Perfect night
: wt cze 09, 2026 1:17 pm
Chciała go poznać. Ta myśl coraz częściej krążyła Ethanowi po głowie, kiedy nieubłaganie zbliżał się weekend i ich pierwsze wspólne wyjście. I coraz częściej łapał się na tym, że nie mógł się tego doczekać.
Plan był prosty - mężczyzna chciał udowodnić Cherry, że potrafił stanąć na wysokości zadania. Mówił wiele, ale zdawał sobie sprawę, że dla niej liczyły się czyny, musiał więc to uszanować. Był tylko jeden warunek, który stanowił dla niego wyzwanie - miał się do niej nie zbliżać. Już podczas ostatniej rozmowy w firmie wiedział, jak trudne czekało go zadanie, niemniej nie miał wyjścia, jak się tego podjąć. Zwłaszcza, gdy nie miał wątpliwości co do tego, jak oboje na siebie działali. Musiał jedynie zachować cierpliwość, wiedząc, że siła przyciągania między nimi prędzej czy później złamie ich oboje. Dziś postanowił trzymać ręce przy sobie, najdłużej, jak to było możliwe.
Schował je w kieszeniach, kiedy czekał pod budynkiem kobiety oparty nonszalancko o swoje ferrari. Delikatne napięcie w barkach świadczyło o tym, że nieco się stresował przebiegiem tego wieczoru. Niepokój czający się w zakamarkach jego umysłu dawał mu do zrozumienia, jak wiele zależało od dzisiejszej randki, jeśli dobrze pójdzie, jednej z pierwszych. Jednocześnie wiedział, że Cherry Marshall była warta każdego zachodu.
Podniósł na nią spojrzenie już w momencie, gdy otworzyła drzwi apartamentowca. Niemal od razu kącik jego ust drgnął delikatnie ku górze, a jego serce przyspieszyło. Tak jak zawsze, idąc z wysoko uniesioną głową, emanowała siłą i kobiecością. Wprost nie dało się jej nie zauważyć. Przez chwilę po prostu ją podziwiał - jej rozpuszczone ciemne włosy nieznacznie unoszące się pod wpływem ciepłego, wiosennego wiatru, przez enigmatyczny uśmiech, którym go uraczyła na powitanie, po kołyszące się z gracją biodra. Jak zawsze była perfekcyjna w każdym calu.
— Dobry wieczór, ma Cherie - przywitał się z tym swoim czarującym uśmiechem i podniósł z miejsca, żeby przystanąć przy niej. W pierwszym odruchu miał ochotę złapać ją za talię i przyciągnąć ją do siebie, ale w ostatniej chwili się powstrzymał, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści, nadal schowane w kieszeniach spodni. Nie mógł pozwolić sobie jej przytłoczyć. — Wyglądasz zjawiskowo - co podobało mu się jeszcze bardziej, gdy wiedział, że ubrała się dla niego. — Jak się czujesz? - zapytał, bo pamiętał, że miała wizytę u lekarza. W końcu wzięła go pod uwagę, gdyż chciała mieć dużo czasu na rozmowę tego wieczoru. — Gotowa do podróży? - uśmiechnął się łagodnie, starannie ukrywając nadal odczuwane w karku napięcie. Otworzył drzwi auta i podał jej dłoń. Drobny gest, który znaczył dla niego więcej, niż sam chciał to przyznać.
ma cherie
Plan był prosty - mężczyzna chciał udowodnić Cherry, że potrafił stanąć na wysokości zadania. Mówił wiele, ale zdawał sobie sprawę, że dla niej liczyły się czyny, musiał więc to uszanować. Był tylko jeden warunek, który stanowił dla niego wyzwanie - miał się do niej nie zbliżać. Już podczas ostatniej rozmowy w firmie wiedział, jak trudne czekało go zadanie, niemniej nie miał wyjścia, jak się tego podjąć. Zwłaszcza, gdy nie miał wątpliwości co do tego, jak oboje na siebie działali. Musiał jedynie zachować cierpliwość, wiedząc, że siła przyciągania między nimi prędzej czy później złamie ich oboje. Dziś postanowił trzymać ręce przy sobie, najdłużej, jak to było możliwe.
Schował je w kieszeniach, kiedy czekał pod budynkiem kobiety oparty nonszalancko o swoje ferrari. Delikatne napięcie w barkach świadczyło o tym, że nieco się stresował przebiegiem tego wieczoru. Niepokój czający się w zakamarkach jego umysłu dawał mu do zrozumienia, jak wiele zależało od dzisiejszej randki, jeśli dobrze pójdzie, jednej z pierwszych. Jednocześnie wiedział, że Cherry Marshall była warta każdego zachodu.
Podniósł na nią spojrzenie już w momencie, gdy otworzyła drzwi apartamentowca. Niemal od razu kącik jego ust drgnął delikatnie ku górze, a jego serce przyspieszyło. Tak jak zawsze, idąc z wysoko uniesioną głową, emanowała siłą i kobiecością. Wprost nie dało się jej nie zauważyć. Przez chwilę po prostu ją podziwiał - jej rozpuszczone ciemne włosy nieznacznie unoszące się pod wpływem ciepłego, wiosennego wiatru, przez enigmatyczny uśmiech, którym go uraczyła na powitanie, po kołyszące się z gracją biodra. Jak zawsze była perfekcyjna w każdym calu.
— Dobry wieczór, ma Cherie - przywitał się z tym swoim czarującym uśmiechem i podniósł z miejsca, żeby przystanąć przy niej. W pierwszym odruchu miał ochotę złapać ją za talię i przyciągnąć ją do siebie, ale w ostatniej chwili się powstrzymał, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści, nadal schowane w kieszeniach spodni. Nie mógł pozwolić sobie jej przytłoczyć. — Wyglądasz zjawiskowo - co podobało mu się jeszcze bardziej, gdy wiedział, że ubrała się dla niego. — Jak się czujesz? - zapytał, bo pamiętał, że miała wizytę u lekarza. W końcu wzięła go pod uwagę, gdyż chciała mieć dużo czasu na rozmowę tego wieczoru. — Gotowa do podróży? - uśmiechnął się łagodnie, starannie ukrywając nadal odczuwane w karku napięcie. Otworzył drzwi auta i podał jej dłoń. Drobny gest, który znaczył dla niego więcej, niż sam chciał to przyznać.
ma cherie