Strona 1 z 1

who's the big bro now?

: czw cze 04, 2026 11:54 pm
autor: Aiden O'Cahallan
002.
Nie zapominał o ludziach, ale zdarzało mu się obiecywać spotkania, które przekładał z dnia na dzień, z tygodnia na kolejny tydzień. Czy był okropnym bratem, skoro właśnie takie zaniedbanie uczynił wobec własnej siostry? Usprawiedliwiał się faktem, że był z nią w stałym kontakcie, wiedział, jakie miała plany, dawała mu życiowe aktualizacje przy ekspresie do kawy w biurze — no i właśnie, razem pracowali. Widywał ją praktycznie że codziennie, więc naocznie był w stanie stwierdzić, że żyje i ma się dobrze, a jeśli stan rzeczy wymagał ingerencji, to wbijał na jej lunch, żądając szczegółowych informacji. Mieli naprawdę bliską relację, za którą był wdzięczny. Mógłby stwierdzić, że czasami zapominał, że oprócz bycia jego przyjaciółką, była także jego siostrą…a chwilę później palnie coś głupiego, przypominając mu, że dodatkowo dzierży rolę denerwującego, młodszego rodzeństwa.
Na wyjściu z biura przypomniał jej o swojej dzisiejszej wizycie, aby uczcić piątek i po ciężkim dla wszystkich tygodniu, wyłączyć umysł i zrobić maraton gier. O jak dawno nie mieli czasu, w którym mogli spotkać się i pogapić w ekran, rozmawiając na błahe tematy, a czasami nawet milcząc przez skupienie, aby skopać sobie nawzajem tyłki. Dzisiaj miał ogromną chęć na rywalizację i był przekonany, że skoro w tym tygodniu szczęście mu dopisywało i świętował wygraną sprawę, to dzisiaj również będzie mógł nieco pognębić siostrę, chełpiąc się swoją wygraną w jakiejś zręcznościówce. Wpierw trzeba było osłodzić jej życie i przygotować na przegraną — zaopatrzył się w ciastka kokosowe, a po drodze do kasy przeszedł przez alejkę z żelkami, gdzie zgarnął jeden z jej ulubionych rodzai, a potem dobrał dwa inne, jakieś nowe, aby przy okazji przetestować nowości. Wina, chipsy i po pół godzinie był pod jej drzwiami, w wygodnym dresie i prowiantem.
— Mam jakiś nowy, powalony smak żelków na próbę. A ciastek nie było — rzucił od progu, wchodząc do kuchni, aby odłożyć torby na blat, po czym wyjął pierwszą słodycz, a następnie drugą, której teoretycznie miało nie być; ale kim on był, żeby sprawiać jej zawód? Jeśli te diabelskie kokosanki wyprzedałyby się w jednym sklepie, to z pewnością pojechałby do kolejnych trzech, byle je dostać. — Żartuję, oczywiście, że były — odpowiedział, prezentując swoją zdobycz i po rozpakowaniu całej siaty, odłożył gdzieś ją w kąt. Rozgościł się jak w swojej kuchni — wyjął kieliszki, wygrzebał z zamrażalnika lód do ciepłej butelki wina, a drugą grzecznie schował, żeby była smaczniejsza na później. — Co mi powiesz, rudzielcu? Dzisiaj byłaś zabiegana jak nigdy, aż zdażyłem się stęsknić — zauważył, przesuwając po blacie zapełniony kieliszek w jej stronę, zaraz jednak zreflektował się i cofnął rękę, nim zdążyła go zabrać. — Jadłaś coś w ogóle? — zapytał, rzucając jej podejrzliwe spojrzenia, aby uruchomić swój wykrywacz kłamstw na wypadek, gdyby chciała go oszukać.

ulubiona ruda persona

who's the big bro now?

: sob cze 06, 2026 3:48 pm
autor: eleanor o'cahallan
Fajnie było mieć starszego brata, serio.

Aiden był dla niej oparciem, odkąd... pamiętała. Dosłownie. Przecierał jej szlaki na każdym możliwym kroku - najpierw w szkole, gdzie gonił chłopaków strzelających z gumek recepturek w jej rude warkocze, potem na studiach, kiedy podrzucał jej swoje stare notatki z prawa karnego, aż w końcu w Phillips & Gardner LLP, gdzie pomógł jej zaaklimatyzować się w korporacyjnym środowisku. Zawsze mogła na niego liczyć - nieważne, czy chodziło o pomoc w nauce, czy krycie przed rodzicami po jednej z pierwszych nakrapianych imprez. To do niego zadzwoniła o trzeciej nad ranem, gdy na pierwszym roku studiów zatrzasnęła klucze w mieszkaniu, i to on bez mrugnięcia okiem przyjechał na drugi koniec Toronto z zestawem ślusarskim. Mieli niesamowitą, bliską więź, choć oczywiście, jako młodsze rodzeństwo, Ela uważała za swój święty obowiązek regularne denerwowanie go i testowanie granic jego cierpliwości.

Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. No, nareszcie! Od razu rzuciła telefon na kanapę i zerwała się do przedpokoju. Znalazła nawet chwilę na przejrzenie się w lustrze, lol - miała na sobie swój ulubiony, brązowy dres, a włosy spięła w luźny, niesforny kok. Przekręciła klucz i otworzyła drzwi, przepuszczając Aidena w drzwiach i rzucając ciekawskie spojrzenie w kierunku toreb, które miał ze sobą. Mam jakiś nowy, powalony smak żelków na próbę. A ciastek nie było. Cooo? Zmarszczyła brwi i jęknęła, zamykając drzwi z powrotem. - Cooo? Jak to nie było ciastek? - jęknęła, po czym zaczęła dreptać za bratem krok w krok do kuchni i zaglądać mu przez ramię prosto do siatek. Kurde, naprawdę miała wielką ochotę na te ciastka... BYŁA BARDZO ROZCZAROWANA, NO. No i nagle Aiden wyjął z torby zarówno żelki, o których mówił, jak i kokosanki, których teoretycznie miało nie być. Ela odetchnęła z ulgą - KOKOSANKI! - ale nie zamierzała mu odpuścić. - Uch, Aideeeen, no weź! - zawołała Elka, dając bratu kuksańca w bok. Jak śmiał żartował z braku ciastek? I to KOKOSANKOWYCH? Oh, please! Mimo wszystko na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, bo to, że pamiętał o jej ulubionych słodyczach i bezbłędnie trafił w smaki żelków, było cholernie urocze.

Podczas gdy Aiden z absolutną swobodą zajął się rozlewaniem wina, wyciąganiem kieliszków i kombinowaniem lodu z zamrażalnika, Ruda wyciągnęła z szafki dużą miskę, otworzyła z głośnym trzaskiem paczkę chipsów i przesypała je do środka, podjadając jednego po drodze. Co mi powiesz, rudzielcu? Dzisiaj byłaś zabiegana jak nigdy, aż zdążyłem się stęsknić. - Nawet mi nie mów o dzisiejszym dniu, to był jakiś koszmar - zaczęła, po czym wskoczyła na blat i usadowiła się na nim wygodnie. - Claire kazała mi przeszukać całe archiwum i zrobić research do tej nowej sprawy ubezpieczeniowej. Spędziłam cztery godziny, ślęcząc nad dokumentami. Myślałam, że tam oszaleję... A jak twój dzień? - wyjaśniła i spytała mimochodem. Automatycznie wyciągnęła rękę po napełniony przez brata kieliszek, który akurat wysunął w jej stronę, ale Aiden... po krótkim namyśle cofnął dłoń?! Zmarszczyła brwi i posłała mu groźne spojrzenie. WHY? Jadłaś coś w ogóle? Przekręciła oczami. - Zjadłam... - urwała, próbując sobie przypomnieć, co dzisiaj właściwie zjadła. Kurczę, wyglądało na to, że obiad wyleciał jej z głowy przez te nieszczęsne papiery. - Hm, dwie kawy i kawałek ciasta. Penny z księgowości miała urodziny, przynieśli wielkie blachy do socjalnego. Złożyłeś jej w ogóle życzenia? Bo jak nie, to masz u niej gigantycznego minusa - powiedziała i pokiwała mu palcem przed nosem z głupim uśmiechem na twarzy. Po chwili jednak porzuciła temat Penny i spojrzała na brata błagalnym, niemal płaczliwym wzrokiem, wyciągając obie dłonie w stronę trzymanego przez niego szkła. - Nooo, Aiden, weź mi daj to wino, później coś zjem - poprosiła naprawdę ładnie. Jak na nią. - Zagramy w Overcooked? - wypaliła chwilę później, bo Ela najpierw mówiła, a dopiero potem myślała, a nie chciała, żeby ta konkretna myśl jej uciekła, okej?

𝒷𝒾𝑔 𝒷𝓇𝑜𝓉𝒽𝑒𝓇