Strona 1 z 1

they robbed of the things that i believe in humankind

: sob cze 06, 2026 3:17 pm
autor: coven bremers
003.
Obrazek
Lubiła polować na okazje. Było coś satysfakcjonującego w świadomość, że zdobyła coś fajnego za ułamek pierwotnej ceny. Zakupy z drugiej ręki sprawiały jej ogromną frajdę! Poza tym był to zwyczajnie rozsądny sposób na oszczędzanie. Jej portfel nie cierpiał, gdy odkupywała ubrania od ludzi z internetu, a czasem wręcz zyskiwał, kiedy sama robiła porządki w szafie i wystawiała rzeczy, których już nie nosiła. W jej oczach był to układ idealny - mniej niepotrzebnego chomikowania, więcej miejsca na nowe zdobycze i kilka dodatkowych dolarów na koncie. A zdobycze potrafiły być naprawdę imponujące! Czasami, pośród setek nijakich ogłoszeń, trafiała na prawdziwe perełki. Takie, które sprawiały, że chciało się je kupić natychmiast. Dokładnie tak było z jeansowymi ogrodniczkami, na które napaliła się od pierwszego spojrzenia. Kosztowały śmiesznie mało, ale i tak najbardziej chodziło o krój. Nigdy wcześniej nie widziała podobnych. A do tego dochodziły kolorowe, miejscami przetarte naszywki. Coven była nimi absolutnie zachwycona! Nie miała pojęcia, czy naprawdę ich potrzebowała, ale to akurat nigdy nie było najważniejsze.
Sprzedający wydawał się wiarygodny - kilka zdjęć, krótki opis, szybkie odpowiedzi na wiadomości. Nic, co wzbudzałoby podejrzenia. Tyle że w takich sytuacjach właśnie to nic bywało najbardziej zdradliwe. Paczka nigdy nie dotarła. Na początku Bremers uznała, że to po prostu opóźnienie. Kurier nawalił, a gdzieś pomiędzy wypadł jeszcze weekend. No zawsze można było znaleźć jakieś wytłumaczenie. Ale dni mijały, status przesyłki nie zmieniał się ani o jotę, a kontakt ze sprzedającym zaczął się urywać. Najpierw odpowiedzi były rzadsze, potem coraz bardziej wymijające, aż w końcu zniknęły całkowicie. A potem zniknęło konto. Profil użytkownika, od którego kupiła ogrodniczki, po prostu przestał istnieć! Oczywiście zgłosiła sprawę przez aplikację, skrupulatnie opisując całą sytuację, dołączając potwierdzenie przelewu i zrzuty ekranu rozmów. Odpowiedź przyszła szybko, ale nie przyniosła ulgi. Sprzedający nie został zweryfikowany, ale za to pozostał bezkarny. Kazali na przyszłość zachować Coven ostrożność. I tyle.
Nie chodziło nawet o te pieniądze. Strata była irytująca, jasne. Mogłaby za nie kupić coś innego, może nawet lepszego. Ale to nie finansowy aspekt gryzł ją najbardziej. Najbardziej gryzła ją świadomość, że została oszukana! Ludzie to jednak straszne kurwy. W tym celu postanowiła zadzwonić do Zayna. Chciała się wyżalić, a przy okazji miała nadzieję, że kumpel znajdzie dla niej jakąś sensowną radę. Umówili się w centrum przyrody i edukacji ekologicznej, bo Fontana nie miał z kim zostawić córki. Wprawdzie Bremres nie interesowały takie rzeczy, ale przecież nie szła tam z zamiarem nauczenia się, jak rozpoznać bielika od myszołowa. Wzięła nawet ze sobą laptopa, żeby pokazać Zaynowi wszystkie zrzuty ekranu i inne dowody na to wstrętne oszustwo.
Cześć! — powitała się, kiedy dostrzegła ich tuż przed wejściem. — Hej, Freddie, super wyglądasz! — zwróciła się do sześcioletniej Fredericki, z którą przybiła żółwika. — Fajne warkocze. Kto ci je zaplótł? Tata? — przeniosła spojrzenie na Fontanę, bo jakoś nie spodziewała się po nim takich manualnych talentów. Nie miała go za ułomnego, ale dobrze pamiętała, jak to jest wychowywać się tylko z ojcem. Ten jej nie potrafił zrobić jej zwykłego kucyka, a co dopiero mówić o innej fryzurze.

Zayn Fontana