Trzymajcie mnie bo mu przyp***
: wt cze 09, 2026 8:08 pm
Była wściekła, zła, rozczarowana. Była wkurwiona.
Za każdym razem miażdżyła panny, które zaczynały stawiać kroki w jednej czy drugiej kancelarii, ale wciąż nie umiała dokonać niemożliwego.
Pokonać jego.
Za każdym razem gdy widziała jego nazwisko, spinała się i próbowała wziąć sprawę pod włos i wziąć ją na poważnie, ale wciąż nie miała sposobu na Niego. Gdyby tylko wiedziała jak to zrobić to pewnie byłaby już w drodze do domu aby wypić jeden z tych lepszych i droższych szampanów. Na wyraz swojej mocy.
Sądowa sala była jak wybieg dla niej i za każdym razem dawała popis temu jakie miała umiejętności, jak umiała to wszystko rozwiązać. To było dla niej lepsze niż kawa czy alkohole, pobudzenie mocy i jej chory nawyk. Wszystko fajnie ale akurat dzisiaj gdy wkroczyła na dosyć dobrą passę, znów musiała się natknąć na niego. Na swój mi koszmar i zły sen.
Gdy tylko wyszła z sali była wściekła jak osa, nie lubiła przegranej a tym bardziej nie lubiła przegrywać z nim. To przypominało jej, że ten skurczybyk ma na nią haka, że ta charakterystyczna blizna i wygląd zakapiora broni się przez jego doświadczenie i umiejętności. A przecież startowali z podobnego pułapu, ona wciąż jako adwokat sądowy, on z kolei pracujący już dla jednej z lepszych kancelarii w mieście.
Nie zazdrościła mu tego, skądże. Bardziej niż to gdzie był i dla kogo wygrywał, gryzła ją ta chora rywalizacja w której znowu była w tyle, znowu przegrała. Jego sugestia na końcu, nieco chamska i bezczelna, podpaliła ją na tyle aby powiedziała o kilka słów za dużo. Jej to już nie robiło różnicy i tak przegrała, ale mogła na koniec dorzucić do pieca.
Nie miała w swoich zamiarach zatrzymywać się pod salą po wszystkim, wręcz powinna uciekać w kąt po tej porażce, ale ona jednak zadarła głowę i czekała aż Devon pojawi się na jej radarze. Lubiła na koniec dorzucić do pieca, pokazać pazur i odszczekać swoje, choćby dla własnej ulgi. Chciała aby wiedział, że już ona zna te jego patenty i następnym razem już nie będzie tak łatwo, miło i przyjemnie. Chyba. Przynajmniej miała to w głowie i tego się trzymała, nawet jeśli miałaby zdechnąć, to w końcu z nim wygra i ten łajdaczy uśmiech zniknie z jego twarzy.
- Zadowolony z siebie? Nie wiem jak możesz potem spokojnie patrzeć w oczy broniąc takiego łajdaka. Chyba na prawdę nie masz skrupułów..- wysyczała, a swój palec wycelowała dosyć mocno w jego klatkę piersiową. Mało to może efektywne ale spięła się aż sama na myśl jakie typy bronił albo dla kogo pracował. Co prawda prawnicza rola była czasami gorsza niż panów od zakładu oczyszczania miasta ale wciąż, ona przynajmniej miała jakieś zasady. On? Chyba niekoniecznie. Campbell po prostu uważała, że są jakieś granice i nawet worek zielonych nie powinien odwlekać od ich zmiany.
Devon Koncecny
Za każdym razem miażdżyła panny, które zaczynały stawiać kroki w jednej czy drugiej kancelarii, ale wciąż nie umiała dokonać niemożliwego.
Pokonać jego.
Za każdym razem gdy widziała jego nazwisko, spinała się i próbowała wziąć sprawę pod włos i wziąć ją na poważnie, ale wciąż nie miała sposobu na Niego. Gdyby tylko wiedziała jak to zrobić to pewnie byłaby już w drodze do domu aby wypić jeden z tych lepszych i droższych szampanów. Na wyraz swojej mocy.
Sądowa sala była jak wybieg dla niej i za każdym razem dawała popis temu jakie miała umiejętności, jak umiała to wszystko rozwiązać. To było dla niej lepsze niż kawa czy alkohole, pobudzenie mocy i jej chory nawyk. Wszystko fajnie ale akurat dzisiaj gdy wkroczyła na dosyć dobrą passę, znów musiała się natknąć na niego. Na swój mi koszmar i zły sen.
Gdy tylko wyszła z sali była wściekła jak osa, nie lubiła przegranej a tym bardziej nie lubiła przegrywać z nim. To przypominało jej, że ten skurczybyk ma na nią haka, że ta charakterystyczna blizna i wygląd zakapiora broni się przez jego doświadczenie i umiejętności. A przecież startowali z podobnego pułapu, ona wciąż jako adwokat sądowy, on z kolei pracujący już dla jednej z lepszych kancelarii w mieście.
Nie zazdrościła mu tego, skądże. Bardziej niż to gdzie był i dla kogo wygrywał, gryzła ją ta chora rywalizacja w której znowu była w tyle, znowu przegrała. Jego sugestia na końcu, nieco chamska i bezczelna, podpaliła ją na tyle aby powiedziała o kilka słów za dużo. Jej to już nie robiło różnicy i tak przegrała, ale mogła na koniec dorzucić do pieca.
Nie miała w swoich zamiarach zatrzymywać się pod salą po wszystkim, wręcz powinna uciekać w kąt po tej porażce, ale ona jednak zadarła głowę i czekała aż Devon pojawi się na jej radarze. Lubiła na koniec dorzucić do pieca, pokazać pazur i odszczekać swoje, choćby dla własnej ulgi. Chciała aby wiedział, że już ona zna te jego patenty i następnym razem już nie będzie tak łatwo, miło i przyjemnie. Chyba. Przynajmniej miała to w głowie i tego się trzymała, nawet jeśli miałaby zdechnąć, to w końcu z nim wygra i ten łajdaczy uśmiech zniknie z jego twarzy.
- Zadowolony z siebie? Nie wiem jak możesz potem spokojnie patrzeć w oczy broniąc takiego łajdaka. Chyba na prawdę nie masz skrupułów..- wysyczała, a swój palec wycelowała dosyć mocno w jego klatkę piersiową. Mało to może efektywne ale spięła się aż sama na myśl jakie typy bronił albo dla kogo pracował. Co prawda prawnicza rola była czasami gorsza niż panów od zakładu oczyszczania miasta ale wciąż, ona przynajmniej miała jakieś zasady. On? Chyba niekoniecznie. Campbell po prostu uważała, że są jakieś granice i nawet worek zielonych nie powinien odwlekać od ich zmiany.
Devon Koncecny