I work out because I really, really like food.
: sob cze 13, 2026 9:53 pm
002
Zaczęła delikatnie, od truchtu na bieżni, dochodząc do wniosku, że kilkukilometrowa jazda rowerem to było jeszcze za mało. Przez cały czas, nuciła sobie pod nosem ulubione kawałki, bo jak na złość zapomniała o swoim odtwarzaczu. W ogóle nie przejmowała się ludźmi dookoła — większość i tak zajęta była sobą i nie zwracała uwagi na rudego kurdupla.
Chwilę po przebieżce podeszła do ławeczki, krytycznym wzrokiem mierząc czekającą tam na nią sztangę. Jeszcze raz przekonała siebie, że da sobie radę zwiększając nieco ciężar, który miała zamiar wycisnąć. Przygotowała sprzęt, po czym trzymając ręce pod boki obeszła go kilka razy, przyglądając mu się ze zmarszczonym czołem. Z boku zapewne wyglądało to przekomicznie, jednak w głowie Gruszki toczyły się istne cuda — dopingowała samą siebie, chyba nawet lepiej, niż kibice Toronto Maple Leafs przed najważniejszym meczem sezonu.
W końcu jednak po kolejnej rundce wokół ławeczki i trzech głębokich oddechach zabrała się do rzeczy.
Pierwsze trzy powtórki poszły gładko, nawet rudej brewka nie drgnęła.
Przy czwartym nadęła lekko policzki.
Przy piątym i szóstym poczuła, że ręce powoli odmawiają jej posłuszeństwa, a policzki i szyja są niemal tak czerwone jak jej długie włosy. Oddychała nieco ciężej, zmuszając się do kolejnego, siódmego już powtórzenia. Przy ósmym, zaparła się tak mocno stopami o podłoże, że mimowolnie uniosła biodra, ale dała radę.
— Poradzisz sobie. — Warknęła na siebie w ramach motywacji, decydując się na kilka sekund więcej przerwy przed dwoma finalnymi powtórzeniami. Wzięła dwa głębsze oddechy i ponownie zabrała się do ćwiczeń. Tym razem było dużo gorzej, ledwie uniosła sztangę do góry, a kiedy ta spoczęła na jej klatce piersiowej, Gruszka nie miała siły jej podnieść. Dłonie jej zadrżały, a ona w przypływie lekkiej paniki rozejrzała się dookoła, dostrzegając stojącego nieopodal mężczyznę, którego jako tako kojarzyła. Spojrzenie jakie mu posłała miało zawierać w sobie nieme: No i na co się gapisz? , jednak efekt zdecydowanie mogła zepsuć jej czerwona z wysiłku buzia. — Czemu tak stoisz? — Wyrzuciła z siebie, jeszcze raz próbując unieść ciężką sztangę. — Pomóż. — Dodała jeszcze, licząc na dobre serce wielkoluda, choć z pozycji leżącej nie była w stanie tak do końca prawidłowo oszacować jego wysokości.
Matheo Bachmann