Strona 1 z 1
There's no one left to say a prayer for us
: wt cze 09, 2026 10:24 pm
autor: Dean Vanberg
Ale się odjebało.
Tak Dean mógłby skomentować sytuację, w której przyszło mu się znaleźć. Początek, który pociągnął za sobą splot zupełnie przypadkowych, nieplanowanych wydarzeń, zmieniających spokojny, nakrapiany nudą wieczór, w niemal przygodę życia, dzięki której uświadomił sobie, jak wielu rzeczy jeszcze nie doświadczył. Ominęło go więcej, niż podejrzewał w czasie, w którym musiał skupić się na szkole tańca ufundowanej przez ciotkę, rozwijając biznes, ostatecznie przynoszący korzyści. Nie były to kokosy na miarę kieszonkowego dzieci Elona Muska, niemniej wpływy dawały mu niezależność finansową i pozwalały odkładać pieniądze na przyszłe mieszkanie.
Szybko miał przekonać się, że nie samą pracą człowiek żyje i potrzebne są zdarzenia, których nic nie było w stanie wymazać z pamięci.
Zaczęło się stosunkowo niewinnie, ale właśnie w taki sposób zaczynała się większość przygód. Zwyczajny spacer, zwyczajna kolacja w fast foodzie, który oferował całkiem przystępne cenowo taco. Nadal trochę mu się nim odbijało, a ostry sos przenikał przez kubki smakowe, wypalając je powoli, kiedy szedł przed siebie bez konkretnego celu. Nie zawsze był potrzebny; niekiedy wszechświat wykorzystywał tę lukę w planach, zmuszając personę do interakcji z własnym pomysłem.
Jak teraz. Dean mimowolnie stał się marionetką jakiegoś bóstwa, któremu tam na górze znudziło się tylko bierne przyglądanie.
Wszystko wyglądało normalnie. Pozornie. Przechodził koło restauracji, która od paru godzin była już zamknięta, w pierwszej chwili nie zwracając uwagi na postać, która kręciła się przy budynku, jakby nie do końca wiedząc, czy faktycznie lokal nie wpuszcza już gości, czy nadal istniała szansa na zjedzenie dość drogiego posiłku. We wszelkich innych okolicznościach zignorowałby personę, skupiając się na własnych sprawach, niemniej pojawił się szczegół, który sprawił, że przystanął. Postać była kobietą, na dodatek rudą i obok tego nie dało się przejść ot tak.
Uśmiechnął się, zaintrygowany jej poczynaniami. Jasne, że chciała się tam włamać, nie pierwszy raz Dean był świadkiem podobnej akcji. Pytanie tylko po co i czy on mógłby jej w tym pomóc. Daleko wszak było jej do profesjonalistki, bo chociaż na około nie było aktualnie ludzi, tak w każdym momencie mógł pojawić się świadek inny, niż Vanberg.
Podszedł do niej spokojnie, nie omieszkając zlustrować uważnie jej sylwetki. Był tylko fecetem, na dodatek mało odpornym na kobiecie wdzięki.
-Chcesz podpalić lokal od środka, czy zamordować kochankę męża, który się z nią bzyka po godzinach? - rzucił, kiedy stanął obok niczego nie spodziewającej się niewiasty. Musiała mieć jakiś powód, a skoro Vanberg został to wplątany, chciał wiedzieć jaki dokładnie.
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: czw cze 11, 2026 12:19 am
autor: Mara Lakefield
W Marze zawsze płynęła krew spontaniczności i szaleństwa. Może i nie miała w sobie tyle odwagi, aby ruszyć za mężczyznami, których kochała, ale poza sferą miłosną, nie brakowało jej odwagi do szalonych pomysłów. A tym bardziej teraz, gdy czuła, że nie ma nic do stracenia. W końcu wszyscy mężczyźni, których kiedykolwiek kochała, wyjechali z Toronto. Sypiała ze swoim byłym pacjentem i wypisywała szalone wiadomości do obcych osób, co jej nowo poznana przyjaciółka pięknie nazwała wandalizmem emocjonalnym. Mara Lakefield powinna mieć zabrane prawo wykonywania zawodu. A jednak wciąż przyjmowała pacjentów i cieszyła się nawet bardzo dobrą opinią. Najwyraźniej potrafiła pomóc wszystkim wokół, oprócz samej sobie.
Dzisiejszego wieczoru jednak zamierzała zawalczyć o siebie. Kiedy tylko zorientowała się w domu, że po wieczornej kolacji ze znajomymi, zostawiła swój ulubiony jedwabny szal w restauracji, postanowiła tam wrócić. Obawiała się, że jutro go może już nie być, więc nie sprawdzając wcześniej godzin otwarcia, po dotarciu na miejscu zastała zamkniętą bramę i zgaszone światła. Miała dwa wyjścia - albo zawrócić i spróbować jutro w ciągu dnia albo… przeskoczyć ogrodzenie i poszukać szalu. Co jej strzeliło do głowy, że wybrała opcję numer dwa? Nie była pewna. Może kieliszek wina, który wypiła do kolacji? A może głód wrażeń? Na pewno cokolwiek to było, nadawało się na terapię.
Zaczęła rozglądać się wokół zbyt ostantecyjnie, ale nie miała (jeszcze) żadnego doświadczenia we włamaniach. Obeszła też ogrodzenie wokół restauracji, aby ocenić z której najlepiej wspiąć się na murek. Nie spodziewała się, że dojdzie do takich atrakcji, więc jej czarne szpilki i długa zielona sukienka nie pomagały ani trochę w pokonaniu przeszkody. Mimo wszystko postanowiła zaryzykować - wyciągnęła ręce, aby się chwycić i wtedy nagle usłyszała głos tuż obok. Aż drgnęła przerażona i spojrzała na mężczyznę stojącego tuż obok niej. Była taka zaaferowana analizowaniem jak dostać się na drugą stronę, że nie usłyszała, że nadchodzi.
- Eh serio uważasz, że miałabym tak słabe pomysły?- rzuciła luźno starając się brzmieć i wyglądać na zrelaksowaną, jakby wcale nie próbowała właśnie złamać prawa. Mężczyzna wyglądał na nieco młodszego od niej, a jego zaczepienie jej miało w sobie pewien humor i łagodność, którą ją kupił. Dlatego stanęła łapiąc się za boki i kontynuowała wypowiedź. - A może to lokal kochanki mojego męża. Może mam plan wrzucić kilka włosów do dań, przebić daty ważności na starsze, aby zniszczyć renomę tego miejsca, bo w końcu zemsta najlepiej smakuje na zimno- kącik jej ust zadrżał lekko, gdy i ona obrzuciła go spojrzeniem. Było już ciemno, ale światło latarni dawało nieco poświaty. Przynajmniej na tyle, że mogła stwierdzić, że był całkiem przystojny. I co najważniejsze- nie był jej pacjentem. - W dodatku za podpalenie , a tym bardziej morderstwo, łatwiej wpakować kogoś do więzienia. Pomarańczowy za bardzo się zlewa z moimi włosami- uśmiechnęła się już nieco szerzej żartując coraz śmielej, aż zdała sobie sprawę z jednej bardzo ważnej rzeczy, co diametralnie zmieniło wyraz jej twarzy. Nagle pobladła, oczy nagle zapłonęły przerażaniem, a szeroko otwarte usta zakryła dłońmi. - Nie jesteś gliną, co nie? Bo oczywiście żartowałam - przyznała nagle całkowicie szczerze. Była szalona, ale nie na tyle, aby planować czyjeś morderstwo. Rozwalenie biznesu od środka kochanki swojego męża? Do tego już mogłaby być zdolna. Z drugiej strony , gdy dwa lata temu otworzyła drzwi ciężarnej blondynce, która spodziewała się dziecka z jej mężem, bez żadnych problemów pozwoliła im odejść i żyć w spokoju, nie walcząc o zemstę. Chyba okazała litość tylko ze względu na dziecko.
partner in crime
There's no one left to say a prayer for us
: czw cze 11, 2026 11:19 pm
autor: Dean Vanberg
Czy okazałby się głupi, gdyby przepuścił nadarzającą się okazję na odrobinę dość nietypowej rozrywki?
Zdecydowanie.
Czy w ostatecznym rozrachunku mógł mieć pretensje do samego siebie, że postanowił w to zabrnąć, spijając piwo, którego sam sobie nawarzył?
Jak najbardziej.
W tym wszystkim paradoksalne i zupełnie w jego stylu było, że nijak się nie przejmował potencjalnymi konsekwencjami. W jego świecie teraźniejsze zapomnienie oraz zabawa doświadczana w danym momencie były znacznie ważniejsze, niż skupianie się na tym, co mogło z tego wyniknąć. Litości, gdyby tak wszystko rozkładał na czynniki pierwsze, przewidując zakończenie, żyłby jako jakiś sztywny urzędas, który nie wiedział czym była radość z życia. A co innego, jak nie adrenalina mogło mu powiedzieć, że przeżyw właśnie wspaniałe chwile? Dokładając do tego postać kobiety o interesujących gabarytach, było to niemal niebo. Ewentualnie piekło z odpowiednią dozą rozkoszy.
Mógłby przypatrywać się jej znacznie dłużej, oceniając poczynania, niemniej ciekawość wygrała. Wchodził buciorami w życie innych raczej rzadko, głównie kierując się korzyściami cielesnymi lub przysługą, której później nie miał zamiaru spłacać, jednak to, jak zachowywała się dziewczyna było wręcz komiczne i zasługiwało na wyjaśnienia. Aż go w środku wierciło, żeby poznać powód jej pojawienia się tutaj, nie mówiąc o nielegalnym wtargnięciu, którego chciała się dopuścić.
Uśmiechnął się, dumny z siebie, że udało mu się ją zaskoczyć. Mógł się założyć, że nie byłaby to jedyna płaszczyzna, na której kobieta wykazałaby się podobną reakcją.
-Słuchaj, nie wiem co siedzi ci w głowie, ale raczej nikt nie włamuje się nie do swojego lokalu jeśli nie ma powodu. A jaki inny możesz mieć? - spytał, w ten sposób chcąc ją trochę podejść, żeby zdradziła mu swoje pobudki.
Zlustrował ją teraz uważniej, korzystając z nikłego światła dawanego na około przez sporadyczne lampy. Godna uwagi sztuka, ale ten strój? Lekki paradoks. Wolał nie wyobrażać sobie jak w sukience chce przeskoczyć przez ogrodzenie. Chociaż wróć, wyobraził sobie, ale nie tak jak zapewnie powinien to zrobić człowiek cnotliwy i poukładany.
-Mało efektowne, ale skuteczne. Podrzuć im myszy albo karaluchy - zaproponował, nijak nie wierząc jej w to, co mówiła. Za tym musiało się kryć coś więcej i Dean miał zamiar dotrzeć do prawdy, póki co grając w grę, którą rozpoczęła rudowłosa niewiasta. - Moja droga… grunt to nie dać się złapać - uśmiechnął się zaczepnie, lekko pochylając w jej stronę. Brzmiał niczym spec, ale trochę się za dzieciaka przeżyło. Teraz szalał mniej, głównie dlatego, że miał na głowie własny interes, ale hej, nie było mowy, aby całkiem z tego zrezygnował.
Zrezygnował z komentarza ma temat pasującego koloru do jej włosów. Jego zdaniem idealnie współgrałaby z nim nagość jej jasnej skóry, niezbrukana ubraniami. Niemniej za małą ją znał, żeby dosadzić podobnie, woląc wybadać grunt. Szpila w stopie nie była niczym przyjemnym.
-A co byś zrobiła, gdybym nim był? Gdybym właśnie pomachał ci odznaką przed twarzą i powiedział, że jest pani aresztowana za próbę włamania? - spytał z zainteresowaniem, uśmiechając się lekko i zniżając trochę głos. Nie nadawałby się do pracy w służbach, za często nadużywałby władzy.
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: sob cze 13, 2026 1:26 am
autor: Mara Lakefield
Najwyraźniej Mara tak jak i Dean, niezbyt przejmowała się konsekwencjami. Nie mogła nawet winić alkoholu za niektóre swoje szalone decyzje, bo podejmowała je zazwyczaj na trzeźwo albo po raptem dwóch lampkach wina. Była więc w tamtych momentach całkowicie świadoma. Czy żałowała tego wszystkiego? Nie. Rzecz w tym, że bardziej żałowała ruchów, których nie poczyniła. Żałowała momentów w życiu, w których zabrakło jej odwagi. Teraz stara się żyć według zasady, że lepiej żałować, że się coś zrobiło, aniżeli żałować, że się nie zrobiło.
Istniało prawdopodobieństwo, że któregoś dnia zmieni swoje podejście .Może wtedy, gdy straci pracę? Albo swoim czynem nieświadomie zrani drugą osobę? Jednak musiała działać. Musiała iść ze swoim życiem do przodu, bo pragnęła w nim odnaleźć szczęście. Może w nieco pokręcony sposób i warto by było, aby sama sama się udała na terapię, ale jej autorska metoda małych kroków także była istotna i nawet pomocna.
Jednak pewna cecha zawsze pozostawała w niej niezmiennie taka sama - chęć poznawania nowych ludzi. Zawsze była otwarta na nowe znajomości, a już szczególnie od czasu rozwodu także mało obojętna na przystojnych mężczyzn. Przyglądała się uważnie mężczyźnie, któremu udało się ją zaskoczyć, ale zdecydowanie nie spłoszyć. Stała odważnie z głową uniesioną do góry, piersią wypiętą do przodu, ciekawa dalszego rozwoju sytuacji. Pozwoliła mu się zlustrować wzrokiem , w ogóle tego nie komentując. Chce? Niech patrzy . - Obrzydliwe, ale w sumie też całkiem niezłe. Jest tylko jeden problem - chyba padłabym na zawał, gdybym miała mieć z nimi jakąkolwiek styczność. To zbyt duże poświęcenie jak dla kochanki męża. Ani ona ani on nie są tego warci- przyznała z zadziornym uśmiechem wzruszając ramieniem. Nie cierpiała gryzoni ani owadów, więc może i taka zemsta byłaby bardziej efektowna, ale nie była przekonana, co by musiało się stać, żeby się na nią zdecydowała.
- Oh czyżbyś wiedział jak się kamuflować przed policją?- jej uśmiech się poszerzył i tym razem to ona wykorzystała szansę, aby bardziej mu się przyjrzeć. Do tego nawet nieco się zbliżyła w jego kierunku i musiała przyznać, że tak - mężczyzna był w jej typie - nie tylko pod względem fizycznym, ale także był zabawny i bystry. Podobało jej się to, bo całkowicie naturalnie i swobodnie przeszli do luźnej rozmowy bez żadnego zadęcia. Jednak nagle zasugerował, że mógłby być policjantem, co wyraźnie skonsternowało Marę. Przez ułamek sekundy po jej twarzy przemknął cień zawahania, jakby rozważała jego słowa i kolejny krok.
Czy mówił prawdę? Co powinnam teraz zrobić?
Trwało to raptem chwilę, ale zanim ponownie się odezwała, jej wzrok nieco rozbłysł, zrobiła mały krok do przodu, a kąciki ust lekko opadły. - To bym powiedziała, że tak naprawdę jestem po prostu bezbronną kobietą, która zostawiła wcześniej swój ulubiony szal w tej oto restauracji- wskazała na mur za sobą udając niewinną osobę na tyle, że widział, że się zgrywała, ale szło jej całkiem nieźle! Ba, może nawet ścisnęła dłonie w taki sposób, aby ramionami ścisnąć również swoje dwa atuty, którymi też by mogła pomachać. W końcu tak jak i Dean - nie należała do cnotliwych osób. - I liczyłabym, że jako porządny stróż prawa, porządku oraz bezpieczeństwa obywateli, pomógłbyś mi go odzyskać- zasugerowała, a wtedy usta ponownie wygięły się w delikatnym uśmiechu. Przecież ona była taka grzeczna i potrzebowała pomocy policjanta!
Dean Vanberg
There's no one left to say a prayer for us
: śr cze 17, 2026 11:37 pm
autor: Dean Vanberg
Coś w środku mówiło mu, że ten wieczór będzie ekscytujący. Samo pojawienie się tutaj, spotkanie osoby, która próbowała dokonać włamania, jak również fakt, że była nią kobieta, przemawiał za wyborną rozrywką, naszpikowaną adrenaliną, którą tak uwielbiał. Kiedy tylko pojawiała się na horyzoncie, Dean zachowywał się jak narkoman na głodzie, łaknąc chociaż chwili jej uwagi. Jego myśli całkiem ukierunkowały się na nieznajomą postać oraz potencjalne scenariusze, które mogłyby być zwieńczeniem idealnym nocnej eskapady. Zapomniał już nawet, że jeszcze chwilę wcześniej odbijało mu się zjedzoną kolacją, jak również o tym, że miał teraz wrócić do domu, zalegając albo przed telewizorem albo grając w jakieś pierdoły na konsoli. Nieznana przygoda przemawiała za nim znacznie bardziej, więc dał się wepchnąć w to wszystko znacznie głębiej wiedząc, że jeszcze krok i nie będzie odwrotu. Z którego nawet by nie skorzystał.
Kącik jego ust powędrował ku górze, w lekko ironicznym grymasie, kiedy obserwował rudowłosą piękność. Starała się jak mogła, by udowodnić mu, że nijak nie czuje się spłoszona, odważnie na niego patrząc. Imponujące i intrygujące zarazem.
-Naturalne. I mało podejrzane. Ostatecznie gryzonie i szkodniki występują w ekosystemie - powiedział. On by tak zrobił gdyby tylko miał na pieńku z kimś, kto prowadził restauracje. Był pewien, że nikt by się nie domyślił, że robale pojawiły się z czyimś udziałem, zakładając raczej, że właściciel nie dopilnował czystości, ignorując zalecenia sanepidu. Reputacja poszłaby w siną dal, a odbudowanie jej było kosztowne i niebywale mozolne. Kto bowiem chciałby jeść spaghetti doprawiane karaluchami?
-Wiem znacznie więcej, ale wiedza kosztuje - zauważył, niemal obojętnie. Wszystko miało swoją cenę i w przypadku Vanberga nie chodziło o pieniądze. Jasne, każdy ich potrzebował, niemniej on nie narzekał na swoje zarobki, woląc oddać się w zamian znacznie przyjemniejszym czynnościom. Ewentualnie wymusić na drugiej stronie dług, który w najmniej oczekiwanym momencie miał zostać spłacony. - Najciemniej pod latarnią, hm? - dodał. Poczuł dreszczyk emocji, kiedy udało mu się ją wkręcić, że jest policjantem. Lekka sugestia, brak jawnego potwierdzenia. To potrafiło zrobić misz masz w głowie, tym bardziej osoby, która miała na sumieniu coś mało z prawem zgodnego.
Powstrzymał śmiech, który cisnął mu się do ust. Zamiast tego skupił wzrok na twarzy kobiety, która znalazła się znacznie bliżej. próbowała go uwieść? Jeśli tak, punkt dla niej, chociaż nie mogła wiedzieć, że trafiła na godnego siebie przeciwnika, który podobne techniki stosował dość często.
-Szal to raczej słabe usprawiedliwienie potencjalnego włamania. Wydaje mi się, że takie tłumaczenie nie na wiele się zda. Sprawa z kochanką byłaby znacznie lepiej rozpatrzona w sądzie. - Ponownie zlustrował jej ciało, którym go prowokowała. Jeśli do tej pory właśnie takich rzeczy próbowała, by uniknąć złapania, nie dziwił się, że uchodziło jej płazem. Z całą pewnością wiedziała, jak skorzystać z kobiecych atutów.
-Porządnych policjantów jest niewiele, korupcja istnieje. Moje pytanie brzmi jaką cenę byłabyś w stanie zapłacić? - zainteresował się, poruszając zaczepnie jedną brwią.
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: ndz cze 21, 2026 9:02 pm
autor: Mara Lakefield
Działania Deana można było znacznie lepiej wytłumaczyć niż Mary. W końcu był kilka lat młodszy od niej, a do tego był mężczyzną - oni znacznie później dojrzewali emocjonalnie i na wielu płaszczyznach przez całe życie byli niczym małe dzieci. Natomiast rudowłosa? Pomału było jej bliżej do czterdziestki niż do trzydziestki, a do tego pracowało jako terapeutka, więc w teorii powinna być tą bardziej dojrzałą i rozważną. Natomiast w praktyce była nie raz bardziej szalona niż jej pacjenci.
- Tak, zdecydowanie ten plan wydaje się najlepszym. Rozumiem, że powinnam podziękować za podpowiedź?- zasugerowała z lekkim rozbawieniem, bo gdyby pominąć całe obrzydzenie i przerażenie gryzoniami, to faktycznie - ten plan był najlepszy i najbardziej logiczny. Cholera, może faktycznie powinna się zemścić na kochance byłego męża? Tylko rzecz w tym, że nie pałała do tamtej kobiety jakąś żądzą zemsty. Oczywiście była na oboje wkurzona, ale tak naprawdę bardziej zranił ją mężczyzna - to on jej ślubował wierność. To on ją okłamywał. Nie był przecież bezbronny, a tamta blondynka nie wskoczyła mu sama do łóżka. Wszystko się odbyło za przyzwoleniem obu stron. Wracając wspomnieniami do tego jak przez ostatnie dwa lata wyglądało jej małżeństwo - mogłaby rzec, że śmieci same się wyniosły.
Mogła w tym momencie śmiać się i żartować z tego, ale skłamałaby mówiąc, że rozwód jej nie zranił. Przeżyła to i tak naprawdę wciąż gdzieś trzyma w sobie żal, że tak się jej życie potoczyło. Mogła być teraz szczęśliwa spędzając wieczór na kanapie z Michaelem, a ich córka spałaby grzecznie na górze. Jej życie mogłoby wyglądać znacznie inaczej, gdyby wyjechała za nim do Ottawy, a nie została w Toronto. Mimo wszystko plus tego wszystkiego był taki, że mogła teraz stać przed ogrodzeniem restauracji i przynajmniej teraz podejmować ryzyko świetnie się przy tym bawiąc.
- A to więcej , to warte jest dalszej uwagi?- spytała i bez żadnych zahamowań dokładnie mu się przyjrzał od góry do dołu, oceniając co takiego może się kryć pod słowem więcej. - Znajomość stróża prawa pewnie niesie za sobą wiele korzyści. Szczególnie ta bliższa znajomość. Chyba, że się mylę?- zostawiła mu na koniec otwartą furtkę do ewentualnego polemizowania z tym. Nie była pewna czy faktycznie jest tym policjantem czy może się z nią zgrywa. Z drugiej strony, nawet jeśli pracował w policji, czy to wykluczało jego ewentualną pomoc? Nie powinno, bo przecież historia z szałem była prawdziwa. W co oczywiście jej nie uwierzył, na co zareagowała szerokim śmiechem. Co takiego się stało z ludźmi, że teraz od razu zakładano najgorsze?! - Sąd byłby bardziej łaskawy dla zdradzonej kobiety szukającej zemsty?- spytała wyraźnie rozbawiona, ale i ciekawa jego odpowiedzi.
Mara nie kierowała się chęcią zemsty, a zwykłym przywiązaniem do rzeczy materialnych. Lubiła ten szał i chciała go odzyskać i to najlepiej dzisiaj. Była gotowa przeskakiwać to ogrodzenie mając na sobie sukienkę i szpilki, ale negocjować z ewentualnym policjantem jego pomoc? A raczej zapłatę za pomoc - tego nie było na jej liście. Całe szczęście, że nie miała problemu z filtrem. Ba, ani tym bardziej z jednorazowymi przygodami. W ostatnim czasie (niestety) tylko takie miała w swoim życiu. Na jego korzyść przemawiało jeszcze to, że mężczyzna był cholernie przystojny. Wyraźnie młodszy od niej, ale w granicach dobrego smaku. To pewnie miało korzyści w dobrej kondycji! Dlatego rudowłosa nie cofnęła się o krok wpatrując się intensywnie w jego oczy, rozważając kolejny ruch. - Zanim przejdziemy do ceny, to zacznijmy od waluty, w jakiej przyjmujesz płatności- zasugerowała lekko przechylając głowę na bok i ponownie, ale tym razem znacznie wolniej, przesuwając wzrokiem po jego sylwetce. Skoro przechodzili do negocjacji, musiała ocenić ile był wart! Znaczy jego pomoc.
Dean Vanberg
There's no one left to say a prayer for us
: pn lip 06, 2026 11:55 pm
autor: Dean Vanberg
Przebywanie z osobami, które były w stanie sprostać jego wymaganiom towarzyskim, sprawiało Vanbergowi przyjemność. Mógł ze znacznie większą śmiałością (zupełnie jakby w ogóle mu jej kiedykolwiek brakowało) zbadać ich reakcje, czerpiąc odpowiednie dla siebie korzyści. Ot, niewinne komentarze, prowokacje, które albo zostały odczytane w sposób agresywny, albo świadczący o tym, iż gra została podjęcia. Kobieta przed nim zdecydowanie zaliczała się do grupy drugiej, a to skutecznie zatrzymało go przy niej. Jedno źle wypowiedziane słowa, debilny grymas, a obróciłby się na pięcie nie poświęcając jej więcej uwagi. Plus dla niej za skuteczność oraz tak zanikającą umiejętność, jak działanie spontaniczne.
Jego uśmiech stał się bardziej zaczepny, kiedy wypowiedziała te jakże upragnione słowa.
…powinnam podziękować za podpowiedź?
Oh, a jakże! Młody tancerz uwielbiał, kiedy kobiety (albo mężczyźni) składały mu tego rodzaju propozycje. Niby wypowiedziane bezwiednie, zapewne pod wpływem chwili i zamroczenia umysłowego, ale Vanberg przykładał do nich wagę, upominając się o zapłatę w odpowiednim czasie. W przyrodzie nic nie ginęło, zwłaszcza długi, które ludzie nieświadomie zaciągali. Niczym pakt z diabłem. Lubił patrzeć, jak miotali się w sobie, kiedy przypominał im, co miało miejsce jakiś czas temu. Przed oczami stanął mu dawny kumpel, który niemal z przerażeniem patrzył na Deana, kiedy ten przytoczył jego własne słowa “zrobię dla ciebie dosłownie wszystko, tylko mi pomóż”. Rzeczywistość zweryfikowała i szybko okazało się, że to wszystko było totalnie niczym, kiedy Vanberg bezceremonialnie ściągnął przed nim spodnie w oczekiwaniu. Mina zszokowanego chłopaka bezcenna, a satysfakcja ciemnowłosego jakże wielka.
Z myśli wyrwał ją uroczy głos kobiety stojącej przed nią. Wrócił do niej myślami, poświęcając swoją uwagę. No tak, takich dóbr nie zostawia się samemu sobie.
-To więcej warte jest każdego grzechu, ale słowa to tylko słowa, prawda? Jestem zwolennikiem przekonywania się ich prawdziwości na własnej skórze - odpowiedział, dumny z siebie. Nie był ślepy. Widział, jak zmierzyła go wzrokiem, jak zatrzymała się tam, gdzie powinna, zapewne uwalniając wodze fantazji. Daleko było mu do pruderyjności, a pewność od niego emanująca czaiła się również w jego ciemnych oczach. Zdążyła go już w fantazjach rozebrać? - Well, zapewniam, że wyposażenie mamy odpowiednie. Tak w gwoli ochrony. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie nam wyciągnąć broń - uśmiechnęła się do niej lekko, zaczepnie. Czy wierzyła, że był policjantem? Nie jego broszka, ale jeśli tak, z błędu jej nie wyprowadzał. Za mundurem panny sznurem, co poradzić.
-Emocje, trochę łez, zranione serce. Ten cały melodramat potrafi zadziałać na ławę przysięgłych. Do tego ze dwóch odpowiednich podstawionych świadków i można zrobić niezłe show - stwierdził, ramionami wzruszając. Jego przygoda z policją i sądami była raczej mało satysfakcjonująca, ale przynajmniej przekonał się, jak naprawdę działa ten świat.
-W każdej, którą ludzie są w stanie zapłacić. Kreatywność to podstawa, chociaż jako prosty obywatel jestem zwolennikiem handlu dobrami naturalnymi - odpowiedział, zbliżając się jeszcze o krok. Jej przestrzeń osobista ewidentnie zaczynała mieszać się z jego własną. - To jak, mamy deal? Ja pomagam odzyskać ci zgubę, czy tam pogrążyć kochankę męża, a ty… cóż, po prostu mi płacisz w odpowiednim czasie - stwierdził lekko, dość sugestywnie. Albo dostanie w ryj, albo nie, ale hej, sama go prowokowała, więc czemu miał nie poczynać sobie śmielej?
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: sob lip 11, 2026 2:41 am
autor: Mara Lakefield
Uśmiechnęła się kącikiem ust przytakując na jego słowa o tym, że trzeba samemu się przekonać na własnej skórze czy ktoś mówi prawdę. Podobał jej się coraz bardziej i nie chodziło o wygląd fizyczny, a raczej nie chodziło tylko o to. Oczywiście, że był przystojny- nie mogła mu tego odmówić. Przynajmniej na tyle , na ile dostrzegała w świetle ulicznych latarni. Lecz przede wszystkim kupił ją swoim nietuzinkowym , ciętym humorem i dystansem. Nie był nachalny czy chamski. Potrafił zagadać tak, że wzbudził jej ciekawość, a podłapywanie kolejnych żartów, szło całkowicie naturalnie. Mara ceniła i lubiła takich ludzi - kiedy nie musiała być nie tyle , co poważną i rozważną panią psycholog, ale też przesadnie uważać na wypowiadane słowa. Czuła pełną swobodę, więc nie zbywała go, a wprost przeciwnie - podtrzymywała tą rozmowę, nie mając ochoty na jej zakończenie.
Co więcej, rozważała czy nie przenieść jej na wyższy poziom, więc pozwoliła sobie przyjrzeć się mu uważniej, co najwidoczniej zauważył mówiąc u wyposażeniu. Spojrzała na niego unosząc znacząco brwi z miną mówiącą, że nie z nią takie numery. Za stara była na takie zagrywki, a w dodatku… - Hola hola, a kto przed sekundą powiedział, że słowa to tylko słowa i trzeba się przekonać o ich prawdziwości? Chętnie bym się przekonała, czy aby na pewno jesteś odpowiednio wyposażony- zwróciła mu uwagę cytując jego własną wypowiedź, a na koniec nawet wskazując brodą na jego pasek od spodni, bo przecież zapewne tam miał przyczepioną kaburę z pistoletem. To nie tak, że chodziło jej o rozporek i to co się znajduje pod spodniami. Oczywiście, że nie. Jednak nie pogniewałaby się, gdyby inaczej zrozumiał jej słowa i pokazał co nieco.
Na razie jednak najwidoczniej musieli dogadać pewne szczegóły. - Hmm łzawe melodramaty? Chyba tego nie czuję, ale w sumie czego się nie robi, aby uniknąć odpowiedzialności- wzruszyła ramionami uśmiechając się wesoło. Tak, zdarzało jej się unikać odpowiedzialności tak jak i przekraczać granicę etyki zawodowej. Niestety za tym uśmiechem kryło się też złamane serce, które przeżyło już kilka melodramatów. Rudowłosa starała się ich unikać, ale jednak jak na złość, zawsze ją odnajdywały czy co stawiając przed nią jej dawną miłość jako narzeczonego jej siostry czy zsyłając do jej domu ciężarną kochankę męża. Najwidoczniej przyciągała dramaty niczym magnez, a prawdziwa miłość uciekała od niej jak najdalej.
Natomiast mężczyzna na pierwszy rzut oka, wydawał jej się dobrą zabawą. Nie znali swoich imion. Nie wiedzieli nic o siebie, a raczej nie mieli pewności, czy to co mówią jest prawdą. A jednak z jakiegoś powodu, Mara postanowiła się zgodzić na jego propozycję. Może to przez brak rozrywki w życiu? W końcu w przyrodzie musi być zachowana równowaga, więc do każdego dramatu, niech dostanie nieco zabawy. - Ok, Ty wyznaczasz termin zapłaty, a ja jej formę. Oczywiście zgadzam się, że powinna być w ramach dobra naturalnego- wyciągnęła dłoń w jego kierunku na dobicie targu. Kiedy się dogadali, spojrzała jeszcze raz na ogrodzenie. Podeszła do bramy i oparła buta z obcasem o jeden z elementów, pozwalając sukience bezwiednie się podwinąć, odsłaniając jej łydkę i udo. - To teraz panie policjancie, proszę mnie przerzucić - spojrzała na niego z zadziornym uśmiechem mając na końcu języka przez kolano, ale przecież nie o to tutaj chodziło. - I pytanie czy stoisz na czatach, pilnując czy nie przyjadą twoi kumple czy włamujesz się razem ze mną?- zaproponowała ciekawa jego wyboru. Obie formy były kuszące , więc była ciekawa, którą opcję wybierze mężczyzna.
Dean Vanberg
There's no one left to say a prayer for us
: wt lip 21, 2026 1:18 am
autor: Dean Vanberg
Chciał w to brnąć dalej, dając wyjątkowo szansę nowej znajomości, która nie emanowała od początku jawnym zaproszeniem na szybki numerek w pobliskich krzakach. Chociaż w jego głowie od paru ładnych minut pojawiały się co rusz wyjątkowo niecenzuralne obrazy, na sam widok których cnotka z chóru doszłaby przeżywszy swój pierwszy orgazm, nie miał pojęcia, jak skończy się całe to spotkanie. Mogły być założenia, mogły być plany, ale spontaniczność była czymś, co sobie cenił. Flirt flirtem, ale jeśli jego rozmówczyni miała zamiar zakończyć jedynie na tym (co z tego, że ego kazało mu sądzić, że gdyby tylko zaproponował macanki, zaraz by się zgodziła), Vanberg musiałby uszanować jej decyzję. Z niezadowoleniem, ale gwałcicielem nie był, pomimo krążącej o nim opinii.
-Proszę, proszę. Ktoś tu umie słuchać, imponujące. Kim bym się okazał, gdybym nie pozwolił ci sprawdzić? Wyszedłbym co najmniej na hipokrytę, któremu nie można ufać. Tylko czy wypada tak bronię publicznie machać? - uśmiechnął się nonszalancko, ciągnąć grę, w której zdecydowanie nie o metalową broń mu chodziło. Wzrok kobiety jasno dawał mu do zrozumienia, że ich tok myślenia był podobny, chociaż żadne nie rzuciło tego jeszcze wprost. Jasne, że by go przeleciała! Nawet specjalnie by nie oponował, mogąc wpisać ją na listę kobiet, które zdecydowanie zaliczały się do tych pięknych i dobrze, co zdążył zauważyć, wyposażonych tam, gdzie trzeba.
-Interesy z panią to czysta przyjemność - skomentował, biorąc w dłoń jej własną, lekko ściskając. Przytrzymał ją zdecydowanie dłużej, niż zapewne powinien, korzystając z okazji, by spojrzeć jej w oczy. Kusiły go to rozbawione iskierki, które próbowały ukryć pożądanie. Nie był ślepy, potrafił odczytać sygnały, a ta panna dawała mu ich całkiem sporo.
Wodził za nią wzrokiem, dostrzegając delikatną skórą na udzie niewiasty. Ach, gdyby tylko teraz mógł zacisnąć na niej dłonie zostawiając na niej odciski, z których musiałaby się później tłumaczyć. Gdyby ustami zagłębił się w rejony, które były dostępne dla wybranych. Fantazje, które aż chciało się urzeczywistnić.
Zamiast tego podążył jej śladem, gotów służyć pomocą. O którą zaraz poprosiła! To niemal jak wygrana na loterii. Chwycił ją w talii, podnosząc by pewniej złapała się szczytu bramy. Dostrzegł koronkową bieliznę, która kusiła spod sukienki. Ulokował dłoń na jej pośladkach, oczywiście z czysto asekuracyjnych powodów. Nie chciał przecież by spadła!
-Nie ma mowy, abym to przegapił! Zresztą ktoś musi cię pilnować, żebyś przypadkiem później nie zwiała z miejsca zbrodni - skomentował, sprawnie przeskakując przez ogrodzenie, stając obok kobiety. Nijak nie miał zamiaru jej mówić, że sukienka podwinęła jej się znacznie bardziej niż dopuszczały normy przyzwoitości. - To gdzie ta twoja zguba? W środku? Potrzebujesz pomocy z otworzeniem drzwi? Wiesz, te palce potrafią zdziałać cuda- skomentował, poruszając dłonią. - Ale słowa to tylko słowa, hm? Jestem skłonny zaprezentować umiejętności - zapewnił, pochylając się w jej stronę na tyle, by ich twarze dzieliło zaledwie kilka milimetrów przestrzeni.
Mara Lakefield
There's no one left to say a prayer for us
: śr lip 22, 2026 12:28 am
autor: Mara Lakefield
Miała się ogarnąć. Po tych wszystkich przebojach z byłym mężem, który przyprawiał jej rogi przez co najmniej dwa lata. Po nagłym powrocie obu byłych do jej życia, którzy zniknęli ponownie równie szybko jak się pojawili. Po zawirowaniach z facetami, którym miała pomagać, a skończyło lub zaczęło seksem, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Po tym wszystkim chciała nieco spokoju. Chciała odetchnąć. A zamiast tego stała właśnie w środku nocy przed zamkniętą restauracją i jawnie flirtowała z nieznajomym mężczyzną. Może bez wrażeń nie była w stanie funkcjonować? Albo jej umysł był już tak zdegenerowany przez tych wszystkich pacjentów, których przyjęła w swoim życiu, że zaczynała się staczać.
Albo po prostu potrzebowała rozrywki. Prostej rozrywki bez zobowiązań.
- Po pierwsze, nie musi być aż tak publicznie. Możemy odejść w bardziej ustronne miejsce, co by nie wystraszyć innych Twoją bronią- nie mogła się powstrzymać, aby w tym momencie nie spojrzeć znacząco na jego krocze. Cóż, trafił swój na swego. - Po drugie, wydawałeś się na bardziej doświadczonego, więc nie wiesz, że bronią nie macha się ot tak? A najlepiej to w ogóle się nią nie macha, a odpowiednio steruje w odpowiednim kierunku i z odpowiednią prędkością- dla podkreślenia tych słów, aby każde z nich do niego dotarło, mówiła to wyjątkowo powoli, akcentując szczególnie ostatnie zdanie. Chyba skończy się na tym, że będzie go uczyła jak odpowiednio wymachiwać ową bronią. Mara naprawdę miała zbyt dobre serce dla facetów. Szczególnie dla takich jak Dean.
Słysząc, że przytaknął na jej propozycję, uśmiechnęła się triumfalnie. Nie była w sumie tym zaskoczona, bo to był dobry kompromis. Wilk syty i owca cała. Oczywiście wszystko miało się potwierdzić, kiedy już dojdzie do zapłaty, ale coś czuła, że się dogadają. A jeżeli nie, to jakoś sobie z nim poradzi. Rudowłosa zawsze spadała na cztery łapy.
Kiedy uścisnął jej dłoń, przytrzymując ją nieco dłużej, poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele oraz między udami. Żadne z nich już się nie ukrywało ani trochę ze swoimi myślami, grając jedynie w tą grę jako formę rozrywki. A może już rozgrzewki? Jego dłoń na jej odsłoniętym udzie zdecydowanie podkreślała, że wszystko idzie w jednym kierunku. Mara jedynie pokręciła z rozbawieniem głową, jak szybko przeszli oboje do tego momentu, a nawet nie znają swoich imion! - Masz mój portret pamięciowy jak coś- rzuciła przez ramię z uśmiechem, gdy szła przed nim nieświadoma, że przeskakując przez bramę, jej sukienka się podwinęła odsłaniając już prawie lewy pośladek. Biedna Mars - Dean nawet słowem się nie zająknął, że powinna wygładzić materiał ubrania.
Zmarszczyła brwi zastanawiając się nad tym, gdzie mogła być jej zguba. Rozejrzała się po terenie opierając dłońmi o biodra. - W sumie może być tu i tu. Siedzieliśmy na zewnątrz, ale wchodziłam do środka do toalety- i mógł się jej zsunąć albo zostawiła go w toalecie. Było bardzo dużo możliwości. Chciała już się podzielić, które z nich którą część przeszuka, ale wtedy mężczyzna zaczął się do niej zbliżać. Uniosła brew do góry, obserwując go jak zmniejsza dystans i sama zrobiła to samo. Zadarła głowę do góry nie spuszczając wzroku z jego oczu, ale po sekundzie zjechała nim na jego usta. To na nich się zatrzymała dłużej zastanawiając się jak smakują i jak sprawny jest jego język. Rozchyliła lekko wargi i powróciła spojrzeniem do ciemnych tęczówek, które tak bardzo ją kusiły. - A ja jestem skłonna się o tym przekonać - szepnęła będąc tak blisko, że mógł poczuć na skórze jej gorący oddech. Wciągnęła w nozdrza zapach męskich perfum, które zawsze działały na nią niczym afrodyzjak, ale musiała być silna, bo nie mogła być aż tak łatwa!
Dlatego zaczęła się wycofywać - pomału do tyłu. - Dlatego możesz pójść otworzyć drzwi, a ja się rozejrzę w ogrodzie- uśmiechnęła się tak bardzo niewinnie, jakby wcześniej nawet nie wiedziała co to flirt. Wskazała na obszar za sobą, dodając jeszcze. - Daj znać jak znajdziesz mój szal. A jeżeli wpadniesz na kumpli po fachu, to pamiętaj, że mnie tutaj nigdy nie było- puściła mu jeszcze oczko i zniknęła w ciemnościach.
Dean Vanberg