I bake because punching people is frowned upon
: sob cze 13, 2026 9:00 am
001
Będzie super, nauczysz się czegoś nowego mówili.
Każdy kto znał Gruszkę doskonale wiedział, że potrafiła gotować, jednak wypieki to była dla niej czarna magia. I chociaż próbowała wielokrotnie, skutki jej poczynań były opłakane bez względu na to czy w pełni skupiała się na tym co robiła, czy też podążała dokładnie za wytycznymi przepisu, z którego korzystała.
Nic więc dziwnego, że wpadła w końcu na pomysł, by poprawić swoje piekarnicze umiejętności i miała zamiar zrobić wszystko, by tak się stało.
Kilka dni po ostatniej porażce była w drodze do domu kultury, gdzie miał odbywać się kurs pieczenia, o którym ogłoszenie rudowłosa informację znalazła w internecie, nie miała zbyt zadowolonej miny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi, a także dwa spalone piekarniki i niezliczoną ilość prób kończących się fiaskiem i kuchnią wyglądającą jak po wybuchu bomby nuklearnej, wskazywały na to, że Gruszka i wypieki to nie było ani najlepsze, ani tym bardziej najbezpieczniejsze połączenie.
Problem tkwił jednak w samozaparciu rudej bestii, a raczej w jej oślim uporze, bo kiedy tylko Pear na coś się uparła, nic nie mogło jej powstrzymać — nawet doświadczenie kilku ostatnich lat. To właśnie z tego powodu wchodziła właśnie do jednej z sal w domu kultury, która została przerobiona na wzór tych, które widywała w programach kulinarnych, które tak namiętnie oglądała.
Gruszka miała nadzieję, że faktycznie miało to być spotkanie dla początkujących, chociaż takiej informacji nie mogła znaleźć w internecie. Nie miała zamiaru się już wycofywać — w końcu wpłaciła zaliczkę, przesunęła zmiany w pracy i po raz kolejny rozciągnęła dobę, by znaleźć się na kursie.
Z niepewną miną zajęła miejsce przy jednym ze stołów pełnym sprzętów, z których rozpoznała jedynie robota kuchennego i blender. Naprawdę mocno liczyła na to, że uda jej się czegoś nauczyć i chociaż raz wyjdzie jej coś poza zakalcem albo nuklearną bombą, po której pół dnia musiała sprzątać kuchnię.
— Cześć. — Zagadnęła do dziewczyny, która zajęła miejsce tuż obok niej. — Mam nadzieję, że naprawdę będziemy robić wszystko od podstaw. Może chociaż raz uda mi się upiec biszkopt, który będzie wysoki albo nie będzie rozpływał się jak glut, którym teraz bawią się dzieciaki. — Przyznała z lekkim uśmiechem, chociaż nie była do końca pewna, czy przyznawanie się do braku talentu było czymś, co powinna była zrobić na dzień dobry. — Czytałam gdzieś, że ma nas podobno uczyć jakaś mistrzyni cukiernictwa z Ottawy. — Dodała, teraz już zaczynając paplać, by po chwili wlepić spojrzenie swoich ciemnych oczu w stojącą obok dziewczynę. — Pear. — Przedstawiła się, wyciągając w kierunku brunetki piegowatą dłoń, gdy dotarło do niej, że nie zrobiła tego na samym początku.
Jamie Park