I just need a quick glance
: sob cze 13, 2026 3:49 pm
Przyjechał do Toronto w jednym, bardzo wyraźnym celu. Odnaleźć zabójcę swojego brata. Nie tylko zabójcę lecz również tego, kto to zlecił. Nie wierzył do końca w to, że to była zbrodnia z przypadku. To wszystko było zbyt przemyślane. Stał za tym profesjonalista, a nie ma nikogo lepszego by znaleźć takiego profesjonalistę niż inny specjalista.
Na razie jego poszukiwania nie szły najlepiej, ku jego frustracji oczywiście. Policja nie miała zbyt wielu poszlak, uznali to za wypadek. Banda konowałów. Przez to jednak nie zrobili wystarczająco dużo w swoim śledztwie by wyciągnięcie ich akt zaprowadziło go wystarczająco daleko. Musiał zdać się na swój instynkt oraz umiejętności. Podejść do tego jak podchodził do jednego ze swoich zleceń. Wpierw poznać cel, później zaplanować jak go wyeliminować.
Ze swoim bratem nie był szczególnie blisko. W życiu swoich bliskich starał się być tylko cieniem. Nie chciał sprowadzać na nich niepotrzebnej uwagi ze strony swojego świata. Z resztą jego brat zawsze miał problem z tym jak potoczyło się jego życie. Obwiniał Magnusa o standardy, jakie nakreślił jako najstarszy z rodzeństwa. Kwestie finansowe zawsze były czymś, co wzniecało między nimi kłótnie. Najstarszemu Grimstadowi nie brakowało pieniędzy, to prawda. Miał ich mnóstwo zarówno ze swojej legalnej firmy jak i tej nielegalnej działalności. Z początku całkiem chętnie dzielił się swoim majątkiem, ale nie zamierzał mieć swojego brata całe życie na utrzymaniu. Zwłaszcza, że miał dość dużą skłonność, jeśli nie problem z hazardem. O jeden raz za dużo przegrał jego pieniądze w jakimś kasynie, więc w końcu został odcięty, co oczywiście sprawiło, że ich relacja jeszcze bardziej się ochłodziła.
Co nie znaczyło, że zamierzał pozostawić jego śmierć bez odpowiedzi. Tyle był mu winien. Stąd pojawienie się w klubie Fifth. Z tego, co dowiedział się od kilku znajomych Petera, był tu stałym bywalcem. Lubił pokazać się na salonach. Tworzyć pozory. Naturalnie zatem był to dobry punkt zaczepienia. Pojawił się tutaj krótko przed zamknięciem. Nie lubił zwracać na siebie uwagi. Robić afery. Przez kilka dni obserwował jak działa obsługa. Doskonale wiedział, że pierwszy ochroniarz na wejściu będzie już szykował się do wyjścia. Zneutralizowanie go nie było problemem. Nawet jeśli był już trochę stary i nie pracował w swoim zawodzie nadal zwykli ochroniarze nie byli dla niego większym problemem. Problemem tego klubu było to, że każdy był przypisany do swojego rewiru, nie patrzyli na siebie nawzajem. Dlatego tak łatwo było mu pojawić się pod drzwiami do biura właścicielki. Wszedł do środka bez większych oporów zamykając za sobą drzwi z filiżanką kawy w dłoni.
- Dobry wieczór, uciąłem sobie pogawędkę z ochroniarzami i wszyscy zgodnie stwierdzili, że cały monitoring trafia właśnie do tego komputera. - spojrzał na ten leżący na jej biurku - Czy miałaby Pani coś przeciwko żebym je przejrzał? Mój brat był tutaj stałym bywalcem. - powiedział zupełnie spokojnie, z delikatnym uprzejmym uśmiechem na ustach.
Starał się być tak nie niebezpieczny jak tylko potrafił. Wyglądał po prostu jak dobry biznesmen. W drogim, dobrze skrojonym garniturze, ułożoną fryzurą, przyjemnymi perfumami.
Darcy Bowman
Na razie jego poszukiwania nie szły najlepiej, ku jego frustracji oczywiście. Policja nie miała zbyt wielu poszlak, uznali to za wypadek. Banda konowałów. Przez to jednak nie zrobili wystarczająco dużo w swoim śledztwie by wyciągnięcie ich akt zaprowadziło go wystarczająco daleko. Musiał zdać się na swój instynkt oraz umiejętności. Podejść do tego jak podchodził do jednego ze swoich zleceń. Wpierw poznać cel, później zaplanować jak go wyeliminować.
Ze swoim bratem nie był szczególnie blisko. W życiu swoich bliskich starał się być tylko cieniem. Nie chciał sprowadzać na nich niepotrzebnej uwagi ze strony swojego świata. Z resztą jego brat zawsze miał problem z tym jak potoczyło się jego życie. Obwiniał Magnusa o standardy, jakie nakreślił jako najstarszy z rodzeństwa. Kwestie finansowe zawsze były czymś, co wzniecało między nimi kłótnie. Najstarszemu Grimstadowi nie brakowało pieniędzy, to prawda. Miał ich mnóstwo zarówno ze swojej legalnej firmy jak i tej nielegalnej działalności. Z początku całkiem chętnie dzielił się swoim majątkiem, ale nie zamierzał mieć swojego brata całe życie na utrzymaniu. Zwłaszcza, że miał dość dużą skłonność, jeśli nie problem z hazardem. O jeden raz za dużo przegrał jego pieniądze w jakimś kasynie, więc w końcu został odcięty, co oczywiście sprawiło, że ich relacja jeszcze bardziej się ochłodziła.
Co nie znaczyło, że zamierzał pozostawić jego śmierć bez odpowiedzi. Tyle był mu winien. Stąd pojawienie się w klubie Fifth. Z tego, co dowiedział się od kilku znajomych Petera, był tu stałym bywalcem. Lubił pokazać się na salonach. Tworzyć pozory. Naturalnie zatem był to dobry punkt zaczepienia. Pojawił się tutaj krótko przed zamknięciem. Nie lubił zwracać na siebie uwagi. Robić afery. Przez kilka dni obserwował jak działa obsługa. Doskonale wiedział, że pierwszy ochroniarz na wejściu będzie już szykował się do wyjścia. Zneutralizowanie go nie było problemem. Nawet jeśli był już trochę stary i nie pracował w swoim zawodzie nadal zwykli ochroniarze nie byli dla niego większym problemem. Problemem tego klubu było to, że każdy był przypisany do swojego rewiru, nie patrzyli na siebie nawzajem. Dlatego tak łatwo było mu pojawić się pod drzwiami do biura właścicielki. Wszedł do środka bez większych oporów zamykając za sobą drzwi z filiżanką kawy w dłoni.
- Dobry wieczór, uciąłem sobie pogawędkę z ochroniarzami i wszyscy zgodnie stwierdzili, że cały monitoring trafia właśnie do tego komputera. - spojrzał na ten leżący na jej biurku - Czy miałaby Pani coś przeciwko żebym je przejrzał? Mój brat był tutaj stałym bywalcem. - powiedział zupełnie spokojnie, z delikatnym uprzejmym uśmiechem na ustach.
Starał się być tak nie niebezpieczny jak tylko potrafił. Wyglądał po prostu jak dobry biznesmen. W drogim, dobrze skrojonym garniturze, ułożoną fryzurą, przyjemnymi perfumami.
Darcy Bowman