Strona 1 z 2

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 1:51 pm
autor: teddy darling
053.

Od kilku dni nosiła się z zamiarem zaproszenia April do remizy. Nie po to, żeby odebrała ją po pracy ani nawet nie po to, żeby pochwalić się nowym, wypasionym sprzętem, który pojawił się ostatnio w jednostce. Miała znacznie lepszy pomysł! A przynajmniej tak jej się wydawało. Zaproponowała narzeczonej, żeby wpadła w sobotę na mecz. Mówiąc mecz, oczywiście nie miała na myśli niczego profesjonalnego. Żadnych pucharów ani trybun pełnych kibiców. Po prostu kilka godzin na sali treningowej przy remizie, gdzie strażacy regularnie organizowali koszykarskie rozgrywki. Czasem nawet przypominało to sport, choć częściej grupową próbę wzajemnego pozabijania się łokciami.
Teddy lubiła atmosferę zdrowej rywalizacji, przekleństwa rzucane przez pół boiska i możliwość spędzenia czasu z ludźmi, którym ufała nie tylko podczas gry, ale przede wszystkim podczas pracy. Podejrzewała jednak, że dla osoby pracującej w marketingu obserwowanie grupy strażaków biegających za piłką może nie być najbardziej ekscytującym sposobem na spędzenie wolnego wieczoru. Mimo to bardzo chciała, żeby Finch przyszła. No i zapewniła ją, że będzie fajnie, a przecież Darling nie ciągnęłaby jej nigdzie, gdzie fajnie nie będzie. Wprawdzie ich aktywności znacznie się różniły - April miała swoje gry wideo i sesje RPG, a strażaczka wolała jeździć na motocyklu i pocić się na siłowni - ale miały też kilka wspólnych rzeczy, przy których lubiły spędzać czas w podobny sposób. Jakich dokładnie? Jakieś na pewno by się znalazły! Na przykład lubiły razem oglądać durne reality show, a to już niewątpliwie coś!
Stała przy linii bocznej i rozciągała nogi, opierając się dłońmi o kolano. Potem przeszła kolej na kilka skrętów, wymachy ramionami i krótkie podskoki, żeby rozruszać stawy. W tle chłopaki już zaczynali się przepychać o pierwsze rzuty i ustalać zasady, które i tak miały przestać obowiązywać po pierwszych dwóch minutach gry.
Finch! — zawołał Jett, podnosząc wysoko rękę i pomacha nią w kierunku drzwi. — Jak dobrze, że jesteś! Brakuje nam jednego zawodnika, bo Secada wziął swojego brata — wskazał na nieco niższego Azjatę, który stał obok Erika. Miał na imię Kirk. Erik i Kirk. Rodziców poniosła fantazja, zupełnie jak w przypadku pani Johnson, która dała swoim bliźniakom różne daty urodzenia. — Potrzebujemy cię. Naprawdę! Nie możesz nas zawieść — Donovan nie wyglądał tak, jakby zamierzał ustawić. — Trzy na cztery to chuj nie gra — westchnął ciężko, przez co oberwał od Teddy w potylicę.
Cześć, Ślicznotko — powitała ukochaną, łącząc ich usta w krótkim, ale słodkim pocałunku. — Może chcesz z nami zagrać? Faktycznie brakuje nam jednego zawodnika. Mam szorty i koszulkę w torbie — zachęcająco wskazała głową na leżące na ławce rzeczy. Właściwie to brakowało im dwóch graczy, bo w koszykówkę grało się piątkami, ale czwórki brzmiały zdecydowanie lepiej niż trójki. No i wtedy będą mogli pograć na całym boisku, a nie tylko na połowie, gdzie wrzuca się piłkę do jednego kosza. Jeśli April wyrazi chęci, Darling będzie skłonna się na to zgodzić. Pod warunkiem, że narzeczona będzie nietykalna i chłopaki z jednostki nie zapragną jej połamać. To nie był zbyt delikatny sport, chociaż wciąż nie tak kontaktowy i agresywny jak hokej czy rugby.

zatrzymuję cię w głowie, tylko ty przynosisz ogień

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 4:17 pm
autor: April Finch
41
Oglądanie zapoconych chłopów biegających za piłką nigdy nie należało do jej ulubionych rozrywek. Nie żeby z kobietami było skrajnie inaczej! Damskie spory też niespecjalnie ją bawiły. Mogła od czasu do czasu obejrzeć jakiś mecz dla towarzystwa, czemu by nie. Potrafiła się wkręcić. Wybierała sobie drużynę, której będzie kibicować, na podstawie własnych widzimisię i stawała się kibicką numer jeden, która daje z siebie wszystko. Ale żeby to robić raz w tygodniu? Albo nawet częściej? Bez przesady! Przecież tam się ciągle działo to samo. Nie była też fanką zbyt częstego pocenia się. Aktywny wypoczynek był super, ale żeby tak z własnej woli pięć razy w tygodniu wypacać się na siłowni? To zdecydowanie nie w jej stylu. Nie były w stanie pod tym względem perfekcyjnie się uzupełniać, choć April i tak zawsze cieszyła się, gdy miały jakąś okazję wspólnie spędzić czas bardziej w stylu pasującym do Darling. Dlatego zgodziła się wpaść bez wahania.
Była święcie przekonana, że będzie dzisiaj głównie obserwować. Przygotowała się na kibicowanie – choć było jej obojętne, za kogo będzie trzymać kciuki. Wcale nie było powiedziane, że jej drużyną stanie się ta, w której będzie grała Teddy! Chciała pozostawić decyzję na ostatnią chwilę, wyczuć vibe obu teamów i zobaczyć, w co będą ubrani. To przecież były bardzo ważne rzeczy. Cieszyła się również na możliwość bezkarnego wgapiania się w narzeczoną. A już w ogóle nie mogła się doczekać, aż po wszystkim zaciągnie ją pod prysznic! Słowem – była naprawdę podekscytowana, gdy wchodziła do jednostki.
— Donovan! — odkrzyknęła, bo najwyraźniej tak się tutaj witało serdecznych przyjaciół. Nie miała zamiaru jednak skupiać się wyłącznie na ich bezsensownych zawołaniach, musiała wprowadzić tu nieco więcej ciepła i miłości. Podeszła do każdego z chłopaków i przytuliła ich mocno. Przywitała się również z Kirkiem i nawet udało jej się nie roześmiać oraz nie wypowiedzieć na głos wszystkich żartów, jakie przyszły jej do głowy na jego temat. Pełna kulturka.
Ja mam z wami grać? Wy widzieliście kiedyś mecz koszykówki w ogóle? — Spojrzała na wszystkich z rozbawieniem. Nikt jednak nie wyskoczył z balonami i nie zapewnił jej, że to tylko durny prank. Nawet narzeczona zachęcała ją do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu. Do Finch dotarło, że mówią całkowicie poważnie. Wtedy nieco się zmartwiła. Spojrzała na te wszystkie wielkie chłopiszcza, wokół której miała biegać z piłką. Przecież oni ją zniszczą. Tyle z niej będzie, tu się zakończy jej żywot, umrze jako stara panna, jak słowo daję. Cichy głos wewnątrz namawiał ją jednak do złego. Chciała spróbować. Nie, inaczej. Chciała zaimponować Teddy, a przecież nie znajdzie na to lepszej metody niż mierząc się z jej kolosalnymi kolegami.
— No dobra, niech wam będzie. Ale nie płaczcie potem, jak was rozkurwię — poprosiła, uśmiechając się słodko. Przyjęła z wdzięcznością koszulkę i spodenki od partnerki i zniknęła na moment, żeby się przebrać. Schowana wśród szafek znowu zaczęła zdawać sobie pytania, po co ona właściwie to robi. Czy w jej testamencie na pewno wszystko było właściwie spisane? Bardzo dawno go nie aktualizowała. Ojciec byłby zawiedziony. Cóż, był tak czy siak. Cholera, zawsze chciała pojechać do Tokio i na safari. Nie uda jej się przed śmiercią zobaczyć słonia w naturalnym środowisku? Bardzo słabo.
— Będziemy przeciwko sobie? — zapytała, stając wreszcie obok Teddy już przebrana i ze związanymi włosami. Wypięła pierś do przodu, starała się wyglądać totalnie nonszalancko. Taki układ wydawał się jej najbardziej uczciwy w kwestii rozkładania sił między drużynami.

Dla niej mogę nawet drugi raz zajść do lewka I chuj, że kasjerka krzywo na mnie zerka

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 5:12 pm
autor: teddy darling
Dobrze, że April zdążyła wyprzytulać tych chłopów, zanim porządnie się zgrzali, a ich koszulki zaczęły przypominać mokre szmaty nadające się tylko do wyżymania. Po kilku minutach gry każdy z nich będzie już w stanie, który raczej nie zachęcał do bliższego kontaktu. Przynajmniej na razie zaoszczędzili Finch przykrych zapachów, z którymi Teddy miała styczność każdego dnia w szatni. Na szczęście przez lata pracy w środowisku zdominowanym przez mężczyzn zdążyła się przyzwyczaić do rzeczy, które dla innych mogłyby być problematyczne. Nie robiły na niej większego wrażenia ani zapachy, ani widoki. Podejrzewała nawet, że miała okazję zobaczyć więcej przyrodzeń niż niejedna, heteroseksualna kobieta.
Wzrost to nie wszystko! — wtrącił Darnell, który wyłonił się znienacka zza pleców Jetta. Łatwo powiedzieć to komuś, kto miał prawie dwa metry. Wśród nich najniższy był Secada, a i tak miał przeszło metr osiemdziesiąt. — Liczy się też szybkość. A ty wyglądasz na zwinną — pokiwał głową, jakby April miała kozłować piłkę, prześlizgując się między ich nogami. Mogła być Lolą, ale to nie był Kosmiczny Mecz.
Jest bardzo zwinna — przytaknęła natychmiast Teddy, wciskając narzeczonej swój zapasowy komplet ubrań sportowych. — Nie zapomnij zdjąć biżuterii — dodała z myślą o pierścionku i kolczykach, i co tam jeszcze aktualnie nosiła. — Jak powybijasz sobie palce, to spuchną i potem trzeba będzie użyć obcinaka ręcznego z piłą tarczową — ostrzegła, co nie było chyba zbyt dużą zachętą. Nie chciała jej zastraszać, ale lojalnie uprzedzić, że takie rzeczy się zdarzają. Kto wymyślił powiedzenie, że sport to zdrowie, był nieźle jebnięty.
Kiedy April poszła się przebrać, strażaczka od razu zwróciła się do chłopców z prośbą, żeby łaskawie nie staranowali jej kobiety. Byłoby naprawdę miło, gdyby tym razem zachowali odrobinę kontroli nad własnymi kończynami i nie doprowadzili do sytuacji, w której narzeczona Darling kończy mecz z podbitym okiem albo w zderzeniu z parkietem. Finch sięgała im mniej więcej do połowy ramienia, co w praktyce oznaczało, że znajdowała się idealnie na wysokości uniesionych łokci. A przy ich podejściu do rywalizacji wystarczyła chwila nieuwagi, żeby ktoś przypadkiem wpadł na nią w trakcie walki o piłkę. Oczywiście kumple przyjęli to wszystko do wiadomości, przysięgając na własne matki, że będą ostrożni jak nigdy.
Oczy jej rozbłysły na widok ukochanej, która tak dobrze prezentowała się w jej ciuchach. Zawsze wyglądała perfekcyjnie we wszystkim, a najlepiej bez niczego, jednak trochę za duży t-shirt, zbyt szerokie szorty i świadomość, że ubrania należały do strażaczki, dodawały jej jeszcze więcej seksapilu.
Tak, gramy przeciwko sobie. W drużynie masz jeszcze Jetta, Jamala i starszego Secadę — poinformowała, bo Blaze właśnie tak rozdzielił składy i wszystkim to wstępnie odpowiadało. Rozegrają pierwszą kwartę i zobaczą, gdzie ich to zaprowadzi. A jeśli okaże się, że któraś z drużyn dostaje sromotny wpierdol, to najwyżej jakoś się pomieszają. — Znasz zasady? Wiesz w ogóle, jak wygląda piłka? — zażartowała, chwytając April za materiał koszulki. Przyciągnęła ją do siebie i skradła pocałunek.
Ej, co jest! — oburzył się Donovan, wyrzucając ręce w powietrze. — Co to za rozpraszanie mojej zawodniczki? — bezceremonialnie wparował między nie i odsunął Finch na drugą połowę boiska. — Ty się skup, zamiast patrzeć jej na dupę. Musimy to wygrać, bo później nie da nam żyć — powiedział poważnym tonem, bardzo poważnie traktując ten mecz. Co z tego, że grali o pietruszkę, skoro w słowniku Jetta nie istniało słowo przegrana.

jest naprawdę spoko foko, masz luzik vibe

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 7:05 pm
autor: April Finch
Nie miała zamiaru nawet dyskutować z Darnellem, bo jego argument był wyjątkowo durny. Wiadomo, że wzrost to nie wszystko, ale oni byli jeszcze od niej dużo szersi. I w ogóle jacyś tacy... nieporęczni. Nawet Teddy wyraźnie się między nimi wyróżniała jako kobieta, a co dopiero taka Finch, która nie dość, że była kurduplem, to jeszcze nie miała nawet porządnie wyrzeźbionych ramion. Rozważała nawet przez chwilę przemykanie im pomiędzy nogami, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Wystarczyłoby, że raz by źle wymierzyła i zahaczyła głową o coś, z czym nigdy nie chciała mieć niczego wspólnego, by musieli ją wieźć na SOR. Miała nadzieję, że nie zepsuje w taki sposób zabawy. Nie chciała doznać ani obrażeń psychicznych, ani fizycznych. Już tyle razy w życiu zrobiła z siebie sierotę obrzyganą przy Teddy, że wystarczy. Teraz pójdzie super.
— Rzuca się do kosza przeciwników, nie można za długo biec z piłką bez odbijania i nie wolno walić po jajach, chyba że się któryś prosi, to wtedy trzeba? — wyrecytowała zasady, uśmiechając się szeroko. Właściwie wcale nie żartowała. Znajomość tej gry nie sięgała dużo dalej niż to, co wymieniła. Ze szkoły nie pamiętała na temat koszykówki absolutnie niczego, a przecież nie spędza wieczorów na oglądaniu sportu w telewizji. Grała kiedyś z kumplem w NBA 2K na konsoli, ale tam wyczuwała zasady na czuja i raczej dostawała wpierdol. Ale co tam, jakoś to będzie! Przecież to tylko durny sport, nie mógł być zbyt skomplikowany, nie?
Jęknęła zawiedziona, gdy Jett odsunął ją od narzeczonej, zanim zdążyła skraść jej jeszcze kilkanaście pocałunków albo chociaż złapać ją za dupę. Już miała wrażenie, że ktoś tu nie gra fair play i zdecydowanie był to Donovan. Rozumiała jednak, o co mu chodzi. Słyszała, że bokserzy nie uprawiają przed walką seksu, żeby wychodzić na ring bardziej nabuzowanymi, więc może to działało podobnie?
— To jest akurat bardzo dobry pomysł, kapitanie — szepnęła, gdy zmusiła Donovana gestem, by nieco się się do niej nachylił. To mogła być ich tajna broń! Rozproszenie April nie byłoby trudne, wiadomo. Ale czy rozproszona Finch to w ogóle będzie jakaś strata dla drużyny? Czy ktoś w ogóle zauważy różnicę? Niekoniecznie. Ale za to rozproszona Teddy – to już porządna strategia. Postanowiła jednak zachować to na później. Na jakiś krytyczny moment, gdy będą wykonywać ostatni rzut, a piłka będzie lecieć w zwolnionym tempie jak na filmach... bo przecież na żywo też tak jest, prawda? Prawda?
— Ostrzegam, że pierwszemu, który mnie sfauluje, odgryzę fiuta — zawołała głośno, żeby wszyscy zawodnicy ją usłyszeli. Wsparła dłonie na biodrach i znów uśmiechnęła się szeroko. Uśmiechała się, ale w oczach miała coś, co Darling bez problemu była w stanie rozpoznać. To nie był wyłącznie żart. Jak Finch się na coś uprze, to przecież tak jest. Potrafiła przegrywać, ale w uczciwym pojedynku. Nie da sobą pomiatać tylko przez to, jaka była nieprzystosowana fizycznie. Ustawiła się z tyłu, bo przecież na pewno nie będzie tą, która powinna zaczynać grę od pola. Przeciągnęła się kilka razy stojąc w miejscu, modląc się w duchu, by nic jej zaraz nie strzeliło w kręgosłupie. Na szczęście nic takiego się nie stało, była przecież całkiem rozciągnięta. Ewentualny szpagat jej chyba w meczu nie pomoże.

I lubię to, że lubisz moje głupie żarty I nie mówisz jak barbie, bardzo mi miło

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 8:05 pm
autor: teddy darling
Przy tych osiłkach każdy wyglądał na kurdupla. Nawet Teddy. Kiedyś któryś z braci Johnson (nie wiadomo który, bo do tej pory żaden nie chciał się do tego przyznać) przypadkowo pchnął ją na ścianę i Darling rozlała się na niej jak farba ceramiczna. W dodatku nabiła sobie guza wielkości dorodnej pomarańczy i była pewna, że doznała wstrząsu mózgu. Chyba przez to, że byli tacy ogromni, mieli jakieś nieskoordynowane ruchy, więc może April nie zobaczy słonia w swoim naturalnym środowisku, ale będzie miała okazję zobaczyć takie, które poruszają się jak składzie porcelany.
Jesteś taka mądra — pochwaliła ją z równie szerokim uśmiechem. Ależ jej się bystra kobieta trafiła! — Po jajach na pewno wtedy, jak któryś będzie chciał zmacać ci cycki — dodała jeszcze, stając na palcach i próbując spojrzeć na nią przez ramię Donovana, ale przecież ten to chyba miał ze trzy metry, rozmiar buta czterdzieści osiem i łapę jak bochen chleb.
Obawiała się, że Finch bez skrupułów wykorzysta jej największą słabość. Czyli samą siebie. Nie musi nawet szczególnie się starać. Wystarczy, że w odpowiednim momencie odgarnie włosy, uśmiechnie się kokieteryjni albo podciągnie koszulkę i pokaże odziane w stanik cycki, a strażaczka natychmiast zapomni, po co właściwie weszła na boisko. W ogóle jej obecność stanowiła dla Teddy wystarczające utrudnienie. Mogła bez problemu przepychać się z facetami dwa razy większymi od siebie, pracować pod presją i podejmować szybkie decyzje podczas akcji ratunkowych, a przy April nagle miała dwie lewe ręce, nogi, nerki i wszystko inne. Nawet na Hawajach nie umiała porządnie przejść pod jebaną tyczką!
Czy to znaczy, że najpierw weźmiesz mi do buzi? — zarechotał Darnell, ewidentnie myśląc, że Finch żartuje. Darling jednak wiedziała, że to wcale nie były słowa rzucone na wiatr. Mimo wszystko sprzedała bliźniakowi tak mocnego kuksańca w bok, że ten aż zgiął się w pół. Chyba się chłopaczyna trochę zapomniał. Do buzi, to Teddy mogła co najwyżej wepchnąć piłkę, która znalazła się w dłoniach Younga.
Kurwa, fuj — wzdrygnęła się jeszcze na samą myśl. Obrzydlistwo. W takich momentach przypominała sobie, jak idiotyczne poczucie humoru mieli jej koledzy z jednostki. Może jednak zapoznawanie ich z marketingowcami to kiepski pomysł?
Dobra, wszyscy gotowi? Lecimy z tym! — zakomunikował Blaze, który ustawił się na środku pola obok Donovana. Mieli walczyć o piłkę w powietrzu, ale z racji, że nie było sędziego, musiał sam ją podrzucić.
Jett okazał się nie tyle szybszy, co wyższy. Bez problemu przechwycił piłkę, zakozłował nią kilkakrotnie o parkiet i przebiegł wzdłuż linii bocznej, żeby podać do Jamala. Ten był jednak szczelnie kryty przez brata, ale żaden z nich nie przechwycił piłki, która odbiła się od stopy Darnella i wylądowała prosto w rękach Finch.
Grasz, czy będziesz tak tylko stała? — Teddy pojawiła się przy niej w tempie ekspresowym. Nie zamierzała marnować okazji. Wyciągnęła ręce, gotowa przejąć piłkę. Oczywiście najprościej byłoby po prostu złapać narzeczoną za koszulkę , ale grali przecież według jakichś zasad. Nielicznych, bo nielicznych, ale jednak. Na szczęście nikt nie zabronił odrobiny fizycznej gry. Dlatego bez większych wyrzutów sumienia naparła na nią biodrem, próbując wytrącić ją z równowagi i zmusić do ruchu. Wszystko zgodnie z przepisami! — Jeszcze ktoś pomyśli, że daję ci fory — dodała wraz z kolejnym szturchnięciem. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, Teddy już dawno próbowałaby wyrwać piłkę i pobiec na drugi koniec boiska. Ale ponieważ chodziło o April, najwyraźniej uznała, że najpierw trochę ją pomęczy.
No już, rusz się, Finch! — zawołał Donovan, który przebiegał z drugiej strony. — Zaczynam podejrzewać, że przyszłaś tu tylko po to, żeby ładnie wyglądać! — stwierdził, czekając na podanie, ale zanim zdążył wykonać kolejny krok, już miał przy sobie Younga. Koszykówka to dynamiczny sport i trzeba było reagować błyskawicznie.

nie wiesz jak mi imponuje że nie robisz min do zdjęć, wiesz?

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 9:12 pm
autor: April Finch
Spojrzała na Darnella z politowaniem. Im dłużej z nimi przebywała, tym bardziej zaczynała rozumieć, czemu większość z nich nie miała jeszcze dziewczyny. Praca w straży pożarnej nie była jedynym problemem, jaki mieli. I to w ich ramiona Teddy chciała wepchnąć jej biedną Emmę? Jak oni wszyscy się tak zachowywali na co dzień, łącznie z Jettem, to nie było żadnych szans, by April wyraziła na to zgodę. Nawet na weselu, jak będą musieli się wreszcie spotkać, to zastrzeże, że każdy, kto spojrzy choćby na dupę Burnett, będzie miał z nią do czynienia. Zawsze była jeszcze Riley, wiadomo. Przy kobiecie byłoby jej lepiej! Ale tamta to już w ogóle był tragiczny wybór, o którym nie mogło być nawet mowy. Wszyscy ci wariaci w mundurach byli skazani na samotność. Jakim cudem Teddy uchowała się jako ta normalna?
— Nadal nikt ci nie powiedział, że to, jak Secada każe ci okazywać miłość, nie jest tak naprawdę kumpelskim gestem, który wykonują wszystkie dobre ziomki? — zapytała wielce zmartwiona. Może niepotrzebnie wciągała w to bogu ducha winnego Secadę, ale trudno! To było pierwsze nazwisko, jakie przyszło jej do głowy, gdy próbowała umiejscowić sobie Darnella w szale uniesień z innym z chłopaków. Może po prostu ich do siebie ciągnęło i Finch od razu to wyczuła? Coś tam z ciągnięciem być musiało i tyle. Machnęła jednak ręką, nie chcąc się teraz z nikim przekrzykiwać w kwestii, kto, komu, gdzie, kiedy i za ile obrabia druta.
Mecz zaczął się bardzo szybko. Szybciej niż była na to gotowa. Chciała jeszcze porozglądać się dookoła i spróbować sobie przypomnieć, jakie są zasady, a nagle znalazła się w samym środku akcji! Cielska strażaków opadły z hukiem na podłogę, jeden z nich złapał piłkę, którą od razu przekazał komuś innemu. Jakim cudem więc nagle znalazła się w rękach April? Nie miała pojęcia. Złapała ją odruchowo i stanęła skołowana, nie mając pojęcia, co powinna teraz zrobić. Jakby tego było mało przed nią zmaterializowała się Teddy, a Finch aż pisnęła przerażona tym atakiem. O dziwo jednak nic się nie stało. Nikt jej nie staranował. Narzeczona dawała jej szansę zachowania minimum godności i odnalezienia głowy w grze. Finch musiała się po prostu ogarnąć. Głos Donovana nieco ją otrzeźwił.
— Oczywiście, że przyszłam tu ładnie wyglądać — odkrzyknęła, dodając sobie tym samym otuchy. Wreszcie ruszyła się z miejsca. Może nie wyglądała jak profesjonalna koszykarka, ale to nic. Właściwie to wyglądała jak postać, którą sterowała w grze zanim ogarnęła, w jaki sposób działają wszystkie klawisze. Ale parła do przodu, to musiało wystarczyć. Cofnęła się o krok, kozłując piłkę i skręciła w bok, chcąc wyminąć narzeczoną. Potrzebowała porządnej akcji na początek, żeby wreszcie uwierzyć we własne możliwości. Kątem oka spojrzała na Jamala, który próbował wyrwać się jakoś kryjącemu. Nie miała pojęcia, co się teraz robi. Najchętniej rzuciłaby piłkę w stronę sufitu, ale to byłoby durne. Zbliżyła się do Darnella, kompletnie przypadkiem stając mu na drodze w chwili, kiedy Jamal puścił się w stronę kosza.
— O, przepraszam — wyrwało jej się automatycznie, bo była święcie przekonana, że coś zepsuła. Ale nie, chwila. Chyba właśnie wywarła jakąś dziwaczną presję i zrobiła coś dobrze, dając swojej druzynie sekundę na uwolnienie się z krycia.
No podaj mu!wydarł się Donovan. Nie miała zamiaru analizować sytuację. Cisnęła piłką w stronę Jamala, licząc że do niego doleci. Pomogły w tym nieco długie nogi bliźniaka, ale się udało! Jamal złapał piłkę w biegu, zrobił dwa kroki i wyskoczył do rzutu spod kosza. April wyrzuciła ręce w górę i wydała z siebie okrzyk radości, jakby własnoręcznie wsadziła piłkę do kosza.
— Totalnie tak planowałam! — zawołała, chwaląc samą siebie. A więc na tym polegała radość ze sportu? Ej, może to jednak nie było takie skrajnie durne!

Nic nie będzie tak ciepłe jak pierwszy ogień. Wieszał mi się Messenger od twoich zdjęć

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: pt cze 05, 2026 11:53 pm
autor: teddy darling
Może żaden z jej kolegów nie był szczególnie ogarnięty, ale to naprawdę byli dobrzy chłopcy. Teddy znała ich od lat i wiedziała, że niezależnie od tego, ile głupich pomysłów potrafili wygenerować w ciągu jednego dnia, zawsze mogła na nich liczyć. A Donovan zdecydowanie należał do tych bardziej lubianych. Miał łatwość nawiązywania kontaktów i potrafił rozmawiać praktycznie z każdym. Do tego był wysoki, zadbany, pewny siebie, ale nie zarozumiały. No i nie dało się ukryć, że był zwyczajnie przystojny. Teddy nie miała problemu, żeby to przyznać, mimo że faceci interesowali ją mniej więcej tak samo jak francuskie kino. Nie była ślepa! Poza tym Jett pod wieloma względami przypominał jej męską wersję samej siebie. Może właśnie dlatego tak dobrze się dogadywali. A może dlatego, że żadne z nich nie miało problemu z powiedzeniem drugiemu, że zachowuje się jak debil.
Oczywiście, że cięta riposta April wywołała salwę śmiechu. I oczywiście, że Darnell zrobił się czerwony jak burak, chociaż był czarny. Secada natomiast stał się nagle dziwnie nerwowy. Jeszcze przed chwilą śmiał się razem z resztą, ale teraz zaczął intensywnie interesować się liniami na parkiecie i właściwie wszystkim, byle tylko nie patrzeć w stronę kolegów. Teddy zmrużyła oczy. Zaraz. Może faktycznie coś jej umknęło? Przez moment przyglądała się obu kumplom. A co jeśli April miała rację? Co jeśli przez cały ten czas coś między nimi było, a ona po prostu tego nie zauważyła? Nie byłoby to zresztą pierwsze takie odkrycie w jej życiu. Darling świetnie radziła sobie z wyciąganiem ludzi z płonących budynków i rozpoznawaniem zagrożeń. Jeśli jednak chodziło o zauważanie subtelnych sygnałów w relacjach międzyludzkich, bywało różnie. No nic dziwnego, jak ona nawet nie zauważała, że ktoś zaczynał z nią flirtować. Finch zdecydowanie lepiej wychodziło wychwytywanie takich rzeczy.
Będą musiały to przegadać, ale dopiero później, bo miały przecież ważny mecz do rozegrania! Liga NBA to nic, w porównaniu do tego, co właśnie działo się na boisku.
Ona zawsze ładnie wygląda — stanęła w obronie narzeczonej, chociaż do obrony, to ona powinna się cofnąć. Zanim jednak zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, Finch wyminęła ją i przesunęła się w kierunku kosza.
Blaze wywrócił oczami tak mocno, że chyba zobaczył własny mózg. Tak to właśnie było grać z babami. A jeszcze takimi, które są razem i ćpają miłość, to już w ogóle tragedia Posejdona. Teddy nie miała nic na swoje wytłumaczenie. Odgórnie założyła, że April będzie ją rozpraszać i wcale się nie pomyliła. Rzuciła się pędem w stronę Jamala, który w locie przechwycił podanie, ale było już za późno na interwencję, bo piłka odbiła się od tablicy i wpadła w obręcz. Widząc tę akcję, strażaczka wyrzuciła ręce do góry, chyba zapominając w jakiej jest drużynie. Zawsze po mistrzowsku dopingowała Finch we wszystkim, co robiła, a teraz naprawdę spisała się na medal. Albo chociaż na buziaka, dlatego podskoczyła do niej i skradła jej krótki pocałunek.
Teds, a tobie coś się nie pojebało? — odezwał się Darnell, kręcąc z politowaniem głową. — Pamiętasz, że gracie w przeciwnych drużynach? — popukał się palcem w czoło, a w odpowiedzi dostał pozdrowienia tym środkowym.
To nie ja kryłam Jamala. Miałeś jedno zadanie — powiedziała i ustawiła się z piłką za linią końcową, żeby wprowadzić ją do dalszej gry.
Rozejrzała się po boisku. Donovan tak szczelnie krył Younga, że ten nie miał szansy na żaden sensowny ruch, a Jamal nie odstępował brata nawet na krok. W końcu dojrzała wolnego Kirka Secadę, który przemknął gdzieś obok. Najwyraźniej Erik stracił czujność i jakoś się zagapił. Pewnie na Darnella! Darling, korzystając z okazji, szybko podała młodszemu Secadzie piłkę i sama popędziła do przodu. Była już pod koszem, oczekując podania, ale wtedy wyrósł przed nią Jett. Darling odbiła się od niego jak od ściany i poleciała do tyłu, lądując na dupie.
Faul! — krzyknął Blaze, co natychmiast wywołało liczne protesty.
Jaki faul? Nic nie zrobiłem! — zarzekał się Donovan, podając strażaczce rękę, którą wzgardziła. Nie była ze szkła borokrzemowego! Wytrzymała stropy spadające na łeb, to i wytrzyma upadek na tyłku.
Dwa osobiste — zadecydował Young, nakazując wszystkim ustawić się po obu stronach przed koszem. Drużyna Jetta zrobiła to niechętnie, ale w końcu ostatecznie pogodzili się z takim stanem rzeczy.
Teddy zajęła miejsce na linii rzutów wolnych i kilkakrotnie kilkakrotnie odbiła piłkę o parkiet. Wzięła głęboki wdech i wyrzuciła ją w kierunku obręczy. Ta jednak odbiła się od metalu i wróciła w jej ręce. Drugi rzut okazał się za to bardzo celny i piłka wpadła do kosza czyściutko wraz z charakterystycznym świstem siatki.

razem przez układy gwiezdne, mój rytm w twoim tempie, jak w piosence

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: sob cze 06, 2026 12:19 pm
autor: April Finch
Może być tak, że Teddy wykorzystała całe swoje zdolności wychwytywania niuansów w ludziach, kiedy wyciągała z szafy April. Wiedziała przecież, że dziewczyna nie jest hetero, zanim to do niej dotarło. Cholera wie skąd tak właściwie! Po tym, jak przyjaciółka uświadomiła jej, o co chodzi w życiu, Finch nadal jeszcze się nieco kryła ze swoją orientacją. Nie szastała na prawo i lewo w liceum informacjami, że woli kobiety. Rozszalała się dopiero po szkole. A przed tym, jak Darling ją pocałowała? Była święcie przekonana, że nie było absolutnie żadnego znaku, który mógłby sugerować coś takiego! A jednak Teddy coś zauważyła. Powinna ją przy jakiejś okazji zapytać, co właściwie przesądziło w tej kwestii. Znając życie pewnie okaże się, że znaki były widoczne z kosmosu dla każdego poza durną Finch.
Cała akcja, w której wzięła udział April, była naprawdę niesamowita. A przynajmniej w jej mniemaniu. Być może była to pierwsza tego typu sytuacja w jej życiu! W szkole wolała unikać sportów drużynowych, bo zawsze miała wrażenie, że tylko przeszkadza, więc wykręcała się przy każdej możliwej okazji. Zawsze znalazło się więcej dziewczyn nakręconych na sporty równie mocno, co Teddy, więc to tamta banda angażowała się za cały rocznik. Podchodziły do durnych meczów w trakcie lekcji bardzo poważne i widząc zmartwienie w oczach April, po prostu jej nie podawały, bo wiedziały, że to strata czasu. Słowem – nie miała doświadczenia. A tu proszę bardzo, chyba miała jakiś ukryty talent. Buziaka w ramach nagrody przyjęła z szerokim uśmiechem. Udało jej się nawet zabrać sobie jeszcze jednego, zanim Teddy wróciła na swoją pozycję.
Zapatrzyła się na kolejną akcję, trochę zapominając, że mogłaby spróbować wziąć w nich udział. Obserwowała narzeczoną jak zahipnotyzowana, bo liczyła, że strażaczka zaraz zamieni się w Michaela Jordana albo... innego ogromnego czarnego gościa, którego nazwiska teraz nie mogła sobie przypomnieć. Wszystko jedno, miała być po prostu gwiazdą. Problem w tym, że w trakcie doszło do wielkiego zderzenia. Finch aż otworzyła szeroko buzię, nie mogąc się w tym wszystkim połapać. Zrobiła nawet dwa kroki do przodu, gotowa pobić się z Donovanem o godność swojej kobiety, ale okazało się to niepotrzebne. Zaczęły się jakieś krzyki na temat faulu. Czyli jednak to część gry? No i co najważniejsze – Teddy wyglądała na całą i zdrową. Sama się podniosła i w ogóle.
— No przecież czysto było, co wy bredzicie! — krzyknęła, próbując zaangażować się w tę całą wojnę o punkty. Musiała być jakkolwiek wierna swojej drużynie, a skoro narzeczonej nic się nie stało, to mogła się zaangażować. Ich krzyki jednak nic nie dały, a Teddy z jakiegoś powodu miała teraz rzucać. No nic, trzeba brnąć w to dalej. Wydała z siebie radosny okrzyk, gdy ukochana trafiła za drugim razem, bo rzut wyglądał naprawdę bardzo ładnie! Machnęła tylko ręką na zirytowane spojrzenie Donovana. Powinni się przyzwyczaić do tej nowej, dziwnej dynamiki. Sami zaprosili Finch do gry, to ich wina.
Gra ruszyła dalej, a April wreszcie poczuła się częścią drużyny. Donovan wrzeszczał na nią tak, jakby wierzył, że może zrobić coś pożytecznego dla drużyny, a to było naprawdę wzruszające. Kiedy piłka trafiła do Jamala, April podbiegła kilka kroków do przodu, zakładając, że tak należy. Jamal minął brata, ale Darnell szybko odciąć mu wejście. Erick coś krzyknął, piłka przemknęła między chłopakami i nagle znowu wylądowała w rękach April. Złapała ją odruchowo i... zatrzymała się. Zacisnęła palce na piłce, zestresowana własnym błędem. Na pewno nie powinna stać w miejscu, skoro wszyscy dookoła biegali. Jett pokazywał coś ręką, Erik wykrzykiwał jej imię jakby się zawiesił, Jamal mościł się bliżej kosza, a ona zastanawiała się, czy mogła się ruszyć w taki sposób, żeby nie złamać żadnej zasady.
— Ej, dobra, chwila, ale ja mogę teraz znowu odbijać? — zapytała całkiem szczerze, licząc, że ktoś jej to wyjaśni. Niestety Blaze uznał to pytanie za retoryczne. Wyrósł obok niej i bez żadnego problemu wybił jej piłkę z rąk i pomknął do przodu, podając ją do Darnella.
— No co to ma być! — warknęła niezadowolona, obserwując, jak Darnell rzuca i trafia do kosza, zdobywając łatwe punkty. Westchnęła ciężko i zsunęła gumkę z włosów, chcąc zawiązać je nieco mocniej, bo pojedyncze kosmyki zaczęły wysuwać się z zapięcia.
— Ani słowa — rzuciła od razu do Jetta, który do niej podszedł, zapewne chcąc ją ochrzanić. Wyglądało na to, że Finch wreszcie się zdenerwowała. Poczuła się niesprawiedliwie potraktowana i teraz weźmie się poważnie do roboty. Przeciwnicy powinni się martwić. Totalnie.

Rozpędzeni prosto w stronę słońca, Zatraceni w sobie tak bez końca

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: sob cze 06, 2026 1:09 pm
autor: teddy darling
Nie od razu zorientowała się, że April woli dziewczyny. Prawda była jednak taka, że Teddy rzadko zakładała z góry, że jakaś kobieta jest całkowicie hetero. W jej prywatnej teorii każda miała przynajmniej odrobinę miejsca na wątpliwości, ciekawość albo zwykłą chęć eksperymentowania. Każda, z jednym wyjątkiem. Iris. Valentine była chodzącym pomnikiem heteroseksualności. Gdyby dało się zmierzyć orientację seksualną w procentach, dostałaby solidne sto. Teddy przekonywała się o tym przez lata. Podbijała do niej na dziesiątki różnych sposobów - mniej lub bardziej subtelnych. Flirtowała, rzucała dwuznaczne komentarze, szukała pretekstów do bliskości. Iris albo niczego nie zauważała, albo konsekwentnie udawała, że nie zauważa. Ostatecznie Teddy zdobyła się na pocałunek dopiero po otatnim Sylwestrze. I to wyłącznie dlatego, że wlała za siebie zbyt dużą ilość tequili. Iris z pełnym przekonaniem oznajmiła, że był to najlepszy pocałunek z kobietą, jaki kiedykolwiek przeżyła. Conie było szczególnie trudnym osiągnięciem, bo był też jedynym.
Była dumna z narzeczonej. Naprawdę dumna. Może nie dlatego, że April błyszczała na boisku niczym Caitlin Clark - byłoby to lekką przesadą - ale dlatego, że radziła sobie znacznie lepiej, niż większość mogłaby się spodziewać. A przede wszystkim dlatego, że chłopaki traktowali ją jak pełnoprawną część drużyny. Owszem, częściej na nią krzyczeli, przeklinali pod nosem i wytykali błędy, niż obsypywali pochwałami, ale właśnie o to chodziło. Nie obchodziliby się z nią w ten sposób, gdyby uznawali ją za maskotkę albo gościa z przypadku. Skoro dostawała opieprz równie często jak reszta, znaczyło to, że należała do zespołu. Teddy obserwowała to z rosnącą satysfakcją, choć sama coraz bardziej wpadała w sportowy trans. Po zdobytym punkcie z rzutów osobistych poczuła znajome ukłucie rywalizacji. Dwoiła się i troiła, nie odpuszczając ani na sekundę. Gdy Finch przejęła piłkę, Teddy błyskawicznie skróciła dystans. Była wystarczająco blisko, żeby wytrącić ją z jej rąk. Już widziała oczami wyobraźni udany przechwyt i kontratak, ale w ostatniej chwili Blaze okazał się szybszy. Wpadł między nie, przejął piłkę, a chwilę później podał ją do Darnella. Ten nie zmarnował okazji i piłka z charakterystycznym szelestem przecięła siatkę, a na konto ich drużyny wpadły kolejne punkty.
Tak jest! — rzuciła Teddy, natychmiast podbiegając do chłopaków. Przybiła z nimi piątki, jakby właśnie grali finał mistrzostw świata, a nie zwykły mecz między znajomymi. Na koniec odwróciła się w stronę April i puściła do niej oko. W takich chwilach nie dało się ukryć, kim naprawdę była. Pod mundurem opanowanej strażaczki krył się niepoprawny sportowy świr, dla którego każda gra, niezależnie od stawki, błyskawicznie zamieniała się w śmiertelnie poważną walkę o zwycięstwo.
Co ty wyprawiasz? — Donovan nagle zmaterializował się przy Finch. — Oczywiście, że możesz odbijać piłkę o parkiet. Ba, nawet musisz! Nie można za długo stać w bezruchu. I nie można biegać bez kozłowania, bo wtedy jest błąd kroków — pouczył ją i widząc, że Jamal wznowił grę, przykucnął i poklepał się po ramieniu. — Wskakuj — polecił i odwrócił głowę, żeby na nią spojrzeć. — No właź! — ponaglił, a gdy April w końcu wgramoliła się na jego plecy, popędzili w stronę kosza. A właściwie Donovan pędził, bo Finch mogła jedynie kurczowo trzymać się jego ramion, podczas gdy ten przedzierał się przez boisko niczym rozpędzony czołg. Young natychmiast zorientowało się, co kombinuje, ale było już za późno. Jamal odbił piłkę o parkiet. Ta skoczyła raz, potem drugi, po czym trafiła prosto w ręce Jetta. Ten ledwie ją złapał, a już podawał ją wyżej, żeby April mogła zrobić sobie najprawdziwszy wsad. Z takiej wysokości bez problemu sięgała obręczy. A nawet mogła się na niej uwiesić, gdyby tylko zechciała!
Oszustwo! — zaprotestowała Darling, wyrzucając ręce w powietrze. W gruncie rzeczy wcale nie była oburzona. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, widząc, że jej narzeczona naprawdę czerpie przyjemność z gry.

z tobą mi wygodnie jak w crocsach, postrzelił mnie kupidyn tak, jak osła

only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire

: sob cze 06, 2026 3:29 pm
autor: April Finch
Zaangażowanie w grę było zaraźliwe, ale i tak była zaskoczona, że dała się wkręcić w środek akcji. Do tej pory zawsze była pierwszą, która w trakcie turniejów w Mario Kart ze znajomymi zamienia się w profesjonalną komentatorkę i najgłośniejszą kibickę w jednym. Niektórzy mówili, że to niesprawiedliwe i komentator powinien choć udawać, że kibicuje po równo wszystkim, ale ona miała wyjebane. But mama said it was okay. And mama was Lee Jordan. Nie popierała jego ślepej miłości do Gryfonów, bo oni to akurat cienkie bolki, ale totalnie rozumiała zaangażowanie i posiadanie wyjebanych jajec na McGonagall, gdy próbowała go uciszyć. Cenzura, proszę państwa.
— No przecież jest jakaś zasada, że nie można stać, biegać i znowu stać czy jakoś... tak. Oj, nieważne. Skup się, Jett. — Z początku sprawiała jeszcze wrażenie zmieszanej własną pomyłką, ale z każdym kolejnym słowem utwierdzała się w przekonaniu, że miała dobre intencje i po prostu została podle wykorzystana przez tych olbrzymich mężczyzn, więc to totalnie ich wina, a nie jej. Pouczała go, jakby to on zrobił z siebie przed momentem kretyna na boisku. Nie da sobie przecież wejść na łeb! Coś nie mogła się zdecydować, czy widzi w nim kapitana drużyny czy dodatkowego przeciwnika.
Na szczęscie wpadł potem na genialny pomysł zaangażowania jej w grę jeszcze bardziej. Wgramoliła się na jego plecy i złapała mocno, obawiając się, że Donovan mimo swojej siły może nie dorastać do pięt Teddy w kwestii delikatności. Ale nie było tak źle! Trochę trzęsło, ale poza tym, było doskonale. Tym razem czuła się nie jak w filmie, ale w anime. Mknęli przez przeciwników jak przecinak, zostawiając za sobą takie charakterystyczne wzzzzium. Na bank wyglądali dla nich jak ta rozmazana kreska przemykająca między ich ciałami. Czas w pewnym momencie z przyspieszonego zmienił się na spowolniony. Piłka sunęła w stronę rąk Donovana, który oczywiście ją złapał i od razu spojrzał na Finch. Dostał nawet takie mega zbliżenie na same oczy, które błysnęły światłem odbitym chuj wie skąd. Zdążyła na szczęście w myślach omówić całą swoją drogę nindo, zanim piłka wylądowała w jej rękach. Wrzuciła ją do kosza i poczuła, jak znika z ekranu zastąpiona przez zbliżenia twarzy wszystkich obecnych, układających się w popękane szkło, powoli uzupełniające cały ekran.
— Puść mnie, puść! — zawołała z radością, a nie jakimkolwiek strachem. Trzymała się mocno obręczy i wierzyła, że jakoś to przeżyje. Jett posłusznie się odsunął, zsuwając ją z siebie ostrożnie. I faktycznie, udało się! Nie spadła! Wisiała na koszu jak zarzucone, związane sznurówką trampki. Dawno nie widziała świata z tak wysoka.
— Ale zajebiście — zawołała, majtając nogami. Obręcz skrzypnęła cicho, najwyraźniej już nieco zmęczona wiszącym na niej ciężarem. Może niewielkim, ale też ileż można? April jęknęła cicho pod nosem i puściła się, będąc święcie przekonaną, że będzie spadać najbliższe kilka minut. Na szczęście poszło szybciej. Wylądowała na podłodze dość niezgrabnie, prawie się przewracając, ale udało jej się wesprzeć rękami i nie zaliczyć totalnej gleby. Wyprostowała się szybko, uśmiechając się z dumą.
Gra toczyła się dalej, bo świat (o dziwo) nie zatrzymał się po tej wybitnej akcji. April nadal miała problemy z nadążaniem za wszystkim, ale zdążyła się trochę przyzwyczaić. Piłka szła od Jetta do Jamala, od Jamala do Ericka, potem wracała, odbijała się od obręczy, wpadała, wypadała, ktoś krzyczał o faulu, ktoś inny kazał mu zamknąć mordę. Punkty wpadały po obu stronach. Drużyna April nie była wcale aż tak daleko w tyle. Jasne, trochę dostawali po dupie, ale nie na tyle, by się wstydzić. Wierzyła, że może bardziej przydać się drużynie. Skoro fizycznie nie była w stanie nadrobić, musi podejść do tego inaczej. Dopadła do Teddy, kiedy ta próbowała ruszyć bokiem. Albo podać piłkę do Younga? Wszystko jedno! Ważne, że April znalazła się za jej plecami i rozłożyła szeroko ręce, próbując ograniczyć jej pole manewru do rzutu. Może nie była zbyt wysoka i nie miała długaśnych rąk, ale miała inne zalety.
— Pamiętasz, że po meczu idziemy razem pod prysznic? — zapytała, z pełną premedytacją obniżając ton do zmysłowego mruknięcia. Nachyliła się bliżej, stykając się z ciałem narzeczonej. Ledwo był między nimi kontakt, głębszy wdech wystarczyłby, żeby się odsunąć, ale to pewnie i tak był faul. Kątem oka spojrzała w stronę Ericka, który już wyciągał łapę w stronę Teddy, chcąc wykorzystać moment potencjalnego rozproszenia.

Nawet jeśli to wszystko, to na chwilkę, Pierdol to wszystko, cho na chwilkę