Of all people, it had to be you
: sob cze 06, 2026 2:46 pm
003
jakby miarą dzisiejszych jego działań nie była precyzja, towarzysząca mu przez większość życia, a niedbałość w liczeniu kolejek. Podczas spotkania z kolegami wypił o jedną lub dwie szklanki z whisky za dużo i choć dla jednych brak limitów w piciu świadczył ledwie o powszedniości wieczoru, to dla Howarda, który po alkohol sięgał rzadziej niż jego towarzysze, decyzja ta stała się pułapką i niebezpieczną zapadnią, rozpoczynająca sekwencję dalszych błędów. Kiedy tylko wszyscy się rozeszli, okazało się bowiem, że jego wyjście stanęło pod znakiem zapytania.
— Nie planuję prowadzić. Potrzebuję tylko kluczyków, żeby móc wsiąść do samochodu! — upierał się, najwyraźniej nie dostrzegając tego, że rzucone przez niego wyjaśnienie nie rozwiewało żadnych wątpliwości co do dalszych jego planów, i wprowadziło jedynie barmana w stan gwałtownie podwyższonej nieufności. W efekcie, pracownik zamiast oddać Milesowi kluczyki do auta, schował je do kieszeni własnych spodni.
— Muszę dostać się do schowka, zostawiłem w nim pager.
Dodana wypowiedź nie uratowała Milesa absolutnie przed niczym. Wcześniejsza koślawość wypowiedzi wżarła się zbyt dotkliwie w schrypnięty nieco przez alkohol głos lekarza, niepotrzebnie odkrywając nietrzeźwy stan umysłu i wzbudzając w barmanie zbyt dużo podejrzeń.
— Zadzwoń po kogoś, kto Cię odbierze. Oddam mu kluczyki.
Kontra pracownika była solidnym przypomnieniem o tym, kto dziś rozdawał karty. Rozwiązanie wydawało się jednocześnie całkiem proste i zasadne, nie wymagało więcej, niż odrobiny oczekiwania, co zważywszy na impas, w jakim się znaleźli, stanowiło zdrową alternatywę dla braku pagera (na co dr Howard nie mógł sobie pozwolić, wiedząc, że jutro po wytrzeźwieniu będzie go potrzebował przed popołudniowym dyżurem). Rzecz w tym, że Miles nie lubił polegać na innych. Nadwrażliwa bezbłędność, wtłoczona niemal natrętnie w jego krwiobieg i w świadomość perfekcjonisty wytrącała z niego spokój za każdym razem, gdy zmuszony był miniaturę własnego życia wręczyć komuś innemu w dłonie.
Oprzeć się na cudzej
— Nie chcę wracać autem, wrócę taksówką, naprawdę — przekonywał.
Wdzierająca się cal po calu bezsilność wobec nieuprzejmego chaosu w głowie, jak gęsto ścielone osty wyrośnięte na ścieżce tej krótkiej rozmowy, nie dała się jednak objąć w kleszcze rozsądku, gdy pomimo próby dogadania się z pracownikiem lokalu, najwyraźniej nie potrafił mu lepiej niż dotychczas, niczego wyjaśnić.
Wreszcie, widząc opór barmana, westchnął bezradnie, rzucając telefon pomiędzy nimi na blat.
— Dobra, wygrałeś. Zadzwoń, do kogo chcesz.
Szorstkie dźwięki wetknęły swe głoski w wymuszoną zgodę, kiedy nie czekając na własną porażkę negocjacji, wstał z krzesełka, udając się w tym czasie do łazienki.
Przetarł twarz zimną wodą i z wilgotnego od potu karku ściągnął gorąc ściskających go za żołądek emocji, by dopiero pogodzony z następstwami bieżącej sytuacji, powrócić do baru nieco spokojniejszym. Kłębek niezadowolonych w nim nerwów rozprostował się tym samym w charakterystyczną linię powściągliwości, gdy popijając tym razem już samą wodę, oczekiwał na ratunek.
Nastrój tylko do czasu pozostawał wyciszony, bo wystarczył ledwie ruch znajomej sylwetki przy progu baru i delikatna kanciastość cudzego kroku (niedostrzegalna dla innych, ale znajoma dla niego), charakterystyczna dla protezy, by Miles w ostatnich sekundach przed spotkaniem nerwowo sięgnął po telefon, sprawdzając desperacko ostatnie połączenie.
Ze wszystkich znanych mu osób, właśnie do niego musiał zadzwonić barman.
Ciało napięło się w nagłym rauszu buzujących w nim emocji (głównie wstydu), a pod szczelną maską spokoju zapiekły policzki. Duszność i wilgoć powietrza jeszcze chwilę temu zupełnie mu nie przeszkadzały, teraz natomiast miał wrażenie, że bar zabiera z niego resztki oddechu. Poruszył się na krześle odrobinę bardziej gwałtownie, niż planował, odwracając się w kierunku pacjenta z nieukrywaną dekoncentracją.
— Przepraszam... nie wiedziałem, że zadzwoni do Ciebie.
Torpeda krótkich, ale kluczowych wyjaśnień zastąpiła powitanie.
oleander everhart