excuse me
: sob cze 13, 2026 3:36 pm
Dzisiejszy dzień w Toronto aż prosił się o to, żeby poprzechadzać się po parkach. Przynajmniej takich, gdzie może nie byłoby zbyt dużej liczby ludzi z problemami używkowymi. No ale to było Toronto. Jakiś bezdomny albo osoba chora psychicznie znajdowała się praktycznie na każdym kroku, ale tego poranka, o dziwo, Rosenhall miała passę. Przechadzała się, słuchając muzyki i przypominając sobie tamten wieczór. Ten, w którym całowała się z Ace’em. Ten, w którym odkryła, jak przyjemne uczucie zostawało na opuszkach jej palców, gdy wtapiała je w jego włosy. Czemu w ogóle o tym myślała? Get a fucking grip, Rosenhall!
Anyways, chciała porobić coś, co nie będzie jej przypominało o tamtej sytuacji. Teraz była tylko ona, park i zajebiście dobre smoothie, które trzymała w dłoni, raz po raz popijając przez słomkę. Smak mango wymieszany z truskawkami i ananasem rozchodził się po jej języku, cholernie orzeźwiający i słodki... Zatrzymała się na chwilę, przełączając piosenkę w telefonie, po czym ruszyła dalej, starając się znaleźć jakąś ławkę w cieniu. Zaczęła się rozglądać i po chwili zauważyła jedną, stojącą pod ogromnym dębem. Idealnie. Ruszyła w jej kierunku, dopiero po chwili dostrzegając, że na ławce siedziała bardzo elegancka kobieta. Im bliżej podchodziła, tym bardziej Rosenhall łapała się na tej idiotycznej myśli, że zajebiście byłoby tak wyglądać. Sama miała zbyt niską samoocenę, żeby długo się nad tyn zastanawiać, więc chciała tylko uśmiechnąć się do kobiety i usiąść na drugim końcu ławki. Tyle że zanim zdążyła to zrobić, podbiegł do niej jakiś koleś bez koszulki. Już po źrenicach widziała, że coś brał. - Dasz parę dolców? - zapytał, nawet nie próbując brzmieć, jakby naprawdę prosił. - Nie, przepraszam - odparła, odwracając wzrok. I wtedy, ni stąd, ni zowąd, koleś dosłownie zamachnął się i uderzył w jej smoothie. Kubek wypadł jej z dłoni, poleciał na ziemię i rozprysnął się po chodniku, ochlapując nie tylko Thalię, ale też tę elegancką kobietę siedzącą na ławce. - Kurwa mać, serio?! - rzuciła za kolesiem, który tylko uśmiechnął się pod nosem i odmaszerował, zadowolony z siebie. Thalia zacisnęła szczękę, po czym spojrzała na kobietę.. na bałagan na jej ubraniach... na swoje ciuchy i na ten nieszczęsny kubek leżący na ziemi. - Fuck, przepraszam za niego.
kobieta z ławki
Anyways, chciała porobić coś, co nie będzie jej przypominało o tamtej sytuacji. Teraz była tylko ona, park i zajebiście dobre smoothie, które trzymała w dłoni, raz po raz popijając przez słomkę. Smak mango wymieszany z truskawkami i ananasem rozchodził się po jej języku, cholernie orzeźwiający i słodki... Zatrzymała się na chwilę, przełączając piosenkę w telefonie, po czym ruszyła dalej, starając się znaleźć jakąś ławkę w cieniu. Zaczęła się rozglądać i po chwili zauważyła jedną, stojącą pod ogromnym dębem. Idealnie. Ruszyła w jej kierunku, dopiero po chwili dostrzegając, że na ławce siedziała bardzo elegancka kobieta. Im bliżej podchodziła, tym bardziej Rosenhall łapała się na tej idiotycznej myśli, że zajebiście byłoby tak wyglądać. Sama miała zbyt niską samoocenę, żeby długo się nad tyn zastanawiać, więc chciała tylko uśmiechnąć się do kobiety i usiąść na drugim końcu ławki. Tyle że zanim zdążyła to zrobić, podbiegł do niej jakiś koleś bez koszulki. Już po źrenicach widziała, że coś brał. - Dasz parę dolców? - zapytał, nawet nie próbując brzmieć, jakby naprawdę prosił. - Nie, przepraszam - odparła, odwracając wzrok. I wtedy, ni stąd, ni zowąd, koleś dosłownie zamachnął się i uderzył w jej smoothie. Kubek wypadł jej z dłoni, poleciał na ziemię i rozprysnął się po chodniku, ochlapując nie tylko Thalię, ale też tę elegancką kobietę siedzącą na ławce. - Kurwa mać, serio?! - rzuciła za kolesiem, który tylko uśmiechnął się pod nosem i odmaszerował, zadowolony z siebie. Thalia zacisnęła szczękę, po czym spojrzała na kobietę.. na bałagan na jej ubraniach... na swoje ciuchy i na ten nieszczęsny kubek leżący na ziemi. - Fuck, przepraszam za niego.
kobieta z ławki