Strona 1 z 2

alexa, play spider-man by ramones

: wt cze 09, 2026 9:27 pm
autor: coven bremers
004.
Obrazek
Miała wrażenie, że zawsze spotykają się z River w jakichś dziwnych miejscach. Nie żeby jej to szczególnie przeszkadzało, ale czasami wyglądało to tak, jakby wymiana komiksów była działalnością nielegalną i obie uczestniczyły w jakimś tajnym procederze. Raz park, innym razem jakaś kawiarnia schowana na uboczu, a teraz obserwatorium. Brakowało tylko ustalonego hasła i nerwowego rozglądania się przez ramię. Z drugiej strony Coven nie zamierzała narzekać. Nigdy wcześniej nie była w obserwatorium, więc przynajmniej mogła odhaczyć kolejne miejsce, którego pewnie sama z siebie nigdy by nie odwiedziła. Nie należała do osób szczególnie interesujących się astronomią. Potrafiła wskazać księżyc, rozpoznać Wielki Wóz i na tym właściwie kończyła się jej wiedza o kosmosie. Za to miała bzika na punkcie horoskopów, więc kiedy tylko poznała Cross, od razu wypytała ją o jej znak zodiaku. Przyjaźń między Wodnikiem a Lewem była połączeniem dynamicznym i inspirującym, więc oczywiście Bremers uznała to za przenajświętszą prawdę.
Mimo wszystko miejsce robiło wrażenie. W dzień było tutaj cicho, spokojnie i zupełnie inaczej niż w lokalizacjach, w których zazwyczaj spędzała czas. Przez chwilę nawet rozejrzała się z zainteresowaniem po okolicy, próbując ocenić, co właściwie ludzie robią tutaj poza patrzeniem w niebo. Może wymieniają się komiksami?
River! — dopadła do niej od razu, kiedy tylko ją dostrzegła. Cross siedziała pod ścianą i coś rysowała. Oczywiście. Coven chyba nigdy nie widziała jej bez szkicownika, długopisu albo przynajmniej kartki papieru w zasięgu ręki. Zerknęła odruchowo na bazgroły. Uważała, że komiksy River są... niezłe! Naprawdę niezłe! Może jej kreska nie należała do takich, które od razu trafiały w gust Coven, ale miała w sobie coś oryginalnego. — Miałam sen! — ogłosiła niczym Martin Luther King w swoim historycznym przemówieniu. Co z tego, że nie miała pojęcia, kim był ten człowiek. Była Kanadyjką, nie musiała wiedzieć takich rzeczy.
Usiadła obok niej, zrzucając na podłogę przyniesioną stertę komiksów. Kilka zeszytów zsunęło się z kupki i wylądowało pod nogami Bremers. Dopiero wtedy przypomniała sobie, gdzie właściwie są. Unosząc głowę, rozejrzała się po wnętrzu obserwatorium. Wysoka kopuła nad nimi wyglądała znacznie lepiej niż na zdjęciach. W ogóle całe miejsce wydawało się ciekawsze, niż początkowo zakładała.
Byłaś już tutaj kiedyś? — zapytała, nie odrywając wzroku od sufitu. Przez chwilę gapiła się w konstrukcję nad nimi, a potem jej uwagę przyciągnęły metalowe, spiralne stopnie prowadzące na wyższy poziom. — Te schody prowadzą do teleskopu? — wskazała je ręką. Nie czekając nawet na odpowiedź, już zaczęła się zastanawiać, co jeszcze znajduje się na górze. — Chcę potem przez niego spojrzeć — oznajmiła, bo w jej głowie było to już właściwie ustalone. Nie brała pod uwagę żadnej inne opcji.
Nie miało znaczenia, że był środek dnia. Nie miało znaczenia, że prawdopodobnie nie zobaczy niczego szczególnie interesującego. Sam fakt, że w budynku znajdował się ogromny teleskop, oznaczał, że trzeba było przez niego spojrzeć.

River Cross

alexa, play spider-man by ramones

: śr cze 10, 2026 11:20 am
autor: River Cross
012
Nie bywała w takich miejscach w ciągu dnia. Wydawało jej się, że nie miały tyle uroku, ile powinny. A może to była po prostu jakaś niezdrowa fetyszyzacja godzin po zmroku? Całkiem prawdopodobne. W dzień powinna pracować, żeby móc potem marnować czas, gdy zajdzie słońce. Dzisiaj jednak mogła sobie odpuścić. Nadrobi później. Albo jutro. Potrzebowała prostego relaksu, a nikt nie zapewni jej go w lepszy sposób niż Coven. Spotkania z tą dziewczyną nie były wymagające, nie musiała zastanawiać się nad tym, co i jak mówi. Mogły po prostu płynąć w rozmowie i nawet jeśli któraś palnęłaby coś kretyńskiego, to szansa na to, że przejdzie to bez echa, była spora. Cross przecież nie będzie skupiać się na własnych błędach, a Bermers pewnie nawet ich nie zauważy.
Przyszła na miejsce nieco wcześniej, chcąc sprawdzić, czy znajdzie tam coś, co mogłaby narysować. Jak już miała szlajać się po nietypowych miejscach, to musiała wyciągnąć z nich jak najwięcej, a przecież nie było niczego istotniejszego od sztuki. Siedziała na ławce po turecku, szkicują w notesie obserwatorium, w którym były. No dobra, budynek był właściwie bardzo drobnym punktem na kartce. Dużo więcej uwagi poświęcała jego otoczeniu. Chciała przygnieść budynek krępującą jasnością. Niech mu się zrobi głupio, że istnieje też w ciągu dnia, gdy nie był aż tak potrzebny. Podniosła wzrok dopiero, gdy usłyszała znajomy głos wołający jej imię.
— Gratulacje. Co to za sen? — zapytała, zerkając na stertę komiksów, która szybko straciła stabilność i rozpadła się pod ich nogami. Bremers nigdy nie sprawiała wrażenia osoby, która zwraca uwagi na takie drobiazgi. Nie miała zamiaru jej pouczać. Nie uważała, żeby porządek był nadrzędną cnotą.
— Raz. W liceum. I z tego co pamiętam, te schody faktycznie prowadzą do teleskopu. Możemy zaraz do niego pójść. Co spodziewasz się wypatrzeć? — zapytała, znów skupiając się na własnym rysunku. To nie tak, że była nieuprzejma i nie potrafiła poświęcić całej uwagi swojej rozmówczyni. Musiała po prostu dokończyć fragment, który zaczęła, bo inaczej jasny szlag ją trafi. Nie porzucała rzeczy w połowie. Nie chodziło nawet o sam rysunek, tylko jego kawałek, który ujebała sobie we łbie jako integralną całość. Była równocześnie gotowa, by słuchać Coven z całkowitą uwagą. Naprawdę była ciekawa, czego dziewczyna spodziewa się po tej wycieczce. Znając jej dziwaczny sposób myślenia, nie liczyła na gwiazdy albo jakąś konkretną planetę, o ile w ogóle pamiętała nazwy wszystkich z nich. Po Bremers nigdy nie spodziewała się banałów ani oczywistości. Kto wie, może jej wymysły znowu staną się dla niej inspiracją dla popchnięcia rysunku w całkowicie inną stronę niż dotychczas? Albo zrobienia nowego? Była otwarta na wszystko, co mogła jej podsunąć Coven.

coven bremers

alexa, play spider-man by ramones

: śr cze 10, 2026 12:10 pm
autor: coven bremers
W ogóle nie przeszkadzało jej, że River była takim mrukiem. Ważne, że jednej z nich nie zamykała się gęba, więc Coven równie dobrze mogła prowadzić sobie wielogodzinny monolog, a Cross mogła po prostu udawać, że jej słucha. Wystarczało, że czasami o coś dopytała albo przytaknęła i Bremres nie potrzebowała więcej do szczęścia. Może nawet lepiej, że tak to działało, bo i tak nie zawsze rozumiała wszystko, o czym mówiła rysowniczka. Momentami brzmiało to dla niej jak zupełnie inny język. Musiała być naprawdę mądra! Tacy ludzie budzili w niej podziw, ale też autentycznie przerażali. Sama nie była stworzona do skomplikowanych konwersacji ani analizowania znaczeń ukrytych między wierszami. Nie udawała też, że rozumie więcej, niż faktycznie rozumiała. Jeśli nie wiedziała, co znaczą niektóre słowa, po prostu dopytywała. A jeśli sama popełniła jakąś gafę i ktoś ją poprawił, to oznajmiała, że przecież dokładnie o to jej chodziło.
Śniło mi się, że wszędzie była woda. Ale nie morze czy jezioro, tylko całe miasto zostało zalane do połowy. Ludzie normalnie sobie chodzili po ulicach, tylko że właśnie w tej wodzie. I dookoła zaczęły pojawiać się znaki! No dosłownie takie neonowe tablice, jak w barach albo sklepach. I bez przerwy wyświetlało się słowo jeszcze. Wszędzie i wszystko było jeszcze! No i była tam jedna, zakapturzona postać, która mijała te znaki aż doszła do takiego opuszczonego magazynu z odsuwanymi drzwiami garażowymi? — spojrzała na Cross, jakby to był jej sen i znała szczegóły. — W środku było tylko jedno krzesło, a na nim telefon, taki na kablu, który cały czas dzwonił. Ale to tak głośno dzwonił, no mówię ci, River! I nikt go nie chciał odebrać, bo nie miał kto. Ale w końcu pojawił się ten... ta postać, to był chyba facet? No to on się zjawił i wreszcie podniósł słuchawkę. Woda nagle zaczęła się podnosić, a jego kończyny zaczęły przekształcać się w płetwy! I wtedy się obudziłam — dodałaby na końcu, wzruszając ramionami. — Głupie, nie? Ale pomyślałam, że ty byś z tego zrobiła coś fajnego — wskazała ręką na jej szkicownik. Czy to nie był genialny pomysł na kolejny komiks? Albo chociaż jeden, mały rysunek?
Westchnęła ciężko, bo Cross tylko bazgrała i bazgrała! Ile można rysować, no matko boska! Coven pochyliła się i ułożyła rozrzucone komiksy we względnie równym stosie i znów przeniosła spojrzenie na spiralne schody.
A bo ja wiem? Budynki, ptaki i samoloty. Na pewno nie gwiazdy — powiedziała, bo przecież nie była taka głupia! W rzeczywistości była, tak się tylko zgrywała. Ale skąd miała wiedzieć, że w ciągu dnia można też zobaczyć Księżyc, Wenus i jakieś jaśniejsze gwiazdy. Przecież słynna, polska wokalistka śpiewała w dzień nie szukaj gwiazd, one nocą są. Duh! — A ty? Może akurat na balkonie będzie opalać się toples jakaś śliczna dziewczyna? Wiem, że też chciałabyś popatrzeć — sprzedała River zaczepnego kuksańca w bok. No kto nie lubił pogapić się na ładne laski? I w ogóle na ładnych ludzi? Równie dobrze mógł to być jakiś fajny chłopak, wszystko jedno! Byle niech będą golusieńcy, jak ich pan bóg stworzył!

River Cross

alexa, play spider-man by ramones

: czw cze 11, 2026 12:02 pm
autor: River Cross
Problem był taki, że River bywała snobką. Uważała się za dużo mądrzejszą niż jest, a przez to, że nie lubiła przyznawać się do błędów, trudno jej było się czasami dostosować. Bardzo doceniała w Coven fakt, że niespecjalnie się tym przejmowała. Artystka czasami faktycznie miała wrażenie, że jej rozmówczyni kiwa głową całkowicie odruchowo, a pytania, które jej zadaje, są po prostu losowo dobranymi słowami, ale to nic. W jakiś sposób sprowadzało ją to na ziemię, a to przecież bardzo ważne, by do reszty nie zdziczała.
Słuchała z uwagą opisu jej snu i nawet pokiwała głową, potwierdzając, że to totalnie był opuszczony magazyn z odsuwanymi drzwiami garażowymi, jakby faktycznie tam była. Chciała dodać jej nieco otuchy w tej opowieści, bo była ciekawa zakończenia. Jakby Bremers nagle zrezygnowała w połowie opowieści to byłoby wyjątkowo słabe. Cholera wie, czy Cross wytrzymałaby taki suspens. Pewnie tak. I pewnie zapomniałaby o całej historii po jakimś kwadransie. Wolała jednak trzymać się pełnego zaangażowania w sprawę.
— Wcale nie głupie. A myślisz, że ci wszyscy ludzie, co chodzili pod wodą, nagle poumierali, bo w międzyczasie wykształcili skrzela? Czy po prostu przerzucili się na oddychanie tlenowe? Czy po prostu wszyscy mieli takie hełmy na głowie jak w Bojacku? — dopytała o kilka bardzo istotnych szczegółów. Całość od razu skojarzyła się jej ze słynnym, podwodnym odcinkiem animacji. Może przez to, że siedziały właśnie w obserwatorium? Oby wycieczka skończyła się dla nich lepiej niż dla Sary Lynn. Mogłoby jej się też to w pokrętny sposób skojarzyć ze Ślepnąc od świateł albo Guziorem, ale nie miała zbyt wiele do czynienia z polską popkulturą, więc te rewelacje raczej płynnie ominęły jej umysł. Niemniej jednak od razu wyobraziła sobie całą sytuację. Bardziej przemawiała do niej ta tragiczna wersja, w której większość osób ginie, bo nie zdążyła dotrzeć do innego zbiornika z wodą, ale coś jej podpowiadało, że to nie będzie wersja, którą wybierze Coven.
— Ach, bo gwiazdy w dzień widać słabo? No tak, podobno na słońce najlepiej lecieć w nocy, jeśli chce się przeżyć. — Pokręciła głową z rozbawieniem. Domyślała się, że pracowników obserwatorium strzeliłby jasny chuj, gdyby zaczęły majstrować przy teleskopie, próbując ustawić go tak, by wycelować w poziom budynków, ale co tam. Najwyżej by je stąd wyrzucili na zbity pysk. To nie byłaby pierwszyzna dla River, a dla Coven mogłaby to być ciekawa przygoda.
— Zawsze z przyjemnością popatrzę na ładnych, roznegliżowanych ludzi, ale obawiam się, że możemy na takich nie trafić. Najwyżej rozbierzemy się same — rzuciła obojętnie, schylając się do swojego plecaka, by wreszcie schować do niego szkicownik i ołówek. Dokończy później. Skupienie przy Bremers nie było takie proste, szczególnie, jak ją ciągle szturchała. Szkicownik zamieniła na komiks, co akurat powinno przypaść jej towarzyszce do gustu.
— Patrz, dzisiaj mam dla ciebie klasyk. To trochę taka Incepcja, zanim Nolan w ogóle zdążył się urodzić — wyjaśniła, podsuwając jej cienki, stary, ale dobrze zachowany zeszyt z przygodami Sknerusa McKwacza - The Dream Of A Lifetime.

coven bremers

alexa, play spider-man by ramones

: czw cze 11, 2026 2:28 pm
autor: coven bremers
W jej oczach Cross uchodziła za jedną z najmądrzejszych osób, jakie miała okazję poznać. Za to Coven można było wcisnąć każdy kit, bo łykała wszystko jak pelikan. Albo, jak kto woli, jak gęś kluski. W praktyce oznaczało to tyle, że można było jej powiedzieć dosłownie wszystko, a Bremers najpewniej nawet nie przyszłoby do głowy, żeby to sprawdzić. Nie czuła potrzeby podważania cudzych słów na siłę. Ufała, że ludzie nie wykorzystują jej wrodzonej naiwności i nie okłamują jej z premedytacją. Co samo w sobie było już dość naiwnym założeniem.
River, ja myślę, że oni po prostu się potopili — westchnęła ciężko, bo nie widziała innego wytłumaczenia. Jeśli woda sięgała do pasa, to jeszcze dało się jakoś funkcjonować, ale kiedy nagle zaczęła przybierać, to nie było już ucieczki. — Miasto było zalane tylko do połowy, pamiętasz? Wydaje mi się, że przeżył tylko ten gość od płetew? Płetwów? No bo to main character, więc nie mógł sobie tak umrzeć. Chociaż, kto go tam wie? Przecież nie mam pojęcia, co stało się później — posmutniała nieco, ale trudno stwierdzić, czy to dlatego, że najzwyczajniej w świecie było jej żal bohatera, czy przez to, że nie miała pojęcia, cos wydarzyło się dalej, bo ze snu wyrwał ją brutalnie pełen pęcherz.
Doceniała jednak zaangażowanie River w fabułę snu. Mogła przecież jedynie słuchać i bazgrać, a jednak dopytywała o szczegóły, a to wystarczało Bremers, żeby poczuć się zauważoną!
Och, sama sobie patrz w Słońce. Co to za frajda? Potem będziemy mieć tylko mroczki przed oczami — tym razem, to ona pokręciła głową z niedorzecznego pomysłu rysowniczki. Co jak co, ale Coven wiedziała, że Słońce było gwiazdą. I nawet nie było największą! Kiedyś jeden z kolegów opowiadał jej o jakichś nadolbrzymach i hiperolbrzymach, ale równie dobrze mogła to być bujda na resorach.
Na wieść o tym, że mogli nie dojrzeć roznegliżowanych ludzi, uniosła wysoko brwi i przeniosła zdziwione spojrzenie z bazgrołów Rivers w obręb jej twarzy.
Co? Jak to? W taką pogodę na pewno mnóstwo ludzi opala się na golasa. I łażą po domu bez stanika i gaci. Ja tak łażę — powiedziała w przekonaniu, że żaden pracownik nie będzie gapił im się na ręce i sprawdzał, gdzie kieruję teleskop. Nie mieli nic lepszego do roboty? Totalnie puściła mimo uszu informację o tym, że mogłyby rozebrać się same. Niby jaki był w tym cel? Cross nawet nie była w jej typie!
W końcu dziewczyna łaskawie odłożyła szkicownik i zajęła się czymś pożytecznym, czyli poświęcać Coven nieco więcej uwagi. Naprawdę nie potrzebowała wiele do szczęścia, ale patrzenie na to, jak rysowniczka ciągle coś tam gryzmoli było strasznie nudne!
O kurczę! — wyrwało jej się automatycznie, gdy tylko dostrzegła okładkę komiksu. — Ale super! Ostatnie, co czytałam Dona Rosa, to coś o Donaldzie i jego siostrzeńcach. To był chyba Zbieracz krokodyli? — próbowała sobie przypomnieć rysunkową opowieść o tym, jak Sknerus zalecił Donaldowi najrzadszego zwierzęcia na planecie, czyli właśnie wspomnianego krokodyla. — Ja ma dla ciebie... uwaga, bo kurwa, nie uwierzysz — sięgnęła do swojej sterty i wyciągnęła spod spodu jeden zeszyt w stanie mocno średnim, ale to było najmniej istotne. — Oryginalny pierwszy zeszyt serii X-Men z 91 — powiedziała dumnie, wręczając jej dzieło Jima Lee. — Dorwałam go w antykwariacie za jakieś turbo śmieszne pieniądze. Tylko błagam, nie mów, że masz! — ściągnęła groźnie brwi. Przez chwilę wyglądała, jakby naprawdę zaraz miała się poderwać z miejsca, żeby zobaczyć jej reakcję. Nie chodziło o to, żeby się popisać, ale każdy lubił zaskakiwać innych. Prawda?

River Cross

alexa, play spider-man by ramones

: czw cze 11, 2026 5:57 pm
autor: River Cross
River nigdy nie wykorzystałaby naiwności Coven tak po prostu. Dla jajec? Jasne, bardzo chętnie. Ale na pewno nie po to, by sprawić jej przykrość. Nie miała przecież żadnego powodu, żeby jej nie lubić. W tej całej naiwności była też przecież bardzo sympatyczna, a czego chcieć więcej? No i podsyłała jej czasem foty nowych ubrań, które przyjechały do jej lumpeksu i pytała, czy powinna je dla niej odłożyć, za co oczywiście była wdzięczna.
— Ach, już rozumiem. Myślałam, że oni cały czas żyli pod wodą, aż w końcu ona po prostu zalała cały glob i jego okolice. Czyli jest szansa, ze poumierali. Może ten facet był naukowcem? Dzięki tym płetwom dopłynął do jakiegoś laboratorium, osuszył je i zaczął tam produkować nową ludzkość? Jak w Ataku Klonów — zasugerowała. Skoro dawno, dawno temu w odległej galaktyce byli w stanie wytworzyć olbrzymią armie z ciała wyłącznie jednego faceta, to czemu nie miałoby się to wydarzyć w podwodnym świecie wykreowanym przez Bremers? Jej wyobraźnia z pewnością pomieściłaby ich wszystkich, o to nie musiały się martwić.
— A opalanie się na balkonie ma w ogóle sens? Zawsze jednak jest trochę cienia. Chyba że mówisz o tych, co mieszkają na samej górze i nie mają nad sobą żadnych ścian. — Może i nie powinna rzucać jej takich intelektualnych wyzwań, ale trudno. Musiały ustalić jakąś wersję, żeby River wiedziała, gdzie ma szukać tych roznegliżowanych osób. To dopiero był dobry pomysł na rysunek! Całe osiedle pełne opalających się nudystów. Szkic natychmiast pojawił się w jej wyobraźni. Koniecznie będzie musiała przenieść go potem na papier i pokazać efekt końcowy Coven. Może jej się spodoba.
— To też klasyk. A tutaj Bracia Be próbują wykraść ze snów Sknerusa szyfr do sejfu. Oczywiście nie powiem ci, czy im się udaje. — Nie trudno było zgadnąć, że na bank ponoszą porażkę i pewnie Kaczor Donald wypierdala ich stamtąd na zbite pyski, ale to nic. Może jednak dziewczyna będzie miała minimum zaskoczenia, jak dobrnie do końca. Cross nie przepadała za spojlerowaniem, a przecież nie robi się drugiemu tego, co sobie niemiłe.
Sięgnęła po komiks, który przyniosła dla niej Coven i pokiwała głową z uznaniem. Przekartkowała go szybko, żeby sprawdzić, czy nie brakuje w nim żadnych stron, bo w antykwariatach to różnie bywało. Był całkiem nieźle zachowany. Trafiła jej się prawdziwa perełka, skoro faktycznie zapłaciła za niego takie grosze.
— Nie mam. Nawet nie jestem pewna, czy go kiedyś czytałam. Zawsze mnie fascynowały te jaskrawe kolory. W życiu bym nie narysowała niczego w ten sposób. — Podniosła na nią wzrok znad zeszytu. Kiedy szkicowała, siłą rzeczy, nie używała zbyt wielu kolorów. Ale nawet w tych komiksach, które kolorowała, decydowała się na zdecydowanie inną paletę barw. Nie używała aż tyle żółtego – o dziwo hehe.

coven bremers

alexa, play spider-man by ramones

: czw cze 11, 2026 7:09 pm
autor: coven bremers
Znała gusta swoich znajomych i zawsze pamiętała, żeby poinformować ich o nowej dostawie ubrań. Zdarzało się, że nie miała czasu na robienie zdjęć, bo przecież musiała - o losie - pracować, więc po prostu pisała, że jak chcą, to mogą wpaść, bo przyszło to, to i jeszcze tamto. Jedną z tych znajomych była właśnie River, której gust był... w pewien sposób bardzo oryginalny! Wprawdzie Coven nie założyłaby na siebie, co nosiła rysowniczka, ale podobno o gustach się nie dyskutuje. Bremers była ostatnią osobą, która oceniałaby czyiś strój. No dobra, właściwie była do tego pierwsza, ale wolała komentować to sobie we własnej głowie. Tylko czasami coś wymsknęło jej się na głos, zanim zdążyła ugryźć się w język, ale nie robiła tego złośliwie!
Mogło tak być — pokiwała głową na sugestię Cross. — Tego już się nie dowiemy. Żałuję, że musiałam wstać na siku, a kiedy wróciłam do łózka, nie zdołałam wrócić już do tego snu — westchnęła z nieukrywanym rozczarowaniem. Nie raz była na tyle zaspana, że była w stanie kontynuować sen, o którym wcześniej śniła. Zdarzało to się jednak sporadycznie. Najwyraźniej jej mózg uznał, że zalane miasto i człowiek z płetwami nie byli na tyle interesujący, żeby dalej o nich śnić. — Dlatego pomyślałam, że możesz pomóc mi wykombinować dalszą część. Ale nie taką, jak w Ataku Kolonów. To już przecież było — stwierdziła, bo nikt nie lubił powielanych schematów. Można się na czymś wzorować, ale bez przesady. River na pewno było stać na wiele więcej!
O, teraz na przykład dała jej niezłą zagwozdkę! Coven zacisnęła usta w wąską linię, zastanawiając się nad pytaniem, które było dla niej zbyt skomplikowane.
A to nie jest tak, że wszystko zależy od tego, gdzie akurat znajduje się słońce? — zerknęła niepewnie na rysowniczkę. — No bo skoro wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie, to z którejś strony będzie teraz najwyżej. Jasne, że ci na najwyższych piętrach mają najłatwiej. O ile akurat na balkonie nie suszą prania — powiedziała, co wiedziała. Czyli niewiele. Może niech po prostu sprawdzą, gdzie są te golasy i będzie święty spokój!
Była absolutnie zachwycona Sknerusa McKwaczem, jak i reakcją Cross, która kartkowała właśnie komiks Lee i Kirby'ego. Ta seria była jedną z jej ulubionych. Uwielbiała Jean Grey, Raven Darkholme i Storm. I pewnie wszystkie inne kobiece postaci, chociaż sam Wolverine też był super.
Sprzedawca powiedział, że przyniósł je jakiś starszy facet, który w ogóle nie znał się na wycenie komiksów. I on też chyba nie do końca się orientował, bo nawet ja wiedziałam, że w necie śmiga za nawet za 40 dolarów. A kupiłam go za 4! Czyli to tak, jakbym dostała zniżkę... — urwała, wyciągając palce, żeby móc to skrupulatnie obliczyć. — Dużą zniżkę — zauważyła, zresztą słusznie, ale jakoś nie mogła się doliczyć. Dostała 90% upustu, a przecież nie miała aż tyle palców!
Przyjrzała się lepiej kolorom, o których wspomniała River. Dla niej wyglądały fajnie. Pewnie dlatego, że były takie ostre i przyciągały wzrok. Rysunki Cross zawsze wydawały jej się takie smutne i bez życia. Trochę jak ona sama.
Wymyślasz — stwierdziła i machnęła lekceważąco ręką. — Jakbyś to pokolorowała w takich odcieniach, to od razu wyglądałoby lepiej — dodała, wskazując na otwarty szkicownik, który leżał pod ich nogami. Gówno wiedziała, ale i tak stwierdziła, że się wypowie, bo dlaczego nie!

River Cross

alexa, play spider-man by ramones

: pt cze 12, 2026 7:45 pm
autor: River Cross
Nie obawiała się krytyki ze strony Coven. To byłoby przecież durne. Żadna z nich nie ucieszyłaby się z zamiany garderobą tą drugą. Nie odnalazłyby się w swoich szafach i w ubraniach tej drugiej czułyby się pewnie jak przebrane. Niemniej jednak Cross potrafiła dostrzec, że dziewczyna zna się na rzeczy. To, że ostatecznie podejmowały inne decyzje, to drobiazg. Sugerowała jej nawet kiedyś, że mogłaby coś dla niej uszyć, ale Bremers jakoś nie zaczęła skakać z zachwytu na ten pomysł, więc szybko z niego zrezygnowała.
— No nie wiem, czy damy radę lepiej niż w Ataku klonów. Ale w porządku. To może powinien stworzyć w tym laboratorium portal do innego wymiaru? Oczywiście nie po to, żeby tam zamieszkać, tylko żeby rozpocząć tam agitację i przenieść tubylców do siebie — zaproponowała inną wersję pociągnięcia historii dalej. W Gwiezdnych Wojnach nie skakali między wymiarami, więc to już coś! A przynajmniej nie w głównej sadze. Przenoszenie całego uniwersum do całkiem innych warunków też nie wydawało jej się dobrym pomysłem. Rozrysowywanie całego świata od nowa dla jednego bohatera byłoby męczące. Dużo fajniej wymyślić w tym świecie tysiące nowych bohaterów. Cross zawsze najbardziej lubiła wymyślać i rysować postaci.
— Kto w taką pogodę nie suszy prania na balkonie? — spojrzała na nią z politowaniem, chcąc dać jej do zrozumienia, że naprawdę popełniała błąd nowicjusza. Trzymanie kciuków za to, że nie większosć społeczeństwa nie wykorzysta słoneczka do osuszenia swoich wypranych gaci była głupia nawet jak na Coven. Cross musiała ją delikatnie przytemperować, bo się dziewczyna nieco rozleniwiła.
Kiwnęła głową z uznaniem, gdy dziewczyna wyjaśniła jej, jak dużo udało jej się na tym zakupie zaoszczędzić. Różnica była naprawdę spora. Pieniądze jednak nigdy nie robiły na River wielkiego wrażenia. Pochwaliła ją raczej z uprzejmości niż prawdziwego zachwytu. Może jak już będzie sławna i bogata to bardziej będzie się przejmować kasą? Będzie ją przede wszystkim miała. Teraz pieniądze znikały jej dość szybko, czy to na czynsz, czy nowe materiały plastyczne, czy chociażby ubrania. Nie było szans, żeby zaoszczędziła i zainwestowała na przykład we własne mieszkanie albo chociaż jakiś środek transportu. Cholera, może jednak gdyby bardziej skupiała się na tym, na co wydaje, to jednak byłaby teraz landlordką?
— Serio? Wyobrażasz sobie mnie w towarzystwie jaskrawych barw? Nie powinnam spłonąć od dotknięcia ich czy coś? — Schowała komiks do plecaka i podniosła się z miejsca. Może nie miała uczulenia na kolory jak Wednesday Addams, ale po prostu było jej z nimi nie po drodze. Przynajmniej nie musiała marnować czasu na zastanawianie się czy ten odcień niebieskiego na pewno pasuje do tego żółtego. W skalach szarości wszystko się ze sobą zgrywało.
— Prościej byłoby chyba gdybym narysowała kontury i dała ci do pokolorowania, co? — zaproponowała i zrobiła krok w stronę schodów. Zatrzymała się, żeby dać jej czas na pozbieranie gratów, które miała zamiar taszczyć za sobą na górę.

coven bremers

alexa, play spider-man by ramones

: pn cze 15, 2026 1:04 pm
autor: coven bremers
Nie chciała, żeby River szyła jej ubrania. To znaczy, trochę chciała. Kto nie chciałby nosić czegoś zrobionego specjalnie dla siebie? Nie chciała jednak zabierać Cross czasu. Szycie wymagało pracy i cierpliwości. I naprawdę było jej głupio na myśl, że River miałaby siedzieć godzinami nad czymś specjalnie dla niej. W rzeczywistości jednak cykała się, że uszyłaby jej coś okropnego. Coś takiego, czym kompletnie nie trafiałaby w gust Coven. A ona nie umiała mówić ludziom takich rzeczy. Zwłaszcza ludziom, których lubiła. Jak miałaby jej powiedzieć, że czuje się i wygląda jak zasłona z babcinego salonu? Nie ma opcji. Zamiast tego zaczęłaby kiwać głową jak szalona. A potem przez resztę życia musiałaby nosić tę rzecz za każdym razem, gdy spotykałaby się z River. W środku lata. W środku zimy. Na pogrzebie. Na weselu. Nieważne. Sama byłaby sobie winna.
Warto też podkreślić, że Bremers była beznadziejną kłamczuchą. Ludzie zwykle orientowali się, kiedy ściemniała, zanim jeszcze skończyła pierwsze zdanie. A River była mądra, tak ze sto razy mądrzejsza od Coven, więc natychmiast przejrzałaby jej teatrzyk. Znacznie łatwiej było kupić sobie ubranie samodzielnie.
Nie wiem, czym jest agitacja, ale brzmi zajebiście — zgodziła się od razu. Brnęła w to w ciemno, pomimo że nie znała znaczenia tego słowa. Przynajmniej nie udawała, że wie, o co chodzi. A i tak czasem się zdarzało! Tłumaczyła to sobie na swój babski rozumu, ostatecznie i tak całkiem myląc pojęcia. Ale co miała poradzić na to, że agitacja kojarzyła jej się z ekscytacją, bo brzmiało to podobnie?
W tym momencie liczyła wyłącznie na inwencję twórczą rysowniczki. Nie musiało to być nic przesadnego, ale ważne, żeby nie powielało schematów innych serii. W skrócie - miało być oryginalnie i tyle. Cross miała bogatą wyobraźnię, którą umiała przenieść na papier. Ta Bremers też była bujna, ale nie na taką skalę. Ona co najwyżej wyolbrzymiała i opowiadała niestworzone historie.
Pewnie ci, którzy tego prania dzisiaj nie zrobili — odparła wesoło, mając nadzieję, że tym sposobem utrze jej nosa. Może i River była mądra, ale czasami chyba aż zbyt przemądrzała. Powinna trochę popuścić lejce, bo aż takiego wrażenia to na Coven nie robiła. Czasami nawet podejrzewała, że kreowała się na bystrzejszą, niż w rzeczywistości była i to tylko po to, żeby robić na ludziach wrażenie. Ktoś się w ogóle na to łapał? Doprawdy interesujące!
Coven, wbrew pozorom, potrafiła rozporządzać wydatkami. Ojciec zawsze powtarzał, żeby nie szastać pieniędzmi na lewo i prawo. Nigdy jej niczego nie brakowało, ale dlaczego miałaby nie skorzystać z jakichś promocji, jeśli udawało jej się takie dorwać? Zdarzało się, że czasami zaszalała, albo - co najbardziej prawdopodobne - źle obliczyła budżet i roztrwoniła go na jakieś pierdoły. Nigdy nie była dobra z matmy.
Wyobrażam sobie — skinęła głową, lustrując dziewczynę wzrokiem. — Czemu nie? Może nie byłabyś wtedy taka blada. W czarnym wyglądasz, jakbyś dawno umarła — wzruszyła ramionami, ale Ameryki przecież nie odkryła. Nie dość, że River była żółta blada, to jeszcze podkreślała to ciemnym kolorem. I w ubiorze, i w swoich rysunkach. Aż się człowiekowi smuto robiło na sam widok i dostawał depresji na grubym cieście.
Zebrała swoje rzeczy, upchała je do torby, którą zawiesiła na ramieniu i ruszyła w kierunku schodów. Na propozycję Corss, natychmiast pokiwała entuzjastycznie głową.
Tak zróbmy. Przynajmniej będzie to wtedy jakoś wyglądać — stwierdziła, bo akurat na kolorach to ona się znała. Ostatnio doradzała Bonnie, jakie kolory do niej pasują, więc coś o brawach wiedziała! — Strasznie stromo — stwierdziła, pokonując kolejne stopnie. — I kręto — dodała, podążając spiralą. Dobrze, że nie było tutaj zbyt wysoko, bo Coven chyba by się zerzygała.
Podeszła bliżej wnęki, w której ulokowany był teleskop i pochyliła się, żeby przez niego spojrzeć. Ale jedyne, co zobaczyła, to ciemność. Dziwne, przecież był dzień!
Nic nie widzę — mruknęła z niezadowoleniem, jakoś w ogóle myśląc o tym, że najpierw z obiektywu trzeba było zdjąć osłonę. Skąd miała wiedzieć takie rzeczy? Nigdy wcześniej nie miała do czynienia z takim urządzeniem.

River Cross

alexa, play spider-man by ramones

: wt cze 16, 2026 12:53 pm
autor: River Cross
Skinęła głową zadowolona, że jej pomysł został zaakceptowany. Właściwie całość brzmiała całkiem nieźle. Mogłaby cos takiego narysować. Nie miała pojęcia, skąd wytrzasnęłaby na to czas, ale to nie było najistotniejsze. Zawsze dawało się go skądś wyrwać. Czasem po prostu wystarczało odpuścić sobie spełnianie części potrzeb fizjologicznych i nagle okazywało się, że dwadzieścia cztery godziny to całkiem dużo. Dobrze, że chodzenie do toalety nie zajmowało za dużo czasu, bo artystka byłaby wyjątkowo niepocieszona, że akurat tego nie jest w stanie zbytnio odkładać.
— Równie dobrze to mogłoby być imię dla jego laski. Jak to narysuję, to z pewnością nagle staniesz się wielką gwiazdą. Jesteś przygotowana do udzielania wywiadów? — Gdyby faktycznie znalazła czas i zobrazowała tę opowieść, a potem wrzuciłaby to na jakieś Tapas czy Global Comix, to na pewno oznaczyłaby Coven jako współautorkę. Może nie miała jeszcze milionów fanów i każda kolaboracja z nią nie oznaczała automatycznego, globalnego sukcesu, ale to na pewno tylko kwestia czasu. Pewnego dnia świat dostrzeże jej wybitność i zacznie wreszcie traktować ją z należytym szacunkiem. Kto wie, może opowieść stworzona z Bremes będzie istotnym krokiem, o którym będą potem wspominać w dokumentach na temat Cross?
Pokręciła głową z rozbawieniem słysząc, jak dziewczyna odbiła piłeczkę w kwestii prania. Trudno było jej odmówić racji. No dobra, Cross zrobiłaby to bez większego problemu. Wykłócanie się było przecież jednym z jej ukochanych hobby i często robiła to dla samej hecy, nawet jeśli zgadzała się z rozmówcą, ale tym razem wolała odpuścić. Coven nie była najlepszym materiałem do prowadzenia tego typu sprzeczek. Niech ma satysfakcję, że udało jej się uciszyć River, czemu by nie? Powinna jarać się tym mocniej, skoro powszechnie wiadomo, jak wybitnie bystra była artystka. A przynajmniej na jaką się kreowała.
— Dziękuję, to bardzo urocze. — Na jej wargach pojawił się delikatny uśmiech wywołany tym dziwacznym komplementem. W ogóle nie przeszkadzał jej ten opis. Zdawała sobie przecież sprawę, że wygląda raczej jak chodząca śmierć, a nie promienny kwiatuszek. Z tym pierwszym było jej po prostu do twarzy, więc po co miałaby z tego zrezygnować?
— Nie mogę nosić zbyt wielu kolorów, bo jeszcze ktoś sobie pomyśli, że mam uczucia albo że potrafię cieszyć się z codzienności — dodała. No to byłaby na pewno gruba przesada. Oczywiście trochę sobie żartowała. Rzadko kiedy ukrywała emocje, po prostu nie była jakaś skrajnie ekspresyjna. Miała jednak wrażliwą duszę, co tyczy się raczej wszystkich artystów. Wzruszenie jej nie było zbyt skomplikowane, jeśli tylko ktoś nie zakładał z góry, że jest jakąś paskudną królową ciemności.
Wspięła się na piętro razem z Coven, niespecjalnie zwracając uwagę na pokonywane schody. Gdyby nie żywe komentarze dziewczyny, nawet nie zapamiętałaby, że tu faktycznie było stromo i kręto. A może to po prostu przewaga dłuższych nóg, a nie jakieś odklejenie od rzeczywistości? Cholera ją wie. Obserwowała z uwagą, jak jej towarzyszka zbliża się do jednego z mniejszych teleskopów i próbuje swoich sił w badaniu kosmosu. Szło jej raczej przeciętnie. Cross podeszła do obiektywu i zdjęła z niego osłonę, nie zastanawiając się, czy konieczne było spytanie kogoś o zgodę.
— Niemożliwe. Spójrz jeszcze raz — zachęciła, zatrzymując się obok niej. Nie miała zamiaru wpieprzać się w kolejkę. Bremers mogła się gapić przez teleskop tyle, ile tylko miała ochotę.

coven bremers