Robbie <-> Iris
: pt cze 12, 2026 2:20 pm
W tle leciała cicho muzyka. Smęty, jak lubił je nazywać Robbie, ale były kojące dla duszy, czy raczej pomagały połączyć się z tą jej częścią, która potrzebowała przeżyć jakieś emocje i uporządkować je. Na blacie kuchennym stała pusta, niska szklanka, obok butelka dobrej whisky, ale nawet nie otwarta. Oraz pomarańczowa fiolka, na etykiecie której pierwsze litery układały się w nazwisko pacjenta, a później VICO...
Robbie siedział w salonie na jednym z foteli, nawet nie koncentrując spojrzenia na tej dziwnej ekspozycji. Jakby sam się zastanawiał nad tym, która strona tej wagi jest cięższa. Ramie doskwierało mu dzisiaj bardziej niż zwykle, ale też od rana nie wziął żadnej z tabletek, które normalnie już by połknął. Wreszcie ból wygrał na tyle, że Cole podniósł prawą rękę i zaczął nieudolnie rozmasowywać ramię.
- Szkoda, że jesteś pielęgniarką, a nie fizjoterapeutką. - mruknął pod nosem rozbawiony swoim żartem, po czym sięgnął po telefon leżący na stoliku kawowym i wbił pierwsze litery jej imienia.
Iris...
Zawahał się. Przez chwilę jeszcze mógł udawać przed samym sobą, że nie zamierza dzwonić. Jego palce nerwowo przebierały po ekranie telefonu, który szybko się zablokował. A potem nagły impuls, który sprawił, że odblokował go i nadusił zieloną słuchawkę.
Pierwszy sygnał, drugi...
Stary teraz już się nie wyprzesz, że dzwoniłeś. I co powiesz...
- Hallo? - aż się wyprostował w fotelu słysząc zmęczony dyżurem głos.
- Złapałem Cię w złym momencie, co? - zapytał, dalej nie mając żadnego planu...
Iris Valentine
Robbie siedział w salonie na jednym z foteli, nawet nie koncentrując spojrzenia na tej dziwnej ekspozycji. Jakby sam się zastanawiał nad tym, która strona tej wagi jest cięższa. Ramie doskwierało mu dzisiaj bardziej niż zwykle, ale też od rana nie wziął żadnej z tabletek, które normalnie już by połknął. Wreszcie ból wygrał na tyle, że Cole podniósł prawą rękę i zaczął nieudolnie rozmasowywać ramię.
- Szkoda, że jesteś pielęgniarką, a nie fizjoterapeutką. - mruknął pod nosem rozbawiony swoim żartem, po czym sięgnął po telefon leżący na stoliku kawowym i wbił pierwsze litery jej imienia.
Iris...
Zawahał się. Przez chwilę jeszcze mógł udawać przed samym sobą, że nie zamierza dzwonić. Jego palce nerwowo przebierały po ekranie telefonu, który szybko się zablokował. A potem nagły impuls, który sprawił, że odblokował go i nadusił zieloną słuchawkę.
Pierwszy sygnał, drugi...
Stary teraz już się nie wyprzesz, że dzwoniłeś. I co powiesz...
- Hallo? - aż się wyprostował w fotelu słysząc zmęczony dyżurem głos.
- Złapałem Cię w złym momencie, co? - zapytał, dalej nie mając żadnego planu...
Iris Valentine