only you can cool my desire, oh, oh, oh, i'm on fire
: pt cze 05, 2026 1:51 pm
053.
Od kilku dni nosiła się z zamiarem zaproszenia April do remizy. Nie po to, żeby odebrała ją po pracy ani nawet nie po to, żeby pochwalić się nowym, wypasionym sprzętem, który pojawił się ostatnio w jednostce. Miała znacznie lepszy pomysł! A przynajmniej tak jej się wydawało. Zaproponowała narzeczonej, żeby wpadła w sobotę na mecz. Mówiąc mecz, oczywiście nie miała na myśli niczego profesjonalnego. Żadnych pucharów ani trybun pełnych kibiców. Po prostu kilka godzin na sali treningowej przy remizie, gdzie strażacy regularnie organizowali koszykarskie rozgrywki. Czasem nawet przypominało to sport, choć częściej grupową próbę wzajemnego pozabijania się łokciami.
Teddy lubiła atmosferę zdrowej rywalizacji, przekleństwa rzucane przez pół boiska i możliwość spędzenia czasu z ludźmi, którym ufała nie tylko podczas gry, ale przede wszystkim podczas pracy. Podejrzewała jednak, że dla osoby pracującej w marketingu obserwowanie grupy strażaków biegających za piłką może nie być najbardziej ekscytującym sposobem na spędzenie wolnego wieczoru. Mimo to bardzo chciała, żeby Finch przyszła. No i zapewniła ją, że będzie fajnie, a przecież Darling nie ciągnęłaby jej nigdzie, gdzie fajnie nie będzie. Wprawdzie ich aktywności znacznie się różniły - April miała swoje gry wideo i sesje RPG, a strażaczka wolała jeździć na motocyklu i pocić się na siłowni - ale miały też kilka wspólnych rzeczy, przy których lubiły spędzać czas w podobny sposób. Jakich dokładnie? Jakieś na pewno by się znalazły! Na przykład lubiły razem oglądać durne reality show, a to już niewątpliwie coś!
Stała przy linii bocznej i rozciągała nogi, opierając się dłońmi o kolano. Potem przeszła kolej na kilka skrętów, wymachy ramionami i krótkie podskoki, żeby rozruszać stawy. W tle chłopaki już zaczynali się przepychać o pierwsze rzuty i ustalać zasady, które i tak miały przestać obowiązywać po pierwszych dwóch minutach gry.
— Finch! — zawołał Jett, podnosząc wysoko rękę i pomacha nią w kierunku drzwi. — Jak dobrze, że jesteś! Brakuje nam jednego zawodnika, bo Secada wziął swojego brata — wskazał na nieco niższego Azjatę, który stał obok Erika. Miał na imię Kirk. Erik i Kirk. Rodziców poniosła fantazja, zupełnie jak w przypadku pani Johnson, która dała swoim bliźniakom różne daty urodzenia. — Potrzebujemy cię. Naprawdę! Nie możesz nas zawieść — Donovan nie wyglądał tak, jakby zamierzał ustawić. — Trzy na cztery to chuj nie gra — westchnął ciężko, przez co oberwał od Teddy w potylicę.
— Cześć, Ślicznotko — powitała ukochaną, łącząc ich usta w krótkim, ale słodkim pocałunku. — Może chcesz z nami zagrać? Faktycznie brakuje nam jednego zawodnika. Mam szorty i koszulkę w torbie — zachęcająco wskazała głową na leżące na ławce rzeczy. Właściwie to brakowało im dwóch graczy, bo w koszykówkę grało się piątkami, ale czwórki brzmiały zdecydowanie lepiej niż trójki. No i wtedy będą mogli pograć na całym boisku, a nie tylko na połowie, gdzie wrzuca się piłkę do jednego kosza. Jeśli April wyrazi chęci, Darling będzie skłonna się na to zgodzić. Pod warunkiem, że narzeczona będzie nietykalna i chłopaki z jednostki nie zapragną jej połamać. To nie był zbyt delikatny sport, chociaż wciąż nie tak kontaktowy i agresywny jak hokej czy rugby.
zatrzymuję cię w głowie, tylko ty przynosisz ogień