z góry, że nie była gotowa na macierzyństwo. Może po prostu jej nie chciała. Ale i tak trzeba było to sprawdzić.
Dlatego tak nalegała na to archiwum, w nadziei, że kiedy osobiście tam pojedzie, faktycznie będzie mogła się upewnić, że wszystko jest odpowiednio sprawdzone i nikt niczego nie przeoczył. Westchnęła na wieści, że to jest w archiwum miejskim, a kiedy wytknął jej, że nic się nie zmieniła i wciąż jest niecierpliwa, od razu przewróciła oczami.
A ty bezczelny — odpyskowała, jednak po chwili lekko się do niego uśmiechnęła. — Nasze najlepsze cechy — wtrąciła, zbierając się do wyjścia i patrząc na niego przez ramie. Galen i Pilar mieli kilka obrzydliwych cech, które irytowały innych, a jednak był w tym pewien urok. Pilar lubiła ludzi bezpośrednich. Wolała zdecydowanie bardziej, kiedy ktoś walił prosto z mostu niż lał wodę. Też zresztą to praktykowała. Dlatego kiedy Cindy rzuciła im podejrzane spojrzenie, gdy kierowali się do winy, Pilar… puściła do niej oczko.
Ja zabiorę cię na kurczaczki? — prychnęła, patrząc na niego zanim wcisnęła guzik w windzie. — Chciałeś chyba powiedzieć, że to jest twoje zadośćuczynienie za to, co odjebałeś z tym telefonem — wystawiła nawet palec wskazujący, żeby dźgnąć go w pierś, ale zatrzymała się w połowie. Pewnie nie powinna. Może lepiej jak zachowają odpowiednią przestrzeń. Tylko Galen nie znał czegoś takiego jak pojęcie przestrzeni osobistej i zaraz przesuwał się do niej bliżej, aktakując swoim charakterystycznym, intensywnym, drogim zapachem jej zmysły, zagadując przy okazji o Madoxa.
Nie jest — był zły, wiedziała o tym, ale przecież nie będzie dawała Galenowi tej satysfakcji. Zadarła głowę, łapiąc jego niebieskie spojrzenie. — Bał się jedynie o to, że poprawie ci na drugim oku — żartowała? Pewnie tak, ale kto ją wiedział? Przecież była torcie walnięta, a Galen miał w rękawie naprawdę wiele argumentów, żeby wyprowadzić ją w równowagi. Chociażby tekstami o zazdrości, jednak ona akurat leżały bardzo blisko prawdy. Byli o siebie cholernie zazdrośni.
O Cherry nie byłeś — zauważyła, tym razem to ona odbijając piłeczkę i przyglądając mu się uważnie. Bardzo łatwo było to wywnioskować po sposobie, w jaki o niej mówił jeszcze kiedy byli razem. I nawet chciała dodać coś jeszcze, ale do windy wsiadło więcej osób. Pilar przesunęła się nieznacznie bliżej przycisków, ale wtedy naprawiła na dłoń Galena, która również opierała się o belkę. Złapała przelotnie jego spojrzenie, ale zaraz zabrała rękę i z głośnym wydechem opuściła windę.
Jedziemy moim? — spytała, gdy już stali przed budynkiem, a on wcale nie wezwał swojego samochodu. — Zajebiście — skwitowała i odwróciła się w jego kierunku, klepiąc go w ramię i przysuwając się bliżej. — Chodź, pokaże ci mój prezent zaręczynowy — wyszczerzyła się jak dziecko i skierowała na parking. Mogli się z Galenem przekomarzać i zaczepiać, ale akurat niepodważalnie łączyła ich miłość do szybkich samochodów. Plus Pilar chciała się pochwalić, jaki pięknyp prezent sprawił jej Madox zamiast pieścionka.
Zgadnij który — rzuciła kiedy już weszli na parking. Dookoła były same drogie samochody. Niektóre mniej inne bardziej sportowe. Gdzieś pośrodku ich wszystkich stała idealnie zaparkowana Furia Roja, ale Pilar żeby nie sugerować mu podpowiedzi, wbiła swojego spojrzenie w Wyatta. Zgadnie?

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 5:53 pm
autor: Galen L. Wyatt
Galen trochę się skrzywił, kiedy Pilar powiedziała, że u jej narzeczonego nic nie widać. No tak, ale Galen czasem zapominał, że nie każdy ma tak delikatną skórę jak on. Przecież jemu wystarczyło mocniej wbić palec w klatę, a on już miał siniaki. Chociaż na te kolejne słowa, że mówił, że zabolało, się uśmiechnął.
- Starałem się uderzyć według twoich lekcji - też musiał dodać, żeby jej myśli może zakręciły się na moment na tych lekcjach, które mu dawała, nie zupełnie ciosów.
On wrócił do tego myślami, do tego pocałunku, który był przecież tak wyczekany. Długo budowali napięcie i może ono wtedy rzeczywiście znalazłoby ujście, gdyby Pilar się z kimś nie spotykała? Pewnie tak, bo Galen już wtedy praktycznie podjął decyzję o zerwaniu ze swoją narzeczoną.
Takiej odpowiedzi na swoje pytanie się nie spodziewał. Dziwnie. Chociaż może powinien? Jak się mógł czuć człowiek z czymś takim?
- I jak to zrobisz? Zawsze się nakręcasz... - może Galen nie znał Pilar tak dobrze jak jej narzeczony, ale to akurat też zdążył zauważyć, po tym jak nakręcała się w Quebec i potem u Seeleya, wszystko by zrobiła dla sprawy. A dla takiej, która dotyczyła jej, jeszcze więcej?
Zaraz okazało się, że tak, kiedy pytała go o to archiwum, a Galen zaraz jej odpowiedział. Z tym swoim rzeczywiście może trochę bezczelnym uśmiechem?
- Zawsze... Wiesz jak mówią, bądź sobą, czy coś w ten deseń... A Galen Wyatt jest tak samo bezczelny, jak Pilar Stewart niecierpliwa - zerknął na nią z ukosa i się uśmiechnął. Ich najlepsze cechy, pewnie większość ludzi by się z tym kłóciła, ale ich rzeczywiście za to, między innymi, do siebie ciągnęło. Bo byli tacy... Inni. Ona z tym swoim narwaniem i... chaosem w jego ułożonym świecie. Odbiegł na moment gdzieś myślami, nawet nie zwracając uwagi na Cindy. Do pewnego innego ciemnookiego chaosu?
Dopiero w windzie do niej wrócił, niebieskie tęczówki utkwił w jej twarzy, a nawet uśmiechnął się delikatnie.
- Gdybyś to ty odebrała, to byłby to całkiem niezły żart, ale że odezwał twój facet, wyszło trochę... niezręcznie - i to było chyba delikatnie powiedziane. Chociaż... ciekawe jakby rozwinęła się ta rozmowa, gdyby to Stewart odebrała. Spławiłaby go od razu?
Zastanowił się nad tym chwilę, niwelując przestrzeń między nimi praktycznie do zera. On też czuł jej słodkie, znajome perfumy, ten zapach, który kiedyś często do niego wracał w myślach. A potem wydawało mu się, że zapomniał, a teraz co?
A teraz stali na przeciwko siebie... Znowu patrząc sobie w oczy.
- Nie zrobiłabyś tego - rzucił z tą wrodzoną pewnością siebie. Nie widział tego, że mogłaby go uderzyć. Chociaż gdyby przegiął... może?
Może nie powinien przeginać?
Drgnął lekko, kiedy wspomniała o Cherry, nawet się skrzywił, bo to wciąż był drażliwy temat. Co by się nie działo on nigdy z nikim nie był w tak poważnej relacji jak z Charity Marshall, i Galen nawet myślał o tym, że on może czegoś takiego wcale nie umiał stworzyć?
- Gdybym wiedział, że ona wtedy sypiała z... - urwał w takim momencie. Ale może jeszcze do tego dojdą?
Na pewno nie przy tych wszystkich ludziach, bo przecież Galen miał w sobie jeszcze trochę tego dobrego wychowania. Chociaż kiedy stanęła bliżej, kiedy ich dłonie się spotkały, to znowu rzucił jej jakieś przeciągłe spojrzenie. A tak chyba nie robią dżentelmeni w stosunku do zaręczonych kobiet?
- A czym jeździsz? - zapytał, może zapomniał, a może nie widział jej samochodu, bo zawsze jeździli tymi jego? Może zakładał, że jakimś tajniackim, policyjnym wozem? - Mogę kazać przyprowadzić Porsche - pożałował, że jednak nie przyjechał nowiutkim, czerwonym Ferrari, bo nim się jej jeszcze nie pochwalił. Ale w końcu skinął głową i ruszył za nią na parking - prezent zaręczynowy? Dostałaś samochód na zaręczyny? - oni też kupili Lambo w ramach takiego prezentu zaręczynowego, ale chyba Galen zakładał, że tylko ludzie jego pokroju robią sobie takie prezenty, ale najwidoczniej... właściciela klubu też stać.
Stanął obok Pilar między tymi zaparkowanymi wozami i obrzucił je spojrzeniem, a potem niebieskie tęczówki znowu zatrzymał na Stewart - na pewno coś sportowego... - zaczął i na wstępie odrzucił kilka większych aut - dwuosobowe - kontynuował, bo oni z Cherry od razu kupowali Lambo w SUVie, ze względu na to, że rodzina im się mogła powiększyć, ale Pilar nie wyobrażał sobie w roli matki, jakoś... nie - i czerwone, jak twój diabelski temperament - uśmiechnął się do niej, a zaraz już opierał się o maskę czerwonego Jaguara, przesunął po niej palcami - i dziki, jak ty - najpierw zerknął na samochód, a później znowu na Pilar - też bym sprezentował ci coś podobnego, tylko może... nowszy model - mrugnął do niej jednym okiem. Ale prawda jest taka, że ten był najnowszy, bo Madox też nie poskąpił i jeszcze sprowadzał go na specjalne zamówienie. Akurat pod tym względem z Galenem byli podobni, nie oszczędzali i lubili wyjątkowe rzeczy. Chociaż gust to mieli całkowicie różny. Może tylko co do kobiet podobny...
Niebieskie tęczówki odszukały jej spojrzenie.
- To co? Dasz mi się przejechać? - wystawił do niej rękę i chyba naprawę liczył na to, że da mu kluczyki.

Pilar Stewart

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 6:55 pm
autor: Pilar Stewart
Nie zrobiłabyś tego.
Nie?
Ona sama nie była pewna.
Bo gdyby miała Galena pod ręką wtedy, gdy wyszła całą ta akcja z seks telefonem, to uderzyłaby go bez najmniejszego zawahania. Ba kurwa, ona rzuciłaby się na niego jak jakaś lwica, której nie dało się poskromić. I dobra, może wielkiej krzywdy by mu nie zrobiła, ale to na pewno Madox musiałby ją odciągać. Pilar może i miała stonowany temperament w pracy, ale kiedy chodziło o Noriege… nie panowała nad sobą. A przecież biorąc pod uwagę, że on ją prawie przez to zostawił, rozszedł się z nią, naprawdę mogło nie być kolorowo. Całe szczęście ten kryzys mieli już za sobą.
Zmarszczyła brwi, gdy zaczął o tym, że gdyby wiedział, że Cherry spała z… i urwał, Pilar zmarszczyła brwi i spojrzała na niego jakoś podejrzanie. Nie miała pojęcia, że Charity go zdradziła. W sumie skąd miała wiedzieć? Przecież to nawet nie był jej problem, a oni nie rozmawiali. Chociaż z drugiej strony, patrząc na to, na co Galen był gotowy zrobić z nią na sali treningowej, chyba sam święty nie był, więc w sumie nie jej oceniać. Szczególnie, że zrobił się tłum i dopiero na parkingu mogli znowu porozmawiać.
Tym razem o samochodach, a to od razu wydało się o wiele lepszym tematem niż ich związkowe niewypały. Szczególnie ten z Cherry, który nawet jej napluł sporo krwi.
Stukot jej szpilek po parkingu odbijał się głuchym echem, kiedy kroczyła za Galenem, gdy analizował samochody. Czy myślała, że zgadnie? Miała takie przeczycia. Może i Galen nie znał jej tak dobrze, jak Madox, ale przecież wiedział, jaka była, co lubiła, w jakim kolorze najbardziej było jej do twarzy. I wcale nie był to błękit podobny do jego oczu, a kompletne przeciwieństwo.
Tak, dostałam samochód na zaręczyny — powtórzyła zaraz po nim, łapiąc jego spojrzenie. — Czemu tak cię to dziwi? Kto jak kto, ale ty akurat też lubisz sprawiać prezenty — więc powinien to doskonale zrozumieć. W końcu Galen sam z siebie podarował jej nie tylko sukienkę ale przecież też obrzydliwie drogą kolię, którą ona później sprzedała i całe pieniądze przeznaczyła na dom dziecka, w którym się wychowywała. Miał pieniędzy jak lodu i pewnie Cherry też bez problemu by taki kupił.
Słuchała uważnie, kiedy wymieniał kolejne rzeczy, jakie powinien mieć jej samochód. Niektóre były oczywiste, jak to, że był na pewno sportowy i czerwony, jak jej diabelski temperament, chociaż kiedy wspomniał, że dwuosobowe, zmarszczyła lekko brwi.
A czemu dwuosobowe? — dopytała, chociaż szczerze? Gdyby wiedziała, że jego myśli lawirowały wokół tego, że nie wyobrażał sobie jej w roli matki, pewnie wcale nie zadałaby tego pytania. — Mamy trzy psy na chacie — chciała go trochę zbić z tropu, bo przecież pieski też gdzieś muszą się wozić. Poznała mu też wymowne spojrzenie, bo przecież Pilar dogłębnie opowiadała Galenowi w Wendy’s jak bardzo chciałaby kiedyś mieć psa. Powiedziała mu nawet wtedy historie, jak uratowała jednego ze śmietnika i zatrzymała na święta, a potem płakała trzy dni, kiedy musiała go oddać. Teraz miała cała familię pisaków. A Galen za to miał świetne przeczucie, bo zaraz stanął przed Furią, opierając się nonszalancko o karoserię.
Tobie nie pasuje — stwierdziła, oczywiście znowu go zaczepiać, chowając pod powagą lekki uśmiech. — Jest za mało poważny i prezesowski — rzuciła bezczelnie, znowu sięgając dłonią do stanika, tym razem po drugiej stronie dekoltu, skąd wyciągnęła kluczyki. Ah kobiety. Nigdy nie wiadomo, gdzie pochowają swoje rzeczy. Dobrze, że jeszcze telefonu nie miała ze sobą, bo chyba zostałyby jej już same niezbyt wygodne miejsca na przechowywanie. Wbiła w niego intensywne spojrzenie, gdy zapytał, czy może się przejechać, a potem spuściła je na niego wyciągniętą dłoń. Zastanowiła się. Normalnie nie miałaby nic przeciwko, żeby dać mu prowadzić, wiedziała, że był dobrym kierowcą, ale przecież obiecała Madoxowi, a dalej tego nie zrobił. Nie mogło być tak że jej były-niedoszły siądzie za kółko przed jej faktycznym narzeczonym.
No existe tal opción nie ma nawet takiej opcji, mruknęła zadowolona, przysuwając się do niego blisko i niespodziewanie, przez co dłoń, którą miał wyciągniętą, musnęła jej ramie. A ten hiszpański, to chyba przez przypadek. Przecież nie dlatego, że zawsze mówił, że lubił, kiedy to robiła. — Dzisiaj jesteś passanger princess — uśmiechnęła się do niego i zaraz prawie przywarła do niego ciałem, ale to dlatego, że chciała sięgnąć drzwi, które on po części zasłaniał. Oblokowała auto i pchnęła go lekko, żeby się przesunął. — No już. I pasy zapnij — rzuciła jeszcze łapiąc jego spojrzenie nad dachem. Chcąc nie chcąc przypomniała sobie jak wylądowała na jego kolanach, kiedy nie umiał się zapiać po pijaku. Przetrawiła to jednak jednym, głośniejszym westchnięciem i załadowała się do środka. Wbiła w nawigację archiwum miejskie i wsadziła kluczyk do stacyjki.
Jak dużo czasu masz na ten pseudo lunch? — spytała po chwili, powoli wyjeżdżając z parkingu i rozglądając się na boki. — Bo jak wystarczajaco to pojedziemy dookoła, autostradą — spojrzała na niego wymownie. Oczywiście, że chciała mu pokazać jak piękną prędkość wyciskała Furia Roja. Kochała to auto całym sercem i była z niego zajebiście dumna, dlatego chciała się nieco pochwalić. Tak jak on zawsze swoimi samochodami.
A ty? — zaczęła tajemniczo, dołączając się do ruchu drogowego. — Masz kogoś? — czy to pytanie kręciło się gdzieś w jej głowie już od momentu, w którym go zobaczyła? Przypomniała sobie o nim? Może. Bo przecież wciąż cała do niego sentyment. I chociaż przez jakiś czas na kilka dni go znienawidziła, to jednak zawsze chciała, żeby był szczęśliwy i życzyła mu jak najlepiej.

Galen L. Wyatt

history likes to repeat itself

: pt cze 05, 2026 7:54 pm
autor: Galen L. Wyatt
Galen lubił sprawiać prezenty, najczęściej bardzo drogie.
A biorąc pod uwagę jego miłość do sportowych samochód, i tę Stewart, to w sumie musiał przyznać, że to był pewnie idealny prezent. Tyle tylko, że zwykli ludzie to pewnie na zaręczyny dawali sobie kwiaty, a nie sportowe fury.
Ale Galen akurat mógłby dać auto. Miał dostać nawet takie od Cherry na gwiazdkę i przez moment o tym pomyślał, że to wszystko miało zupełnie inaczej wyglądać. I może on teraz też już by był po swoim wielkim, królewskim weselu, gdyby nie okazało się, że Cherry wbiła mu nóż w plecy.
A może w serce? Bo przecież on przy niej miał też ten cały zawał. Teraz się pilnował, żył zdrowiej, dużo ćwiczył, wyniki miał dobre, ale wciąż musiał uważać, bo przecież ciążyła nad nim choroba genetyczna, odziedziczona po matce wywłoce.
- A potrzebne ci większe Stewart? Zamierzasz powiększyć rodzinę? - uniósł brew odnosząc się do tego dwuosobowego samochodu. Ale na jej kolejne słowa się uśmiechnął - trzy psy? Naprawdę masz trzy psy? - trochę nie mógł w to uwierzyć, bo kiedyś rozmawiali o tym, że oni raczej nie byli odpowiednimi osobami do posiadania psa. Ani on, ani ona. A Galen też lubił psy, ale by się nie zdecydował, za mało czasu spędzał w domu, a tu proszę Pilar Stewart miała trzy psy. Ciekawe.
Ciekawe też było to, że Galen tak łatwo trafił, ale w zasadzie jego wozy też do niego pasowały, każdy jeden. A do Pilar pasował czerwony Jaguar.
A zaraz ona oznajmiła mu, że do niego jednak nie.
- Zdziwiłabyś się... Kupiłem sobie czerwone Ferrari, i podobno wyglądam w nim świetnie - co prawda nikt mu tego nie powiedział, bo jednak kobiety, którymi ostatnio interesował się Galen nie miały takiej zajawki na sportowe fury jak Wyatt - co tam jeszcze chowasz? - zapytał, kiedy wyjęła ze stanika kluczyki spuszczając znowu spojrzenie na jej biust. A zaraz wyciągał rękę po kluczyki, tylko okazało się... że Galen Wyatt wcale nie dostanie tego, co chciał. Nie dzisiaj. Aż przewrócił tymi niebieskimi ślepiami.
- ¿Por qué? Estoy conduciendo bien, agente de policía - dlaczego? Przecież dobrze prowadzę pani policjant, odpowiedział jej po hiszpańsku, ale ten Galena nie miał tego specyficznego akcentu, był jakiś sztywny - najwyżej wlepisz mi mandat... - mruknął kiedy się do niego przysunęła, a zaraz się uśmiechnął, na tą passanger princess, Galen w sumie miał coś z księżniczki. Dużo.
Przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, kiedy prawie się o niego oparła, nie odsunął się nawet na milimetr, ale też nie wyrwał do niej, pozwolił jej sięgnąć do drzwi tuż przy jego boku.
- Tak jest pani policjant - rzucił i wsiadł do samochodu, a zaraz... szarpnął pas zbyt gwałtownie. Ale tym razem zrobił to specjalnie - jednak z tymi pasami to też się nigdy nie nauczę... - tak Galen. W co ty grasz?
W swoje gierki.
- Ile chcę, nie wiem Pilar czy wiesz, ale... to ja jestem prezesem Northex Industries - parsknął odwracając się w jej kierunku. Poprawił marynarkę, której jeden guzik miał odpięty - to wersja R, prawda? - przesunął palcami gdzieś po desce rozdzielczej, a potem oparł je na czerwonej skórze - jakieś 3,5 sekundy do setki i maksymalna pewnie coś koło 300? - Galen trochę znał się na samochodach, zwłaszcza tych sportowych - to pokaż na co go stać - zgodził się z tą trasą przez autostradę. Akurat... pięknym kobietom i szybkim samochodom, Galen nigdy nie potrafił odmówić. A tu miał dwa w jednym.
Na to jej a ty, znowu niebieskie spojrzenie przeniósł z drogi na nią. Uniósł jedną brew. Miał jej coś powiedzieć o tych swoich samochodach?
Tego pytania, czy ma kogoś, się nie spodziewał. Nawet zerknął na jedną krótką chwilę gdzieś za okno, zanim znowu niebieskie tęczówki zatrzymały się na jej profilu.
- Nic poważnego, wiesz jaki jest Galen Wyatt, ciężko mu się zdecydować - bo przecież z nią też tak było. Zawahał się w tej jednej chwili, a później co? Później już nie dostali drugiej szansy. Teraz też tak było, że on jednocześnie umawiał się z Peach, a przy tym myślał o Majce, jedna była taka jak on, a druga zupełnie inna, a Galen naprawdę nie umiał się zdecydować. Chociaż rozum podpowiadał mu, żeby szedł w to, co znał. A serce... ono ciągnęło do chaosu? Do tej odrobiny nieprzewidywalności.
Westchnął.
- Po tobie też nie spodziewałbym się zaręczyn Pilar. Nie wiedziałem, dopiero to tak jakoś wyszło podczas rozmowy z Patelem - zerknął na nią z ukosa, a zaraz spojrzał na drogę, która ginęła pod kołami samochodu - nie byłaś... pewna, kiedy ostatnio się spotkaliśmy, a teraz przyjęłaś pierścionek - jakoś odruchowo zerknął na jej dłoń w poszukiwaniu jakiegoś diamentu, bo Galen przecież oświadczał się rodowym klejnotem Wyattów - teraz jesteś pewna? - zapytał znowu przesuwając niebieskie spojrzenie po jej twarzy. Czy to zakamuflowane pytanie o to, czy on miał jeszcze jakieś szanse? Czy Galen Wyatt nigdy się nie poddaje? Chyba nie.

Pilar Stewart