evacuate the dancefloor
: wt cze 09, 2026 3:56 pm
Oh, im infected by the sound..
- Thall! Szykuje się gruba impreza o 20:00 na Parkdale! Podobno cholernie dużo ludzi się zbierze i możliwe, że będzie prowiant. - rzuciła podekscytowana Liz przez telefon, gdy Thalia wychodziła z biura po długiej zmianie pod okiem adwokata Patela. Cholernie ją irytował. Nie rozumiała zbytnio czemu, ale po prostu z nim nie kliknęła od początku tak, jakby chciała. Starała się być profesjonalna, wykonywać swoje obowiązki z należytą starannością i skupieniem, jednak sam pomysł uprzykrzenia przełożonemu dnia wpływał pozytywnie na ilość endorfinek rozchodzących się po jej mózgu, gdy o tym myślała. Może to dlatego, że była jeszcze młoda. Choć nie na tyle młoda, żeby mieć takie pomysły w głowie, ale… no nie mogła się powstrzymać. Shit happens, eh?
Potrzebowała się rozerwać, napić, zapomnieć o wszystkim, co sprawiało, że nie czuła się jak jakaś pusta wersja siebie przepełniona myślami, które doprowadzały ją do stanu, w którym najlepiej nie wychodziłaby z pokoju i nie wpatrywała się we swoje żałosne odbicie. - Widzimy się na miejscu. - odpowiedziała uśmiechnięta, wchodząc do autobusu, który zabrał ją do domu, i się rozłączyła. Szybko się przebrała w bardziej klubowe ciuchy, a potem ruszyła na miejsce spotkania. Nie była pewna, jak długo zostanie, z kim zakończy tę noc, ale wiedziała, że teraz miała możliwość choć trochę odżyć i nie mogła jej zaprzepaścić.
Muzyka rozbrzmiewała, ludzie tańczyli stłoczeni obok siebie, alkohol lał się strumieniami, a ona i Lizzie nie marnowały czasu. Zaczęły od shotów, wymieniając się historiami z ich ostatnich randek bez zobowiązań i tym, co się u nich działo. - Fuck, Thal! To moja piosenka, chodźmy! - rzuciła kumpela, ciągnąc Thal w kierunku zatłoczonego parkietu. W mgnieniu oka zaczęły tańczyć ze sobą, śpiewając teksty piosenek, gdy nagle jakieś imbecyle zdecydowały się odwalić jakieś pogo na środku i przepychać innych ludzi. Rosenhall straciła balans i wpadła tyłem na kogoś, by zaraz usłyszeć, - Uważaj, jak się ruszasz, grubasko! - fala złości i zażenowania przeszła przez całe jej ciało, a gdy spojrzała, kto dosłownie rzucił to w jej kierunku, ujrzała nie kogo innego jak swoją starą przyjaciółkę i byłą dziewczynę…
…swojego brata. - Coś ty powiedziała? - wyrzuciła z siebie przez zaciśnięte zęby.
no co za krowa
- Thall! Szykuje się gruba impreza o 20:00 na Parkdale! Podobno cholernie dużo ludzi się zbierze i możliwe, że będzie prowiant. - rzuciła podekscytowana Liz przez telefon, gdy Thalia wychodziła z biura po długiej zmianie pod okiem adwokata Patela. Cholernie ją irytował. Nie rozumiała zbytnio czemu, ale po prostu z nim nie kliknęła od początku tak, jakby chciała. Starała się być profesjonalna, wykonywać swoje obowiązki z należytą starannością i skupieniem, jednak sam pomysł uprzykrzenia przełożonemu dnia wpływał pozytywnie na ilość endorfinek rozchodzących się po jej mózgu, gdy o tym myślała. Może to dlatego, że była jeszcze młoda. Choć nie na tyle młoda, żeby mieć takie pomysły w głowie, ale… no nie mogła się powstrzymać. Shit happens, eh?
Potrzebowała się rozerwać, napić, zapomnieć o wszystkim, co sprawiało, że nie czuła się jak jakaś pusta wersja siebie przepełniona myślami, które doprowadzały ją do stanu, w którym najlepiej nie wychodziłaby z pokoju i nie wpatrywała się we swoje żałosne odbicie. - Widzimy się na miejscu. - odpowiedziała uśmiechnięta, wchodząc do autobusu, który zabrał ją do domu, i się rozłączyła. Szybko się przebrała w bardziej klubowe ciuchy, a potem ruszyła na miejsce spotkania. Nie była pewna, jak długo zostanie, z kim zakończy tę noc, ale wiedziała, że teraz miała możliwość choć trochę odżyć i nie mogła jej zaprzepaścić.
Muzyka rozbrzmiewała, ludzie tańczyli stłoczeni obok siebie, alkohol lał się strumieniami, a ona i Lizzie nie marnowały czasu. Zaczęły od shotów, wymieniając się historiami z ich ostatnich randek bez zobowiązań i tym, co się u nich działo. - Fuck, Thal! To moja piosenka, chodźmy! - rzuciła kumpela, ciągnąc Thal w kierunku zatłoczonego parkietu. W mgnieniu oka zaczęły tańczyć ze sobą, śpiewając teksty piosenek, gdy nagle jakieś imbecyle zdecydowały się odwalić jakieś pogo na środku i przepychać innych ludzi. Rosenhall straciła balans i wpadła tyłem na kogoś, by zaraz usłyszeć, - Uważaj, jak się ruszasz, grubasko! - fala złości i zażenowania przeszła przez całe jej ciało, a gdy spojrzała, kto dosłownie rzucił to w jej kierunku, ujrzała nie kogo innego jak swoją starą przyjaciółkę i byłą dziewczynę…
…swojego brata. - Coś ty powiedziała? - wyrzuciła z siebie przez zaciśnięte zęby.
no co za krowa