we've got ourselves a mouse crisis
: pn cze 08, 2026 5:51 am
talking away..
i don't know what I'm to say
Mieszkała tutaj już od jakichś dwóch tygodni, a pudła z ciuchami wciąż stały nierozpakowane. Kartony z mangami to była już druga sprawa, zwłaszcza że połowę z nich spokojnie można by porównać do czegoś na miarę świerszczyków. No ale co? Człowiek miał swoje zainteresowania, prawda? Rosenhall włączyła gramofon, wsuwając winyl kultowego zespołu a-ha. Charakterystyczne dźwięki Take On Me rozbrzmiały w jej pokoju, a ona, przechodząc od pudła do pudła, tańczyła sobie, podśpiewując i powoli rozpakowując rzeczy. Układała ciuchy do szafek i szuflad, które wcześniej Archie pomógł jej ogarnąć. - Take on meeee - wyrzuciła z siebie półfałszem, półpełnym zaangażowaniem...chodziło tu o effort, co nie?
Była cholernie wdzięczna swojemu staremu przyjacielowi. Nie widywali się często, ale utrzymywali kontakt, pykając sobie w gierki, gdy mieszkała za granicą. Cholernie się ucieszyła, gdy zaproponował jej zamieszkanie u niego w domu, razem z innymi współlokatorami. Biorąc pod uwagę jej ówczesny stan i fakt, że na dobrą sprawę, poza rodzeństwem, nie znała prawie nikogo w tym mieście, wydawało jej się to rozwiązaniem niemal idealnym. Mogła zacząć od nowa. Tym bardziej że udało jej się załapać pracę jako pomoc adwokata w kancelarii prawniczej i barmanka w The Well. Powoli wszystko się układało, a los wydawał się, jakby w końcu delikatnie się do niej uśmiechnął...
Po chwili usłyszała jednak coś dziwnego.
Jakieś chrupanie? Szuranie? Zmarszczyła brwi, podeszła do gramofonu i odsunęła igłę, nasłuchując, skąd dochodził ten dźwięk. Po chwili zorientowała się, że jego źródło znajdowało się w jednym z jej kartonów. Nachyliła się ostrożnie i wtedy ją zobaczyła. Mysz polną. Która. Zajadała. Jej. Mangi!!! - what in the actual... - pisnęła głośno, schylając się szybko, ale mysz zdążyła już schować się głębiej w kartonie. Thalia chwyciła pierwszą lepszą mangę, tę z dziurą w okładce, jak dowód zbrodni w sprawienajwyższej wagi, po czym wybiegła z pokoju na korytarz, szukając drzwi Archiego. Gdy je znalazła, zaczęła walić w nie dynamicznie, a jak nie otworzył ich w ułamku sekundy to.. nie wytrzymała i otworzyła je sama. Na szczęście nie robił nic podejrzanego. Wink wink - Arch! - wyrzuciła z siebie, wpadając do środka. - Mam mysz w pokoju! Skubana zeżarła mi jeden z moich ulubionych tomów! - Zaczęła wymachiwać mu mangą przed twarzą, ale po sekundzie zamarła, bo dotarło do niej, że mógłby zobaczyć, czym ta manga właściwie była. Szybko schowała ją za plecy, jak gdyby nigdy nic, - No nie stój tak! Mamy kryzys!
Arch
i don't know what I'm to say
Mieszkała tutaj już od jakichś dwóch tygodni, a pudła z ciuchami wciąż stały nierozpakowane. Kartony z mangami to była już druga sprawa, zwłaszcza że połowę z nich spokojnie można by porównać do czegoś na miarę świerszczyków. No ale co? Człowiek miał swoje zainteresowania, prawda? Rosenhall włączyła gramofon, wsuwając winyl kultowego zespołu a-ha. Charakterystyczne dźwięki Take On Me rozbrzmiały w jej pokoju, a ona, przechodząc od pudła do pudła, tańczyła sobie, podśpiewując i powoli rozpakowując rzeczy. Układała ciuchy do szafek i szuflad, które wcześniej Archie pomógł jej ogarnąć. - Take on meeee - wyrzuciła z siebie półfałszem, półpełnym zaangażowaniem...chodziło tu o effort, co nie?
Była cholernie wdzięczna swojemu staremu przyjacielowi. Nie widywali się często, ale utrzymywali kontakt, pykając sobie w gierki, gdy mieszkała za granicą. Cholernie się ucieszyła, gdy zaproponował jej zamieszkanie u niego w domu, razem z innymi współlokatorami. Biorąc pod uwagę jej ówczesny stan i fakt, że na dobrą sprawę, poza rodzeństwem, nie znała prawie nikogo w tym mieście, wydawało jej się to rozwiązaniem niemal idealnym. Mogła zacząć od nowa. Tym bardziej że udało jej się załapać pracę jako pomoc adwokata w kancelarii prawniczej i barmanka w The Well. Powoli wszystko się układało, a los wydawał się, jakby w końcu delikatnie się do niej uśmiechnął...
Po chwili usłyszała jednak coś dziwnego.
Jakieś chrupanie? Szuranie? Zmarszczyła brwi, podeszła do gramofonu i odsunęła igłę, nasłuchując, skąd dochodził ten dźwięk. Po chwili zorientowała się, że jego źródło znajdowało się w jednym z jej kartonów. Nachyliła się ostrożnie i wtedy ją zobaczyła. Mysz polną. Która. Zajadała. Jej. Mangi!!! - what in the actual... - pisnęła głośno, schylając się szybko, ale mysz zdążyła już schować się głębiej w kartonie. Thalia chwyciła pierwszą lepszą mangę, tę z dziurą w okładce, jak dowód zbrodni w sprawienajwyższej wagi, po czym wybiegła z pokoju na korytarz, szukając drzwi Archiego. Gdy je znalazła, zaczęła walić w nie dynamicznie, a jak nie otworzył ich w ułamku sekundy to.. nie wytrzymała i otworzyła je sama. Na szczęście nie robił nic podejrzanego. Wink wink - Arch! - wyrzuciła z siebie, wpadając do środka. - Mam mysz w pokoju! Skubana zeżarła mi jeden z moich ulubionych tomów! - Zaczęła wymachiwać mu mangą przed twarzą, ale po sekundzie zamarła, bo dotarło do niej, że mógłby zobaczyć, czym ta manga właściwie była. Szybko schowała ją za plecy, jak gdyby nigdy nic, - No nie stój tak! Mamy kryzys!
Arch

