Ghost from the past
: pn cze 08, 2026 12:51 am
Pierwszy raz.
Pierwszy raz na imprezie.
Pierwszy raz w klubie.
Bała się. Cholernie się bała. To nie były godziny, a wręcz cały tydzień spędzony nad rozważaniem czy w ogóle powinna przychodzić na te urodziny. Może jeszcze gdyby były organizowane w mniejszym gronie i w miejscu, które nie było aż tak publiczne, to decyzja byłaby znacznie łatwiejsza. Jednak Diana się uparła na imprezę urodzinową w klubie, a im większa liczba gości, tym większa gwarancja sukcesu imprezy według jej standardów. Pewnie jeszcze pół roku temu Cora miałaby te same standardy, ale ostatnie miesiące wiele zmieniły w jej postrzeganiu świata. Nie była już tą samą panienką Marshall co kiedyś. Ba! Nawet nie powinna już nosić tego nazwiska, ale nie tak łatwo Christopherowi jest go jej pozbyć, a jej samej nie szczególnie na tym zależy, więc teoretycznie wciąż jest Marshall, ale praktycznie coraz mniej ją łączy z dawnym życiem.
Uczyła się żyć na nowo. Zmieniała swoje priorytety. Od zawsze kierowała się empatią i miłością, ale teraz w jej relacjach z innymi pojawiał się także dystans. Nie była już tak otwarta, ale pomału te burzyła mur, który powstał wokół niej kilka tygodni temu.
Mur ten zbudowała w mgnieniu oka, gdy jej granice zostały przekroczone w brutalny sposób, a pewność siebie zmiażdżona i opluta. Odkąd sięgała pamięcią, to lubiła zabawę i szaleństwa. Zawsze ciężko ją było zatrzymać i nie wiedziała, co to strach. Jednak Daniel bardzo szybko ją tego nauczył. Chamskie słowa kierowane ze strony mężczyzn były już dla niej codziennością, ale jeszcze nigdy nie została zaatakowana fizycznie. Jeszcze nigdy nie miała zablokowanej drogi ucieczki. Aż natrafiła na Daniela, który na pozór wydawał jej się zdolnym i ciekawym artystą, a ostatecznie uznał, że może wykorzystać jej ciało zamykając ją w łazience.
Na szczęście tamtego wieczoru ratunek nadszedł prędzej czy później, nie pozwalając na mężczyźnie na przekroczenie kolejnych granic. Jednak i tak odbiło się to na Corze znacząco. Dlatego potrzebowała dosyć sporo czasu, aby dojść do siebie i zdecydować się na dzisiejsze wyjście. Nawet strój wybierała, aby nie był zbyt krzykliwy, bo już zbyt często ostatnio usłyszała od innego artysty, że pokazuje za dużo. Na całe szczęście oprócz niego inni przedstawicieli tejże płci udowodnili jej, że wcale nie jest tak ani z nimi ani z nią źle. Dlatego ostatecznie wybrała się na imprezę.
Początek przebiegał bez jakichkolwiek komplikacji. Przywitanie, koleżeńskie rozmowy, pierwszy i jedyny drink, a także nawet jeden taniec w wąskim, znanym jej gronie. Przyszedł jednak czas na skorzystanie z toalety, więc musiała opuścić na kilka minut lożę VIP. To miała być tylko chwila i już zmierzała szybkim krokiem do toalety, gdy nagle jej drogę zagrodził pewien mężczyzna.
- Oh moja piękna blondi, może tym razem mi nie ucieknie- jej uszu dobiegł znajomy głos Daniela, zanim w ogóle odważyła się podnieść głowę. Raptem na ułamek sekundy, aby się utwierdzić, że to właśnie on. Jej ciało zadrżało, a następnie zastygło. Chciała uciekać, a jednocześnie nie potrafiła. ZNOWU
- Zostaw mnie Daniel- wysyczała przez zęby próbując go minąć, ale jej nogi nie drgnęły.- Mkze dokończymy to, co ostatnio nam przeszkodzono?- nachylił się do jej ucha obejmując ją mocno w pasie. To wywołało odruch obronny w Corze i próbowała go odepchnąć, ale wyglądała przy tym komicznie, bo miała znacznie mniej siły niż facet jakąś głowę wyższą od niej. Jednak nie mogła tym razem się poddać. Musiała walczyć. Musiała walczyć z największym znanym jej zagrożeniem.
Filippo Carissoni
Pierwszy raz na imprezie.
Pierwszy raz w klubie.
Bała się. Cholernie się bała. To nie były godziny, a wręcz cały tydzień spędzony nad rozważaniem czy w ogóle powinna przychodzić na te urodziny. Może jeszcze gdyby były organizowane w mniejszym gronie i w miejscu, które nie było aż tak publiczne, to decyzja byłaby znacznie łatwiejsza. Jednak Diana się uparła na imprezę urodzinową w klubie, a im większa liczba gości, tym większa gwarancja sukcesu imprezy według jej standardów. Pewnie jeszcze pół roku temu Cora miałaby te same standardy, ale ostatnie miesiące wiele zmieniły w jej postrzeganiu świata. Nie była już tą samą panienką Marshall co kiedyś. Ba! Nawet nie powinna już nosić tego nazwiska, ale nie tak łatwo Christopherowi jest go jej pozbyć, a jej samej nie szczególnie na tym zależy, więc teoretycznie wciąż jest Marshall, ale praktycznie coraz mniej ją łączy z dawnym życiem.
Uczyła się żyć na nowo. Zmieniała swoje priorytety. Od zawsze kierowała się empatią i miłością, ale teraz w jej relacjach z innymi pojawiał się także dystans. Nie była już tak otwarta, ale pomału te burzyła mur, który powstał wokół niej kilka tygodni temu.
Mur ten zbudowała w mgnieniu oka, gdy jej granice zostały przekroczone w brutalny sposób, a pewność siebie zmiażdżona i opluta. Odkąd sięgała pamięcią, to lubiła zabawę i szaleństwa. Zawsze ciężko ją było zatrzymać i nie wiedziała, co to strach. Jednak Daniel bardzo szybko ją tego nauczył. Chamskie słowa kierowane ze strony mężczyzn były już dla niej codziennością, ale jeszcze nigdy nie została zaatakowana fizycznie. Jeszcze nigdy nie miała zablokowanej drogi ucieczki. Aż natrafiła na Daniela, który na pozór wydawał jej się zdolnym i ciekawym artystą, a ostatecznie uznał, że może wykorzystać jej ciało zamykając ją w łazience.
Na szczęście tamtego wieczoru ratunek nadszedł prędzej czy później, nie pozwalając na mężczyźnie na przekroczenie kolejnych granic. Jednak i tak odbiło się to na Corze znacząco. Dlatego potrzebowała dosyć sporo czasu, aby dojść do siebie i zdecydować się na dzisiejsze wyjście. Nawet strój wybierała, aby nie był zbyt krzykliwy, bo już zbyt często ostatnio usłyszała od innego artysty, że pokazuje za dużo. Na całe szczęście oprócz niego inni przedstawicieli tejże płci udowodnili jej, że wcale nie jest tak ani z nimi ani z nią źle. Dlatego ostatecznie wybrała się na imprezę.
Początek przebiegał bez jakichkolwiek komplikacji. Przywitanie, koleżeńskie rozmowy, pierwszy i jedyny drink, a także nawet jeden taniec w wąskim, znanym jej gronie. Przyszedł jednak czas na skorzystanie z toalety, więc musiała opuścić na kilka minut lożę VIP. To miała być tylko chwila i już zmierzała szybkim krokiem do toalety, gdy nagle jej drogę zagrodził pewien mężczyzna.
- Oh moja piękna blondi, może tym razem mi nie ucieknie- jej uszu dobiegł znajomy głos Daniela, zanim w ogóle odważyła się podnieść głowę. Raptem na ułamek sekundy, aby się utwierdzić, że to właśnie on. Jej ciało zadrżało, a następnie zastygło. Chciała uciekać, a jednocześnie nie potrafiła. ZNOWU
- Zostaw mnie Daniel- wysyczała przez zęby próbując go minąć, ale jej nogi nie drgnęły.- Mkze dokończymy to, co ostatnio nam przeszkodzono?- nachylił się do jej ucha obejmując ją mocno w pasie. To wywołało odruch obronny w Corze i próbowała go odepchnąć, ale wyglądała przy tym komicznie, bo miała znacznie mniej siły niż facet jakąś głowę wyższą od niej. Jednak nie mogła tym razem się poddać. Musiała walczyć. Musiała walczyć z największym znanym jej zagrożeniem.
Filippo Carissoni