Strona 1 z 1
There's no one left to say a prayer for us
: wt cze 09, 2026 10:24 pm
autor: Dean Vanberg
Ale się odjebało.
Tak Dean mógłby skomentować sytuację, w której przyszło mu się znaleźć. Początek, który pociągnął za sobą splot zupełnie przypadkowych, nieplanowanych wydarzeń, zmieniających spokojny, nakrapiany nudą wieczór, w niemal przygodę życia, dzięki której uświadomił sobie, jak wielu rzeczy jeszcze nie doświadczył. Ominęło go więcej, niż podejrzewał w czasie, w którym musiał skupić się na szkole tańca ufundowanej przez ciotkę, rozwijając biznes, ostatecznie przynoszący korzyści. Nie były to kokosy na miarę kieszonkowego dzieci Elona Muska, niemniej wpływy dawały mu niezależność finansową i pozwalały odkładać pieniądze na przyszłe mieszkanie.
Szybko miał przekonać się, że nie samą pracą człowiek żyje i potrzebne są zdarzenia, których nic nie było w stanie wymazać z pamięci.
Zaczęło się stosunkowo niewinnie, ale właśnie w taki sposób zaczynała się większość przygód. Zwyczajny spacer, zwyczajna kolacja w fast foodzie, który oferował całkiem przystępne cenowo taco. Nadal trochę mu się nim odbijało, a ostry sos przenikał przez kubki smakowe, wypalając je powoli, kiedy szedł przed siebie bez konkretnego celu. Nie zawsze był potrzebny; niekiedy wszechświat wykorzystywał tę lukę w planach, zmuszając personę do interakcji z własnym pomysłem.
Jak teraz. Dean mimowolnie stał się marionetką jakiegoś bóstwa, któremu tam na górze znudziło się tylko bierne przyglądanie.
Wszystko wyglądało normalnie. Pozornie. Przechodził koło restauracji, która od paru godzin była już zamknięta, w pierwszej chwili nie zwracając uwagi na postać, która kręciła się przy budynku, jakby nie do końca wiedząc, czy faktycznie lokal nie wpuszcza już gości, czy nadal istniała szansa na zjedzenie dość drogiego posiłku. We wszelkich innych okolicznościach zignorowałby personę, skupiając się na własnych sprawach, niemniej pojawił się szczegół, który sprawił, że przystanął. Postać była kobietą, na dodatek rudą i obok tego nie dało się przejść ot tak.
Uśmiechnął się, zaintrygowany jej poczynaniami. Jasne, że chciała się tam włamać, nie pierwszy raz Dean był świadkiem podobnej akcji. Pytanie tylko po co i czy on mógłby jej w tym pomóc. Daleko wszak było jej do profesjonalistki, bo chociaż na około nie było aktualnie ludzi, tak w każdym momencie mógł pojawić się świadek inny, niż Vanberg.
Podszedł do niej spokojnie, nie omieszkając zlustrować uważnie jej sylwetki. Był tylko fecetem, na dodatek mało odpornym na kobiecie wdzięki.
-Chcesz podpalić lokal od środka, czy zamordować kochankę męża, który się z nią bzyka po godzinach? - rzucił, kiedy stanął obok niczego nie spodziewającej się niewiasty. Musiała mieć jakiś powód, a skoro Vanberg został to wplątany, chciał wiedzieć jaki dokładnie.
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: czw cze 11, 2026 12:19 am
autor: Mara Lakefield
W Marze zawsze płynęła krew spontaniczności i szaleństwa. Może i nie miała w sobie tyle odwagi, aby ruszyć za mężczyznami, których kochała, ale poza sferą miłosną, nie brakowało jej odwagi do szalonych pomysłów. A tym bardziej teraz, gdy czuła, że nie ma nic do stracenia. W końcu wszyscy mężczyźni, których kiedykolwiek kochała, wyjechali z Toronto. Sypiała ze swoim byłym pacjentem i wypisywała szalone wiadomości do obcych osób, co jej nowo poznana przyjaciółka pięknie nazwała wandalizmem emocjonalnym. Mara Lakefield powinna mieć zabrane prawo wykonywania zawodu. A jednak wciąż przyjmowała pacjentów i cieszyła się nawet bardzo dobrą opinią. Najwyraźniej potrafiła pomóc wszystkim wokół, oprócz samej sobie.
Dzisiejszego wieczoru jednak zamierzała zawalczyć o siebie. Kiedy tylko zorientowała się w domu, że po wieczornej kolacji ze znajomymi, zostawiła swój ulubiony jedwabny szal w restauracji, postanowiła tam wrócić. Obawiała się, że jutro go może już nie być, więc nie sprawdzając wcześniej godzin otwarcia, po dotarciu na miejscu zastała zamkniętą bramę i zgaszone światła. Miała dwa wyjścia - albo zawrócić i spróbować jutro w ciągu dnia albo… przeskoczyć ogrodzenie i poszukać szalu. Co jej strzeliło do głowy, że wybrała opcję numer dwa? Nie była pewna. Może kieliszek wina, który wypiła do kolacji? A może głód wrażeń? Na pewno cokolwiek to było, nadawało się na terapię.
Zaczęła rozglądać się wokół zbyt ostantecyjnie, ale nie miała (jeszcze) żadnego doświadczenia we włamaniach. Obeszła też ogrodzenie wokół restauracji, aby ocenić z której najlepiej wspiąć się na murek. Nie spodziewała się, że dojdzie do takich atrakcji, więc jej czarne szpilki i długa zielona sukienka nie pomagały ani trochę w pokonaniu przeszkody. Mimo wszystko postanowiła zaryzykować - wyciągnęła ręce, aby się chwycić i wtedy nagle usłyszała głos tuż obok. Aż drgnęła przerażona i spojrzała na mężczyznę stojącego tuż obok niej. Była taka zaaferowana analizowaniem jak dostać się na drugą stronę, że nie usłyszała, że nadchodzi.
- Eh serio uważasz, że miałabym tak słabe pomysły?- rzuciła luźno starając się brzmieć i wyglądać na zrelaksowaną, jakby wcale nie próbowała właśnie złamać prawa. Mężczyzna wyglądał na nieco młodszego od niej, a jego zaczepienie jej miało w sobie pewien humor i łagodność, którą ją kupił. Dlatego stanęła łapiąc się za boki i kontynuowała wypowiedź. - A może to lokal kochanki mojego męża. Może mam plan wrzucić kilka włosów do dań, przebić daty ważności na starsze, aby zniszczyć renomę tego miejsca, bo w końcu zemsta najlepiej smakuje na zimno- kącik jej ust zadrżał lekko, gdy i ona obrzuciła go spojrzeniem. Było już ciemno, ale światło latarni dawało nieco poświaty. Przynajmniej na tyle, że mogła stwierdzić, że był całkiem przystojny. I co najważniejsze- nie był jej pacjentem. - W dodatku za podpalenie , a tym bardziej morderstwo, łatwiej wpakować kogoś do więzienia. Pomarańczowy za bardzo się zlewa z moimi włosami- uśmiechnęła się już nieco szerzej żartując coraz śmielej, aż zdała sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy, co diametralnie zmieniło wyraz jej twarzy. Nagle pobladła, oczy nagle zapłonęły przerażaniem, a szeroko otwarte usta zakryła dłońmi. - Nie jesteś gliną, co nie? Bo oczywiście żartowałam - przyznała nagle całkowicie szczerze. Była szalona, ale nie na tyle, aby planować czyjeś morderstwo. Rozwalenie biznesu od środka kochanki swojego męża? Do tego już mogłaby być zdolna. Z drugiej strony , gdy dwa lata temu otworzyła drzwi ciężarnej blondynce, która spodziewała się dziecka z jej mężem, bez żadnych problemów pozwoliła im odejść i żyć w spokoju, nie walcząc o zemstę. Chyba okazała litość tylko ze względu na dziecko.
partner in crime
There's no one left to say a prayer for us
: czw cze 11, 2026 11:19 pm
autor: Dean Vanberg
Czy okazałby się głupi, gdyby przepuścił nadarzającą się okazję na odrobinę dość nietypowej rozrywki?
Zdecydowanie.
Czy w ostatecznym rozrachunku mógł mieć pretensje do samego siebie, że postanowił w to zabrnąć, spijając piwo, którego sam sobie nawarzył?
Jak najbardziej.
W tym wszystkim paradoksalne i zupełnie w jego stylu było, że nijak się nie przejmował potencjalnymi konsekwencjami. W jego świecie teraźniejsze zapomnienie oraz zabawa doświadczana w danym momencie były znacznie ważniejsze, niż skupianie się na tym, co mogło z tego wyniknąć. Litości, gdyby tak wszystko rozkładał na czynniki pierwsze, przewidując zakończenie, żyłby jako jakiś sztywny urzędas, który nie wiedział czym była radość z życia. A co innego, jak nie adrenalina mogło mu powiedzieć, że przeżyw właśnie wspaniałe chwile? Dokładając do tego postać kobiety o interesujących gabarytach, było to niemal niebo. Ewentualnie piekło z odpowiednią dozą rozkoszy.
Mógłby przypatrywać się jej znacznie dłużej, oceniając poczynania, niemniej ciekawość wygrała. Wchodził buciorami w życie innych raczej rzadko, głównie kierując się korzyściami cielesnymi lub przysługą, której później nie miał zamiaru spłacać, jednak to, jak zachowywała się dziewczyna było wręcz komiczne i zasługiwało na wyjaśnienia. Aż go w środku wierciło, żeby poznać powód jej pojawienia się tutaj, nie mówiąc o nielegalnym wtargnięciu, którego chciała się dopuścić.
Uśmiechnął się, dumny z siebie, że udało mu się ją zaskoczyć. Mógł się założyć, że nie byłaby to jedyna płaszczyzna, na której kobieta wykazałaby się podobną reakcją.
-Słuchaj, nie wiem co siedzi ci w głowie, ale raczej nikt nie włamuje się nie do swojego lokalu jeśli nie ma powodu. A jaki inny możesz mieć? - spytał, w ten sposób chcąc ją trochę podejść, żeby zdradziła mu swoje pobudki.
Zlustrował ją teraz uważniej, korzystając z nikłego światła dawanego na około przez sporadyczne lampy. Godna uwagi sztuka, ale ten strój? Lekki paradoks. Wolał nie wyobrażać sobie jak w sukience chce przeskoczyć przez ogrodzenie. Chociaż wróć, wyobraził sobie, ale nie tak jak zapewnie powinien to zrobić człowiek cnotliwy i poukładany.
-Mało efektowne, ale skuteczne. Podrzuć im myszy albo karaluchy - zaproponował, nijak nie wierząc jej w to, co mówiła. Za tym musiało się kryć coś więcej i Dean miał zamiar dotrzeć do prawdy, póki co grając w grę, którą rozpoczęła rudowłosa niewiasta. - Moja droga… grunt to nie dać się złapać - uśmiechnął się zaczepnie, lekko pochylając w jej stronę. Brzmiał niczym spec, ale trochę się za dzieciaka przeżyło. Teraz szalał mniej, głównie dlatego, że miał na głowie własny interes, ale hej, nie było mowy, aby całkiem z tego zrezygnował.
Zrezygnował z komentarza ma temat pasującego koloru do jej włosów. Jego zdaniem idealnie współgrałaby z nim nagość jej jasnej skóry, niezbrukana ubraniami. Niemniej za małą ją znał, żeby dosadzić podobnie, woląc wybadać grunt. Szpila w stopie nie była niczym przyjemnym.
-A co byś zrobiła, gdybym nim był? Gdybym właśnie pomachał ci odznaką przed twarzą i powiedział, że jest pani aresztowana za próbę włamania? - spytał z zainteresowaniem, uśmiechając się lekko i zniżając trochę głos. Nie nadawałby się do pracy w służbach, za często nadużywałby władzy.
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: sob cze 13, 2026 1:26 am
autor: Mara Lakefield
Najwyraźniej Mara tak jak i Dean, niezbyt przejmowała się konsekwencjami. Nie mogła nawet winić alkoholu za niektóre swoje szalone decyzje, bo podejmowała je zazwyczaj na trzeźwo albo po raptem dwóch lampkach wina. Była więc w tamtych momentach całkowicie świadoma. Czy żałowała tego wszystkiego? Nie. Rzecz w tym, że bardziej żałowała ruchów, których nie poczyniła. Żałowała momentów w życiu, w których zabrakło jej odwagi. Teraz stara się żyć według zasady, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, aniżeli żałować, że się nie zrobiło.
Istniało prawdopodobieństwo, że któregoś dnia zmieni swoje podejście .Może wtedy, gdy straci pracę? Albo swoim czynem nieświadomie zrani drugą osobę? Jednak musiała działać. Musiała iść ze swoim życiem do przodu, bo pragnęła w nim odnaleźć szczęście. Może w nieco pokręcony sposób i warto by było, aby sama sama się udała na terapię, ale jej autorska metoda małych kroków także była istotna i nawet pomocna.
Jednak pewna cecha zawsze pozostawała w niej niezmiennie taka sama - chęć poznawania nowych ludzi. Zawsze była otwarta na nowe znajomości, a już szczególnie od czasu rozwodu także mało obojętna na przystojnych mężczyzn. Przyglądała się uważnie mężczyźnie, któremu udało się ją zaskoczyć, ale zdecydowanie nie spłoszyć. Stała odważnie z głową uniesioną do góry, piersią wypiętą do przodu, ciekawa dalszego rozwoju sytuacji. Pozwoliła mu się zlustrować wzrokiem , w ogóle tego nie komentując. Chce? Niech patrzy . - Obrzydliwe, ale w sumie też całkiem niezłe. Jest tylko jeden problem - chyba padłabym na zawał, gdybym miała mieć z nimi jakąkolwiek styczność. To zbyt duże poświęcenie jak dla kochanki męża. Ani ona ani on nie są tego warci- przyznała z zadziornym uśmiechem wzruszając ramieniem. Nie cierpiała gryzoni ani owadów, więc może i taka zemsta byłaby bardziej efektowna, ale nie była przekonana, co by musiało się stać, żeby się na nią zdecydowała.
- Oh czyżbyś wiedział jak się kamuflować przed policją?- jej uśmiech się poszerzył i tym razem to ona wykorzystała szansę, aby bardziej mu się przyjrzeć. Do tego nawet nieco się zbliżyła w jego kierunku i musiała przyznać, że tak - mężczyzna był w jej typie - nie tylko pod względem fizycznym, ale także był zabawny i bystry. Podobało jej się to, bo całkowicie naturalnie i swobodnie przeszli do luźnej rozmowy bez żadnego zadęcia. Jednak nagle zasugerował, że mógłby być policjantem, co wyraźnie skonsternowało Marę. Przez ułamek sekundy po jej twarzy przemknął cień zawahania, jakby rozważała jego słowa i kolejny krok.
Czy mówił prawdę? Co powinnam teraz zrobić?
Trwało to raptem chwilę, ale zanim ponownie się odezwała, jej wzrok nieco rozbłysł, zrobiła mały krok do przodu, a kąciki ust lekko opadły. - To bym powiedziała, że tak naprawdę jestem po prostu bezbronną kobietą, która zostawiła wcześniej swój ulubiony szal w tej oto restauracji- wskazała na mur za sobą udając niewinną osobę na tyle, że widział, że się zgrywała, ale szło jej całkiem nieźle! Ba, może nawet ścisnęła dłonie w taki sposób, aby ramionami ścisnąć również swoje dwa atuty, którymi też by mogła pomachać. W końcu tak jak i Dean - nie należała do cnotliwych osób. - I liczyłabym, że jako porządny stróż prawa, porządku oraz bezpieczeństwa obywateli, pomógłbyś mi go odzyskać- zasugerowała, a wtedy usta ponownie wygięły się w delikatnym uśmiechu. Przecież ona była taka grzeczna i potrzebowała pomocy policjanta!
Dean Vanberg