Strona 1 z 2

they robbed of the things that i believe in humankind

: sob cze 06, 2026 3:17 pm
autor: coven bremers
003.
Obrazek
Lubiła polować na okazje. Było coś satysfakcjonującego w świadomość, że zdobyła coś fajnego za ułamek pierwotnej ceny. Zakupy z drugiej ręki sprawiały jej ogromną frajdę! Poza tym był to zwyczajnie rozsądny sposób na oszczędzanie. Jej portfel nie cierpiał, gdy odkupywała ubrania od ludzi z internetu, a czasem wręcz zyskiwał, kiedy sama robiła porządki w szafie i wystawiała rzeczy, których już nie nosiła. W jej oczach był to układ idealny - mniej niepotrzebnego chomikowania, więcej miejsca na nowe zdobycze i kilka dodatkowych dolarów na koncie. A zdobycze potrafiły być naprawdę imponujące! Czasami, pośród setek nijakich ogłoszeń, trafiała na prawdziwe perełki. Takie, które sprawiały, że chciało się je kupić natychmiast. Dokładnie tak było z jeansowymi ogrodniczkami, na które napaliła się od pierwszego spojrzenia. Kosztowały śmiesznie mało, ale i tak najbardziej chodziło o krój. Nigdy wcześniej nie widziała podobnych. A do tego dochodziły kolorowe, miejscami przetarte naszywki. Coven była nimi absolutnie zachwycona! Nie miała pojęcia, czy naprawdę ich potrzebowała, ale to akurat nigdy nie było najważniejsze.
Sprzedający wydawał się wiarygodny - kilka zdjęć, krótki opis, szybkie odpowiedzi na wiadomości. Nic, co wzbudzałoby podejrzenia. Tyle że w takich sytuacjach właśnie to nic bywało najbardziej zdradliwe. Paczka nigdy nie dotarła. Na początku Bremers uznała, że to po prostu opóźnienie. Kurier nawalił, a gdzieś pomiędzy wypadł jeszcze weekend. No zawsze można było znaleźć jakieś wytłumaczenie. Ale dni mijały, status przesyłki nie zmieniał się ani o jotę, a kontakt ze sprzedającym zaczął się urywać. Najpierw odpowiedzi były rzadsze, potem coraz bardziej wymijające, aż w końcu zniknęły całkowicie. A potem zniknęło konto. Profil użytkownika, od którego kupiła ogrodniczki, po prostu przestał istnieć! Oczywiście zgłosiła sprawę przez aplikację, skrupulatnie opisując całą sytuację, dołączając potwierdzenie przelewu i zrzuty ekranu rozmów. Odpowiedź przyszła szybko, ale nie przyniosła ulgi. Sprzedający nie został zweryfikowany, ale za to pozostał bezkarny. Kazali na przyszłość zachować Coven ostrożność. I tyle.
Nie chodziło nawet o te pieniądze. Strata była irytująca, jasne. Mogłaby za nie kupić coś innego, może nawet lepszego. Ale to nie finansowy aspekt gryzł ją najbardziej. Najbardziej gryzła ją świadomość, że została oszukana! Ludzie to jednak straszne kurwy. W tym celu postanowiła zadzwonić do Zayna. Chciała się wyżalić, a przy okazji miała nadzieję, że kumpel znajdzie dla niej jakąś sensowną radę. Umówili się w centrum przyrody i edukacji ekologicznej, bo Fontana nie miał z kim zostawić córki. Wprawdzie Bremres nie interesowały takie rzeczy, ale przecież nie szła tam z zamiarem nauczenia się, jak rozpoznać bielika od myszołowa. Wzięła nawet ze sobą laptopa, żeby pokazać Zaynowi wszystkie zrzuty ekranu i inne dowody na to wstrętne oszustwo.
Cześć! — powitała się, kiedy dostrzegła ich tuż przed wejściem. — Hej, Freddie, super wyglądasz! — zwróciła się do sześcioletniej Fredericki, z którą przybiła żółwika. — Fajne warkocze. Kto ci je zaplótł? Tata? — przeniosła spojrzenie na Fontanę, bo jakoś nie spodziewała się po nim takich manualnych talentów. Nie miała go za ułomnego, ale dobrze pamiętała, jak to jest wychowywać się tylko z ojcem. Ten jej nie potrafił zrobić jej zwykłego kucyka, a co dopiero mówić o innej fryzurze.

Zayn Fontana

they robbed of the things that i believe in humankind

: pn cze 08, 2026 12:47 am
autor: Zayn Fontana
Zayn nigdy nie podzielał entuzjazmu Coven do kupowania używanych rzeczy. Sam nawet nie zaglądał na strony z tego typu ofertami. Odkąd posmakował luksusu — najpierw po przeprowadzce z obskurnej nory w Chicago do Giuseppe, a później po ucieczce z Fredericą do Toronto po rodzinnej masakrze — pieniądze przestały być dla niego problemem. Przyzwyczaił się do życia na wysokim poziomie i zamierzał utrzymać je za wszelką cenę.
Doskonale pamiętał, jak wyglądało jego dzieciństwo. Pamiętał wieczory, podczas których wraz z matką zastanawiał się, co włożyć do garnka. Wówczas miał do dyspozycji jedynie skisłe mleko oraz kawałek czerstwego chleba. W tamtym okresie głód odbijał mu się czkawką, dlatego obiecał sobie, że Frederica nigdy nie będzie musiała żyć w podobny sposób.
Zatem nie miał większego pojęcia o problemach związanych z internetowymi oszustwami. Nigdy nie kupował używanych rzeczy, więc nie interesowały go historie ludzi, którzy padli ofiarą nieuczciwych sprzedawców. Gdy zgodził się spotkać z Coven, ledwo jendym uchem słuchał jej narzekania, ale wciąż nie przypuszczał, że tak mocno przeżyła fakt utraty zarówno pieniędzy jak i ogrodniczek. Mimo to zgodził się na spotkanie, choć bardziej z ciekawości niż z rzeczywistej chęci wsparcia.
Poza tym Federica lubiła Coven, dlatego bez wahania zgodziła się wyjść z domu, a centrum przyrody i edukacji wydawało mu się wystarczająco dobrym miejscem. Zakładał, że córka szybko znajdzie sobie zajęcie, dzięki czemu on i Coven będą mogli porozmawiać.
Leniwie uniósł dłoń w geście powitania, po czym przez chwilę przysłuchiwał się pogawędce dziewczyn. Freda przyznała, że to ojciec zaplótł jej warkocze. Prawda była taka, że z każdym kolejnym razem szło mu coraz lepiej. Miał zresztą na czym ćwiczyć. Mała blondynka mogła pochwalić się coraz dłuższymi i gęstszymi włosami. Zayn spędził już niejeden wieczór przy poradnikach na YouTube, próbując odtworzyć wymyślne fryzury.
Masz z tym jakiś problem? — prychnął rozbawiony, widząc niedowierzajacą mimikę kobiety. — Tobie też powinienem zapleść warkocze — zapytał retorycznie, bo nie spodziewał się potwierdzajacej odpowiedzi.
W tym czasie Frederica pobiegła do wnętrza chatki. Zayn odprowadził ją wzrokiem, po czym nonszalancko oparł się ramieniem o drewnianą balustradę. Przez kilka sekund obserwował, jak córka witała się z nauczycielem i pozostałymi dziećmi, a gdy dzrwi ostatecznie się zamknęły, skupił się wyłącznie na Coven. Jego spojrzenie przesunęło się po jej twarzy, aby ostatecznie zatrzymać się na laptopie, który przytaszczyła ze sobą.
Ty mówisz poważnie, że mam ci z tym pomóc? — zapytał, bo przecież część problemu już zdążyła mu objaśnić przez telefon. Już wtedy nie podobał mu się ten pomysł, ponieważ nie przywykł do zajmowania się takimi drobiazgami. — Nie wiem, nie możesz sobie tego darować? — dopytał głupio, choć prawdopodobnie znał już odpowiedź.

coven bremers

they robbed of the things that i believe in humankind

: pn cze 08, 2026 11:28 am
autor: coven bremers
Jak mogła mieć problem z tym, że jakiś facet potrafił zapleść warkocze? Przecież takiego, to trzeba było ozłocić! Odkąd poznała Zayna wiedziała, że może czasami zachowywał się durnie, to ojcem był na medal. Mała Freda miała mnóstwo szczęścia!
Powinieneś — odparła natychmiast, przeczesując palcami rozpuszczone włosy. Pewnie Fontana nie oczekiwał odpowiedzi, ale Coven nie wyłapała, że to było pytanie retoryczne. Nie była szczególnie bystra, ok? — Samej trudno robi się dobieranego — dodała, wzdychając przy tym z nieukrywaną ciężkością. Ależ przydałby jej się w życiu ktoś, kto zaplatałby jej warkocze!
Na początku nie zrozumiała, o co mu chodzi. Podążyła za jego wzrokiem, który utkwił w torbie z laptopem, którą trzymała przy boku. Czy nie w takim celu właśnie się spotkali? Bremers telefonicznie wyjaśniła, o co chodzi. I faktycznie miała problem, ale wcale nie z fryzurą sześcioletniej dziewczynki. Miała swój własny, w którym Zayna miał jej pomóc. Z założenia. To znaczy, miała po prostu nadzieję, że jej pomoże.
Nie mogę — zastrzegła butnie i zmarszczyła brwi. — Jak raz coś takiego się podaruje, to sytuacja będzie się powtarzać. Niekoniecznie mi, ale innemu klientowi. Rozumiesz, o co mi chodzi? — przekręciła głową i wlepiła oczy w twarz Fontany. Naprawdę na niego liczyła! Ona kompletnie nie znała się na takich rzeczach, a policja na pewno potraktowałaby sprawę lekceważąco. Mieli przecież ważniejsze tematy do ogarnięcia i nie będą tracić czasu na kupione ogrodniczki, które nigdy nie przyszły.
Usiądziemy gdzieś? — zaproponowała, zerkając na Fredericę. — Przeczytałam przy wejściu do centrum, że na zewnątrz odbywają się jakieś edukacyjne zajęcia z rozpoznawania drzew. Idealnie się składa, bo pogoda jest cudowna! — uśmiechnęła się, dając kumplowi do zrozumienia, że mogliby tam odstawić na Fredę i pogadać na osobności. Chyba temat oszustw internetowych nie był odpowiedni do rozmów przy sześciolatce. Nawet Coven o tym wiedziała!
Nie czekając na odpowiedź, od razu złapała Zayna pod ramię i pociągnęła go we wskazane miejsce. Freddie maszerowała obok, trzymając ojca za rękę.
Musisz mi pomóc — naciskała dalej, porzucając wcześniejszą nadzieję. Teraz dla Fontany to był obowiązek. Przykry, ale wciąż obowiązek. Kumplowali się, Bremers już raz uratowała mu dupę, więc on musiał mógł wyświadczyć jej taką małą przysługę. — Proszę? — zerknęła na niego błagalnie. Był jej jedyną deską ratunku! Ogarniał komputery i w ogóle wydawał się supermądry. Jak Coven kiedyś dorośnie, to będzie chciała zostać kimś takim, jak Zayn! A nie, ona już była dorosła. Cholera jasna. Kiedy to się stało i jak do zatrzymać? I czy już całkiem zaprzepaściła swoją szansę, żeby być Fontaną? Co za pech!

Zayn Fontana

they robbed of the things that i believe in humankind

: pn cze 08, 2026 1:58 pm
autor: Zayn Fontana
Przez chwilę obserwował, jak Coven przeczesała palcami rozpuszczone włosy, po czym mimowolnie wrócił spojrzeniem do jej oczu i natychmiast się roześmiał, słysząc odpowiedź. Właściwie mógł się tego spodziewać. Przekora tej kobiety nie znała granic. Nic więc dziwnego, że odbił się kością ogonową od balustrady i wyciągnął ręce, aby pomóc jej założyć za uszy niesforne, kręcone kosmyki. Zaraz jednak, zupełnie bez ostrzeżenia, jeszcze bardziej rozczochrał jej włosy. Prychnął przy tym głośno i złośliwie.
Zapomnij — rzucił lakonicznie i ponownie oparł się o drewnianą barierkę.
Był złodziejem i oszustem, dlatego tym dziwniej słuchało mu się historii, w której się znalazła. Nie odczuwał żadnej przestępczej solidarności, ale fakt, że miałby uganiać się za jakimś podrzędnym podlotkiem w pewien sposób godził w zawodową dumę Zayna. Patrzył więc na Coven nieodgadnionym spojrzeniem i jednocześnie tłukł się z tymi wszystkimi, trudnymi myślami. W końcu cmoknął ironicznie i odwrócił wzrok, kierując go gdzieś w stronę trawnika albo widniejącej nieopodal ulicy.
Rozumiem, ale niekoniecznie mi się chcę. — Znowu przekręcił głowę w kierunku kobiety. Naprawdę sceptycznie podchodził do tego pomysłu i szczerze pisząc, to zupełnie nie miał ochoty pomagać jej akurat w takiej sprawie..
Nie spodziewał się, że po odstawieniu Fredy Coven spróbuje zaciągnąć go w bardziej ustronne miejsce, ale jak na przyjaciela przystało, poddał się jej woli. Gdy oznajmiła mu, że rzeczywiście musi pomóc, odpowiedział jedynie ciężkim westchnieniem.
Dobra — zgodził się w końcu, choć w głosie Zayna zbrakło entuzjazmu. — Usiądźmy tam. — Skinął w stronę drewnianej ławy ze stolikiem, przy której jakiś starzec kończył właśnie kanapkę. Gdy podeszli bliżej, mężczyzna obrzucił ich obojętnym wzrokiem, po czym podniósł się i odszedł w sobie tylko znanym kierunku.
Zayn zsunął z ramienia Coven torbę i sam wyciągnął z niej laptopa. Ostrożnie położył urządzenie na blacie, uruchomił je i usiadł przed ekranem. Komputer włączał się zadziwiająco długo, więc posłał przyjaciółce kolejne tego dnia sceptyczne spojrzenie. Utrzymał je aż do chwili, gdy na monitorze pojawił się pulpit zawalony dziesiątkami nieposortowanych ikon. Odchrząknął wymownie.
Przydałby ci się jakiś twardy reset — zauważył i jeszcze raz zerknął na zaśmieciony starter.
W końcu przysunął laptop bliżej siebie i otworzył kilka okien jednocześnie, chociaż najpierw musiał zamknąć pięćdziesiąt otwartych kart Coven. Potem przejrzał wiadomości, które kobieta wymieniała ze sprzedawcą. Potrzeboiwał nazwy użytkownika, adres e-mail, zdjęcia oraz godziny wysyłania wiadomości. Po porstu wszystko, co mogło się przydać.
Po chwili uruchomił kilka programów, których przeciętny człowiek prawdopodobnie nawet nie rozpoznałby z nazwy. Ekran szybko zapełnił się oknami pełnymi danych, logów i ciągów znaków. Zayn porównywał informacje, przy czym wyszukiwał powiązania między kontami i sprawdzał, gdzie jeszcze pojawiały się te same dane kontaktowe.
Jego palce co rusz stukały o klawiaturę. Mimowolnie otwierał nowe zakładki, omijał kolejne zabezpieczenia i zaglądał tam, gdzie zwykły użytkownik internetu nigdy by nie dotarł. W pewnym momencie uniósł brew i kilka razy kliknął kursorem myszki, aby otworzyć następne, ostatnie już okno. Widniał na nim adres.
Typ ma zmienne IP, ale znalazłem go — Stuknął palcem w ekran. Był tam adres ulicy, na której mieszkała Coven. — To twój sąsiad. Mieszka kilka budynków dalej. — Posunął urządzenie w stronę przyjaciółki.

coven bremers

they robbed of the things that i believe in humankind

: pn cze 08, 2026 4:06 pm
autor: coven bremers
Chciała prychnąć z oburzeniem, kiedy Coven rozczochrał jej włosy, ale nie potrafiła się na niego gniewać. W ogóle nie umiała chować długo urazy. Zazwyczaj wystarczyło pięć minut, żeby w ogóle zapomniała o tym, że była obrażona. A jak już sobie o tym przypominała, to zapominała o co i dlaczego. Coven zdecydowanie miała pamięć złotej rybki - dobrą, ale krótką. Albo po prostu krótką.
Jesteś najgorszy — stwierdziła, krzyżując ramiona na piersi. Jak on w ogóle śmiał jej odmawiać? I co to znaczyło, że mu się nie chce? Niech lepiej mu się zachce, bo inaczej... inaczej Bremers na pewno coś wymyśli!
Ustronne miejsce wydawało się świetną opcją. Z dala od gapiów i dzieciaków, których namnożyło się od ich przyjścia do centrum przyrody. W tym czasie rodzice mieli czas na to, żeby napić się kawy albo zająć innymi sprawami. Na przykład namierzeniem internetowych oszustów. Coven bardzo chciała odgryźć się Zaynowi, ale ten niespodziewanie zmienił zdanie. Chyba jednak ją lubił!
Naprawdę? — aż podskoczyła z tej ekscytacji i już truchtała we wskazane przez chłopaka miejsce. Dobra, nie był wcale taki najgorszy. Byłby dalej, gdyby za długo jej odmawiał, a przecież Bremers, mimo że nie grzeszyła inteligencją, to miała jakiś tam urok osobisty.
Uśmiechnęła się do starszego mężczyzny, który odpowiedział jedynie obojętnym spojrzeniem. Chyba na niego ten urok nie działał. No trudno, to nie on miał jej pomóc namierzyć tego kogoś, kto nie wysłał jej ogrodniczek.
A co to znaczy? — zapytała, jakby to ona miała sześć lat, a nie Frederica. Nie ogarniała systemów komputerowych. Właściwie potrzebowała go tylko do internetu. A to, że miała mały bałagan na pulpicie, to całkowicie nieistotne. Najważniejsze, że sama potrafiła się w tym odnaleźć i wiedziała, gdzie co jest, prawda? — Jeśli mam przez to wszystko potracić, to nie chcę. Mam tam dużo zdjęć. I tablice na pintereście — dodała, nie zdając sobie sprawy, że to, co pozapisywała online, zostanie online.
Gapiła się tępo na poczynania Fontany. Otwierał jakieś niezrozumiałe pliki, o których Coven istnieniu nie miała pojęcia i klikał w nich coś tak szybko, że z ledwością mogła nadążyć. Aż dostała od tego oczopląsu! Wszystko trwało zaledwie kilka minut. I on nie chciał jej pomóc? Była pewna, że zafunduje mu zabawę na pół dnia, a po chwili mieli adres krętacza.
Ale to już? Och, wow — wydusiła z nieukrywanym podziwem. — Ale z ciebie szybka strzała! — pochwaliła go, kiwając z aprobatą głową. Dopiero potem zrozumiała, na co konkretnie patrzy. — Czekaj, czekaj. To faktycznie mój sąsiad — uniosła w zdziwieniu brwi, a potem ściągnęła je, totalnie zbulwersowana zaistniałą sytuacją. — Niemożliwe! Pisał, że przesyłka zostanie wysłana z Ottawy! Zayn, przecież ja musze tam iść! Najlepiej natychmiast! — niewiele brakowało, a poderwałaby się z miejsca, ale przyjaciel uziemił ją, przytrzymując za przedramię. — Dobra, masz rację, musimy mieć najpierw jakiś plan. Jaki jest plan? — przeniosła na niego wzrok, bo ona nie miała żadnego. Najchętniej od razu udałaby się do mieszkania naciągacza i go pobiła. Albo chcoiaż nasikała na wycieraczkę.

Zayn Fontana

they robbed of the things that i believe in humankind

: sob cze 20, 2026 2:26 pm
autor: Zayn Fontana
Jestem — przytaknął.
Czy rzeczywiście był najgorszy? Raczej nie, ale w odpowiedzi na stwierdzenie Coven warto było pokusić się o kłamstwo.
Nadal nie kwapił się do pomocy. Naprawdę uważał, że tego typu zadania, polegające na odzyskaniu kilku drobnych monet czy zagubionego ubrania, nie leżały w kręgu jego zainteresowań, nawet jeśli chodziło o przyjacielskaprzysługę. Przywykł do poważniejszych zleceń: kradzieży dzieł sztuki czy hakerskich sztuczek wartych kilka tysięcy dolarów.
W końcu jednak postanowił się zgodzić, chyba bardziej dla świętego spokoju niż z powodu nowo odnalezionej empatii wobec problemu Coven. Przez chwilę obserwował w ciszy niemal dziecięcy wybuch jej ekscytacji, bo kobieta aż podskoczyła z radości.
Wtedy Zayn zastanowił się, czy kiedykolwiek pozwolił sobie na taką beztroskę, jaką tak często dostrzegał u Coven. Myślami wrócił do czasów, gdy jego matka nie miała czego włożyć do garnka, później do kilku lat spędzonych u Giuseppe, podczas których musiał bardzo szybko dorosnąć, a następnie do narodzin Fredericy. To właśnie wtedy musiał wykazać się największą dojrzałością.
To znaczy, że masz śmietnik w komputerze — wyjaśnił najprościej, jak się dało. Siedząc przed laptopem, spojrzał na nią z lekkim rozbawieniem. Chyba również w tej kwestii nie potrafiliby dojść do porozumienia, bo Zayn miał wręcz pedantyczny stosunek do porządku zarówno wśród rzeczy, jak i ludzi. — Mhm — mruknął, słysząc jej wzmiankę, że nie zgodzi się na formatowanie, jeśli miałaby przez to wszystko stracić.
Tak naprawdę takie zadanie było dla Zayna błahostką, więc bardzo szybko uporał się z problemem i wygodnie rozsiadł się na drewnianej ławce, naiwnie sądząc, że to już koniec. A potem się zaśmiał, głośno i szczerze, tak jak nie śmiał się od dawna. Zdecydowanie nikt nigdy nie nazwał go szybką strzałą. Może czasami Max rzucał podobnymi tekstami, gdy siedzieli razem przy alkoholu i spowiadali się z minionych wydarzeń. To był jednak wyjątek. Coraz częściej odnosił wrażenie, że Coven również naginała granice, którymi tak usilnie Zayn odgradzał się od innych ludzi. Była miła, zabawna i wyjątkowo przyjaźnie do niego nastawiona, choć poznali się w... hmm... dość skomplikowanych okolicznościach.
Zerknął na ekran, a potem znów na twarz kobiety. Malujące się na niej zdumienie oraz błysk niedowierzania w oczach wywołały na jego ustach uśmiec.
No to masz Ottawę w Toronto — prychnął z kpiną. Następnie zerknął na zegarek na nadgarstku, jakby dokądś się spieszył. Freda miała jeszcze co najmniej dwie godziny zajęć, więc czasu nie brakowało. Początkowo był jednak przekonany, że Coven zaraz zbierze się, aby rozmówić się z oszustem. Zdążył ją jednak powstrzymać i ponownie usadzić na ławce, gdy zauważył, że aż się rwie, aby zerwać się na nogi i pobiec.
Chwilę później sam spojrzał na kobietę ze zdziwieniem. Wargi rozchyliły mu się nieznacznie, a w spojrzeniu pojawiło się pytanie. Nie rozumiał. A może właśnie rozumiał aż za dobrze, tylko nie miał najmniejszej ochoty angażować się w jej problemy jeszcze bardziej.
Co? — wydukał. Uniósł jedną brew, po czym zabrał dłoń z przedramienia przyjaciółki i skrzyżował ramiona na piersi— Coven, radź sobie już sama.
W chwili, w której wypowiedział te słowa na głos, zaczął się zastanawiać, jakie były szanse na to, że Coven rzeczywiście poradzi sobie sama.
Była infantylna, momentami aż nazbyt porywcza, emocjonalna, a do tego kompletnie nie potrafiła niczego zaplanować. Przez długie kilkanaście sekund patrzył więc, jak odwzajemnia jego spojrzenie, zapewne licząc na to, że jednak zaproponuje jakieś sensowne rozwiązanie.
W końcu westchnął niezadowolony, przy czym uniósł wzrok ku niebu. Był wierzący, wiec poprosil Boga o kolejną dawke cierpliwości.
Chodźmy do samochodu — zawyrokował, po czym leniwie podniósł się z ławki. — Mamy tylko dwie godziny. Potem muszę wrócić po Fredericę.

coven bremers

they robbed of the things that i believe in humankind

: sob cze 20, 2026 10:34 pm
autor: coven bremers
Nie uważała, żeby miała śmietnik w komputerze. Zayn ewidentnie przesadzał! Przecież Coven doskonale potrafiła odnaleźć tam wszystko, czego akurat potrzebowała. Może akurat zajmowało jej to trochę więcej czasu, ale jakie miało to znaczenie? Fontana nie korzystał na co dzień z jej laptopa, więc nie powinien czepiać się takich głupstw. Dobrze, że musieli obcować częściej niż było to konieczne, bo przyjaciel dostałby przy niej pierdolca. Bremers miała tyle wspólnego z pedantyzmem i porządkiem, co z naukami ścisłymi. Czyli nic.
Daj spokój — zbyła go niedbałym machnięciem ręki. — Jakoś sobie poradziłeś, to chyba nie jest aż tak źle, prawda? — uniosła wymownie brwi, bo namierzenie tego kogoś, kto nie wysłał jej ogrodniczek zajęło mu trzydzieści sekund. Naprawdę mógł darować sobie swoje mądrości.
Coven bywała nawina. Można wcisnąć jej każdy kit, a ona łyknie wszystko, jak gęś kluski. Nic dziwnego, że uwierzyła, kiedy człowiek z internetu zarzekał się, że przesyłka przyjdzie prosto z Ottawy. Nie dość, że okazało się, że mieszkali po sąsiedzku, to spodnie nie przyszły w ogóle. I jak to pokładać jakąkolwiek wiarę w ludzkość? Aż ręce opadają!
Nie zamierzała odpuścić. Wpatrywała się w niego intensywnie, robiąc przy tym szczenięce ślepia. Byli tak blisko złapania gagatka na gorącym uczynku, nie mogli pozwolić, żeby uszło mu to na sucho. Już pal sześć z pieniędzmi, ale co, jeśli nie tylko ona padła ofiarą takich paskudnych oszustw. Najwyraźniej zadziałało, bo chociaż Zayn powiedział, że ma sobie radzić sama, to ostatecznie kazał jej iść do samochodu. Bremers aż przyklasnęła w dłonie, bardzo zadowolona ze swojej siły perswazji. Nie bez powodu ojciec powtarzał, że miała dar przekonywania i nawet łysemu sprzedałaby grzebień.
Jesteś najlepszy! — skwitowała, podrywając się z ławki. No co? Tylko krowa nie zmienia zadania. Tym sposobem przyjaciel szybko awansował z niskiej pozycji na sam szczyt! — Dwie godziny powinny wystarczyć, żeby dojechać do Parkdale — stwierdziła po krótkiej chwili namysłu. Znajdowali się w West End, więc nie musieli krążyć po innych dzielnicach. Poza tym Fontana miał informacje, gdzie mieszkał oszust. Wystarczyło udać się pod wskazany adres.
Szybko pozbierała swoje rzeczy, nawet nie kwapiąc się, żeby wyłączyć komputer i natychmiast ruszyła do zaparkowanego w pobliżu samochodu. Poczekała aż Zayn otworzy auto i władowała się na miejsce pasażera.
Myślisz, że to może być ktoś niebezpieczny? — zerknęła na niego z ukosa. — Chyba nie zrobi nam żadnej krzywdy? —ściągnęła brwi, w głowie już pisząc najczarniejsze scenariusze. Co, jeżeli matacz nie tylko robił wały w sieci, ale też handlował narządami? Albo przetrzymywał w piwnicy wszystkich, którzy go przejrzeli? Potrząsnęła gwałtownie głową, żeby wybić z niej podobne myśli. Nie można tak się martwić na zapas. Byli we dwoje, a jak przyjdzie co do czego, to Fontana na pewno stanie w jej obronie.
Włączę nawigację — zadecydowała i kiedy tylko wyciągnęła z kieszeni telefon, od razu ustawiła lokalizację, którą wcześniej wypluł komputer. Oczywiście najpierw musiała trzy razy sprawdzić, czy rzeczywiście dobrze go wpisała. Nigdy nie miała pamięci do liczb.

Zayn Fontana

they robbed of the things that i believe in humankind

: śr cze 24, 2026 9:15 pm
autor: Zayn Fontana
Potrzebowałem tylko przeglądarki — odpowiedział zgodnie z prawdą, przy czym wymownie wzruszył ramionami. Zayn nie potrafiłby odnaleźć się wśród tak porozrzucanych plikow, ale ani przez moment nie wątpił, że Coven świetnie poruszała się między dokumentami i zapisanymi na komputerze zdjęciami.
Zayn z pewnością nie był naiwny. Stronił od tłumów tak samo, jak stronił od używek. Nie ufał ludziom, a każde zasłyszane słowo potrafił wielokrotnie filtrować. Nierzadko przymykał oczy na oczywiste kłamstwa, udając, że dawał im wiarę tylko po ty, aby nie angażować się w zbędne dyskusje.
Miał wrażenie, że pomimo młodego wieku przeżył już zbyt wiele, aby dać się łatwo oszukać. Z tego powodu jego ostrożność bywała nader przesadna, co momentami graniczyło z jakąś paranoją. Nie potrafił jednak postępować inaczej. Lata spędzone we Włoszech bardzo go doświadczyły. Widział rzeczy, które na zawsze zmieniły jego sposób patrzenia na świat, dlatego doskonale zdawał sobie sprawę, do czego zdolny potrafi być człowiek.
W Coven dostrzegał jednak dobroć. Nawet jeśli czasami wydawała mu się zbyt ufna albo zbyt dobitnie kierowała się sercem tam, gdzie rozsądek Zayna znowu nakazywał ostrożność, nigdy nie posądziłby jej o świadome działanie na czyjąś szkodę. Taka po prostu nie była. Może właśnie dlatego tak dobrze czuł się w jej towarzystwie. Stanowiła jawne przeciwiesntwo. Podczas gdy on wszędzie doszukiwał się ukrytych intencji, ona wydawała się patzzeć na ludzi bardziej przychylnie. Lubił więc spędzać z nią czas, bo przy niej łatwiej było mu odłożyć na bok część swojej nieokrzesanej ostrożności.
Zayn jedynie westchnął na entuzjazm kobiety. Wciąż nie uważał całej sprawy za szczególnie istotną i gdyby decyzja należała wyłącznie do niego, już dawno odpuściłby temat. Skoro jednak Coven tak bardzo zależało na złapaniu oszusta... ehh... z braku wyboru postanowił jej pomóc.
Zmierzył ją uważnym spojrzeniem, gdy nazwała go najlepszym. Jeszcze chwilę wcześniej w jej oczach był przecież tym najgorszym. Ostatecznie jednak prychnął rozbawiony i skinął głową, zgadzając się z oceną, że powinni bez problemu zdążyć pojechać do Parkdale i wrócić.
W samochodzie w zzupełnym odruchu zapiął swój pas. Następnie wysłuchując pytań Coven, pochylił się w jej stronę i zapiął również jej pas bezpieczeństwa. Podejrzewał, że w natłoku emocji całkowicie o tym by zapomniała. Dopiero wtedy wygodnie oparł się o fotel, uruchomił silnik i wyjechał z parkingu. Chwilę później gwałtownie włącył się do ruchu.
Nie sądzę — odpowiedział. Obdarzył kobietę jedynie przelotnym spojrzeniem, po czym ponownie skupił uwagę na prowadzeniu mercedesa.
Nie był pewien, czy w całym Toronto znalazłby się ktoś bardziej niebezpieczny od niego samego. Co prawda nie znał tutejszego półświatka i nie zamierzał się w to angażować, ale też trudno było mu uwierzyć, że drobny internetowy oszust zasługiwał na taką opinię. W jego wyobrażeniu był raczej mało rozgarniętym typem, który próbował dorobić do pensji. Nic więcej, więc z pewnością nie kimś, kogo należałoby się obawiać.
Jeżeli się boisz, to cię obronię — rzucił pół żartem, pół serio, po czym puścił Coven oczko.
Skoro już niefortunnie dał się wciągnąć w cały ten konflikt, nie zamierzał dopuścić, aby stała jej się jakakolwiek krzywda. Jednocześnie miał nadzieję, że cała ta wyprawa przebiegnie sprawnie, aby bez większego opóźnienia wrócili po Fredericę. — Tylko nie wpisz przypadkiem innego miasta — rzucił z rozbawieniem, zerkając na nią znowu, gdy po raz kolejny sprawdzała adres.
Gdy nawigacja wyznaczyła trasę, Zayn skupił się na drodze. Przecisnąl się przez popołudniowy ruch. Co jakiś czas zerkał jedynie na ekran telefonu Coven, kontrolując kolejne zjazdy i skrzyżowania. Kilkadziesiąt minut później opuścili bardziej zatłoczone ulice i skierowali się w stronę spokojniejszej części Parkdale, gdzie według lokalizacji miał znajdować się ich oszust.
W końcu zatrzymał mercedesa przy krawężniku przed niewielkim, zupełnie zwyczajnym domkiem jednorodzinnym. Zayn wyłączył silnik i jako pierwszy wysiadł na zewnątrz. Słońce świeciło wyjątkowo mocno, więc od razu sięgnął po okulary przeciwsłoneczne i wsunął je na nos. Następnie rozejrzał się dookoła, lustrując sąsiednie posesje. Wszystko wyglądało całkowicie normalnie. Wręcz zbyt normalnie jak na kryjówkę groźnego przestępcy, którego zdążyła sobie wyobrazić Coven.
Miejmy to już za sobą — powiedział i po prostu ruszył w stronę domu. Przeszedł przez krótki chodnik prowadzący do wejścia, po czym zatrzymał się przed drzwiami. Przez moment nasłuchiwał, ale z wnętrza nie dobiegł żaden dźwięk. W końcu uniósł dłoń i kilka razy naprawdę mocno zapukał. — Będę załamany jeżeli nikogo nie zastaniemy i przyciąniesz mnie tu jutro po raz drugi — rzucił do Coven, jednakw tym samym momencie usłyszeli trzask zamka.

coven bremers

they robbed of the things that i believe in humankind

: czw cze 25, 2026 11:21 pm
autor: coven bremers
Temat jej rzekomego bałaganu na pulpicie, którego wcale nie miała, uznała za zamknięty. Zayn bez problemu poradził sobie nie tylko z ze znalezieniem przeglądarki, ale również z namierzeniem internetowego oszusta. Teraz mieli ważniejsze sprawy na głowie.
Może była trochę naiwna. Miała tę irytującą skłonność do zakładania, że ludzie z reguły mają dobre intencje i nie próbują świadomie robić innym krzywdy. Przez lata niejednokrotnie obrywała za takie podejście po tyłku, ale jakoś nigdy nie potrafiła się go oduczyć. I chyba nawet nie chciała. Bo co właściwie miałaby zrobić? Zacząć doszukiwać się drugiego dna w każdym geście? Traktować wszystkich z nieufnością, dopóki nie udowodnią, że zasługują na coś więcej? To zwyczajnie nie leżało w jej naturze. Wolała dać się czasem rozczarować, niż żyć w przekonaniu, że każdy człowiek tylko czeka na okazję, żeby wykorzystać cudzą dobroć. Była w tym wszystkim zajebiście naiwna. Nie potrafiła rozpoznać, kiedy ktoś przekracza granice i nie wyciągała wnioski ze swoich błędów, co zwykle kończyło się na tym, że po jakimś czasie znowu dawała komuś kredyt zaufania. Taka już była. Ta jej wiara w ludzi rzadko szkodziła komukolwiek innemu. Najczęściej uderzała rykoszetem właśnie w Coven. To ona później zbierała się z rozczarowań i tłumaczyła cudze zachowania.
Zapewnienia Fontany o tym, że nie mają do czynienia z żadnym psychopatą nieco ją uspokoiły. Nie do końca, jednak kiedy dodał, że ją obroni, gdyby naszła taka konieczność, posłała mu uśmiech pełen wdzięczności. Aż jej się cieplej zrobiło na sercu. Z tego Zayna, to był jednak fajny gość! W dodatku taki przystojny! Mogłaby się w nim zabujać, ale chyba nie widziała się na dłużej u boku żadnego mężczyzny. Niewątpliwie z ich genami mieliby piękne dzieci.
Prawdziwy z ciebie bohater — westchnęła, totalnie oczarowana jego postawą. Mina szybko jej jednak zrzedła, gdy zrobił sobie z niej podśmiechujki o wpisaniu niewłaściwej lokalizacji. — Nie jestem aż taka głupia — odparła butnie. W sumie to była, bo o mały włos nie wklikała w nawigację Teheranu. Trochę by im się zeszło, gdyby mieli jechać do Iranu.
Po dojechaniu na miejsce Bremers odpięła pas i wzięła głęboki oddech. Stresowała się jak cholera, chociaż nie do końca wiedziała dlaczego. Może tym, jak powinna zacząć rozmowę z kimś, kto miał czelność ją oszukać? W głowie układała sobie wstępne przemówienia, jednak wszystko, co zamierzała powiedzieć, brzmiało jakoś bez sensu. W końcu wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę domu, który wyglądał całkiem zwyczajnie. Nic nie wskazywało na to, że mieszkał w nim jakiś wstrętny naciągacz.
Przestań — machnęła ręką, bo niespecjalnie wzięła sobie do serca słowa przyjaciela. — Będziesz zachwycony, jeśli okaże się, że musisz spędzić ze mną jeszcze trochę czasu — mrugnęła do niego porozumiewawczo.
Przestąpiła ze zniecierpliwieniem z nogi na nogę w oczekiwaniu aż ktoś otworzy drzwi, w które z impetem zapukał Fontana. Ktoś przekręcił zamek i nacisnął na klamkę.
Czego? — przemówił do nich niski, męski głos, jednak twarz dalej skrywała się za drzwiami, więc nie mogli go zobaczyć.
Pierwsza myśl, jaka przyszła Coven do głowy, to zapytanie go o to, czy jest zainteresowany rozmową o fotowoltaice, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.
Dzień dobry, czy ty jesteś userem Trendix? Ja to Clothiq. Kupowałam od ciebie ostatnio ogrodniczki, pamiętasz? Takie z naszywkami i w ogóle. Opłata przeszła, ale nigdy nie dostałam przesyłki — wyjaśniła zwięźle, ale wystarczająco zrozumiale, żeby facet wiedział, o co chodzi.

Zayn Fontana

they robbed of the things that i believe in humankind

: pt cze 26, 2026 12:28 am
autor: Zayn Fontana
Zayn uniósł kącik ust, bo dostrzegł uśmiech, który posłała mu Coven. Wyglądała na odrobinę spokojniejszą i to w jakimś dziwnym stopniu mu wystarczało. Przez krótką chwilę, taką którą złapał podczas prowadzenia, przyglądał się jej twarzy. Wydawała się znacznie mniej spięta niż jeszcze kilka minut wcześniej.
Czy ja wiem. — Nonszalancko oparł łokieć o drzwi i, prowadząc jedną ręką, ponownie skupił wzrok na drodze. — To ty mnie do tego zmuszasz — powiedział ni to poważnie, ni to rozbawiony. Po chwili znowu zerknął na Coven, zatrzymując na niej spojrzenie zaledwie na kilka sekund, po czym ponownie skierował całą uwagę na ulicę.
W rzeczywistości było mu daleko do bohatera i podejrzewał, że Coven doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nigdy nie rozmawiali otwarcie o tym, czym zajmował się pod osłoną nocy, ale przecież musiała wiedzieć. Znali się wystarczająco długo. Widziała go w jednej z najgorszych chwil, więc... więc na tę myśl cicho westchnął. Potem parsknął pod nosem, słysząc, jak z pełnym przekonaniem kobieta zaprzeczyła własnej głupocie.
Na miejscu Zayn nie czuł stresu. Raczej niecierpliwił się, aby wszystko poszło gładko i szybko, aby mogli na czas wrócić do High Centre Parku po Fredę.
Myślę, Coven, że ten czas moglibyśmy spędzić w znacznie bardziej produktywny sposób, zamiast znowu uganiać się za twoim oszustem. — Nachylił się nad przyjaciółką i na moment uniósł ciemne okulary, aby spojrzeć jej prosto w oczy. Uśmiechnął się zawadiacko, puścił oczko, po czym wyprostował się i ruszył w stronę drzwi.
Ehh! Zdecydowanie wolałby robić cokolwiek innego. Mogliby rozegrać partię badmintona w ogrodzie albo przygotować jedną z jego ulubionych włoskich potraw, choć podejrzewał, że Coven i tak prędzej wybrałaby tłustego burgera z frytkami. Sam od lat pozostawał wierny smakom, z którymi dorastał w Neapolu i niespecjalnie ciągnęło go do innych kuchni.
Myśl o wspólnym obiedzie szybko jednak uleciała z glowy Zayna. Kiedy stanął przed drzwiami domniemanego internetowego naciągacza, na jego twarz wróciła charakterystyczna mimika twardziela. Oczywiście nie zamierzał robić scen ani wdawać się w niepotrzebne przepychanki.
Chybaaa.
Chciał po prostu załatwić sprawę, odwrócić się na pięcie i wrócić do córeczki, dlatego naprawdę cierpliwie zniósł surowe powitanie nieznajomego, ktróry nawet nie zdecydował się wyściubić nosa poza próg domu. A potem z podobną wyrozumiałością, choć z mocno ściągniętymi brwiami, wsłuchał się w słowa przyjaciółki.
Mężczyzna po drugiej stronie drzwi najwyraźniej się zmieszał. Klamka ustąpiła, a drzwi uchyliły się zaledwie na kilka centymetrów. Przez krótką chwilę wyglądało na to, że zaraz z powrotem zatrzaśnie je i przekręci zamek. Właśnie wtedy Zayn zareagował i gwałtownie wsunął dłoń między framugę a drzwi, po czym pchnął je do środka.
Wtedy ich oczom ukazał się właściciel domu. Był to chuderlawy chłopak z grubymi okularami nosie i trzciną na brodzie. Wyglądał, jakby dopiero co liznął próg trzydziestki i od dawna nie opuszczał swoich czterech ścian. W domu panował półmrok. Wszystkie okna były zasłonięte, a jedynym źródłem światła pozostawały dwa monitory w rogu salonu.
Przyjaciółka przyszła to wyjaśnić — dodał.
Chłopaczyna chyba się przestraszył. Zerkał nerwowo raz na Coven, a raz na Zayna i prawdopodobnie zbierał wszystkie myśli do kupy.
Właściwie to co wolisz odzyskać. pieniądze czy towar? — rzucił do Coven, nie puszczając drzwi. Przelotnie na nią zerknął, po czym znów skupił wzrok na mężczyźnie. — Chyba jednak pieniądze, co? — zasugerował.

coven bremers