Strona 1 z 1

Italian dream

: śr cze 10, 2026 5:32 pm
autor: Elsa Eriksen
Włochy były tematem przewodnim od miesiąca. Włochy rano przy śniadaniu. Włochy na spacerze z psami. Włochy między jedną klientką a drugą. Włochy podczas kąpieli — czy to wspólnej czy tej w pojedynkę. Włochy przed snem i zaraz po przebudzeniu również. Bo dla niej to było ogromne wyróżnienie, a jednocześnie dowód, że te wszystkie lata ciężkiej pracy przynosiły efekty. Owszem, była już stylistka fryzur na pokazach w Kandzie, często pełniąc rolę asystentki albo tej jednej z wielu. Ale tutaj zaprosili ją aż z Europy! I to jeszcze jako jedyną fryzjerkę, która miała opiekować się wszystkimi modelkami podczas serii czterech pokazów. To było zbyt piękne, żeby mogła w to uwierzyć. Kilka razy dziennie sprawdzała maila, żeby upewnić się, że to zaproszenie nadal tam było i czy w międzyczasie nie otrzymała wiadomości z przeprosinami, że to jednak pomyłka i w ramach zadośćuczynienia otrzymuje voucher z dziesięcioprocentową zniżką na najnowszą kolekcję pana Dolore.
W wolnej chwili oglądała zdjęcia miejsc, które chciałaby zobaczyć, czytała opinie restauracji, w których chciałaby zjeść śniadanie lub pod wieczór napić się kieliszka wina. Bo nawet jeśli na co dzień stroniła od alkoholu to przecież TAM mogła. Zwłaszcza, że nie miała być sama.
Nie myślała o tym jak bardzo musiała denerowac Dantego ciągłym trajkotaniem o tym wyjeździe. Ale nawet jeśli mu to bardzo przeszkadzało to mógł to uznać za swego rodzaju karę. W końcu po tym co zrobił podczas tego rzekomo nieinnego spotkania z Erikiem i to w jakim stanie musiała go z niego odbierać… powinien być tak naprawdę wdzięczny, że kara nie polegała na jedzeniu tego, co ona by przygotowała! Chociaż chyba nie mogłaby by być tak okrutna, zwłaszcza, że w tym wyjeździe najpiękniejsze miało być to, że leciał tam razem z nią. A będąc całkowicie szczerym — degustacji jej jajecznicy mógłby po prostu nie przeżyć.
I jak przez cały miesiąc ekscytacja mieszała się z małym poddenerwowaniem, tak w dzień wylotu Elsa była jednym wielkim kłębkiem nerwów. W nocy nie zmrużyła oka. Leżała w łóżku, prawie płacząc ze stresu i na nowo czytając całą swoją umowę, aby czasem na miejscu się nie dowiedzieć, że podpisała zgodę na oddanie za życia organów włoskiej mafii. O czym oczywiście nie wahała się poinformować będącego tuż obok chłopaka, zagadując najpierw czy jakby przypadkiem oddała dziwnym typom swoją nerkę to czy nadal by ją kochał. Po chwili zastanawiając się na głos czy istniał jakiś przypadek, kiedy to człowiek mógł żyć bez żadnej nerki… i wątroby. Słusznie stwierdzając, że ta należąca do Dantego była pewnie martwa od ilości wypitego alkoholu, a nadal stąpał po ziemi, więc chyba o to znalazła swój żywy dowód na potwierdzenie tej tezy.
I taką całą noc.
Zamówienie taksówki na lotnisko również stanowiło nie lada wyzwanie, więc zostawiła tę przyjemność Dantemu. Ona sama nie mogła się bowiem zdecydować czy na miejscu wystarczyło być trzy godziny wcześniej, cztery czy może popełnili wielki błąd i nie spędzili tam zeszłej nocy. Psy już dzień wcześniej wyprowadziły się do dziadków, więc przynamniej o nie nie musieli się martwić.
Ale gdy przeszli już przez wszystkie bramki bezpieczeństwa, a ogromne cztery walizki oddali do luku bagażowego… wcale nie było lepiej. Nawet najdroższa kawa na świecie nie ukoiła nerwów Elsy i to do tego stopnia, że poszłaby pod zły gate, spóźniając się tym samym na własny samolot. Ale na szczęście ktoś nad nią czuwał. Ktoś o pięknych oczach, cudownych loczkach i anielską cierpliwością.
Sam lot chyba był z tego wszystkiego najspokojniejszy. Bo gdy maszyna się ustabilizowała, a Dante mógł wreszcie poczuć krążenie w ściskanej przez dziewczynę ręce, ona wyciągnęła swojego laptopa i zaczęła pracować. Oglądała po raz milionowy zdjęcia modelek, przyglądała się szkicom projektów, do których miała wymyślić i przygotować fryzury, czytała ściągnięte wcześniej wywiady z Riccardo Dolore, a do tego powtarzała sobie zwroty po włosku, których uczyła się specjalnie na ten wyjazd. W końcu byłby wstyd, gdyby nie potrafiła zamówić kawy bądź wspomnianego już kieliszka wina w rodzimym języku kelnera. A gdy zamknęła komputer i schowała go do torby, głowa jakoś sama osunęła jej się na ramię chłopaka, potem na brzuch, a na końcu na kolana, gdzie też się zatrzymała.
Zasnęła. Wreszcie.
I spała tak do końca lotu. Obudziło ją dopiero kołowanie samolotu, a swój kolorowy łeb podniosła w chwili, gdy jedna ze stewardess dziękowała pasażerom za wspólną podróż.
— Florencja… — wymruczała leniwie, od razu odnajdując usta chłopaka swoimi i racząc je czułym buziakiem. — Pierwszy pocałunek w Europie już mamy zaliczony — Uśmiechnęła się promiennie. Teraz jeszcze musieli dotrzeć do hotelu, gdzie mieli spędzić najbliższe cztery noce. Ale na szczęście, wysłano po nich kierowcę, który powinien już na nich czekać przy wyjściu. Wobec tego największe wyzwanie stanowiło w tej chwili odebranie bagaży.



Dante Levasseur

Italian dream

: czw cze 11, 2026 7:08 pm
autor: Dante Levasseur
Oczywiście, że przez większość czasu cieszył się z wylotu do Włoch dokładnie tak samo jak Elsa – zarówno z tego, że mieli wybrać się tam wspólnie, jak i z tego, że niewątpliwie był to całkiem istotny punkt w jej karierze. Mimo wszystko, przynajmniej od czasu do czasu trudno byłoby nie uznać, że tych wszystkich włoskich tematów pojawiało się jednak trochę za dużo. Albo po prostu niekoniecznie w tych najlepszych momentach – bo za taki raczej trudno byłoby uznać środek nocy, tuż przed wylotem. A jednak i tak musiał przecież – wciąż jeszcze nie budząc się w pełni i nie do końca przyswajając to, o co faktycznie go pytała – zapewnić ją, że bez tej jednej nerki na pewno dalej kochałby ją tak samo. Jeszcze bardziej najpewniej bez języka, jeśli pozbawienie jej go miałoby być jedynym sposobem, by wreszcie przestała snuć te swoje nocne teorie o mniej lub bardziej niezbędnych do życia organach i zwyczajnie poszła spać. Albo chociaż dała się wyspać jemu, skoro sama najwyraźniej miała nieco inne plany.
Niestety, próba zamknięcia jej ust własnymi, nie okazała się ani tak skuteczna, jak mógłby oczekiwać, ani nie dała zbyt długotrwałego efektu. W rezultacie noc miała okazać się bezsenna dla nich obydwojga, a to, że po niej udało im się rzeczywiście względnie bezproblemowo trafić na lotnisko – a także właściwy lot – można było chyba uznać za zwykły łut szczęścia. Albo faktycznie zasługę tego, że przynajmniej jedno z nich było zwyczajnie niewyspane, nie będąc przy tym kompletnie niewyspanym i zestresowanym kłębkiem nerwów. Z kolei możliwość wyspania się w samolocie była chyba dostateczną motywacją, by Dante mógł skupić się przynajmniej przez tych kilka nieco przydługich chwil, których trzeba było, by obydwoje mogli zająć właściwe miejsca. Wszystko, byleby nie przeoczyć tego konkretnego lotu i nie dopuścić do katastrofy, która z całą pewnością pozbawiłaby go snu na zdecydowanie zbyt długi czas.
Skoro jednak wszystko udało się bez większego problemu, mógł przynajmniej wykorzystać tę długą podróż na to, by odespać tę pełną abstrakcyjnych przemyśleń noc… I chociaż pewnie można byłoby mieć poważne zastrzeżenia do wygody podczas tego snu, raczej nie zamierzał na to narzekać. Zwłaszcza, że ten i tak okazał się wystarczający, by nieco przed lądowaniem obudzić się w całkiem niezłym nastroju – zwłaszcza, że to przecież nie jego czekało parę tygodni dość intensywnej pracy podczas ogarniania fryzur modelek…
I o ile na tego buziaka zafundowanego przez Elsę, trudno byłoby zareagować inaczej, jak tylko szczerym uśmiechem, nie omieszkał w kolejnej chwili poprawić go, poświęcając na niego zdecydowanie dłuższą chwilę.
Teraz faktycznie może być zaliczony – zaśmiał się krótko i uznając najwyraźniej, że skoro te formalności mieli już za sobą, rzeczywiście mogli udać się po te nieszczęsne bagaże. Choć oczekiwanie na nie raczej trudno byłoby zaliczyć do jakkolwiek ciekawego zajęcia. Zwłaszcza, że najwyraźniej wszystkie cztery walizki po prostu nie mogły pojawić się w tym samym czasie, jakby pracownicy lotniska zamierzali testować albo cierpliwość, albo spostrzegawczość pasażerów podczas wypatrywania przez nich swojej własności. Trzy pierwsze walizki mimo wszystko trafiły do nich względnie szybko, lądując wkrótce na podłodze i wraz z nimi oczekując na tę ostatnią, która… najwyraźniej wcale nie zamierzała się pojawiać. Ani po ciągnących się w nieskończoność kolejnych piętnastu minutach, w trakcie których Dante zdążył już rozsiąść się na jednym z bagaży, ani po trzydziestu, w trakcie których zaczął już rozważać krótką drzemkę lub spacer po okolicy…
Może jednak nie było w niej nic aż tak ważnego i możemy na przykład uznać, że w zupełności wystarczą nam te trzy…? – podniósł wreszcie spojrzenie na Elsę, mimo wszystko spodziewając się jej odpowiedzi. Bo oczywiście, że w każdej z czterech walizek znajdowały się rzeczy absolutnie istotne i niezbędne do przetrwania tych kilku tygodni. Przynajmniej jej zdaniem, które zdążył poznać już w czasie, kiedy zajmowała się ich pakowaniem. I nawet jeśli nie do końca się z nim zgadzał – w końcu potrafił wyjechać na rok, zabierając ze sobą ledwie jeden plecak… i to tylko dlatego, że również właśnie ona uznała, że jednak warto byłoby spakować się przed wyjazdem – raczej nie miał większych szans, by spróbować je przeforsować. Nie widział więc większej nadziei również teraz, nawet jeśli wszystko wskazywało na to, że kolejnych kilka godzin mogli spędzić na lotnisku, poszukując tej nieszczęsnej walizki. Bo pewnie to właśnie w niej znajdowały się te najważniejsze i najbardziej niezbędne do przeżycia rzeczy…

Elsa Eriksen