Strona 1 z 1

011. piwo, którem se nawarzył

: sob cze 06, 2026 9:20 pm
autor: Ricardo Martinez
Powrót z wycieczki niestety nie był tak kolorowy jak sobie zakładał Riczi. Ten rejs miał być dla niego i Rosi odpoczynkiem od Toronto, a okazał się istnym horrorem. Wszystko co tam się wydarzyło było zbyt intensywne, zbyt mocne i bardzo go zmęczyło. Nie chciał o tym z nikim rozmawiać, a na wszystkie pytania domowników odpowiadał wymijająco. Dopytywali ofkors o te trupy, bo wszystkim pisał w smskach, że mają trupa na jachcie, ale kiedy oni pytali, on zdawał się jakby trochę nie łapać kontekstu. Bo kiedy oni się zatrzymali na jednym trupie, on widział ich podczas tego rejsu kilka. Dlatego też powrót autkiem i piwko w kuchni nie wyglądało tak wspaniale, jak mogłoby. Rosie szybko poszła na górę, a Ricz tylko trochę powiedział jakie mieli kuchnie na łódce i resztę wieczoru słuchał co nowego u Pilar i Madoxa. Co jakiś czas tylko zerkał jak Gaba bawi się z jego pieskami, które notabene wcale za nim nie tęskniły wyrodne szczury, bo jedynie z Rosi się przywitały. A Burrito to nawet na niego szczeknął. Zresztą, na pewno pozostali domownicy też mogli wyczuć, że coś się wydarzyło pomiędzy Martinezami. Najgorsze było to, że Rosie wciąż twierdziła, że chce się rozwieźć. Gdzieś w połowie piwka zorinetował się, że bardzo ciężko będzie im ukrywać ten kryzys. Ale najgorsze było to, że cała trójka w kuchni dobrze wiedziała, że Riczi miał romans, więc pewnie zaczynali powoli łączyć kropki. W końcu przy drugim piwie Ricz powiedział, że jest zmęczony i musi isć spać. Bez przekonania zostawił ich w kuchni i poszedł do pokoju.
Wiadomo, Rosa wcale nie chciała, żeby zostawał z nią w pokoju, dlatego zaraz po tym jak się umył i przebrał w jakieś czyste spodnie i koszulkę do spania, zabrał poduszkę i poszedł na poszukiwanie miejsca do spania. Najpierw rozważał kanape, ale w sumie Gaba tam spała a poza tym Pilar i Madox jeszcze siedzieli w salonie i coś tam gadali. Później pomyślał o kozetce w gabinecie, ale z tego co pamiętał to ostatnio strasznie go pogieło. W końcu padło na wolny pokój na końcu korytarza. Skrada się tam po cichu, żeby nie zdradzić się pozostałym i wbija.
Niestety okazało sie, że ktoś inny miał ten sam pomysł.
Najwyraźniej Gaba awansowała w hierarchii i nagle dostała cały pokój, kiedy wcześniej miała tylko kawałek kanapy do spania. Stoi tak w drzwiach z poduszką i zdziwiony jest troche, bo nie dość, że Gaba leży w łóżku w jego pokoju, to jeszcze ma fryzurę podobną do ROsi. Aż się wycofwał na korytarz, ocenił, że ok, dobrze trafił i skrzywił się.
- A co ty robisz w moim pokoju Gaba - pyta jej i zamknął za sobą drzwi. Nie chciał, żeby cały dom się dowiedział, że w nocy nachodzi kuzynkę Madoxa.

Gabi???

011. piwo, którem se nawarzył

: pt cze 12, 2026 7:20 pm
autor: Gabriela R. Blais
Bezczelni. Nikt w tym mieszkaniu nie respektował jej prawa do kanapy, które nabyła drogą zasiedzenia. Jak przystało na podrabianego latynoskiego najeźdźcę, zaczęła więc przejmować coraz większe połacie terytorium. Madox nieraz posyłał jej znaczące spojrzenia, ale skoro jeszcze nie wypierdolił jej za drzwi, to chyba nie było tak źle. Gdyby wiedział o całej akcji z dwoma milionami, ten porywczy byczek od razu urządziłby awanturę, więc czuła się względnie bezpiecznie. Na tyle bezpiecznie, by okupować ostatni wolny pokój w tym mieszkaniu. Zresztą kanapa i tak była obecnie zajęta przez Madoxa i Pilar, którzy spijali sobie słodkie słówka z dzióbków. Było to tak przesłodzone, że aż mdliło, więc chwała Panu za ten wolny od miłości kawałek podłogi, a nawet i łóżka.
Leżała rozwalona pod cieplutką kołderką i z ponurą miną przeglądała wyniki badań. Po raz tysięczny szukała choćby najmniejszej nieprawidłowości, która mogłaby wskazywać na to, że lekarz jednak się pomylił. Może guz? Torbiel? Cokolwiek. Niestety dwóch ginekologów zgodnie potwierdziło coś, czego za wszelką cenę nie chciała dopuścić do świadomości.
Była w ciąży.
Nosiła w sobie istotę, która mimo morza alkoholu, białych ścieżek narkotyków i całego jej stylu życia uparcie trwała i rozwijała się w jej łonie. Pieprzony meksykański szaman, który sprzedał jej fejkowe tabletki antykoncepcyjne. No bo oczywiście tylko ona mogła uwierzyć, że wątpliwej jakości tabsy, popijane regularnie alkoholem, uchronią ją przed takim losem.
Przynajmniej były tanie.
Cała masa dziwnych wydarzeń, które rozegrały się podczas nieobecności Ricza i jego pięknej żony, skutecznie odciągała dziś uwagę od dramatów serwowanych wcześniej w salonie. Może nawet miała lekkie wyrzuty sumienia, że nie przywitała tej dwójki jak należy, ale chuj z tym. Nawet gdyby wcześniej nie pisała z Riczim, od razu wyczułaby, że w jego związku dzieje się coś niedobrego. Nie powinna więc być zaskoczona widokiem kuzyna, który nagle wparował do jej pokoju. Naprawdę nie powinna. A jednak patrzyła na niego z rozchylonymi ustami niczym nastolatka przyłapana na masturbacji. Poniekąd zresztą przyłapał ją na czymś innym, jak typowy stary, bo dokumenty wciąż leżały rozrzucone na pościeli. Ten niezręczny moment przerwała jednak reakcja mężczyzny.
Jeden krok do tyłu.
Ocena sytuacji.
I wielki powrót.
Przynajmniej Riczi zamknął za sobą drzwi. To akurat należało pochwalić, bo nie musiała wydzierać się jak zbuntowana nastolatka: DRZWI!!!!
- Twoim? - odpowiedziała tym samym zdziwionym tonem. W końcu poklepała dłonią materac obok siebie, dając mu znak, żeby przestał sterczeć przy wejściu jak kołek i usiadł jak normalny człowiek. Pozbierała papiery i wsunęła je pod poduszkę, po czym spojrzała na kuzyna, który wrócił z tego rejsu bardziej przypominając wrak Titanica niż żywego człowieka.
- Wyjebała cię? Bo jeśli każesz mi wracać do salonu, to będziemy się bić o ten pokój. Nie zniosę dłużej tych amorów Pilar i Madoxa. Pewnie właśnie się tam bzykają. Więc jak? Grzecznie się podzielisz czy odgrywamy bitwę o Śródziemie? - zmęczona przeczesała dłonią krótkie włosy i uniosła głowę, by spojrzeć na Ricza. Biedaczek nie wyglądał najlepiej. Nawet czysty i ubrany miał w sobie coś co wzbudzało litość. Na tyle, że aż miało się ochotę wrzucić banknot do jego kubeczka.

Ricardo Martinez

011. piwo, którem se nawarzył

: ndz cze 14, 2026 4:54 pm
autor: Ricardo Martinez
- A moim, moim - skinął głową i trochę zdziwiony, ale Gabi najwyraźniej nie była zdziwiona, bo od razu skumała co się dzieje. Ricz chciał na początku mówić, dobra na litość mnie nie weźmiesz, ale był na tyle smutny, że tak popatrzył po niej i uznał, że no dobra, chyba ma Gabi rację, nie będzie jej robił tego. Cieżko tak wzdycha i sobie wszedł do środka i się na to łóżko ładuje.
- No wyjebała, mogę tu spać? - Gaba wszystko zresztą wiedziała o tym, że Roska zna sekret tego, że się przespał z Erzą i przyjechał tu za nią do Toronto; wiedziała że Rosie jest zła i że chce się rozwieźć. C o prawda chyba tylko Ricz wierzył w te jej groźby, bo Gaba mu kilka razy mówiła, że na pewno to się tak nie skończy. On niestety znał Roskę dłużej no i wiedział, że taka obrażona na niego to jeszcze nigdy nie była. Beznadziejnie się czuł, bo wiedział, że teraz bez różnicy co powie i co zrobi, to i tak będzie uznany za winnego, w końcu to on ją zdradzał. To, że ona była dla niego wredna i tyrała go tak że czuł się nieistotny, to nie miało znaczenia. On sobie tylko szukał czułości i miłości po prostu, a teraz dostawał za to po głowie.
- Co tam czytasz - patrzy na te kartki, które ogląda Gaba, ona pewnie zresztą je szybko chciała zebrać, żeby nie zobaczył ich zawartości, natomiast no on ma szybkie latino eyes i zzezzował, że to coś ze szpitala. - To jakieś badania? - i wyciąga się, żeby jej kartki z ręki wyciągnać. Jakimś cudem mu się udaje i przelatuje po nich wzrokiem, marszczy czoło i spogląda zza nich na Gabriele. Bo on wie. Ona wie. Ale czy ona wie co z tym zrobić? On nie wie co z tym zrobić, ale jest lekko przerażony.
- To leginte? A Madox wie?
No tak, bo Madox ważniejszy niż ojciec dziecka, co nie? Chociaż Ricz to tak na prawdę nie wie kto byłby jej ojcem dziecka, to zastanawia się zastanawia i nagle skupia znów spojrzenie na Gabie.
- To ten od lisa? Zrobił ci dzieciaka? Mówiłaś, że cie zostawił? Zostawił Cię bo zrobił ci dziecka? Ja jebie - i wtedy to do niego dotarło: Gabriela będzie samotną matką!! Ale przecież ona sama jest jak dziecko, poza tym dzieciak to potrzebuje father figure. Ale no znał Gabę na tyle, że się nie chciał nad nią znęcać mówiąc coś niedorzecznego jak to, że powinna znaleźć sobie tu i teraz chłopaka. A co jak wpadła z jakimś debilem? Oddaje jej kartki.
- I co teraz Gabi?

Gabriela R. Blais

011. piwo, którem se nawarzył

: czw cze 18, 2026 1:35 pm
autor: Gabriela R. Blais
W normalnych okolicznościach chętnie stoczyłaby tę bitwę o pokój i wypróbowała te kilka chwytów, których się nauczyła od kumpla. Była nawet ciekawa czy udałoby jej się powalić takiego byczka jak Riczi, ale oboje byli przemieleni i wypluci przez życie.
- Jasne, ale jak zaczniesz się do mnie przytulać przez sen, to ci walnę z łokcia. - ostrzegła go, tak w razie czego i zrobiła mu miejsce. Ona wierzyła w to, że pomiędzy kuzynem, a Rozą w końcu zapanuje zgoda. Byłoby mega do dupy, jakby teraz mieli się w takich nastrojach kisić w tym mieszkaniu w piątkę. A ona jeszcze dzielić łóżko z kuzynem, bo miała na tyle empatii w sobie, że nie wysyłałaby tego biedaka na kanapę, gdzie pewnie teraz wsiąkał w materiał pot Madoxa i Pilar. Dobrze, że często nocowała poza domem, to nie pozabija się o ten pokój z Riczim, gdy zacznie ją drażnić. Bo kiedyś ten moment nadejdzie, jeśli mieli od teraz spać ze sobą.
- Hej! To moje! - rzuciła się od razu w stronę mężczyzny, żeby wyrwać mu te kartki z rąk, ale było już za późno. Zdążył przeczytać. A podobno tak bardzo dobrze sobie nie radził z angielskim. Kłamca. Chociaż dobra, Roza była w ciąży, to pewnie nie raz widział takie świstki i studiował je jak jakiś pojeb, żeby dowiedzieć się czy było wszystko git.
- Nie wie. I wolę, żeby jeszcze nie wiedział. - sięgnęła po poduszkę i spojrzała na Ricziego ze smutkiem w oczach. - Wybacz stary, ale teraz to muszę cię zabić. - powiedziała z pełną powagą i powaliła na materac kuzyna, przyciskając poduszkę do jego twarzy. Po kilku sekundach odpuściła, chociaż przyjemnie patrzyło się na szamoczącego się pod nią osiłka. - Powiesz mu, to spełnię tę groźbę, jasne? - pogroziła jeszcze palcem, żeby dobitnie uzmysłowił sobie swoje położenie i usiadła obok niego, wbijając swój wzrok w ścianę.
- Nie wiem Riczi. Mam pięciu kandydatów i muszę zrobić badania, żeby wiedzieć, który jest ojcem. Z Noe sytuacja jest tragiczna. Sfriendzonowałam go i on ma teraz dziewczynę. Naszą przyjaźń szlag jasny trafił, a reszta... Żaden nie nadaje się na ojca. Zostałam z tym sama... Zresztą nie rozmawiamy teraz o mnie. Bo jak będziemy to się rozkleję. Lepiej mów jak twoja sytuacja. Nadal jest na ciebie zła? Wiesz jak jest zła, to chyba nawet spoko nie? Gorzej jakby była obojętna i miała cię gdzieś. Tak przynajmniej wiesz, że dalej coś czuje. - chociaż jego sytuacja też była do bani. - To ta klątwa Riczi. Nasza rodzina jest przeklęta. Powinniśmy iść do kogoś kto zdejmie z nas ten urok.

Ricardo Martinez